środa, 29 marca 2017

Wracam z wikingami i baśniami

Jeśli wycofywać się na pozycje taktycznie uzasadnione, to tylko w dobrym towarzystwie, prawda? Moi drodzy czytelnicy, mam nadzieję, że mi wybaczycie niechlubną historię ponownego nawiania stąd. Umówmy się tak, że sprawy nie było albo może raczej uznajcie, że towarzystwo, w którym wracam było tym samym, w którym nawiałam. Załóżmy, że do tych pilnych życiowych spraw, które odciągnęły mnie od bloga należy grzebanie w swoich korzeniach (zaraz się wyjaśni co mają do tego wikingowie...), co nie brzmi znów tak straszliwie banalnie. Wiem, jakich wymówek się ode mnie oczekuje: jako Wróżka, istota magiczna, a już zwłaszcza Absynt, istota jawnie i prowokująco nierealna nie powinnam się przyznawać do tego, że w końcu, po dłuższym już czasie walki z nawarstwiającymi się przeciwnościami, przygięła mnie do ziemi niedorzeczność jaką jaką jest ludzka egzystencja. Możliwe, że czytając tu o mitologii nordyckiej (a następne wpisy w tej tematyce poświęcę m.in. wielkiej epickiej opowieści o stracie, śmierci i odrodzeniu) wyczujecie osobiste akcenty, ale nie będę się nurzać w prywacie, bo nie mam takiego zwyczaju. Dziś tylko się wytłumaczę ze swoich podłych, blogerskich manier i w ramach wynagrodzenia zaproponuję wstęp do tematyki nordyckiej


Ilustracja do zbioru baśni nordyckich (Norske Folke-Eventyr. Anden forøgede Udgave w oryginale) Petera Christena Asbjørnsena autorstwa Reginalda L. Knowlesa & Horaceego  J. Knowlesa  - do poczytania po norwesku TU