czwartek, 13 kwietnia 2017

Germańska bogini, czarownice i Wielkanoc

Przeglądając wielkanocne pocztówki vintage, można natrafić na naprawdę dziwne rzeczy. Uroczy, nostalgiczny kiczyk to zajączki, jajeczk, kurczaczki i kwiatuszki. Czasami w fantazyjnym wydaniu: w automobilach, w kostiumach z różnych epok, w scenkach rodzajowych, w występach niemalże cyrkowych i dziś już zupełnie niezrozumiałych "metaforach" pomyślności. Pisałam o tym w poprzednich latach. W tym roku chciałabym jednak napisać Wam o pozostałościach pogańskich w Wielkanocy. Posiłkując się przykładami starych kartek świątecznych (po więcej zapraszam na Fb Absyntowej Wróżki), gdzie znajdziecie nie tylko poczciwe pisanki, ale i czarownice. Nie dlatego, że sama nie obchodzę Wielkanocy i jestem pogańską propagandzistką (nie obchodzę w tym okresie czasu żadnych świąt, chociaż obchodzi mnie ten okres czasu i można powiedzieć, że od pierwszego kwitnienia drzew w okolicy do pierwszego upalnego wieczoru mam swoje Święto Wiosny), ale dlatego, że to po prostu bardzo interesujące. Pamiętajmy, że dla pogańskiej, a w większości rolniczej Europy przywitanie wiosny było czymś bardzo, ale to bardzo ważnym. Należało zrobić to odpowiednio. Nie będzie jednak nudnych jaj i zajączków. Zabawimy się za to w etymologów i łowców czarownic.