wtorek, 23 lutego 2016

Zdjęciowpis lutowy i małe ogłoszenie parafialne

Niestety, nie zdążę już edytować tych paru wpisów, które przygotowywałam w ostatnim czasie. Jeden tylko zdjęciowpis nadaje się do publikacji, więc dołączę to, co mam do powiedzenia właśnie do niego. Moi drodzy, zaczynałam pisać tego bloga w czasie, gdy moje zdrowie czasami nie było najlepsze i spędzałam dużo czasu w łóżku. To właśnie blog stał się wtedy moją rozrywką numer jeden. Zdarzyło się niestety tak, że muszę Was opuścić. Tak, więc zostawiam tu lutowy zdjęciowpis, gdzie jest trochę ładnych zdjęć.

sobota, 13 lutego 2016

Trzy japońskie opowieści niesamowite z nieszczęściami miłosnymi w tle

Zamiast serduszek - japońszczyzna, duchy i ponure tragedie. Co Wy na to? Kiedyś już napisałam parę słów o tych opowieściach, gdy mowa była o drzeworytach. Banchō Sarayashiki, Yotsuya-kaidan i historia Kohady pojawiły się początkowo jako narracje ludowe, ale szybko przeniesiono je na karty powieści i deski teatrów. Jeśli macie ochotę spędzić czas w towarzystwie duchów (yūrei), przy starej studni, słuchając dźwięku rozbijanych talerzy lub mlaszczących kroków topielca, zapraszam na dzisiejszy wpis.




czwartek, 11 lutego 2016

Zaczarowany ogród pana Robinsona (artysta tygodnia)

Co powiecie na takie urocze ilustracje w środku lutego? Charles Robinson (1870-1937) był brytyjskim ilustratorem książek, zwłaszcza tych przeznaczonych dla młodego odbiorcy. Należał do klanu artystów (bracia Thomas Heath Robinson i William Heath Robinson), których prace czasami ciężko odróżnić (mogłam popełnić jakąś gafę czy dwie). Prace inspirowane secesją, sztuką Dalekiego Wschodu, o pięknej, wysublimowanej kolorystyce powstawały jako ilustracje do baśni i takich powieści, jak Tajemniczy ogród czy Alicja w Krainie Czarów.

Summer. Our Sentimental Garden, 1914

poniedziałek, 8 lutego 2016

niedziela, 7 lutego 2016

Zamrożenie bloga Time is timeless

Wspominałam o tym w ostatnim wpisie tu i we wpisie ogłoszeniowym na Time is timeless. Moi drodzy, widzicie, mam tam takie problemy, że nie mogę nawet dodać swojego komentarza, żeby Wam odpowiedzieć. Od jakiegoś miesiąca stale ucieka mi wpis po dodaniu (nie jestem w stanie go dodać) i nie znalazłam sposobu, jak tego uniknąć. Od zawsze miałam na nim problemy z szablonem, ale to jak rozmazana pomadka - do przeżycia. Brak możliwości edytowania wpisów i odpowiadania na komentarze to jednak już przegięcie. Wszystko się sypnęło, gdy na czas niedodawania wpisów i robienia porządków na chwilę go zamknęłam. Po ponownym otwarciu nie był już taki sam ;) Udało mi się wtedy dodać jeden wpis, a potem już nic.

W tej chwili, jeśli chcę w jakikolwiek sposób kontynuować wpisy z tej tematyki (fotografia, mniej kino, trochę vintage/retro) zmuszona jestem do dodawania ich tu. Nie wiem co dalej... Jeśli zacznę tu dodawać wpisy i będzie trwało to dłużej, być może przerzucę w tej czy innej formie stare wpisy z Time'a, a tamtego bloga opuszczę na zawsze. Nie wiem czy go w takim wypadku zamykać, bo głupio mi usuwać w ten sposób czyjeś komentarze. Może mi coś doradzicie?

sobota, 6 lutego 2016

Japonia w śniegu (Kawase Hasui)

Witajcie w ten bezśnieżny (w przeważającej części kraju), lutowy wieczór! Robiąc dziś za pogodynkę pogody alternatywnej, zapraszam Was do krainy ucywilizowanego śniegu, czyli do zimowej Japonii na drzeworytach shin-hanga. Uwielbiam "japoński" zestaw głównych zimowych kolorów: bieli, ciemnej czerwieni i ciemnej, morskiej zieleni lub granatu. W dzisiejszym wpisie zobaczycie drzeworyty mojego ukochanego artysty związanego z tym prądem.

środa, 3 lutego 2016

Krwawy Utagawa Kuniyoshi i Kamienica pod Gwiazdą

Postanowiłam ten rok blogowania rozpocząć leniwie, a potem zacząć spełniać Wasze, drodzy czytacze, blogowe życzenia. W końcu jestem wróżką! Poprzedni wpis uznajcie za otwarcie kramiku z dobrocią wpisową, a tym tekstem inauguruję nową serię i możliwe, że w ogóle nowy styl blogowania. Stale ktoś mnie prosi, żeby było tu więcej Dalekiego Wschodu, parę razy ktoś pytał mnie o ciekawe wystawy, kilka razy zdarzyło się, że znajomi jadący do Torunia pytali mnie o atrakcyjne miejsca dla kultorożerców, niekoniecznie w kanonie turystycznego przewodnika i potem sugerowali, że byłoby miło też poczytać o tym na blogu. Dobrze więc, zaczynam spełniać życzenia ktosiów, którzy są dobrymi duchami tego miejsca. Więcej podróży ze sztuką, ciekawych miejsc, wystaw i mojego Piernikowa. Oczywiście, skupimy się głównie na dawnej kulturze i sztuce (w porywach do pierwszej połowy XX wieku), bo taki sobie wymyśliłam teren blogowania*. Pomyślałam jednak: nuuuuda. Mam wrażenie, że moje wpisy zaczynają niebezpiecznie dryfować w kierunku encyklopedycznego wykładu. Zawsze byłam gadułą, ale tu nie chodzi o ilość, ale o jakość. Do tego, zazwyczaj się dość mocno broniłam przed tym, żeby pisać o wystawach czy muzeach, bo wiecie, jak mam okazję, to sobie podrepczę z chęcią po kamieniczkach, pałacach, ogrodach, pooglądam obrazy. Dla mnie taka możliwość jest interesująca, ale próba atrakcyjnego opisania tego - ziew, no. Czy da się w ogóle atrakcyjnie przedstawić ten kawałek kultury? Muzea zawsze były synonimem nudy, prawda? Opisywanie sztuki/architektury tak, jak to się robi na zajęciach na historii sztuki też do porywających nie należy, a nie wszędzie i zawsze jest obecna jakaś sensacyjna biografia (to najlepiej smakuje czytelnikom). Spróbujmy jednak. 

ten pan z rogalikiem na głowie jest przerażony, że robię mu zdjęcie (i słusznie, nie ma to jak pasek od Nikona odbity przez szybę, chociaż nazwa marki jest bardzo w temacie - Nikon to skrót od japońskiego towarzystwa optycznego, Nippon Kogaku :D )

Dziś odwiedzimy progi jednego z przybytków kultury dawnej w Toruniu, gdzie znajdziecie stałą wystawę ze skarbami Wschodu, a tym razem zapraszam też na wystawę czasową, na której można pooglądać sobie moje ukochane drzeworyty. 

____
*Jeden z tych moich ktosiów zasugerował, że "Absynt potrafi ciekawie opowiedzieć o rzeczach nudnych, trudnych i wiekowych". W ten sposób odkryłam, że ten blog, zupełnie dla mnie nieoczekiwanie, ma jakąś misję :D