niedziela, 24 lipca 2016

Ilustracje do Małej Syrenki - przed epoką Disneya

W 1989 roku wytwórnia filmowa Walt Disney Pictures wpuściła do kin pluskającą się radośnie, rudowłosą Ariel. Syrenka uratowała firmę, która wisiała na skraju bankructwa. Jej spektakularny sukces odsunął jednak w cień baśń Andersena, na której oparto historię. Najgorzej jednak, że oryginalna baśń jest bardzo smutna, właściwie to chyba najsmutniejsza opowieść z tych najsławniejszych dłuższych utworów, które pisał Andersen, a pełnometrażowa animacja ma zupełnie inny wydźwięk. W literackiej wersji tragizm w niczym nie ustępuje dramatom Szekspira, np. Romeo i Julii. Zapraszam Was dziś na małą (pod)wodną przejażdżkę (czy takie sformułowanie ma sens?) wśród syrenek sprzed ery Ariel. Bywały i rudowłose, ale przede wszystkim da się wyczuć w tych ilustracjach cień tragedii, która wisi nad całą opowieścią. 

Helen Stratton

poniedziałek, 18 lipca 2016

Krótkie wprowadzenie do historii kina japońskiego, czyli twórczość Mizoguchiego

Robiąc wpis o początkach kina japońskiego na drugim, nieczynnym już blogu, zastanawiałam się nad tym, jak zacząć taki cykl. Nie chcąc zanudzać czytelnika "encyklopedycznymi" wpisami ani pseudorecenzjami, szukałam klucza. Przyszło mi do głowy, że zamiast zaczynać od małego elaboratu na temat ogólnej historii tej kinematografii (a uważam, że należałoby przybliżyć nieco dokładniej tak egzotyczny kawał kina, jak japońskie), napiszę od razu o twórczości jednego z reżyserów, których cenię. Mizoguchi Kenji okazuje się być świetnym punktem wyjścia do skrótowego wprowadzenia do historii japońskiego kina. Dzieje kariery filmowej Mizoguchiego przybliżają dzieje kinematografii japońskiej w pierwszej połowie XX wieku. Znając mnie, wyjdzie z tego jednak elaboracik, no, ale cóż. Popłyniemy nudnym, japońskim nurtem, kontemplując temat po kawałeczku.

Utamaro i jego pięć żon (Utamaro o meguru gonin no onna), 1946


niedziela, 17 lipca 2016

Szukając piękna w codzienności - Zinaida Serebriakowa (artystka miesiąca)

Jest jedną z najważniejszych rosyjskich artystek, a nie ma nawet polskiej strony na Wikipedii. Zinaida Serebriakowa pochodziła z jednej z najbardziej wpływowych w artystycznych kręgach rodzin rosyjskich - Lanceray-Benois. Jej dziadkiem był Mikołaj Benois, członek Rosyjskiej Akademii Nauk, sławny architekt, wujkiem był Aleksander, słynny malarz i założyciel grupy, do której później sama należała - Mir iskusstwa  (Świat sztuki). Ojciec Zinaidy, Eugeniusz Nikołajewicz Lanceray był znanym rzeźbiarzem, jeden z jej braci, Nikołaj, był utalentowanym architektem, drugi stał się, po rewolucji 1917 roku, przedstawicielem malarstwa monumentalnego (Eugeniusz Iwanowicz Lanceray), a jej matka, Katarzyna, była grafikiem. Można powiedzieć, że jej los jako artystki był z góry wiadomy. Nie wszystko jednak było tak, jak miało być, bo po drodze wybuchła rewolucja...

autoportret z 1911 roku

czwartek, 7 lipca 2016

Louis Wain, szalony pan od kotów (artysta tygodnia)

Dziś w ramach resetu, odpoczynku od poważnych tematów zapraszam Was na przechadzkę z kotami. Ciut szalonymi. Louis Wain jest znany z fantazyjnych, niezwykle barwnych przedstawień, które koci temat podniosły do rangi abstrakcji. Zanim jednak ujawniła się w sztuce jego choroba (schizofrenia, prawdopodobnie), tworzył rozkoszne, zabawne obrazki z uroczymi, uczłowieczonymi kotami, kotami rzezimieszkami i małymi kotkami. Pan Wells, ten od Wojny światów, powiedział o nim: "He has made the cat his own. He invented a cat style, a cat society, a whole cat world. English cats that do not look and live like Louis Wain cats are ashamed of themselves."


niedziela, 3 lipca 2016

Jorōgumo i Tsuchigumo - pajęcza groza

Dziś znów zawitamy do dawnej Japonii, by posłuchać o dziwnych istotach, przed którymi powinien mieć się na baczności każdy samotnie wędrujący po kraju turysta. Zwłaszcza, że zdarza się tym stworom mieszkać w pobliżu pomników przyrody. Tym razem wybrałam jeden tylko wątek znany z folkloru, za to taki, który sprawi, że niejednej osobie przebiegną ciarki po plecach. Mowa będzie o kobiecie-pająku, która lubi swoje ofiary zjadać powolutku, o potworze zsyłającym na swoje ofiary zdradliwą iluzję oraz o klanie pajęczych yōkai zamieszkującym odludne górskie okolice. Gotowi na spotkanie z pająkami?

Suzuki Kinsen, Duch i pająk

sobota, 2 lipca 2016

Granice technologii czy granice sztuki?

Takie zadałam sobie pytanie, gdy dowiedziałam się, że mamy nowego "rembrandta". W kwietniu bieżącego roku świat zarówno sztuki, jak i nauki obiegł interesujący news - projekt The Next Rembrandt pozwolił na stworzenie nowego... obrazu dawno zmarłego artysty według danych, które udało się uzyskać dzięki analizie dzieł. Portale informacyjne i popnaukowe opisały ten eksperyment jako artystyczne osiągnięcie sztucznej inteligencji, co jest pewnego rodzaju nieporozumieniem (nie będę wnikać w tak skomplikowaną tkankę, jak zagadnienie AI, to wymagająca operacja). Pomysł jest jednak o tyle niesamowity, że nie chodzi tu jedynie o odtworzenie obrazu w formie jaką możemy zobaczyć na ekranach komputerów. Specjaliści zadbali o to, by dzieło było "namacalne", miało fakturę i głębię starocia z muzeum. Osiągnięto to dzięki technologii wydruku 3D. Już w tym miejscu pojawia się jednak malutkie 'ale', które sprawia, że nie możemy okrzyknąć "zwycięstwa algorytmu nad geniuszem". Otóż, aby dobrać odpowiednie pociągnięcia pędzlem niezbędny okazał się czynnik ludzki, ten rodzaj znawstwa, którego nie da się do końca ugruntować na analizie. Fakturę "farby"* obrazu ostatecznie musiał wybrać człowiek, a sam obraz jest przecież tylko mechanicznym w gruncie rzeczy naśladownictwem. Okazuje się, że twórczość wymyka się nawet sztuczkom z dziedziny sztucznej inteligencji (inna sprawa, jak już wspomniałam, że to tylko dobra reklama, bo właściwie chyba nie mamy tu do czynienia z AI rozumianą szerzej). Być może żyjemy już w świecie, gdzie przewidywania futurologów stają się codziennością, jak chcą to widzieć portale popularyzujące naukę, ale jednak istota tej zabawy, jaką jest sztuka pozostaje nieuchwytna. Nadal zadajemy sobie pytanie, kiedy się dokładnie narodziła i dlaczego człowiek zaczął tworzyć, gdy patrzymy na paleolityczne malunki, a jednocześnie już potrafimy zaprogramować dzieło w stylu Rembrandta. Czyż to właśnie nie zabawne?