wtorek, 4 października 2016

Jesienna deprecha według Johna Atkinsona Grimshawa (artysta tygodnia)

Nadchodzi pora deszczu i opadania słońca pod nogi. Powietrze będzie trochę lepkie i grobowe. Światło mdlejące. Zdecydowanie melancholia i nostalgia. Jeśli ktoś, tak, jak ja, chętnie się zanurza w jesienny nastrój, gdy ten już przyjdzie na dobre, a nie tylko jako smętna tęsknotka za latem, zapraszam na spacer po obrazach mistrza tego rodzaju przyjemności, pana Grimshawa.

Evening Glow



Twórczość Johna Atkinsona Grimshawa pozostaje nasycona wpływem prerafelitów, ale ma w sobie pierwiastek, którego na obrazach artystów tego kręgu raczej nie znajdziecie. Jego nocne pejzaże, czasami miejskie, czasami ukazujące ponure rezydencje to kwintesencja romantycznej, mrocznej "wiktoriańskości". Spokojnie mogłyby zagrać w Draculi. Nikłe, oniryczne światło gazowych lamp, mokry bruk, a zwłaszcza hipnotyzujący księżyc sprawiają, że te pozornie przewidywalne, trochę zalatujące dobrze sprzedającą się tendencją obrazy mają w sobie szczególny urok.


Lovers in a Wood

In Peril (1879)

Glasgow Docks

Boar Lane, Leeds by lamplight (1881)

A Moonlit Evening (1880)

Autumn Regrets (1882)

Elaine

Nightfall Thames

At The Park Gate (1878)

Reflections on the Thames, Westminster (1880)

Near Hackness, a_moonlit scene with pine trees

Shipping on the Clyde (1881)

The Lovers

Knostrop Hall early morning


Obrazy Grimshawa mają w sobie coś jeszcze, co sprawia, że są mi szczególnie bliskie. Po pierwsze, mam często wrażenie, że byłam tam, w miejscach, które malował i to dokładnie w takich okolicznościach, jakie malował. Po drugie, przechadzając się po mieście wieczorem, zwłaszcza, gdy świat zalewa takie samo baśniowe światło, mam poczucie, że przenoszę się w czasie, że wyczuwam, jakby tętniło pod tkanką teraźniejszości to dawne, minione już życie, codzienność. Pojawia się wrażenie, że to sen o przeszłości i ja w niej jestem, czuję ją bardzo konkretnie - w zapachu jesiennych liści, w szelestach pod nogami, w migotaniach świateł, w milczących gestach bezlistnych gałęzi na tle księżyca. Patrząc na obrazy Grimshawa czuję to samo.

4 komentarze:

  1. Nie znałam tego malarza, cieszę się, że mi go przybliżyłaś - jego obrazy mają w sobie coś hipnotyzującego :) Podoba mi się, że niektóre z nich umiejscawiał w środku zaludnionego miasta - myślę, że nie sztuką jest wywołać wrażenie niepokoju i melancholii np. w opuszczonym lesie czy wśród ruin jakiegoś starego zamczyska.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, właśnie, właśnie! Jego portowe nadbrzeża mogą wywołać taki sam dreszczyk, jak ponure rezydencje. Czysta esencja tego, co można, urozmaicając określenie używane w krajach anglosaskich, określić jako "urban victorian gothic"

      Usuń
  2. Pięknie to ujęłaś pod koniec, faktycznie coś w tym jest! Ja również jestem zachwycona tymi obrazami, mają świetny nostalgiczny klimat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są takie obrazy, które nie tylko pokazują przeszłość, ale pozwalają ją jakoś magicznie "poczuć".

      Usuń

Witam w mojej baśni!
Zostawiając komentarz, tworzysz to miejsce razem ze mną.
Ze względu na spam moderuję komentarze do starszych postów.