środa, 29 marca 2017

Wracam z wikingami i baśniami

Jeśli wycofywać się na pozycje taktycznie uzasadnione, to tylko w dobrym towarzystwie, prawda? Moi drodzy czytelnicy, mam nadzieję, że mi wybaczycie niechlubną historię ponownego nawiania stąd. Umówmy się tak, że sprawy nie było albo może raczej uznajcie, że towarzystwo, w którym wracam było tym samym, w którym nawiałam. Załóżmy, że do tych pilnych życiowych spraw, które odciągnęły mnie od bloga należy grzebanie w swoich korzeniach (zaraz się wyjaśni co mają do tego wikingowie...), co nie brzmi znów tak straszliwie banalnie. Wiem, jakich wymówek się ode mnie oczekuje: jako Wróżka, istota magiczna, a już zwłaszcza Absynt, istota jawnie i prowokująco nierealna nie powinnam się przyznawać do tego, że w końcu, po dłuższym już czasie walki z nawarstwiającymi się przeciwnościami, przygięła mnie do ziemi niedorzeczność jaką jaką jest ludzka egzystencja. Możliwe, że czytając tu o mitologii nordyckiej (a następne wpisy w tej tematyce poświęcę m.in. wielkiej epickiej opowieści o stracie, śmierci i odrodzeniu) wyczujecie osobiste akcenty, ale nie będę się nurzać w prywacie, bo nie mam takiego zwyczaju. Dziś tylko się wytłumaczę ze swoich podłych, blogerskich manier i w ramach wynagrodzenia zaproponuję wstęp do tematyki nordyckiej


Ilustracja do zbioru baśni nordyckich (Norske Folke-Eventyr. Anden forøgede Udgave w oryginale) Petera Christena Asbjørnsena autorstwa Reginalda L. Knowlesa & Horaceego  J. Knowlesa  - do poczytania po norwesku TU


Wspomniałam o tym, że było jakieś grzebanie w osobistej przeszłości. Nie chcąc poruszać prywatnych wątków, bo odkąd blog jest otwarty, broniłam się przed tym, muszę jednak jakoś się do tego odnieść. Bawiąc się od jakiegoś czasu w poszukiwania genealogiczne, wpadłam najpierw na trop azjatycki, co, jak możecie się domyślać, znając moje zainteresowania, bardzo mnie ucieszyło, a niedawno pojawił się wyrazisty wątek Inflant oraz majaczący na ich tle właśnie wątek skandynawski (który wiele by wyjaśnił w temacie moich wikińskich wad, głupiego uporu, parszywej dumy i trudnego do utemperowania charakteru - miło byłoby zrzucić to na geny). To właśnie tym zabawom w genealoga zawdzięczacie mój powrót. Raczej nie myślałam o zamknięciu bloga, ale przyznaję, że nie myślałam też o tym, kiedy znów napiszę. Historia z moim grzebaniem w przeszłości jest jednak zabawna, bo od kilku miesięcy intensywnie główkuję właśnie nad baśniami nordyckimi, co zaskutkowało, między innymi, kolejnymi "stronami" pisaniny do szuflady - tym razem oberwało się Czerwonemu Kapturkowi (obecnie na moim komputerze jest 1031 stron luźnych grafomaństw, już dwa razy miałam się za nie zabrać, ale dwukrotnie różne sprawy mi to uniemożliwiły). Są rejony kulturowe, do których mnie ciągnie. Od dawien dawna są to głównie Japonia, Celtowie i Skandynawia (łącznie z ugrofińską częścią tradycji). O tematach związanych z tym ostatnim wątkiem nie zdarzało mi się pisać tu zbyt często, chociaż są u mnie prawie stale pod ręką - od baśni przez sztukę po filozofię. Jednak nawet jeden z pierwszych antropologicznych tematów, który się przewinął przez tego bloga, dotyczący muchomorów, musnął szalonych wikingów, co świadczy o sile moich zainteresowań. Mitologia nordycka była jedną z pierwszych pełnych mitologii, jakie poznałam. Na początku liceum przeszłam okres intensywnych poszukiwań duchowych i wtedy też zainteresowałam się symboliką run, co oznacza, że poznałam ją bardzo dobrze od tamtego czasu, chociaż mój agnostycyzm tak, jak nie ugiął się przed buddyzmem, traktowanym inaczej niż specyficzna praktyka psychologiczna/psychoterapeutyczna, tak nie skapitulował przed Odynem. Niemniej wszelkie systemy wierzeń i języki symboliczne oparte mocno o zmysłowe, konkretne, a nawet bolesne, a do takich zalicza się mitologia nordycka, doświadczenie życia i przyrody są bliskie mojej wrażliwości. Na polu prywatnych rozmyślań i poszukiwań estetycznych nieraz też pożeniłam ze sobą motywy skandynawskie i japońskie, bo obie kultury mają wątki wspólne oraz wzajemnie dla siebie atrakcyjne. Nie muszę chyba tłumaczyć się z zamiłowania do skandynawskiej, staroświeckiej przytulności (przy okazji, jak doszło do tego, że surowa kultura wojowników zamieniła się w muminkowe wnętrza to wielka zagadka i kiedyś pobawię się w badacza tego tematu). Podzielam je z wieloma osobami, które interesują się historią i aranżacją wnętrz. Tak bardzo mi po drodze z tą całą Skandynawią, że byłoby po prostu nietaktem nie uczcić tak ciekawego odkrycia wpisem na blogu. 

Na zachętę Völuspá (Przepowiednia Wieszczki). Nie będę tłumaczyć czym jest ten poemat. Jeśli nawet nie czytacie Eddy do poduszki, to być może kojarzycie pieśń w tej wersji z pewnego serialu. Tu w solowym, lirycznym wykonaniu Einara (bez zakrwawionych zwierzęcych głów w formie dekoracji, lepiej chyba, żeby kojarzył nam się z Wardruną ;))




Poemat rozpoczyna Eddę starszą (Eddukvæði).
Tu w całości w przekładzie ze staroislandzkiego i opracowaniu Apolonii Załuskiej-Strömberg (wyd. Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław-Kraków 1986):

1. Słów mych słuchajcie, potomkowie święci,
Wyżsi i niżsi Heimdalla synowie,
Każesz mi mówić, Ojcze Wszechpotężny
O dawnych dziejach, jak sięgnąć pamięcią.
2. Pomnę olbrzymów przed wieki poczętych
Co piastunami byli moimi
I pomnę dziewięć światów i dziewięć
Świętego drzewa korzeni w głąb ziemi.
3. W zaczątkach świata za czasów Ymira
Ni piasku, ni morza, ni chłodnych bałwanów,
Nie było ziemi i nie było niebios,
Ni traw nie było - lecz czeluść otchłani.
4. Aż Bura synowie wydźwignęli ziemię
I Midgard sławny pobudowali
Słońce południa ogrzało głazy
A bujnym kwieciem okryły się pola.
5. Towarzyszyło słońce miesiącowi,
Prawicę swoją kładło na skraj nieba,
Słońce nie znało mieszkania swego,
A miesiąc mocy swej nie znał,
Gwiazdy - gdzie stać, nie wiedziały.
6. Bogowie wszyscy sejm wielki zwołali,
I Nieśmiertelni tak nad sprawą radzili:
Miesiącowi na nowiu i Nocy imię dali,
Poranek nazwali i Południe takoż
I Podwieczerz i Wieczór, by móc liczyć lata.
7. Asowie się zeszli na Idawale,
Chram i ołtarze wznieśli wysokie,
Kowalskie zrobili ognisko, złoto obrabiali,
Obcęgi kuli, narzędzia stwarzali.
8. Igrzyska urządzali na dziedzińcu weseli,
Nie mieli niczego, co nie było złotem,
Póki nie przyszły trzy Thursów dziewice
Z Jötunhrimu, ojczyzny Olbrzymów.
9. Bogowie wszyscy sejm wielki zwołali,
I Nieśmiertelni nad sprawą radzili,
Kto tu ma stworzyć karłów zastępy
Z Brimira krwi i Blaïma kości.
10. Tam wtedy Modsognir stworzony został,
Najznamienitszy, Durin jako drugi;
Ci ulepili z gliny mnóstwo karłów
Na podobieństwo ludzkie - tak zaświadczył Durin.
11. Nyi i Nidi, Nordri i Sudri
Austri i Westri, Althojf, Dwalin,
Nar i Nain, Niping i Dain,
Bifur, Bafur, Bombur, Nori
An i Onar, Ai, Mjödwitnir
12. Wigg i Gandalf, Windalf, Thorin,
- Thror i Thrain, Thekk, Witr i Lit,
Nyr i Nyrad - teraz ja karłów
- Reginn i Radswid - wiernie wyliczyłam.
13. Fili, Kili, Fundin, Nali,
Heptifili, Hannar, Swiur,
Frar, Hornobori, Frägra i Loni,
Aurwangr, Jari, Eikinskjaldi.
14. Pora powiedzieć ludziom Dwalina
Rzeszy karłów - Lofar ród ten zaczął -
Co z skalistych stron bagnistym szlakiem
Na piaszczyste ciągnęli ławice.
15. Tam był Draupnir i Dolgthrasir,
Hor, Haugspori, Hlewang, Gloin,
Dori, Ori, Duf, Andwardi,
Skirfir, Wirfir, Skafid, Ai.
16. Alf i Yngwi, Eikinskjaldi,
Fjalar i Frosti, Fidr i Ginnar;
Póki ludzkość trwać będzie, wiadomo,
Że rodu praojcem jest Lofar.
17. Wtedy z tej rzeszy zstąpili trzej Asowie,
Mocni i miłościwi, do mgieł niebytu;
Ujrzeli na ziemi w niemocy leżących
Aska i Emblę, nieświadomych losu.
18. Ducha nie mieli i tchu nie mieli,
Ni krwi, ni głosu, ni rumieńców zdrowych;
Dech dał im Odin, a duszę dał Hönir,
Krew dał im Lothur i rumieniec zdrowy.
19. Wiem, gdzie jesion stoi, Yggdrasill się zowie,
Lśniącą wilgotnością pień jego zroszony;
Z niego idzie rosa, co w dolinach spada,
Koło Urd studni wciąż zieolny stoi.
20. Stamtąd przybyły dziewy wszechwiedzące,
Trzy, z owej sali, co pod drzewem stoi;
Urd zwie się pierwsza, a druga Werdandi
- rytowały w drzewie - Skuld na imię trzeciej,
Postanawiały losy, zakreślały żywot,
Ludzkim istotom stwarzały przeznaczenie.
21. Pierwszą na świecie wojnę pomnę
Gdy na oszczepy Gullweig wbili,
Kiedy ją w hali Hara spalili,
Trzykroć palili trzykroć odrodzoną,
Wielokroć razy, a wiecznie żywą.
22. Heid ją zwano, gdy w dom wchodziła,
Wieszczka mądra, różdżce moc dawała,
Czarowała wszędy zmysłów obłąkanie,
Złym niewiastom - rozkosz i radość.
23. Najwyżsi Rządcy sejm wielki zwołali,
I Nieśmiertelni nad sprawą radzili
Czy grzywnę Asowie powinni zapłacić,
Czy też wszystkie bogi ofiary równo dzielić.
24. Rzucił był Odin oszczep w tłum wojów
Pierwsza na świecie walka to była,
Wał twierdzy Asów powalon został,
Waleczeni na pole wkroczyli Wanowie.
25. Bogowie wszyscy sejm wielki zwołali,
i Nieśmiertelni nad sprawą radzili,
Nieszczęść kto klęskę na niebo sprowadził
i żonę Oda olbrzymowi oddał.
26. Thor gniewem wzburzon samowładnie most wzniósł
- Rzadko spokojny w podobnych sprawach:
Złamane słowa, przysięgi i śluby,
i ważne umowy wspólnie zawarte.
27. Wiem, że Heimdalla róg jest ukryty
Pod świętym drzewem, gdzie wiatr świeży wieje,
Rzekę widzę tokiem nań rwącą obfitym
Z zastawu Walfadra: wiecież teraz, czy nie?
28. Na dworzem siedziała, gdy starzec przyszedł,
Asów król, i w oczy mi spojrzał głęboko:
"Czemu pytacie mnie, stawiacie na próbę?
Wszystko wiem, Odinie, gdzieżeś oko ukrył.
29. Wiem, że Odina oko jest ukryte
W sławnej Mimira studni;
Każdego dnia Mimir pije miód
Z zastawu Odina: wiecież teraz, czy nie?
30. Pierścienie Herföd dał i naszyjniki
[...............................................................]
Dostał wieszczby mądre, czarów wzrok przyszłości,
Patrzałam daleko, widziałam każdy świat.
31. Widziałam z daleka przybyłe walkirie
pędzić gotowe do pól bohaterów,
Skuld tarczę niosła, i Skogul druga,
Gudr, Hild, Gondul i Geirskogul.
32. Widziałam ukryte skrwawionego boga,
Odina dziecka dziecka, Baldra, przeznaczenie:
Wysoko nad wałem stał rosły
złej sławy lecz piękny krzew jemioły.
33. Stała się z jemioły, co wiotką się zdała
Śmiercionośna strzała: Höd ją wypuścił.
Baldra brat urodził się wkrótce,
Noc jedną miał syn Odina, wroga gdy zabił.
34. Rąk nie mył wcale ni włosów nie czesał,
Póki nie przywiózł na stos wroga brata;
Ale Frigg płakała w Fensali
Nad klęską Walhalli: wiecież teraz, czy nie?
35. W więzach widziałam, u źródeł gaju
Zło przynoszącego, podstępnego Loka,
Sygin tam siedzi, losy małżonka
Szczęścia jej nie dały: wiecież teraz, czy nie?
36. Rzeka płynie od wschodu dolinami jadu
Mieczów pełna, oszczepów, Slid się nazywa
[...............................................................]
[...............................................................]
37. Stała na północy na polach Nidu
Sala ze złota, Syndry rodu,
Inna zaś stała na Okólni
Sala uczt olbrzyma, Birmir jego imię.
38. Salę widziałam: z dala od słońca stoi
Na Wybrzeżu Trupów, na północ wychodzą wrota;
Jadu krople przez dymnik padają,
Z grzbietów wężów plecione są ściany.
39. Tam widzę rzekę, pod prąd żmudnie brodzą
Krzywoprzysiężcy i mordercy-wilki;
Tam ssie Nidhög umarłych ciała,
Wilk rozrywa ludzi: wiecież teraz, czy nie?
40. W żelaznym lesie na wschodzie stara siedzi,
Rodzi tam pomiot Fenrirowi,
A z nich wszystkich najokrutniejszym jest
Pożerca słońca w postaci Wilka-Olbrzyma.
41. Ciałami umierających zaspokaja głód,
Siedziby bogów zbluzgał krwią.
Słońce czernieje, a późniejsze lato
Pełne jest klęsk; wiecież teraz, czy nie?
42. Na kropcu siedział, grając na harfie,
Pasterz baby-olbrzymy, Eggdir wesoły;
Zapiał mu na drzewie
Ciemnoczerwony kogut, Fjalar zwie się.
43. Asom pieje Gollinkambi,
Budzi on wszystkich u Herjafadra,
Inny zaś pieje w głębi podziemiach,
Jak sadze rudy, na salach Heli.
44. Szczeka teraz Garm głośno przed Gnipa jamą,
Okowy pekają, Fenrir-wilk wolny pędzi;
Wiele wiem, przyszłość widzę,
Bogów przeznaczenie, zwycięzców upadek.
45. Bracia bić i zabijać się będą,
Dzieci sióstr rodzonych związki krwi kalają,
Czasy szaleństwa, bezwstydu, cudzołóstwa,
Wiek topora, wiek miecza i tarcz strzaskanych,
Wiek zamieci wilczych nim świat w przepaść runie.
46. Syny Mimira powstają, a śmierć
Oznajmia stary Gjallarhorn;
Głośno dmie Heimdall, róg wznosi wysoko,
Odin rozmawia z głową Mimira.
47. Drży jesion Yggdrasil, wyniosły,
Jęczy stare drzewo, a Olbrzym idzie na wolność;
Przerażeni czekają wszyscy w krainie Heli
Aż Surta brat świat pochłonie.
48. Jak jest z Asami? Jak jest z Alfami?
Wrzawa w Jötunheimie, Asowie na tingu;
Stękają karły u kamiennych drzwi,
Skalnych ścian mędrcy: wiecież teraz, czy nie?
49. Szczeka Garm głośno przed Gnipa jamą,
Okowy pękają, Fenrir-wilk wolny pędzi;
Wiele wiem, przyszłość widzę,
Bogów przeznaczenie, zwycięzców upadek.
50. Hrym jedzie od wschodu, tarczę dzierży
Wije się wąż świata, straszny w swej wściekłości,
Bije morskie bałwany, a orzeł skrzeczy
Szarpiąc zwłoki; Naglfar nadpływa.
51. Statek sunie od wschodu, lud Muspellu płynie
morskim szlakiem, a Loki jest u steru;
Ciągną Olbrzymy, wszyscy razem z Wilkiem,
Byleipta brat im towarzyszy.
52. Surt idzie z południa z ogniem zniszczenia,
Boskich wojów miecz jak słońce błyszczy,
Skały kruszą się, wiedźmy w przepaść lecą,
Męże kroczą śmierci drogą, niebo pęka.
53. Hlin po raz wtóry doznaje smutku,
Gdy Odin do walki z wilkiem rusza,
A Beli zwycięzca przeciw Surtowi;
Pada w boju mąż umiłowany Friggi.
54. Przybiega syn Sygfadra, wielki Widar,
By z zwierzem, co trupy żre, walczyć,
I wbija miecz synowi Hwerdrunga
Prosto w serce; ojciec został pomszczony.
55. Spieszy sławny syn Hlodyny:
W górze wysoko wąż lśniący zieje,
Smokowi na spotkanie syn Odina idzie.
56. Z wściekłością go wali obrońca Midgardu;
Męże wszyscy swoje opuszczają domy;
Dziewięć kroków wstecz cofnął się syn Fjörgyny,
Zlany jadem gada, śmiercią naznaczon - i sławą.
57. Słońce ciemnieje, ziemia osuwa się w morze,
Spadają z nieba jasne gwiazdy,
Szaleją dymy i ogień, co życie ożywiał,
Płomieni żar wysoko strzela w niebo.
58. Szczeka Garm głośno przed Gnipa jamą,
Okowy pękają, Fenrir-wilk pędzi wolny,
Wiele wiem, przyszłość widzę,
Bogów przeznaczenie, zwycięzców upadek.
59. Widzę, jak znów się wyłania
Ziemia z morza, zieleniejąca;
Lecą wodospady, a orzeł nad nimi,
Ten, co w górskiej krainie ryby łowi.
60. Asowie się zeszli na Idawale
O wężu Midgardu rozprawiają ważnie,
O wydarzeniach wspominają wielkich,
O starych Fimbultyra rozprawiają runach.
61. Tam potem cudowne
Złote tablice w trawie się znajdą,
Te, co za dawnych czasów posiadali.
62. Rola nie obsiana będzie rodziła
Zło w dobro się przemieni; Baldr wróci,
Na Hropta boiskach zamieszka Höd i Baldr
W świątyni bogów: wiecież teraz, czy nie?
63. Tam wybierze Hönir wróżbiarską różdżkę,
Bratańcy Tweggja budować będą
Obszerne niebiosa - wiecież teraz, czy nie?
64. Salę widzę, od słońca piękniejszą,
Dach złotem kryty, na Gimleï:
Sprawiedliwi tam mieszkać będą,
Szczęścia wiecznego doznawać będą.
65. Wtedy przyjdzie Wielowładny, co sądzi,
Wszechmocny z wysokości, co rządzi.
[...............................................................]
[...............................................................]
66. Smok ciemny tam nadlatuje,
Wąż lśniący, z dołu od Nidafjöll,
Na piórach Nidhögg - lecąc nad polem -
Niesie trupy - teraz ginie.


Często porównuje się mitologię nordycką z antyczną. O ile takie łopatologiczne porównania przynoszą więcej szkody niż pożytku, o tyle wyłapanie 
w kontekście pewnej uniwersalności bywa pomocne, gdy chcemy wyciągnąć coś współcześnie ciekawego z mitologicznych i potem ludowych/baśniowych narracji. Wiele osób uważa, że dawne mitologie to przebrzmiała pieśń przeszłości. Skorupa myślenia, które już nie ma żadnej siły przebicia we współczesnym świecie, a jeśli już to przybiera formę intelektualnej skamieliny, bo kto dziś wierzy w bajki o bogach. Dawne opowieści okazują się jednak mieć niesamowitą moc, bo zauważmy, że wcale o nich nie zapomnieliśmy mimo zmian cywilizacyjnych. Jeśli dla kogoś pogańska pradawność to tylko zabobon i bieganie na golasa po lasach, to niech się rozejrzy trochę po popkulturze. Ba, niech się przyjrzy swojej kulturze w ogóle, kinu, literaturze, archetypom zaklętym w tradycji i przekazie masowym (nie mającym nic wspólnego ze stereotypami, co często ludziom się myli), a zobaczy, że mit wcale nie umarł. Siła dawnych opowieści przyciąga i zniewala, bo zawarte w nich prawdy nie mają na celu jedynie tłumaczenia świata, gdy brakuje lepszych narzędzi (przyznaję, że antropologowie lubią widzieć to w ten sposób, a to dość płytkie postrzeganie zjawiska). Jesteśmy istotami racjonalnymi, potrzebujemy wytłumaczeń. Na tle innych stworzeń wyróżnia nas inteligencja. To jednak nie jest nasza istota. W sumie nie wiemy czy jakąś mamy. Pozostajemy z samym pytaniem. Nawet czysty racjonalizm kapituluje w tym miejscu, nie ma nic do powiedzenia tam, gdzie stajemy oko w oko z własnym istnieniem. Po co żyjemy? Jaki jest sens ludzkiego istnienia w wielkim wszechświecie? W pierwszym sezonie serialu Wikingowie jest taka scena, gdzie pojmany przez Ragnara podczas łupieżczej wyprawy mnich dopytuje wikingów o szczegóły ich wierzeń. Gdy docierają do pytania o początek świata, słyszy wielką, malowniczą opowieść, która wyraźnie go zachwyca. Sam z kolei spytany, jak według jego wierzeń wyglądał początek świata, nie ujawnia się ze skromną i już też w jego czasach zracjonalizowaną wizją chrześcijańską. W pogańskich mitach jest krew, cierpienie i rozkosz. Są wielkie namiętności, wielkie poświęcenie i wielka odwaga. Śmierć bez żadnych zabaw w usprawiedliwianie bytu, otrzymuje sens w samej sobie, w dobrej śmierci, która staje się po prostu obowiązkiem każdej istoty. Dobra śmierć, zarówno własna jak i cudza, to w wierzeniach opartych o paradygmat cykliczności jako istoty świata, celebracja natury rzeczywistości. Oddanie jej hołdu. Do tego nie są specjalnie potrzebne świątynie, kapłani, rytuały, bogowie z konkretnymi atrybutami. To tylko dodatek. Liczy się siła mitu, który wierzący opowiada sobie stale na nowo. Jego Thor czy Odyn byliby tylko drewnianymi figurkami, gdyby nie potrafił odnaleźć ich w wirze walki czy podczas burzy. Być może dlatego po usunięciu tych "przeterminowanych" współcześnie elementów kultury (niektórzy lubią w tym miejscu użyć właśnie słowa zabobon) pozostaje sam rdzeń, czyli opowieść. Nadal zachwycająca, nadal wskazująca człowiekowi wartości i dotykająca najważniejszych spraw w życiu bez budowania wokół nich teorii.

Moim zdaniem, zamiast iść drogą bratania bogów z różnych panteonów lepiej w tym wypadku odwołać się do innych związków. W przeszłości dzisiejsze tereny skandynawskie zamieszkiwały ludy, u których utrzymały się długo wpływy pierwotnych praktyk ekstatycznych, ważne staje się pytanie o szamanizm, a z kolei w Eddach przekaz mitologiczny został wzbogacony o chrześcijańskie pierwiastki. W przypadku Przepowiedni Wieszczki to o tyle ważne, że zakończenie jest bardzo po myśli chrześcijańskiej eschatologicznej wizji dziejów świata. Z kolei, moim zdaniem, nawet nie z antropologicznego, co z filozoficznego punktu widzenia, to właśnie obraz końca świata, Ragnarok, odsłania w największym stopniu istotę nordyckiego myślenia mitycznego. Jeśli więc chcemy naprawdę rozumieć (co znaczy właściwie już poczuć, wychodzimy poza obszar przyglądania się za pomocą szkiełka i oka) uniwersalne treści pojawiające się później w folklorze i baśniach, ten rdzeń wielkiej narracji nordyckiej jakim jest mit Ragnarok jest po po prostu kluczowym punktem programu. Chrześcijańska wizja umieszcza koniec świata we właściwym sobie porządku. Aby zrozumieć sens cyklu zniszczenia i odrodzenia niezależny od tej wizji, trzeba się zabrać za skandynawskie mity, odwołując się do starszej nawet od nich tradycji ekstatycznej religii. Właśnie o tym będą dwa następne wpisy dotyczące skandynawskiej tematyki na blogu. Jeden poświęcę na zagadnienie szamanizmu/magii seidr, a nawet konkretnie - zwierzęcych duchów opiekuńczych, możliwego rytualnego homoseksualizmu oraz roli kobiet w praktykach religijnych (czyli rozbiję stereotypową wizję skandynawskiej kultury kręcącej się wokół testosteronu). W drugim wypadałoby zająć się końcem świata. Potem zabierzemy się za moje ulubione tematy, czyli za baśniozbieractwo.

* Określenia wikingowie używam sobie tu trochę niefrasobliwie, bo chodzi nie tyle o historyczne wyprawy i życie najemnego zbira, ale o mitologię i wierzenia związane z dawną Skandynawią. 

_________________________________________________________________________

Wpisy na tym blogu prawie od zawsze mają określony kierunek, w którym wypisuję się najwięcej, najbardziej, najchętniej - w przybliżeniu antropologiczny. Dzieje się to siłą rzeczy, bo jest to pobocze moich zainteresowań naukowych, jakbym nie mogła przestać myśleć na określone tematy (przyznaję, że zdarzyła mi się nawet niefortunna próba wciągnięcia rodziny w dyskusję o znaczeniu potraw wigilijnych, podczas, jak można się domyślać, wigilijnej kolacji). Możliwe, że jest jeszcze gorzej, bo jako typ nonkonformistyczny, gdy tylko widzę jakieś drogi i dróżki poboczne, wertepy i manowce, to od razu wiodę siebie tam na zatracenie. W najłagodniejszej wersji przybiera to formę dygresji i tak pewnego razu dygresja przybrała imię bloga, ratując mnie przed gorszym losem. Tak czy inaczej wygląda to na jedyny trwały nałóg w moim życiu. Nałóg, któremu jestem wierna. Nic dziwnego, bo ja bez pisania, bez opowiadania sobie zginęłabym, wcześniej straciwszy tzw. zdrowe zmysły. Postanowiłam, że jako jedyna pani i władczyni tego przybytku rozkoszy intelektualnych ostatecznie zjednoczę rozproszone tu myśli pod jednym sztandarem. Ustanawiam więc antropologiczny w przybliżeniu (jestem władcą wyrozumiałym dla ludzkiej słabości) i lekko narracyjny charakter bloga o historii kultury. "Antropologiczny w przybliżeniu" oznacza, że nie będę się za bardzo babrać w poważnych teoriach, ale pisząc o wybranym zjawisku kultury, będę umieszczać je na szerszym tle, szukać kontekstu, czasami źródeł, no i nie zabraknie tu nigdy tematów, które pociągają antropologa kultury najbardziej, czyli wierzeń, kultów, zwyczajów, mitów. Wpisy może będą rzadsze, ale bardziej treściwe. Mam nadzieję, że pewną niespodzianką będą dla Was te, które omawiać będą zjawiska z przeszłości, które już znacie, ale nie patrzyliście na nie od strony, którą Wam zaproponuję. Wcześniej tego raczej nie robiłam w myśl zasady, że nie ma sensu pisać o tym, o czym piszą wszyscy. Mam jednak wrażenie, że to, co jest zazwyczaj słabością, w moim wypadku może okazać się siłą. Pasjonaci przeszłości, jak sama nazwa wskazuje, mają do niej nieobojętny stosunek. Kiedy piszę, staram się to robić z punktu widzenia kogoś głodnego wiedzy, emocjonalnie niezaangażowanego, a tymczasem wszyscy lubimy odnosić się przede wszystkim do opinii, do gustów, które podzielamy lub nie, jesteśmy istotami z gruntu oceniającymi i wartościującymi. Wyjście poza ten stan to już pozycja bliska postawie badacza, nie zawsze komfortowa, wymagająca pogłębionej myśli, większej uwagi dotyczącej szczegółów. Będę się jednak trzymać tego kierunku, bo to właśnie on wyróżnia mojego bloga na tle innych i stanowi o jego charakterze. Siłą rzeczy, posty wybitnie obrazkowe, w tym artyści tygodnia trochę nie pasują do tej nowej, spójnej koncepcji (co nie znaczy, że przestanę pisać o sztuce). Robiąc porządki, zauważyłam, że Absyntowa Wróżka jest obecnie blogiem tak bogatym w treść, że jeśli ma się nie załamać pod własnym ciężarem, muszę utrzymać dyscyplinę. Nie martwcie się jednak na zapas. "Artysta tygodnia" po prostu trafia na stronę Fb, którą już od jakiegoś czasu prowadzę z zadowalającym mnie powodzeniem. Obrazków, także tych uroczych, nostalgicznych kiczyków, które czasami tu się pojawiły, nigdy tam nie zabraknie. Zapraszam!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witam w mojej baśni!
Zostawiając komentarz, tworzysz to miejsce razem ze mną.
Ze względu na spam moderuję komentarze do starszych postów.