wtorek, 1 grudnia 2015

Sztuka sielskiego życia według małżeństwa Larssonów (artyści tygodnia)

W grudniu wybieram ilustratora vintage, który będzie nastrajał mnie przytulnie, świątecznie, domowo. W zeszłym roku była to Tasha Tudor. W tym roku początkowo chciałam poświęcić wpis jedynie Carlowi Larssonowi, ale doszłam do wniosku, że to naprawdę nietakt z mojej strony, który zraniłby Karin do żywego. W twórczości Carla, jakkolwiek dość oryginalnej, urzeka przede wszystkim błogi nastrój rodzinnego życia oraz domowe pielesze, których twórczynią jest właśnie jego żona. Przyznajcie - bez tych uroczych wnętrz ilustracje nie przyciągałyby aż tak bardzo uwagi.

Carl Larsson, Blomsterfönstret, 1894




Światło...

Carl Larsson, Kurragömma, 1898

Zacznijmy od Karin. Jako panna Bergöö wcześnie ujawniła talent artystyczny. Studiowała w szkole Slöjdskolan (rzemiosło artystyczne) oraz w szwedzkiej Królewskiej Akademii Sztuk Pięknych. Po ukończeniu studiów udała się do Paryża, aby kontynuować naukę fachu w otoczeniu skandynawskich artystów w Grez-sur-Loing. Tam poznała swojego przyszłego męża, Carla Larssona. W 1883 roku wyjechali do Sztokholmu i pobrali się, potem ponownie wrócili do artystycznej mekki we Francji, a ich pierwsze dziecko, Suzanne, urodziło się w 1884 roku. Potem powrócili do Szwecji. W 1888 roku ponownie udali się do Paryża, gdzie Carl otrzymał znakomite zlecenie. Po powrocie do Szwecji małżeństwo na walizkach (ech, ci artyści!) w końcu postanowiło osiąść na dobre w rodzinnej krainie i czerpać z tego postanowienia to, co najlepsze. W ten sposób urządzili wyjątkowy dom, który można zwiedzać i którym można się inspirować. Skandynawska tradycja i wiejska prostota, przytulne wnętrza z przełomu wieków i artystyczny klimat - to wszystko sprawia, że kolorowe pokoje ich domu do dziś trafiają od czasu do czasu do magazynów wnętrzarskich. Karin odegrała największą rolę w tej pozornie mało związanej ze sztuką, zwyczajnej zabawie w dekorację wnętrz. Początkowo małżeństwo mieszkało przez jakiś czas w miejscowości, gdzie dorastała Karin, w Hallsbergu, następnie przenieśli się pod inny adres aż w końcu otrzymali od ojca Karin domek w Sunborn, na obrzeżach Falun








Karin projektowała ubrania dla siebie i dzieci, haftowała, zdobiła wnętrza własnymi pracami oraz kierowała wytwarzaniem mebli do domu. Jej twórczość miała nie tylko wymiar praktyczny dla niej samej, ale właściwie stała się początkiem nowego skandynawskiego stylu, który rozpowszechnił się dzięki pracom jej męża, a dziś nadal inspiruje chociażby projektantów... Ikei. Do momentu, gdy Karin zabłysnęła wnętrzarskim geniuszem, szwedzki styl, w jakim urządzone było wnętrze zwykłego, przeciętnie zamożnego domu to ciężkie, ciemne meble i niewielka ilość światła we wnętrzu. Karin wprowadziła nie tylko jasne barwy i lżejszy typ umeblowania, wpuściła do wnętrz więcej światła, ale też zakorzeniła w tym stylu inspiracje płynące ze świata sztuki - idee ruchu Arts and Crafts, japonizm (jupi jej!), secesję i w końcu, stylizację ludową. To co dziś kojarzymy ze stylem skandynawskim, Karin wpuściła do swojego domu, a jej mąż rozpowszechnił dzięki ilustracjom. Zastąpiła rzadko używany, reprezentacyjny salon przytulnym "szwedzkim" pokoikiem. Zdjęła ciężkie zasłony (chociaż w krajach skandynawskich w wielu miejscach, na przykład w Danii, i tak rzadziej dekorowano okno warstwami tkanin, jak to miało miejsce w innych częściach Europy). W kątach pomieszczeń pojawiły się przytulne miejsca do czytania i odpoczynku, pełne poduszek i narzut. Na podłodze wylądowały liczne kolorowe dywaniki, a parapety i miejsca między meblami udekorowały rośliny, często pnące. Pojawiła się masa otwartych półek i książek.

Carl Larsson, Rödluvan (Brita jako Czerwony Kapturek)


Carl Larsson, Schackspelet, 1902

Carl Larsson, Sjusoverskans dystra frukost, 1900 (Późne nędzne śniadanie ;))


Carl Larsson, Brita i vardagsrummet, 1910 (salonik)

Carl Larsson, 1899 (pokój Carla)

jadalnia - pomysł na wykreowanie podpisu na obrazie ;)



Jako projektantka tekstyliów Karin stworzyła nowoczesne, abstrakcyjne prace. Jej kompozycje są pełne życia, koloru, bardzo śmiałe. Tworząc hafty, często angażowała do pracy dzieci. Uwzględnienie ich energii twórczej i zdolności w dekoracji pomieszczeń było zupełną nowością. Jak bardzo kreatywne życie wiodła cała rodzina widać doskonale w twórczości Carla. To nie jest stadko grzecznych dzieciątek, poważna matka i jeszcze poważniejszy ojciec, ale w pełni artystyczna, współpracująca, tworząca razem grupa.

Karin Bergoö Larsson

Carl Larsson, Lathörnant - zwróćcie uwagę na to jak eklektyczne, a jednak harmonijne jest to wnętrze; nonszalanckie, ale nadal nie ma w nim przytłaczającego bałaganu

Carl Larsson, Till en liten vira, 1901


...i cień 

autoportret Carla, 1906

Carla często uważa się za szwedzkiego reprezentanta ruchu Arts and Crafts. Dzięki temu, że ilustrował książki w czasie, gdy na rynek weszły wysokiej jakości druki kolorowe, jego prace lśnią wesoło i stają się bardzo popularne. W latach 90. XIX wieku wydawano dość drogie albumy z jego ilustracjami. W 1909 roku prawdziwy sukces komercyjny odniosło wydanie w Niemczech (przez niemieckiego wydawcę Karla Roberta Langewieschego) wyboru akwarel, rysunków i tekstów zatytułowane Das Haus in der Sonne. Do dziś jest to świetnie sprzedająca się książka. Carl Larsson tworzył również monumentalne freski i obrazy z przeznaczeniem do budynków publicznych. Do dziś uchodzą one za jego najwybitniejsze dzieła, np. Midvinterblot ukończony w 1915 roku. To jednak jego drobne prace ilustrujące życie codzienne stały się charakterystyczne dla jego twórczości i z nimi jest chętnie kojarzony. Widzimy na nich wcieloną w życie sielską ideę rodziny artystów. Czy za tą sielanką nie kryje się coś jeszcze?


Carl Larsson, Midvinterblot, 1914-15


Carl Larsson, Brita w stroju inspirowanym szwedzkim folklorem (tak mi się wydaje)

Carl Larsson, Suzanne, 1904

Carl Larsson, Rödluvan, 1881


Przyznaję, że gdy poznałam autoportrety Carla, uderzyła mnie w nich jego nadmierna wesołość. Jakby chciał udowodnić wszystkim jak bardzo jest szczęśliwy. Nie wątpię, że portretując siebie i rodzinę faktycznie szukał (i odnajdywał) sielankę, której tak bardzo pragnął. Jest w jego postawie jednak coś z desperackiej błazenady. Okazuje się, że faktycznie w jego życiu pojawia się cień, który kładzie się nawet na najjaśniejszych złotych chwilach.

autoportret z Britą


Carl Larsson urodził się 28 maja 1853 roku w Sztokholmie, w bardzo biednej rodzinie. Nie miał szczęśliwego dzieciństwa. Jego matka, wyrzucona z domu rodzinnego z dwojgiem małych dzieci, tułała się po tymczasowych lokalach, podejmując się pracy jako praczka. Ostatecznie wylądowała w miejscu, gdzie rodzina została na dłużej, ale żyła w nędzy. W jednym pomieszczeniu mieszkały po trzy rodziny, a warunki sprzyjały rozkwitowi chorób, w tym grożącej stale epidemią, morderczej cholery. Ojciec Carla był robotnikiem, pracującym dorywczo jako palacz na statku lub tragarz ziarna. Carl wspominał go jako człowieka brutalnego, nieokrzesanego, pozbawionego miłości do rodziny, porywczego. Nie dziwił nikogo wszechobecny wówczas alkoholizm, który doprowadził do degeneracji niejedną rodzinę i którego ofiarą padł również ojciec Carla. Chłopiec chodził do szkoły dla biednych dzieci, gdzie spotkał dobrą duszę na swej drodze. Gdy miał trzynaście lat, jego nauczyciel Jacobsen namawiał go, aby zdawał do Królewskiej Akademii Sztuk Pięknych. Podczas pierwszych lat na uczelni, Larsson stale czuł się gorszy od innych. Był bardzo nieśmiały i boleśnie odczuwał różnicę między sobą i kolegami. W 1869 roku, w wieku szesnastu lat osiągnął swój pierwszy duży sukces (medal za akt) i zdobył uznanie kręgu studentów. W tym czasie podjął też pracę jako karykaturzysta gazety Ny Illustrerad Tidning. Jego roczne zarobki były pozwoliły mu wspomóc ubogą rodzinę.


Ferieläsning, ok. 1900 (Wakacyjne czytanie)


Po kilku latach pracy jako ilustrator książek, czasopism i gazet, Larsson zapragnął zostać "prawdziwym" artystą i przeniósł się do Paryża w 1877 roku, gdzie spędził niestety kilka frustrujących zim. Larsson nie chciał się przyłączyć do impresjonistów, którzy tworzyli wtedy najbardziej wpływowy krąg niezależnych artystów. Związał się za to z kolonią skandynawskich twórców w Grez-sur-Loing, gdzie poznał swoją przyszłą żonę. Dla niego był to punkt zwrotny w życiu. To wtedy narodził się specyficzny styl jego prac "rodzinnych", lekkie, pełne światła akwarele, radosna, ruchliwa kreska. Sielanka, którą stworzył razem z żoną nie była pozorna, ale w pobliżu nadal błąkał się cień. Cierpiał na depresję. Podczas pracy nad Midvinterblot, Larsson zaczął mieć poważne problemy zdrowotne. Przeszedł łagodny udar mózgu w styczniu 1919 roku, jakiś czas jeszcze przeżył spisując wspomnienia, ale zmarł w tym samym roku.


Carl Larsson, När barnen har gått och lagt sig (Kiedy dzieci poszły spać)

autoportret z Britą, 1895
 
Źródła:
 
Carl Larsson, A Family: Paintings from a Bygone Age. Floris Books


12 komentarzy:

  1. Pierwszy raz czytam o artyście, artystce i o rodzinie. Nigdy nikt mi o nich nie wspominał, nawet podczas wnętrzarskiego studium.
    Bardzo ciekawe, bardzo piękne te ilustracje z dnia codziennego.
    Dziękuję! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie dlatego pewnego dnia postanowiłam poprowadzić tego bloga, gdzie mogę dzielić się takimi łakociami ;)

      Usuń
  2. Uwielbiam ilustracje Larssona i wnętrza, które tworzyła jego żona. Odkryłam ich kiedyś szukając czegoś o historii wnętrz i padło to nazwisko dość oględnie, ale zaintrygowało mnie na tyle, że gdy tylko na taniej książce dojrzałam albumik z jego twórczością, to się nie wahałam nad zakupem :)
    Swoją drogą, nawiązując do posta powyższego, to program historii sztuki jest bogaty i ciasno upchany, ale raz na jakiś czas przydałyby się lekcje z poza kanonu i programu, żeby pokazać, że jak się poszuka, to się znajdzie dużo więcej, niż to co obowiązkowe. Chyba wyszło mi dość zawiłe zdanie. Chodzi o ten impuls, który pokieruje nas w "niezmierzony przestwór oceanu" :)
    Szkoda, że w liceum nie mieliśmy jeszcze internetu (tak, były takie czasy, gdy internetu na świecie nie było), bo można by było poszerzać swoją wiedzę, a nasza nauczycielka potrafiła zafascynować sztuką.
    Ciekawe, jak wyglądają teraz lekcje, czy np. odbywają się wirtualne wycieczki po największych muzeach? No i zboczyłam z tematu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa dygresja :D Rozumiem, że masz na myśli historię sztuki w szkołach? Czy chodziło Ci o kierunek? Jeśli chodzi o szkołę, to jestem uboga w wiedzę ;) Za moich czasów nawet nie było historii sztuki na maturze. Nie znam nikogo kto uczyłby w szkole po historii sztuki, chyba program realizują nauczyciele przedmiotów humanistycznych? Jeśli chodzi o kierunek, to program też jest solidnie wypchany, to fakt. Ośrodki poza dydaktyką prowadzą własne badania, publikacje itd. i często są to jednak mocno jednolite jednostki, co rzutuje na wiedzę przekazywaną studentom na bardziej "zindywidualuzowanych" zajęciach, np. na proseminariach czy monografach. I w tym miejscu bardzo dobrze, że jest Internet, bo nie każdy może poznawać sztukę podróżując (co w sumie uważam za najlepsze rozwiązanie dla kogoś, kto sam nie jest artystą, chociaż artyści niegdyś tez nie zmieniali miejsca zamieszkania dla samej fantazji ;))

      Usuń
  3. Piękne światło na obrazach i cudne wnętrza :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetne światło u Carla i światłolubna wyobraźnia Karin ;)

      Usuń
  4. Wprowadziłaś mnie w cudowny, błogi i pełen spokoju nastrój!
    Poza tym, chciałam powiedzieć, że bardzo lubię przeglądać Twojego bloga. Muszę się kontrolować, bo wciąga klikanie "starszy post", a czasu wtedy ubywa szybciej niż przy, na przykład, nauce... Dawkuję więc sobie tę przyjemność! :)
    No i ku nieszczęściu dla mojej nauki-odkryłam Twój fanpage na facebooku... Dlaczego dopiero teraz! 3:->
    Pozdrawiam Cię ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba dla takich chwil właśnie prowadzi się bloga :D Dziękuję! <3

      Usuń
  5. Od teraz na samą myśl o moim domu idealnym, przed oczami stawać mi będą wnętrza domku Larssonów. Jako miłośniczka skandynawskich klimatów totalnie przepadłam za tymi pokoikami pełnymi słońca i rodzinnego ciepła, zaś same prace Larssona urzekły mnie swoją ciepłą kolorystyką i miękką linią- mają w sobie chyba wszystko to, co dobry rysunek mieć powinien :) Jaka szkoda, że nikt jeszcze nie wpadł na to, by napisać książkę ilustrowaną tymi obrazkami! Każdy z nich ma w sobie tyle radości i pozytywnych emocji, każdy jest tak... Idealny! Naprawdę, uwielbiam. Po prostu uwielbiam! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Między 1895 a 1910 wydano pięć książek Larsa z ilustracjami i jego tekstem. Nadal są wydawane i dostępne w paru językach. Nie wiem czy po polsku również.

      http://www.bookcity.pl/A23053/Das_Haus_in_der_Sonne/Carl_Larsson

      Usuń
  6. Dzis bylam na wykladzie i miedzy innymi o sztuce Larsonow.Urzekla mnie swoja prostota i cieplem jakie biją na obrazach Karin.Fajnie,że mają po sobie "pomnik" w postaci sklepow IKEA.

    OdpowiedzUsuń

Witam w mojej baśni!
Zostawiając komentarz, tworzysz to miejsce razem ze mną.
Ze względu na spam moderuję komentarze do starszych postów.