wtorek, 16 sierpnia 2016

Zabawki optyczne z XIX i początku XX wieku

Pamiętam z dzieciństwa zabawę w rysowanie na brzegach zeszytów obrazków, które ożywały, gdy szybko kartkowało się strony. Czy wiecie, że ma to swoją profesjonalną nazwę - kineograf? Tę samą frajdę urządzali sobie całkiem poważni wynalazcy. Marzenie o skonstruowaniu urządzenia, które odtwarzałoby naturalne wrażenie ruchu było obecne w świecie nauki od dawna. Wszystko jednak zaczęło się od niemalże dziecinnej zabawy, w której nauka miesza się z zachwytem. Przez ładnych kilka lat, poprzedzających narodziny kina, różne wynalazki pozwalały wyczarować przesuwające się przed oczami widza scenki. Można ten okres uznać za fazę przejściową między fotografią, a kinem. Nikt nie spodziewał się, że jarmarczna rozrywka (pokrewna pokazom osobliwości, podczas których można było podziwiać kobietę z brodą czy dwugłowe zwierzęta), będzie kiedyś sztuką (kino często jest tak dziś określane, przynajmniej w swojej artystycznej części). Na początku były to raczej sztuczki. Iluzja, magia. Dziewiętnastowieczny człowiek pragnął pokazów niezwykłości, a sama nauka uchodziła jeszcze za dziedzinę czarów.

 
praca inspirowana obrazem uzyskanym dzięki kalejdoskopowi, Elias Zacarias (http://mandalawallpaper.net/)


Pierwszym, najprostszym aparatem projekcyjnym, który pozwalał na rzutowanie obrazu ze szklanych przeźroczy była słynna laterna magica. Wystarczyła soczewka czy nawet zwykłe szkło z namalowanym obrazem i źródło światła. Wynalazek pojawił się już w XVII wieku, gdy jezuita Athanasius Kircher opisał go w Ars Magna Lucis et Umbrae, powołując się na Giambattistę della Portę, który pracował nad pomysłem wiek wcześniej. W dziewiętnastym stuleciu E.G. Robertson udoskonalił urządzenie dodając opcję regulacji ostrości. W tym czasie jednak triumfy zaczynały święcić już bardziej skomplikowane urządzenia i nastały czasy wielkiego rozwoju fotografii. 

latarnia magiczna z XVIII wieku, fot. Uwe Dettmar Deutsches Filminstitut Frankfurt


Latarnia magiczna nadal pozostawała popularnym elementem spotkań towarzyskich. Tak naprawdę to od niej należy liczyć prehistorię kina. Już osiemnastowieczne fantasmagorie z użyciem laterna magica były poprzednikami pokazów kinematograficznych.



Paul Sandby, Pokaz latarni magicznej, 1760


Innym starym wynalazkiem, który długo bawił, a niekiedy też uczył, był kalejdoskop. W 1816 roku szkocki uczony, David Brewster używał go jako przyrządu naukowego. Potrzebny był mu do doświadczeń związanych z badaniem polaryzacji światła. Cudowne mozaiki powstają dzięki parze zwierciadeł ustawionych pod kątem 22.5, 30 lub 45 stopni lub trzech tworzących graniastosłup równoboczny o kątach 60 stopni. Wielokrotne odbicia szkiełek w zwierciadłach, zmieniają się pod wpływem obracania kalejdoskopem i tworzą bajkowe kompozycje. Urządzenie szybko stało się popularną... zabawką. Ten optyczny mechanizm dzięki wielokrotnym odbiciom różnokolorowych szkieł w zwierciadłach tworzy symetryczne, bajecznie kolorowe figury, które zmieniają się przy obracaniu kalejdoskopu. W XIX wieku i na początku XX wieku zabawki optyczne i urządzenia bardziej profesjonalne, umieszczane w specjalnych salonach cieszyły się dużą popularnością. Złudzenia optyczne starano się osiągać nawet najprostszymi sposobami. Jedną z takich zabawek, do stworzenia której nie potrzebujemy nawet żadnych soczewek i rzutowania obrazu, jest taumatrop. To nic innego jak okrągły kawałek kartonika lub podobnego tworzywa, po którego obu stronach umieszczone są rysunki. Złudzenie powstaje, gdy szybko obracamy kartonik na sznurku (lub na patyku), tam i z powrotem i rysunki wydają się zlewać w jeden obraz. Zabawkę miał wymyślić John Ayrton Paris albo Peter Mark Roget. Przy wykonaniu ważne jest, aby rysunki umieścić po obu stronach z dużą precyzją.


rycina przedstawiająca taumatrop


Praksinoskopy do dziś używane są jako zabawki. Można je kupić w sklepach z artykułami dla dzieci. Jest to urządzenie w formie obracającego się bębna, w którym znajduje się taśma, co umożliwia widzenie ruchomego obrazu. Wynalazł je w 1877 roku pionier kinematografii Émile Reynaud. Praksinoskop był jednym z pierwszych przyrządów służących do pokazów kinematograficznych, ale, jak już wspomniałam, używano go chętnie jako zabawki.


praksinoskop

rycina prezentująca sposób działania praksinoskopu


Inną bardzo popularną zabawką optyczną w XIX wieku był fenakistiskop, który wykorzystywał specyfikę naszej percepcji, aby stworzyć wrażenie ruchu. Nazwę nadał mu jeden z dwóch niezależnych do siebie wynalazców, Joseph Plateau (drugim był Simon Stampfer, oba wynalazki datowane są na 1832/1833 rok).


fenakistiskop






Urządzenie było nieskomplikowane i w zasadzie można je zbudować samemu. Potrzebny jest drążek i okrągła tarcza z kartonu dookoła której należy umieścić rysunki przedstawiające kolejne etapy ruchu. Między obrazkami znajdują się nieduże otworki. Widz potrzebuje stanąć przed lustrem, z fenakistiskopem umieszczonym zamalowaną stroną tarczy w kierunku tafli. Następnie zaczynamy ruszać tarczą, patrząc przez otworki. Powstaje ciekawe złudzenie dające pozór ruchu. Zabawka była dość powszechna i wkrótce poza przedstawianiem samego ruchu zaczęto tworzyć całe historyjki. Można powiedzieć, że na długo przed narodzinami kina fabularnego narodziła się animacja. W 1853 roku Franz von Uchatius połączył urządzenie z latarnią magiczną, dzięki czemu obrazy mogła oglądać jednocześnie większa ilość osób. Natomiast w 1834 roku William George Horner stworzył wersję bez lustra - zoetrop. Podobnym do zoetropu urządzeniem był elektrotachyskop, wynaleziony przez niemieckiego fotografa Ottomara Anschütza w 1887 roku. Machina składała się z obrotowej tarczy, na której umieszczano obrazy z kolejnymi fazami ruchu. Oświetlano je za pomocą rurki Geisslera. Na linii wzroku widza znajdowało się okienko, w którym pojawiały się sprawiające wrażenie ruchu obrazy. Jak w przypadku wielu tego typu urządzeń (dotyczyło to również tych konkurujących już z kinematografem), mógł z niego korzystać naraz tylko jeden widz. Ograniczona była również długość ruchomych obrazów (a więc historyjek). Anschütz opatentował później ulepszoną wersję z dwoma obrotowymi dyskami. Wymienione przeze mnie wcześniej zabawki optyczne służyły głównie do tworzenia krótkich "animacji". To jednak fotografia stała się dziedziną, w której wynalazki poprzedzały bezpośrednio okres narodzin kina. To tu pojawiły się mutoskopkinetoskop i w końcu kinematograf.

kinetoskop


Przodkiem tych urządzeń był automat do prezentacji przezroczy stereoskopowych zwany fotoplastykonem. Fotoplastykony nadal są czynne w kilku miejscach, w Warszawie jedno z urządzeń działa nieprzerwanie od 1905 roku. W czasach największej popularności w Europie takich urządzeń znajdowało się kilkaset, a wypożyczalnie Fuhrmanna oferowały 150 tysięcy przezroczy stereoskopowych. Narodziny fotoplastykonu związane są popularnością fotografii stereoskopowej (licząc od lat 60. XIX wieku była ona coraz większa). Zaczęły powstawać urządzenia pozwalające na publiczne projekcje tak uzyskanych trójwymiarowych obrazów. W 1866 roku Alois Polanecky (przy pomocy optyka i fotografa Claude-Marie Ferriera) zbudował machinę składającą się  z 25 stereoskopów w wielobocznej obudowie. Wynalazek udoskonalił w latach 80. XIX wieku przedsiębiorca August Fuhrmann (Kaiser-Panorama). Fotoplastykon to urządzenie wieloboczne, w którym umiejscowione są wizjery, a fotografie przesuwane są co kilka sekund. Projekcję mogło oglądać zazwyczaj maksymalnie około 30 osób jednocześnie. W fotoplastykonach często prezentowano fotografie erotyczne.


fotoplastikon, fot. Fritz Jörn

Wspomniany przeze mnie Eadweard Muybridge w wyniku legendarnego zakładu o to, czy koń w galopie odrywa wszystkie nogi od podłoża (zakładał się Leland Stanford, który złożył zamówienie), zabrał się za specyficzny eksperyment fotograficzny. Musiał sfotografować każdą fazę biegu konia. Skrócił czas naświetlania, ustawił za torem odbijającą światło ścianę, pobawił się chemikaliami, podłoże wysypał wapnem. Wzdłuż toru ustawiono aparaty fotograficzne, które miały zarejestrować etapy biegu zwierzęcia, a aby tego dokonać rozciągnięto w poprzek toru nitki uruchamiające spusty migawek. Wyniki jego eksperymentu (sprawa nie taka oczywista, podejść było kilka) okazały się wielką sensacją. 
(na ilustracji po prawej E. Muybridge, Galopująca Sallie Gardner, 1878).



W latach 80. XIX wieku wynalazca jeździł po Stanach Zjednoczonych z cyklem wykładów, a przy pokazach posługiwał się zoopraksiskopem. Urządzenie to stworzył w 1879 roku. Projektor ma wirujący szklany dysk, na którym znajdują się obrazy (w pokazach Muybridge'a były to reprodukcje zdjęć) ukazujące kolejne fazy ruchu, rzutowane na ekran przy pomocy lampy. Później był wykorzystywany do projekcji różnych zestawów obrazów dających złudzenie ruchu. Powszechnie uważa się go za jeden bliskiego przodka kinematografu.







I tak animowane, proste historyjki były powoli wypierane przez projekcje atrakcyjnych fotografii i w końcu również filmików, które zachwycały "łapaniem życia", a nie tylko tworzeniem złudzenia  ruchu. Prawdziwym przełomem okazała się jednak pewna projekcja w Salon Indien du Grand Café, ale to już inna historia ;)

3 komentarze:

  1. Zawsze mam mnóstwo przyjemności z czytania Twoich opowieści, dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem zachwycona ty wpisem. Nigdy nie wpadłabym na to by szukać informacji o animacji, a tutaj jest.
    Super!
    Dziękuję

    OdpowiedzUsuń

Witam w mojej baśni!
Zostawiając komentarz, tworzysz to miejsce razem ze mną.
Ze względu na spam moderuję komentarze do starszych postów.