sobota, 13 lutego 2016

Trzy japońskie opowieści niesamowite z nieszczęściami miłosnymi w tle

Zamiast serduszek - japońszczyzna, duchy i ponure tragedie. Co Wy na to? Kiedyś już napisałam parę słów o tych opowieściach, gdy mowa była o drzeworytach. Banchō Sarayashiki, Yotsuya-kaidan i historia Kohady pojawiły się początkowo jako narracje ludowe, ale szybko przeniesiono je na karty powieści i deski teatrów. Jeśli macie ochotę spędzić czas w towarzystwie duchów (yūrei), przy starej studni, słuchając dźwięku rozbijanych talerzy lub mlaszczących kroków topielca, zapraszam na dzisiejszy wpis.





Banchō Sarayashiki to opowieść, która istniała w Japonii w różnych wersjach. W wydaniu ludowym Okiku jest piękną służącą pana Aoyamy, który się do niej bezwstydnie zaleca. Jego zaloty zostają odrzucone. Możny pan mści się z powodu urażonej dumy, oskarżając dziewczynę o kradzież jednego z drogocennych talerzy (przy okazji tej historii dowiadujemy się jak cenna jest ceramika w kulturze japońskiej, chociaż prawdopodobnie chodzi tu o talerze importowane). Okiku szuka brakującego talerza, by dowieść swej niewinności, a zły pan proponuje jej ponownie układ erotyczny. Dziewczyna, jak możecie się domyślać, odmówiła, więc mężczyzna zabił ją i wrzucił ciało do studni. Po śmierci Okiku została mściwym duchem, który dokuczał, ile mógł samurajowi. Nocą lamentowała, nie mogąc odszukać brakującego talerza. Ta wersja powstała pod koniec XVIII stulecia, gdy w kraju pojawiła się plaga robaków zasiedlających studnie (okiku mushi). Robale zaczęto uważać za reinkarnacje mściwej Okiku.



Takehara Shunsen, Okiku-mushi, Ehon Hyaku monogatari, 1841


Legenda doczekała się wersji w teatrze (najpierw lalek, potem kabuki). W tym wydaniu mamy bardziej historycznie i geograficznie określone okoliczności: Katsumoto Hosokawa, pan na Himeji (autentycznie żyjący dostojnik z XV wieku), poważnie choruje i rządy przechodzą na jego spadkobiercę, Tomonosuke. Ten planuje "kupić" sobie posadę, opłacając ją cennymi, rodzinnymi talerzami. Tu pojawia się Tetsuzan Asayama (nasz czarny charakter), który chce spadkobiercę zabić i przejąć jego rolę. Wykrada jeden z talerzy, a winę zrzuca na Okiku, żeby się zemścić. Wcześniej kazał dziewczynie przynieść pudło z talerzami i próbował ją uwieść, a ona odmówiła współpracy w tym zakresie (to już znamy). Tetsuzan oskarżył więc ją o kradzież talerza i uwięził. Torturował ją (jak przystało na amory kogoś jego pokroju) i namawiał nie tylko do erotycznych igraszek, ale również by pomogła mu zamordować Tomonosuke. Zabił ją, gdy ta odmówiła. Gdy morderca czyści miecz po dokonanym mordzie, słyszy głos liczący talerze. O ile mnie pamięć nie myli, na zamku Himeji jest Okiku-ido, czyli "studnia Okiku". Oczywiście jej duch też tam jest i nadal liczy talerze.



Hokusai, OkikuHyaku monogatari, 1831



Najbardziej znana i do dziś grana jest adaptacja opowieści stworzona w 1916 roku przez Kido Okamoto. Co ciekawe, historia Okiku jako motyw dramatyczny związana jest ze zjawiskiem wpływu zachodniego romantyzmu na tradycyjne japońskie opowieści (w teatrze kabuki wpływy zachodniego romantyzmu utrwaliły się w tak zwanym "stylu nowego kabuki" - maniera niezbyt udana i szybko zapomniana, ale warta odnotowania). W wersji Banchō Sarayashiki, powstałej w okresie Meiji, gdy kraj otworzył się na wpływy zewnętrzne, podobna jest do innej opowieści odgrywanej w teatrze kabuki - Botan Dōrō i ma przede wszystkim wyraźnie romansowy charakter. Ta wersja opowieści toczy się XVII wieku, gdy to Harima Aoyama, zakochał się w młodej służce. Obiecał ją poślubić, ale rodzina znajduje mu inną, bardziej dopasowaną do potrzeb rodu, kandydatkę na żonę. Aoyama utrzymywał nadal swój zapał dla ożenku z Okiku, ale ta zaczęła powątpiewać w pomyślny dla niej rozwój wypadków. Postanowiła zrobić eksperyment psychologiczny i rozbiła jeden z talerzy, należących do rodzinnego skarbu. Tradycja nakazywała karę śmierci za zniszczenie drogocennej ceramiki rodzinnej. Na początku Aoyama jest pewien, że dziewczyna zbiła talerz przypadkiem i stara się sprawę jakoś obejść, ale ona przyznaje się, że była to miłosna zagrywka. Mężczyzna wpada we wściekłość i jak to już wiemy - zabija ją, a ciało porzuca w studni.
Dom staje się nawiedzonym miejscem, gdzie duch Okiku liczy talerze. Stała bliskość nadprzyrodzonej zjawy sprawia, że Aoyama spotyka ją w końcu w ogrodzie. Widzi ją piękną i spokojną, a nie mściwą i złą i tym sposobem Okiku wymierza mu najsurowszą karę i zmusza go do połączenia się z nią. Mężczyzna nie mogąc znieść wyrzutów sumienia, popełnia samobójstwo i dołącza do ducha Okiku.


Tsukioka Yoshitoshi, Okiku, 1890


Inną bardzo popularną legendą o duchach jest opowieść o nieszczęściu Oiwy. Podstawowa wersja zakłada mniej więcej taki bieg rzeczy: Oiwa cierpiała z powodu zniekształcenia twarzy po otruciu przez męża, w końcu oszalała i umarła, a po śmierci powracała w różnych formach, aby prześladować mężczyznę (szczególnie upodobała sobie papierowy lampion). Ta niebywale krwawa legenda była bardzo popularna, a wytłumaczeń tego stanu rzeczy jest parę. Mściwy duch kobiecy przemawiał do wyobraźni ludzi w czasie, gdy nastały społeczne niepokoje, a przy tym rola kobiet w społeczeństwie była dyskutowana wyjątkowo chętnie. Duch jest tu typem demona onryō. Onryō to duchy ludzi, zazwyczaj kobiet, które zostały skrzywdzone przez swojego partnera lub doświadczyły nieszczęśliwej miłości. Za życia słabe, po śmierci stają się silne i brutalne.


Utagawa Kuniyoshi, Oiwa jako duch lampy


Jedną z najbardziej znanych wersji opowieści przeniesionej na scenę teatru jest Tōkaidō-Yotsuya-kaidan autorstwa Nanbokiego Tsuruyę IV (początek XIX wieku). Obecnie sztuka istnieje w skróconej wersji i zazwyczaj traktuje się ją jak opowiadanie. Iemon, ronin, zmuszony zostaje do robienia papierowych parasoli, aby utrzymać rodzinę. Praca ta dla bezrobotnego samuraja jest raczej upokarzająca, a o całą sytuację ma żal do żony, Oiwy. Na scenę wkracza ta trzecia, wnuczka bogatego sąsiada, w której Iemon się zakochuje. Pragnie poślubić nową miłość, więc postanawia otruć żonę. Trucizna nie zabija jej od razu, ale oszpeca - kobieta traci włosy i oko, które wypływa jej z oczodołu. Straszliwie cierpi, a potem umiera. Po drodze nasz nadgorliwy samuraj pozbywa się również służącego, który odkrywa prawdę o śmierci pani (jest też wzmianka w legendzie o łączącym służącego i Oiwę romansie). Morderca ciała obu osób przybija do drewnianych drzwi i wyrzuca do rzeki. Iemon może żenić się bez przeszkód, ale w dniu zaślubin widzi w obliczu panny młodej twarz umęczonej Oiwy, chwyta za katanę i obcina dziewczynie głowę. Postanawia poinformować o tym niedoszłego teścia i się jakoś wytłumaczyć, ale po drodze widzi jeszcze twarz zabitego służącego i jak możecie się domyślać, pozbawia głowy też i niedoszłego teścia. Duch żony zaczyna prześladować mordercę na każdym kroku, dopóki brat Oiwy nie pomści swojej siostry.


Utagawa Kuniyoshi, Oiwa jako duch, 1847-8


Yotsuya-kaidan był adaptowany na potrzeby teatru, ale też i filmu. Jeśli chodzi o kinematografię japońską, to nie znamy dokładnej liczby filmów, ale było ich prawdopodobnie więcej niż 30, czyli bardzo dużo. Najbardziej wierny wersji pierwotnej (bo bywało, że upiorne elementy, raczej chętnie wystawiane w teatrze, były w filmach pomijane) jest Tokaido-Yotsuya-kaidan w reżyserii Nobuo Nakagawy (1959). Na początku lat 90-tych powstał natomiast film Chushingura Gaiden: Yotsuya Kaidan (Crest of Betrayal) łączący historie Chushingura (zupełnie inna historia, która pierwotnie istniała w sztuce przeznaczonej do odrywania jako dwa dramaty w ciągu dwóch dni, po kawałeczku, proszę, nie każcie mi tego tłumaczyć) oraz Yotsuya-kaidan. Legenda wpłynęła znacząco na japońskie kino grozy. Oiwa często ukazywana jest w typowy dla onryō sposób. Początkowo wierzenia dotyczące onryō nie zakładały żadnych specjalnych cech wyglądu ducha. Gdy onryō zaczęły się pojawiać w sztukach kabuki, miały już biały, brudny strój pogrzebowy (biały jest w Japonii kolorem żałobnym), bladą twarz i rozpuszczone, potargane, czasem wypadające, długie włosy.


Enjaku, Ichikawa Yonezô jako Oiwa, 1865


W tym miejscu wypada wspomnieć o pewnej osobliwości. Otóż, wśród japońskich duchów dominują panie, zwłaszcza, jeśli chodzi o duchy związane z epoką Edo, gdy wykluwały się najpopularniejsze legendy o nawiedzeniu. Do drużyny popularnych postaci dołącza jednak i jeden męski duch, mianowicie Kohada Koheiji. I tu pojawia się jeszcze jedna, ciekawsza osobliwość - Kohada żył naprawdę i był... aktorem kabuki, a jego historia, która przetrwała w teatrze czy literaturze, ma znamiona miejskiej legendy.


Utagawa Kunisada, Bando Hikosaburo w podwójnej roli - jako Kohada Koheiji i jego żona w sztuce Iroiri Otogigusa, 1830


Kohada Koheiji był trzeciorzędnym aktorem, ledwie wiążącym koniec z końcem, nie mogącym się załapać do żadnego przedstawienia. Pewnego razu zlitował się nad nim jego nauczyciel, który załatwił mu rolę. Aktor okazał się naturalnie bardzo podobny do... wizerunku ducha w kabuki: miał bardzo jasną skórę, podkrążone oczy i długie, niesforne włosy. Twórcy przedstawienia mogli zaoszczędzić na charakteryzacji. Kohada marzył o innej roli, a jednak wykorzystał ofertę, którą zesłał mu los. Ciężko pracował studiując temat: odwiedzał domy zmarłych, gdzie obserwował, jak wyglądają ich twarze i ciała, nauczył się "odgrywać" pośmiertne stężenie z takim poświęceniem, że wkrótce niepozorna rola yūrei przyniosła mu sławę. Niestety, mógł pozostać tylko przy odgrywaniu ról duchów, bo nie wystarczało mu talentu w innych. Teraz przejdźmy do opowieści o życiu osobistym naszego specyficznego kandydata na ducha. Otóż, Kohada miał żonę o imieniu Otsuka, którą kochał bez wzajemności. Romansował z nią jego kolega po fachu, Adachi Sakuro. Kochankowie postanowili się pozbyć niechcianego męża. Adachi zaprosił pewnego razu swego kolegę na ryby i wypłynęli razem łodzią daleko od brzegu. Jak możecie się domyślać, Adachi pozbył się Kohady, topiąc go w wodzie. I tu następuje najciekawsza część opowieści: Kohada jako truposz postanowił się zemścić w swoim stylu, czyli wykorzystując cały arsenał środków scenicznych, dzięki którym straszył publiczność. Krótko mówiąc chciał parę kochanków zastraszyć na śmierć.


Hokusai, Kohada Koheiji, Hyaku monogatari, 1831 (Tikotin Muzeum, Haifa)


W przypadku opowieści o Kohadzie zawsze pojawia się wzmianka o tym, że jest ona oparta na faktach. Fragmenty historii krążyły w różnych wydaniach aż w końcu otrzymały one spójną fabularną formę jako Fukushu Kidan Asaka no Nema (Santo Kyōden, ilustracje Kitao Shigemasa, 1803). W sztuce Iroe Iri Otogi Zoku dramaturg Tsuruya Namboku VI dostosował ją do kabuki (1808) i tak Yūrei Kohada ponownie trafił do teatru. Najciekawszy w całej historii jest chyba wątek autentyczności, który nie musi być zmyślony. Dziewiętnastowieczny pisarz, Yamazaki Yoshishige, stworzył dziennik swoich historycznych poszukiwań (Umiroku, 1820-37), w którym znajdujemy informacje związane ze studiami nad historią Kohady. Yamazaki Yoshishige połączył różne opowieści, które pojawiają się pod koniec XVII wieku i odkrył model historii o wędrownym artyście, którego można utożsamić z rzeczywistym Kohadą Koheiji. Wynikałoby z nich, że był on fatalnym aktorem, który z rozpaczy w końcu popełnił samobójstwo. Nie była to honorowa śmierć samuraja, nic z tych rzeczy, wręcz przeciwnie. Żona aktora, która raczej niespecjalnie go żałowała, poprosiła przyjaciela o zatuszowanie tej żenującej okoliczności. Niestety, pomysł nie wypalił i mistyfikacja została odkryta razem z ciałem Kohady w bagnie w prefekturze Chiba. Podejrzewano również żonę aktora o romans, co dało początek spekulacjom o zbrodni. Potem pojawiły się w opowieści też elementy nadprzyrodzone.


Utagawa Toyokuni, Kohada Koheiji

Mam nadzieję, że dobrze się bawiliście czytając o "walentynkowych" japońskich opowieściach o duchach.

Źródła zdjęć i zachęta do pogrzebania w drzeworytach:
http://www.asianart.com
http://www.loc.gov/rr/asian/
https://www.ngv.vic.gov.au/

7 komentarzy:

  1. Podziwiam Japończyków za ilość totalnie creepy historii :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niewątpliwie byli płodni w tej dziedzinie ;)

      Usuń
  2. Ło, świetne historie do czytania i obrazki do oglądania o pierwszej w nocy!

    OdpowiedzUsuń
  3. Może Sadako z "Ringu" tak naprawdę chciała tylko przejść przez telewizor do kuchni ofiary, a potem przeliczyć talerze;)

    A tak na serio, to czytałam oryginalny "Ring", więc wiem, że nie o to chodziło, ale niemniej jednak wciąż japońska kultura jest przepełniona kolejnymi retellingami historii o powracających zza grobu pokrzywdzonych kobiet.

    Dzięki za wnikliwy i fascynujący wpis:) I te ilustracje!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tekst taki wnikliwy, że aż się posypał w paru miejscach i dopiero poprawiam :D

      Ring jak najbardziej odwołuje się do tych tradycyjnych opowieści o duchach, motyw nawiedzonej studni jest Japończykom doskonale przez to znany, a sama Sadako, zwłaszcza jej filmowe wcielenie, które stało się takie ikoniczne, to onryō, czyli właśnie kobiecy duch łaknący zemsty ;) Jakoś tak wyszło, że w kulturze japońskiej zemsta jest bardzo popularnym motywem, a opowieści o duchach kobiet mszczących się po śmierci faktycznie bardzo popularne.

      Usuń
  4. O mamuniu moja kochana, ojcze i wszyscy przodkowie do czasu Powstania Chmielnickiego włącznie... Jestem w niebie i słowa nie są w stanie opisać radości z jaką aktualnie fikam i hopsam po mieszkaniu powodując drgania sufitu w kuchni, albowiem mieszkam nad ową ^^

    Arigato!

    OdpowiedzUsuń

Witam w mojej baśni!
Zostawiając komentarz, tworzysz to miejsce razem ze mną.
Ze względu na spam moderuję komentarze do starszych postów.