niedziela, 24 lipca 2016

Ilustracje do Małej Syrenki - przed epoką Disneya

W 1989 roku wytwórnia filmowa Walt Disney Pictures wpuściła do kin pluskającą się radośnie, rudowłosą Ariel. Syrenka uratowała firmę, która wisiała na skraju bankructwa. Jej spektakularny sukces odsunął jednak w cień baśń Andersena, na której oparto historię. Najgorzej jednak, że oryginalna baśń jest bardzo smutna, właściwie to chyba najsmutniejsza opowieść z tych najsławniejszych dłuższych utworów, które pisał Andersen, a pełnometrażowa animacja ma zupełnie inny wydźwięk. W literackiej wersji tragizm w niczym nie ustępuje dramatom Szekspira, np. Romeo i Julii. Zapraszam Was dziś na małą (pod)wodną przejażdżkę (czy takie sformułowanie ma sens?) wśród syrenek sprzed ery Ariel. Bywały i rudowłose, ale przede wszystkim da się wyczuć w tych ilustracjach cień tragedii, która wisi nad całą opowieścią. 

Helen Stratton



Po tym filmie, były kolejne (serial z lat 1992-1994, animacje z 2000 i 2008 roku), ale przede wszystkim całe uniwersum różnych gadżetów i zabawek. Rudowłosa syrenka zadomowiła się w masowej wyobraźni, jak nigdy wcześniej w historii baśni, wypierając całkowicie swój literacki pierwowzór. Może happy end tej opowieści w wydaniu Disneya byłby do przełknięcia, gdyby nie pozbawienie fabuły najważniejszego wątku: syrenka płaci najwyższą możliwą cenę za miłość. W andersenowskim oryginale to historia niebywałego poświęcenia się niewinności dla nadziei. Ze zbawieniem na końcu, ale bez happy endu. Tak to rozegrał mistrz baśni. Niewielu autorów to potrafi.

Helen Stratton


Helen Stratton

Helen Stratton

Helen Stratton

Helen Stratton


Edmund Dulac

Edmund Dulac

Edmund Dulac

A. Duncan Carse

Rie Cramer

Rie Cramer

Rie Cramer

Warwick Goble

4 komentarze:

  1. O tak, doskonale pamiętam, kiedy po raz pierwszy przeczytałam Małą Syrenkę Andersena - to było dwa lata temu, a ja byłam zupełnie nieświadoma, że to nie do końca będzie tak, jak u Disneya (myślałam, że zmiany w fabule były u niego tylko "kosmetyczne") - nie pamiętam, kiedy ostatnio jakakolwiek książka czy opowieść tak mną wstrząsnęła. Ilustracje piękne, szczególnie zachwyciły mnie te Edmunda Dulaca, mają taki posępny, baśniowy klimat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podejrzewam, że dzieci czytające Andersena już po obejrzeniu animacji przeżywają niezły szok i baśń może stać się wtedy dla nich bardzo nieprzyjemna.

      Nie wiem jaki do końca zamiar miał sam Disney. Chciał zrobić swoją animację jeszcze przed Śnieżką, ale mu się nie udało. W 1989 roku to już nie on był odpowiedzialny za końcowy efekt. Ciekawe czy też planował skończyć to tak zupełnie nie po myśli Andersena.

      Usuń
  2. < anonimowa Zofia W >
    Ta baśń jest niesamowicie poetycka i oryginalna. Opisy świata przedstawionego są cudowne. Co do produkcji Disneya - przede wszystkim odebrano syrence duszę. Wyrzucono całą warstwę duchową: przecież głównym tematem było pragnienie posiadania nieśmiertelnej duszy, którą syrena mogła otrzymać jedynie dzięki związaniu się z człowiekiem. :) Cała głębia została wyrzucona, z jednej strony ze względu na to, by dziecko mogło zrozumieć, a z drugiej strony, moim zdaniem, by przeciętny współczesny człowiek chciał to oglądać.
    Ale poza tym, Disneya bardzo lubię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, baśń jest nawet filozoficzna, a na pewno przekazuje refleksje Andersena, które równie dobrze mógłby zawrzeć inny autor w innej formie, uchodzącej w naszej kulturze za poważniejszą. Co tu owijać w bawełnę - wytwórnia bardzo zinfantylizowała wydźwięk tej opowieści. Nie jestem pewna czy bez tego można byłoby w jakikolwiek sposób opowiedzieć ją zgodnie z regułami Disneya. Zawsze mogli jednak zostawić ją w spokoju :D

      Usuń

Witam w mojej baśni!
Zostawiając komentarz, tworzysz to miejsce razem ze mną.
Ze względu na spam moderuję komentarze do starszych postów.