sobota, 6 lutego 2016

Japonia w śniegu (Kawase Hasui)

Witajcie w ten bezśnieżny (w przeważającej części kraju), lutowy wieczór! Robiąc dziś za pogodynkę pogody alternatywnej, zapraszam Was do krainy ucywilizowanego śniegu, czyli do zimowej Japonii na drzeworytach shin-hanga. Uwielbiam "japoński" zestaw głównych zimowych kolorów: bieli, ciemnej czerwieni i ciemnej, morskiej zieleni lub granatu. W dzisiejszym wpisie zobaczycie drzeworyty mojego ukochanego artysty związanego z tym prądem.



Czym są drzeworyty shin-hanga? Zdaje się, że kiedyś już o nich wspominałam. Shin-hanga to prąd sztuki z lat 1915-1942 (w porywach do lat 50. XX wieku), w którym twórcy, co ważne, nie tylko japońscy nawiązywali do tradycji ukiyo-e modyfikując niektóre z założeń artystycznych. W drzeworytach shin-hanga pojawiają się formalne nawiązania do sztuki europejskiej, takie, jak włączenie światłocienia, głębia. Duży wpływ wywarł zwłaszcza ogólny kształt, jaki przybrała sztuka impresjonistów - podkreślanie nastroju chwili, "ucięty", fotograficzny kadr. 


Artyści tego nurtu podejmowali się jednak powrotu w tym odświeżonym wydaniu do klasycznych tematów japońskiej sztuki tradycyjnej - krajobrazy, słynne miejsca, piękne panie, aktorzy kabuki, kwiaty i zwierzęta.



Drzeworyty shin-hanga przepełnione są romantyzmem i nostalgią i jest to chyba taka tradycyjna Japonia, jaką chce się przede wszystkim oglądać w Europie. Dla samych artystów miała jednak podobny wydźwięk. Każdy kto był w Japonii wie, że owszem, nadal są tam widoczne ślady historii, ale kraj uległ głębokiej transformacji w wyniku zetknięcia się z cywilizacją Zachodu. Westernizacja sprawiła, na przykład, że kiedyś wszechobecna drewniana architektura jest współcześnie coraz rzadszym zjawiskiem. U Hasuiego drewniane budynki kreują pełną ciepła atmosferę.




Prąd shin-hanga należy do bardzo ciekawego czasu na scenie sztuki japońskiej - przed rozkwitem militaryzmu w latach 30. i 40. XX wieku. Wtedy to ścierały się różne nurty, które chciały określić kształt japońskiej sztuki nowoczesnej. Jednym z najsilniej widocznych antagonizmów była opozycja shin-hanga i sōsaku-hanga (chodziło podejście do kreatywności i sposób pracy - artyści shin-hanga starali się kultywować dawny rozdział na zadania artysty, drukarza i wydawcy, artyści sōsaku-hanga natomiast chcieli mieć cały proces twórczy pod kontrolą). Prąd shin-hanga wpisany był również w tradycję dychotomii podejścia do rodzimości środków artystycznych: nihonga - obrazami japońskimi i yōga - obrazami zachodnimi. 



Pod koniec XIX i na początku XX wieku japońska sztuka przechodzi ciekawy proces, który wpłynie między innymi na to, że shin-hanga wcale nie były najpopularniejsze na rodzimym rynku. Westernizacja kraju miała swój wydźwięk również na akademiach sztuki, gdzie program nauki układano według tradycji zachodniej. Bunten oficjalnie uznało obrazy yōga (wykonywane w tradycyjnej, zachodniej technice olejnej) za sztukę wysoką. W tym samym czasie dzieła shin-hanga uznano za przestarzałe ukiyo-e, którego to nurtu w zasadzie i tak nie ceniono w Japonii tak, jak w Europie, zwłaszcza w dobie kwitnącego japonizmu.




Shin-hanga ostatecznie została wykończona przez politykę wojenną (komisyjna reglamentacja materiałów dla artystów), a rolę spadkobiercy tradycyjnego drzeworytu przejęli po wojnie artyści sōsaku-hanga.




Kawase Hasui i Hiroshi Yoshida są uważani na Zachodzie za dwóch najświetniejszych mistrzów stylu shin-hanga. Pisałam już o tym artyście, więc nie będę się powtarzać.











Źródła ilustracji:
http://navire.net/regards/-kawase-hasui.html
http://www.yokoyama-art.jp/
http://ukiyoe-gallery.com
http://roningallery.com

6 komentarzy:

  1. Zimowe drzeworyty są dla mnie naj, naj, ze wszystkich. Zachwycają swoim pięknem, ciszą, spokojem. Patrząc na nie czuję, jak mi się umysł wycisza.
    Do tego, te kontrastujące plamy koloru - tutaj parasol, tam gdzieś latarnia, budynek, brama torii - normalnie cudo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najbardziej lubię te ze śniegiem i wodą :)

      Usuń
  2. To jest po prostu przepiękne. Nie mam słów, żeby to opisac, a to samo w sobie jest nie byle co.

    Psiakrew, to jest tak czyste, nieskalane i harmonijnie piekne, że nie mogę przestać się patrzeć. Uwielbiam takie coś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego w przyszłości chciałabym zająć się bardziej profesjonalnie kolekcjonerstwem drzeworytów. Jak na razie stać mnie tylko głównie na reprinty, te oryginalne też swoje kosztują.

      Usuń
  3. W tych obrazach jest coś tak niesamowitego! - jest tam ponura pogoda, ciemne, prawie że zlowieszcze niebo, jest śnieg, zima - więc zimno, a mimo to mają cudownie przytulny klimat i bije od nich ciepło. No i nostalgia właśnie, jakieś takie nieuchwytne uczucie, którego nawet nie jestem w stanie opisać. Nie myślałam, że takie "zwyczajne" obrazy będą w stanie mnie rozczulić!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest taka Japonia, do której uciekam w snach. Nadal można ją jeszcze zobaczyć na żywo, ale Kawase Hasui potrafił wyczarować dodatkowo kojącą ciszę i harmonię. Na taki nastrój w realu to już trzeba sobie poczekać ;)

      Usuń

Witam w mojej baśni!
Zostawiając komentarz, tworzysz to miejsce razem ze mną.
Ze względu na spam moderuję komentarze do starszych postów.