sobota, 2 lipca 2016

Granice technologii czy granice sztuki?

Takie zadałam sobie pytanie, gdy dowiedziałam się, że mamy nowego "rembrandta". W kwietniu bieżącego roku świat zarówno sztuki, jak i nauki obiegł interesujący news - projekt The Next Rembrandt pozwolił na stworzenie nowego... obrazu dawno zmarłego artysty według danych, które udało się uzyskać dzięki analizie dzieł. Portale informacyjne i popnaukowe opisały ten eksperyment jako artystyczne osiągnięcie sztucznej inteligencji, co jest pewnego rodzaju nieporozumieniem (nie będę wnikać w tak skomplikowaną tkankę, jak zagadnienie AI, to wymagająca operacja). Pomysł jest jednak o tyle niesamowity, że nie chodzi tu jedynie o odtworzenie obrazu w formie jaką możemy zobaczyć na ekranach komputerów. Specjaliści zadbali o to, by dzieło było "namacalne", miało fakturę i głębię starocia z muzeum. Osiągnięto to dzięki technologii wydruku 3D. Już w tym miejscu pojawia się jednak malutkie 'ale', które sprawia, że nie możemy okrzyknąć "zwycięstwa algorytmu nad geniuszem". Otóż, aby dobrać odpowiednie pociągnięcia pędzlem niezbędny okazał się czynnik ludzki, ten rodzaj znawstwa, którego nie da się do końca ugruntować na analizie. Fakturę "farby"* obrazu ostatecznie musiał wybrać człowiek, a sam obraz jest przecież tylko mechanicznym w gruncie rzeczy naśladownictwem. Okazuje się, że twórczość wymyka się nawet sztuczkom z dziedziny sztucznej inteligencji (inna sprawa, jak już wspomniałam, że to tylko dobra reklama, bo właściwie chyba nie mamy tu do czynienia z AI rozumianą szerzej). Być może żyjemy już w świecie, gdzie przewidywania futurologów stają się codziennością, jak chcą to widzieć portale popularyzujące naukę, ale jednak istota tej zabawy, jaką jest sztuka pozostaje nieuchwytna. Nadal zadajemy sobie pytanie, kiedy się dokładnie narodziła i dlaczego człowiek zaczął tworzyć, gdy patrzymy na paleolityczne malunki, a jednocześnie już potrafimy zaprogramować dzieło w stylu Rembrandta. Czyż to właśnie nie zabawne?




Kto i po co?

Powiązania sztuki i nauki leżą w sferze moich zainteresowań, ale gdy dotarł do mnie ten news zadałam sobie od razu pytanie czemu właściwie ten eksperyment miał służyć. Czy dowiemy się w ten sposób czegoś nowego o twórczym umyśle albo przyniesie to jakieś spektakularne wyniki w badaniach nad AI? To ostatnie spokojnie można wykluczyć. Nawet nie chodzi tu o to, że w porównaniu z innymi eksperymentami ten wypada bardzo efektownie, ale średnio efektywnie. Bardziej o to, że to przedsięwzięcie nie jest raczej zwycięstwem maszyny nad człowiekiem, bo czynnik ludzki okazał się nadal bardzo istotny. Nie ma mowy o tym wprost w filmikach, które można obejrzeć na Youtube. Taką informację poznałam jednak, oglądając program na Planete i ufam, że twórcy jej sobie nie wymyślili.




Eksperyment robi wrażenie większe niż samo dzieło oglądane bez zbliżenia. Obraz ma materialnie pełną jakość starego, holenderskiego malowidła, które układa swoje wiekowe fałdy w świetle i cieniu niczym dostojne szaty - tajemnica przykuwania uwagi przez to sensualne malarstwo. W samym procesie najciekawszy jest chyba aspekt analityczny. Należało zebrać i odpowiednio potraktować niesamowitą ilość danych z grubo ponad 300 dzieł malarza. Współpracowało ze sobą wielu specjalistów z różnych dziedzin. Przeskanowano obrazy w 3D i dokonano szczegółowej analizy. Całą akcję zorganizowały Grupa ING i Microsoft. Poszły na to gargantuiczne fundusze, a praca ekspertów włożona w cały proces robi niemałe wrażenie. Większy sens w tej zabawie widzę dopiero, gdy zdam sobie sprawę z tego wysiłku i zasobów, które pozwoliły przyjrzeć się tak dogłębnie twórczości artysty pod kątem praktycznym. Bez interpretacji, ocen i odniesień wychodzących poza cel stworzenia obrazu. Nie do końca jednak wiem, w jaki sposób ten cały stos danych wykorzystać dla badania twórczości mistrza.

Czy "maszyna" stała się kreatywna?

Oczywiście, to pytanie zadają sobie spece na całym świecie i stale powstają nowe koncepcje i testy. W tym wypadku możemy jednak spokojnie odpowiedzieć, że nie, "robot" jeszcze nie stał się geniuszem. Dlaczego? Po pierwsze, wspomniany przeze mnie wybór dokonany przez człowieka, który musiał dobrać pociągnięcia pędzlem na podstawie takiej syntezy wiedzy i znawstwa, jakiej nie dało się żaden sposób zaprogramować. Po drugie, wstępna analiza obrazów mistrza polegała na wyborze najbardziej optymalnego tematu i ujęcia. Analizowano wiek, płeć, sposób ułożenia głowy. Na tej podstawie wybrano jako wizerunek do odwzorowania portret białego mężczyzny w sile wieku, ubranego w ciemny strój z kryzą, w kapeluszu, spoglądającego w prawo. Wybrano "typową" twarz: oczy, usta, nos. Potem do wyboru elementów dołączono jeszcze odpowiednie proporcje, wybrano sposób "nałożenia farby" i mamy "rembrandta", ale jeszcze jednak nie Rembrandta.


fragment obrazu Rembrandta ukazujący, jak specyficznie wygląda prawdziwa farba i typowe pociągnięcia pędzla (przyjrzyjcie się tym subtelnym cieniom na kryzie)


Na szczęście, ja nie siedzę wśród tęgich głów projektu i mogę pozwolić sobie na oceny. Artystyczny efekt całego przedsięwzięcia wypada gorzej niż średnio. Ktoś mógłby powiedzieć, że taką już obrali drogę uczestnicy przedsięwzięcia, że wygenerowano gładki, bezproblemowy i pozbawiony ostatecznie wyrazu obraz, a zapewne można byłoby inaczej. No i właśnie w tym rzecz, że nie. Załóżmy, że zamiast wybranej metody wybrano jakiś inny sposób - tak naprawdę jednak, żeby stworzyć obraz typowy dla Rembrandta, nie można było pójść inną drogą. Gdybyśmy wybrali mniej charakterystyczne elementy, cechy i próbowali je połączyć "mechanicznie", nie wyszłoby nam nic, co przypominałoby tak dobrze dzieła mistrza, jak uzyskany w projekcie portret. To mój własny eksperyment myślowy i będę się trzymać tej koncepcji bez tworzenia kolejnego megaprojektu - wybaczcie mi, nie mam chwilowo środków, żeby sprawdzić czy inną metodą udałoby się stworzyć dzieło w stylu Rembrandta. Wystarczy, że zdamy sobie sprawę z różnicy między uśrednionym w gruncie rzeczy wizerunkiem z portretu, a tym "czymś", co sprawia, że nawet niecharakterystyczne obrazy są dziełami mistrza. Co jakiś czas zdarza się, że jakiś obraz traci przypisywane mu tradycyjnie autorstwo, a co do wielu używa się przybliżającego określenia "przypisywany", gdy nie ma pewności. Oczywiście, dzieła wielu artystów są uznawane za dzieła innych i oczywiście, bywali artyści, którzy zajmowali się najzwyczajniej w świecie podrabianiem. I tu jest pewien problem z tym, co nazywamy oceną dzieła sztuki. Nie oszukujmy się, wartość przypisywana obrazom często idzie na nazwiskiem. Nie będę zgłębiać tematu. Jedną z najchętniej pokazywanych w kulturze działalnością speców od sztuki jest określanie autorstwa (oryginał, falsyfikat, zaginione dzieło) obrazów. To praca niemalże detektywistyczna - stąd tak fascynująca. Warto tu przede wszystkim pamiętać o jednej istotnej rzeczy. Czym się różni dzieło wykonane przez innego artystę, fałszerza itp. od tego, co stworzono w projekcie The Next Rembrandt? Tak naprawdę najważniejsze w tym wszystkim jest jeszcze coś mniej uchwytnego niż "pędzel artysty". Popatrzcie na drogę twórczą Picassa. Obrazy z poszczególnych okresów różnią się tak bardzo, że spokojnie można by je przypisać kilku artystom, a jednak w tych różnych okresach osiągał on swoją własną wybitność. Był Picassem i da się określić jego dzieła jako jego. Wyjątkowe. Wykonanie dobrego falsyfikatu wymaga oczywiście wielkiego fałszerskiego talentu i sprytu, ale najciekawsza jest sytuacja, gdy powstaje obraz, któremu przypisuje się nietrafione autorstwo, a nie będący podróbką już istniejącego dzieła. Potrzebny jest talent pewnej miary, nie tylko podobieństwo twórczości opisywalne w parametrach i cechach charakterystycznych, żeby być wziętym za Rembrandta, prawda? Da się to zaprogramować? Nie sądzę. Musi powstać "maszyna", która w zasadzie będzie już "umysłem". Tak samo pełną istotą, jak człowiek.
















Ludzki kreatywny umysł nie pracuje tak naprawdę nad analizą i syntezą, nad drobnymi, optymalnymi wyborami, ale nad doskonaleniem i intuicją. Człowiek nie tworzy, dobierając informacje z wielkiego wora w sposób optymalny, ale wystarcza mu na danym etapie ograniczona ich liczba, żeby coś stworzyć. To jest podstawowy problem. Następnym razem coś zmieni, coś doda, coś zredukuje. Dąży do doskonałości, ale nie potrafi jej z góry określić. To dlatego, że, jak dowiedziono to już wielokrotnie w psychologii, nie jesteśmy tak racjonalnymi istotami, za jakie lubimy we własnych oczach uchodzić. O naszym działaniu, w tym o twórczości, nie decyduje czasami nawet wola, chociaż wydaje nam się inaczej (jakiś czas temu dyskusje nad wolną wolą człowieka przeniosły się z obszaru filozoficznego do dziedziny eksperymentów naukowych, więc nie mówimy już o czystej teorii). Pamiętajmy też o tym, że gdzieś to wszystko się zaczyna, a często decydujemy bez żadnych danych (jeden z najważniejszych AI-trudnych problemów, które mają rozwiązywać prowadzący badania z tej dziedziny). Zanim "maszyna" osiągnie takie rezultaty, które można określić jako prawdziwą sztukę, musimy się naczekać, bo jak dotąd paradygmat racjonalności nie został ograniczony dostatecznie, żeby uruchomić jakiś nowy proces. To nadal dziedzina technologii (chociaż z aspiracjami filozoficznymi), a więc ciągłych prób i błędów. Artysta natomiast nie tworzy zorientowany na osiągnięcie jakiegoś z góry założonego rezultatu, a sam proces twórczy jest kluczowy dla efektu, który powstaje. Począwszy od stanów, które niegdyś opisywano jako natchnienie, a dziś bada się je psychologicznie, a skończywszy na magicznym niemalże pierwiastku "sztuki", gdzie odbiorca czuje się poruszony niemniej od twórcy.

moim zdaniem najpiękniejszy z obrazów Rembrandta przedstawiający jego ukochaną, Hendrickje Stoffels (1654)

Gdyby Rembrandt nie był geniuszem malarstwa, zanim ktoś wpadł na pomysł zaprogramowania dzieła w jego stylu, to wygenerowane, dzięki danym dzieło nie byłoby tym, czym jest - naśladownictwem twórczości mistrza. Krótko mówiąc, dajcie mi nowego Rembrandta naprawdę, a przyznam, że się da. Możliwe, że to nasza śmiertelność, skończoność ma kluczowe znaczenie dla procesów twórczych, dlatego potrafimy korzystać z naszej "bazy danych" we wciąż tak nieprzewidywalny sposób. Powiecie, że nowa sztuka powstaje z resztek starej. Nihil novi sub sole. Nie tylko dziś, ale od setek już lat, ludzie narzekają na kondycję kultury. A jednak... a jednak rodzili się pod wciąż tym samym słońcem nowi geniusze. Coś "nowego" w sztuce nie przypomina tworów naturalnych, rodzących się w sposób ciągły, w bezustannym wyłanianiu się z siebie, gdzie pojawiają się nowe gatunki, rodzaje, istoty. To akt kreacji. Jeśli szukać analogii w świecie przyrody, może byłyby to narodziny gwiazdy, która "zapładnia" wszechświat swoją energią, ostatecznie zamieniającą się w coś tak wymykającego się definicjom, jak życie. Wydaje się, że istnienie owada nie jest nigdzie wcześniej zapisane w procesach chemicznych na poziomie przyrody nieożywionej, a jednak, gdy już życie się pojawia, wydaje się, że wszystko ułożyło się "idealnie", żeby do tego doszło.



* Użyto drukarki, która wykorzystuje "tusz" przypominający farbę i reagujący na światło. Wydrukowano kilka warstw, aby uzyskać efekt jak z obrazu powstającego w  tradycyjnej technice malarskiej.

Zdjęcia z:
http://tylkonauka.pl/wiadomosc/sztuczna-inteligencja-stworzyla-nowy-obraz-rembrandta
http://patriciasmithmelton.com/2013/12/17/laces-of-rembrandt/
http://thenextweb.com/creativity/2016/04/06/a-computer-has-made-a-rembrandt-painting-and-its-perfect/#gref

3 komentarze:

  1. Ewidentnie widać na powyższym przykładzie, że sztuka jako taka nie jest czymś jednorodnym i wymyka się obramowaniu, usztampowieniu. Jest nieuchwytna, niedefiniowalna. Jak wiatr w żaglach. Cytując klasyka, odrobinę go nagiąwszy do kontekstu: "Ze sztuką jest jak z gruszką. Gruszka jest słodka i ma kształt. Spróbujcie zdefiniować kształt gruszki".
    Każdy zdefiniuje po swojemu. Jak ze sztuką. Zawsze będzie potrzebny ten sznyt organiczny, czynnik ludzki, nieprzeliczalny zerojedynkowo, nie dający się zakodować ciągiem cyfr.
    Wychodzi na to, że dusza jest rzeczą istniejącą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, jak tam dusza, ale jeśli chodzi o sztuczną inteligencję, a więc, jak sądzę, możliwości kreacyjne zbliżone chociaż do ludzkich, pozostaje otwarte pytanie czy w ogóle możliwe jest stworzenie Strong AI, gdzie mielibyśmy do czynienia z czymś, co byłoby po prostu odpowiednikiem naszego umysłu, a nie tylko mowa byłaby o wybranych funkcjach...

      Usuń
  2. Kiedyś pewnie będzie to możliwe, skoro doszli już do tego co mamy dzisiaj.

    OdpowiedzUsuń

Witam w mojej baśni!
Zostawiając komentarz, tworzysz to miejsce razem ze mną.
Ze względu na spam moderuję komentarze do starszych postów.