o autorce i blogu

Absyntowa Wróżka (czyli Absyntowa, jeszcze częściej Absynt - wbrew pozorom to zdrobnienie) przyczepiła się* do mnie niezbyt oryginalnie, ale za to bardzo trafnie, ze względu na moje zamiłowanie do dekadencko-sielskiego życia na obrzeżach współczesności i nieposkromioną chęć destylacji zajmujących szczególików z historii kultury. Możliwe, że jest to zaraźliwe, więc proszę uważać! Poza tym pisuję, ale ponieważ ostatnim polskim pisarzem przez pe był podobno Sienkiewicz, a reszta to liche literaty, zwłaszcza po roku '89, się tu nie będę za bardzo rozczulać nad swoimi grafomaństwami. Znacie mnie z innych miejsc. Ten blog to miejsce na publicystyczne odpady magioaktywne. 

Zajmuję się zupełnie serio baśniologią, czyli narracjami niesamowitości (z potrzeby serca), interesuje mnie sztuka i mózgi (z potrzeby umysłu), nieobce są mi grafomaństwa (jak wspomniałam), twórstwa i bazgroły (z potrzeby duszy). Licencję na antropologizowanie dają mi studia na kulturoznawstwie (specjalizuję się w kulturach Dalekiego Wschodu - do tego stopnia, że robię sobie zdjęcia w yukacie, produkuję egzystencjalnie powykręcane sushi i wybijam amatorsko zęby, uprawiając kenjutsu), historii sztuki (japonizmy) i filozofii (teoria umysłu, antropologia filozoficzna) oraz interdyscyplinarne doktoratowanie. Piszę dla frajdy swojej i cudzej, artykuły mniej i bardziej poważne do portali, pism i serwisów humanistycznych, filmoznawczych oraz o szeroko pojętej kulturze. Poza tym, co już mogliście tu i tam przeczytać, mam jeszcze szufladę pełną przyszłych arcydzieł, za które ktoś weźmie się po mojej śmierci, gdy będę mieć szansę zostać niedocenioną za życia. Zdarza mi się też pisaniem i baśniologizowaniem zarabiać na życie. Antropologię i storytelling z wymiernym powodzeniem wykorzystuję w projektach marketingowych. Posiadam nawet firmę, więc wystawiam za to faktury VAT i można mnie ciągać po sądach. Nie radzę jednak, polecam uwadze fragment o kenjutsu.

Lubię myśleć o sobie jako o zbieraczu rzeczy ważnych wśród pozornie nieistotnych. Moim zdaniem tym właśnie powinien zajmować się prawdziwy badacz, niezależnie od tego, co jest przedmiotem jego badań. Od tego są szkiełko i oko, żeby widzieć to, co dla zwykłego śmiertelnika jest przezroczyste. Blog jest skutkiem ubocznym tego myślenia. Poza tym, to miejsce to taka chmurka nad światem kulturowego nałogowca, czasami więc piszę o dziwnych rzeczach i strzelam focha.

* Nie ja to wymyśliłam. Stoi za tym długa i zajmująca historia. Do tego romantyczna, komiczna, ezoteryczna i obecnie nostalgiczna i raczej bardzo osobista. Pozwólcie, że zachowam ją dla siebie i kilku już wtajemniczonych osób. Grunt, że wiecie, że absynty to takie małe chochliki, które czasami sprowadzają na manowce. Niech nikogo nie kusi, żeby mówić, że nie ostrzegałam. Znów.

Wszelkie skargi, zażalenia, listy miłosne i pogróżki przyjmuję ja: la_feeverte@wp.pl lub jeden z moich kotów, ten elokwentny: pocztakotalucyfera@gmail.com

Nie przyjmuję do recenzji kosmetyków, żelazek ani snopowiązałek! 


Uwaga! Ten blog nie ma żadnej wartości naukowej ani literackiej. Proszę takich wniosków nie wyciągać.










10 komentarzy:

  1. pocztakotalucyfera@gmail.com... piękny adres. Coś z klimatów rodem z Mistrza i Małgorzaty Bułhakowa. Kot Behemot :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze mi spirytusu nie proponowano, ale fakt ma coś z Behemota. Gdyby jeszcze tylko gadał po ludzku (bo gadatliwy jest), to mamy komplet. Kasowałby za mnie bileciki w tramwaju :D Każdy czarny kot ma tendencję do bycia Lucyferem, większość się nimi staje, nasz też (ale to w schronisku go tak już nazwali). Z racji tego, że jest bardzo wygadany i dostojny stał się Kotem Lucyferem, a ostatnio lubi być Imperatorem Kotem Lucyferem :D

      Usuń
  2. Mi się podoba ten opis. ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi się nawet podobało pisanie :D Jest to jeden z tych opisów, które sprawiają, że blog nie spełnia wymogów popularnego bloga, ale nie mogłam się powstrzymać (zresztą, takich ambicji to ja nie mam na składzie) :D

      Usuń
  3. Jestem poprostu zauroczona Tobą i Twoim blogiem Absyncie. Czytam go " od deski do deski " , delektuje się strona graficzną i z całego serca dziękuje za cudowny odpoczynek od codzienności, za ofiarowane przez Ciebie niewyczerpane zródło do zadumania, marzeń ale też głębszych refleksji.
    Jeśli istnieją dobre wróżki to z pewnością jesteś jedna z nich a przynajmniej ja tak sobie właśnie je wyobrażam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Takie słowa są paliwem dla blogera. W przypadku wróżki - nektarem :D

      Usuń
  4. Nie pamiętam ile koniunkcji sfer minęło od czasu, kiedy zajarałem się czyimś blogiem aż tak jak Twoim. Jestem w niebie, zwłaszcza że sam chciałem coś podobnego kiedyś zmontować aczkolwiek o nieco innym nachyleniu, jeno że u Ciebie to jest nie do przebicia pod kątem poziomu ^^

    Dusza ma wyje na podobieństwo wilkołaka po udanym polowaniu, albowiem nie tylko treść ale i forma (w tym słowem zabawa i neologizowanie) wywołuje uśmiech na zbójeckiej japie mej.

    Z głębi serca dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A btw... Alkohole preferujesz jako łapówki? ;p

      Usuń
    2. Hahahah nie myślałam jak dotąd nigdy nad łapówkami. Z natury jestem wybitnie uczciwym człowiekiem chyba :D

      Usuń

Witam w mojej baśni!
Zostawiając komentarz, tworzysz to miejsce razem ze mną.
Ze względu na spam moderuję komentarze do starszych postów.