sobota, 12 grudnia 2015

Lizzie Siddal - modelka, muza, malarka

Właśnie w takiej kolejności o niej zazwyczaj pamiętamy. Bardzo długo zastanawiałam się czy umieścić Lizzie Siddal wśród artystek miesiąca. Jej twórczość jest dość tajemnicza (nawet zdobycie niezłych zdjęć jej ilustracji do wpisu nie jest tak łatwe, jak w przypadku innych artystów). Przede wszystkim jednak jej artystyczne osiągnięcia zawsze pozostaną w cieniu biografii. Pomyślałam jednak, że jej życie odsłania przed nami również istotną prawdę na temat sztuki kobiet w przeszłości. Co prawda, Lizzie bardziej jest legendą niż reprezentantką ówczesnych twórczyń, niemniej jej biografia odsłania wiele wątków, które pokazują, że rola kobiet w sztuce, gdy ich twórczość była marginalizowana, miała wiele ciekawych odcieni. Bycie modelką, a już zwłaszcza bycie muzą mogło nie być wcale dużo mniej znaczące w takich warunkach niż malowanie samemu i taki jest punkt wyjścia mojego wpisu. Sądzę, że bez Lizzie nie powstałyby tak piękne i fascynujące dzieła, jak Ofelia Millaisa czy Beata Beatrix Rossettiego, bez względu na to, jak bardzo utalentowani byli ich twórcy. Z drugiej strony, możemy też przyjrzeć się ciemnej stronie pochłonięcia kobiety przez sztukę, bo mam wrażenie, że w przypadku Siddal właśnie do tego doszło. W paru ostatnich postach o sztuce pojawił się wątek małżeństw artystów. Dzisiejszy wpis będzie z nimi wyraźnie kontrastował. Taka forma współpracy i kreowania twórczej atmosfery bardzo pomagała artystkom w czasach, gdy sztuka kobiet była o wiele rzadszym zjawiskiem niż dziś. Czasami jednak zwodziła na manowce...





Modelka zakochana w poezji
Dante Gabriel Rossetti, studium portretu Elizabeth Siddal do obrazu Beata Beatrix

Znamy ją z licznych szkiców Rossettiego i z paru słynnych obrazów. W księgach o historii sztuki występuje prawie zawsze przy mężu, a przede wszystkim wymienia się ją jako modelkę malarzy Bractwa Prerafaelitów. Uroda Lizzie owiana jest legendą i jakkolwiek możemy się spodziewać, że nie była tak piękna, jak na rysunkach i obrazach Rossettiego (właściwie malował anioły, a nie ludzi), to ujrzenie autoportretu jej pędzla może zszokować. Ten obraz jest najsłynniejszym jej dziełem. Niepokojący portret przyszłej samobójczyni o głodnych oczach.

Elizabeth Siddal, autoportret, 1854



Wydaje się, że widziała siebie w zupełnie innym świetle niż jej wielbiciele. Jak wyglądała naprawdę można zobaczyć chociażby na tej fotografii:




Nie jest tak uderzająco piękna, jak na obrazach, a jednak widzimy charakterystyczne dla niej cechy: smukłą szyję z osadzoną na niej dumną, kształtną główką, zamyślony wyraz twarzy i... piękne powieki. Tak, to dla tych powiek malarze tak często kazali jej przymykać oczy, też podobno piękne. Nie widać na zdjęciu urody jej włosów, które tak doskonale wpisują się w nastrój prerafaelickich obrazów, a które jej szwagier opisywał jako "lavish heavy wealth of coppery golden hair". Właściwie jej piękno to osobowość, magnetyczna siła, a nie zestaw cech wyglądu. Później to wrażenie hipnotyzującego wpływu, tragiczny los i pewne szczególne wydarzenia po jej śmierci sprawiły, że dziś odbiera się ją jako postać nieco nawet demoniczną. Jaka była naprawdę?


Dante Gabriel Rossetti, szkic

Nazywała się Elizabeth Eleanor Siddall. Urodziła się 25 lipca 1829 roku w Hatton Garden. Jej ojciec, Charles Crooke Siddall, twierdził, że jego rodzina wywodziła się ze stanu szlacheckiego. Matka, Eleanor Evans, miała natomiast walijskie korzenie. Prowadzili niewielki biznes, gdy Lizzie się urodziła i powodziło im się zupełnie nie najgorzej. Około 1831 roku przenieśli się jednak do dzielnicy Southwark w południowym Londynie. Warunki, które tam panowały nie należały już do najzdrowszych, nie wiemy jednak, jak wpłynęły one na późniejsze kłopoty dziewczyny ze zdrowiem. Mała Lizzie miała rodzeństwo: Lydię, Mary, Clarę, Jacoba i Henry'ego. Nie wiemy, jakie wykształcenie odebrały dzieci, ale Lizzie prawdopodobnie uczyli rodzice. Potrafiła pisać i czytać, a wkrótce pokochała poezję. Legendarna jest już anegdotka o tym, jak odkryła wiersz Tennysona drukowany w gazecie, w którą owijano towary w sklepie. Później Lizzie sama została poetką. Do czasu, gdy została modelką, a nawet jakiś czas potem pracowała jako sprzedawczyni w sklepie z kapeluszami. Nie wiemy, czy poza uwielbieniem dla poezji, Siddall miała w sobie jakieś większe ambicje twórcze. Wkrótce odkrył ją Walter Deverell. Pozowała mu do obrazu razem ze swoim przyszłym mężem - Rossettim. Deverell malował właśnie scenę z Wieczoru Trzech Króli, w której występują Orsino, Feste i Viola jako Cesario. 


Walter Deverell, Twelfth Night, Act II, Scene IV, 1850

Prerafaelici znani byli z tego, że czerpali swoje inspiracje z dwóch źródeł - bliskiego otoczenia i wyobraźni. W ten sposób ich twórczość jest w dużej mierze bardzo szczególna, bo obok wybitnego umiłowania realistycznie oddanego detalu kreowali niezwykły, pełen cudowności nastrój, gdzie piękne panie, nierzadko w mistycznym uniesieniu były raczej bohaterkami baśni niż zwyczajnymi kobietami. Nie uprzedzajmy jednak faktów. Teraz jesteśmy w towarzystwie młodej, żywej Elizabeth, która nawet jeszcze nie pozbyła się ostatniego l z nazwiska i pracuje w sklepie. Prerafaelici zamiast idealizacji opartej na wzorcach konwencjonalnego piękna woleli angażować siebie i swoich znajomych do roli modeli. W ten sposób na obrazie Deverella znalazł się on sam oraz jego przyjaciel, Rossetti. Potrzebowali jeszcze dziewczyny, która ubierze się bez protestów po męsku. W ten oto sposób Elizabeth trafiła do kręgu prerafaelitów. Nie ze względu na wybitną urodę, jak się okazuje, ale raczej dlatego, że była na swój sposób "dostępna". Dziewczę o pozowanie do obrazu Waltera podobno poprosiła jego matka, która twierdziła, że absolutnie nie ma nic zdrożnego w tym zajęciu dla uczciwej sklepikarki. Być może nie komponuje się to zbyt zgrabnie z jej legendą, ale już wkrótce nadrobi te braki, wierzcie mi. Nie była wielką damą, ale zwykłą dziewczyną z sąsiedztwa o niewątpliwym uroku. Deverell dobrze wiedział jaki skarb odkrył, bo dziewczyna wszystkich ujęła urodą, ale dopiero jednak w późniejszych latach, za sprawą Rossettiego stała się ikoną prerafaelickiego piękna. Występowała na obrazach artystów związanych z Bractwem, ale wkrótce Rossetti całkowicie zagarnął ją dla siebie.


William Holman Hunt, A Converted British Family, 1850

William Holman Hunt, Valentine Rescuing Sylvia from Proteus, 1851

Gdy podejmowała się pozowania, miała doskonale płatną pracę i stałą pensję. Jak na osobę z jej pochodzeniem, miała taką pozycję, jaką tylko mogła sobie wymarzyć dziewczyna w jej wieku. Otwierały się przed nią perspektywy dobrze prowadzonej kariery, spokojnego i dość dostatniego życia. Wkrótce jednak jej niewinna znajomość z malarzami skończyła się mariażem z nieco szalonym artystą, kłopotami ze zdrowiem i przedwczesną śmiercią. Wielu dopatruje się w słynnej Ofelii zapowiedzi śmierci nie tylko literackiej bohaterki. W plątaninie roślin niektórzy dostrzegają czaszkę, ale nie jesteśmy w stanie powiedzieć, że artysta umieścił ją tam specjalnie czy też stało się tak przypadkiem. Jeśli miało miejsce to drugie, życie Lizzie wydaje się malowniczo mroczne.


John Everett Millais, Ofelia, 1851-52



Jej poświęcenie w pozowaniu również jest owiane legendą. Podczas sesji do Ofelii, Elizabeth leżała w wannie pełnej wody tak długo aż wygasły palące się pod nią świece. Było zimno i woda zaczęła szybko stygnąć, ale modelka nie pisnęła nawet słówkiem. W ten sposób dziewczyna nabawiła się ciężkiego zapalenia płuc. Odtąd jej zdrowie będzie miało swoje wzloty i upadki.

Muza Rossettiego - aż po grób

To Rossetti ładnie poprosił o usunięcie l na końcu jej nazwiska. Była jego głównym muzą od lat pięćdziesiątych, gdy pozbył się wszystkich innych modelek. Był również zdania, że powinna pozować tylko dla niego. Takie ciągoty do ucieczek przed światem w nieco szaloną izolację będą stale towarzyszyły dziejom tego związku. Lizzie pojawia się na ogromnej ilości szkiców, dzieł i dziełek Rossettiego aż do jej śmierci, a najświetniejszy jego obraz, będący jej portretem, powstaje jako pamiątka wielkiej, spełnionej i  w końcu utraconej miłości. Rossetti z upodobaniem ilustrował twórczość swojego imiennika, Dantego Alighieri, a Lizzie stała się jego Beatrycze. 


Dante Gabriel Rossetti, Beatrice Meeting Dante at a Marriage Feast, Denies Him Her Salutation, 1855

Dante Gabriel Rossetti, Salutation of Beatrice, 1859 (fragment)

Lizzie stała się jego modelką, muzą, natchnieniem. Była średniowieczną kobietą fatalną o niesamowitej sile przyciągania, a w życiu jego "gołąbeczką". Wszystko, co o niej wiemy zostaje przefiltrowane przez związek z Rossettim. Była tajemniczą osobą nawet dla sobie współczesnych. Nie wiemy na ile identyfikowała się z postaciami, które w jakimś sensie odgrywała w życiu. Spełniała sen malarzy, zwłaszcza swojego męża, o idealnej kobiecości. Nie wiemy na ile ceniono realnie jej twórczość, a na ile fascynowano się przede wszystkim nią samą.

Dante Gabriel Rossetti, Dante's Vision of Rachel and Leah, 1855

Dante Gabriel Rossetti, The Tune of Seven Towers, 1857


Razem z obecnością w jego życiu Lizzie rozpoczął się dla Rossetttiego okres wytężonej pracy twórczej. Rysował ją praktycznie bez przerwy. Kiedy przenieśli się do Chatham Place, ich związek nabrał cech niepokojącego przywiązania. Para odizolowała się od życia towarzyskiego i rodzinnego, wiodąc twórcze, ale i pełne emocji życie. Rossetti uczył Lizzie malować i tworzyć poezję, a ona pozowała mu niezliczoną ilość razy. Widzimy ja przy sztalugach, siedzącą, półleżącą, zamyśloną, z książką...









Ich "narzeczeństwo" było niewątpliwie burzliwe (i naprawdę długie), ale, gdy przyszło do małżeństwa, to kwestie społeczne stanowiły największą przeszkodę. Siddal, mimo twierdzeń ojca dotyczących pochodzenia szlacheckiego, uchodziła za córkę sklepikarzy. Rodzina Rossettiego nie była zachwycona pomysłem ożenku z kimś "takim", suchotniczką i długoletnią kochanką (nie było wtedy w zwyczaju w takim wypadku się żenić). Podobnie zresztą siostry Lizzie uważały, że pakuje się ona w niepewny związek z człowiekiem, który ją porzuci. Elizabeth nie chciała być wieczną narzeczoną, od początku obawiała się (jak się przekonała - słusznie), że wcześniej czy później Rossetti poszuka sobie młodszej muzy. Już wtedy miała problemy ze zdrowiem. Wydawało się, że Rossetti i Siddal się rozstaną. Lizzie udała się do Francji w ramach leczniczej kuracji, wyprowadziła się również do Sheffield, gdzie zaczęła pobierać nauki malarskiego fachu. Dość niespodziewanie para jednak w 1860 roku wzięła ślub w kościele Saint Clement w Hastings. Na uroczystości nie było rodziny ani znajomych, jedynie świadkowie niezbędni podczas ceremonii i znalezieni w nadmorskim miasteczku. Lizzie czuła się wtedy na tyle źle, że niesiono ją z powozu do kościoła, mimo, że droga nie była daleka (pięć minut spacerem).

 
Dante Gabriel Rossetti, Regina Cordium, 1860


Wielka miłość Rossettiego do Lizzie wyblakła razem z rozwojem jej tajemniczej choroby. Jeszcze wtedy była jego muzą, królową, stworzył choćby Reginę Cordium. Niestety, ich związek obumierał. Rossetti zaczął romansować z innymi kobietami jeszcze przed zawarciem małżeństwa. W późniejszych latach, po śmierci żony miał zapłacić wysoką cenę za te błędy - do końca życia nie mógł sobie wybaczyć postępowania wobec Lizzie. Stres odbijał się na zdrowiu Elizabeth, a przedłużający się zły stan zdrowia doprowadził wkrótce do prawdopodobnego uzależnienia od laudanum. W tym czasie Lizzie poroniła córeczkę, co spowodowało wystąpienie kolejnego epizodu depresji. Obsesja Rossettiego na temat Dantego wypełniła się w tragicznych okolicznościach, gdy i jego ukochana umarła młodo. Do dziś nie wiemy na co tak naprawdę chorowała, ale niewątpliwie na stan jej zdrowia nie wpłynęło dobrze uzależnienie i bezustanna problemy w związku. Być może miała problemy z układem oddechowym (od czasu wypadku z wanną?), gruźlicę lub też dolegliwości układu trawiennego. Niektórzy sugerują podłoże psychosomatyczne, anoreksję i depresję. Tę ostatnią chorobę można z pewnością odnieść do późniejszych lat małżeństwa, gdy Rossetti ją zdradzał, a ona coraz bardziej zagłębiała się w nałogu. W 2010 roku Bill Bryson wysunął podejrzenie, że Elizabeth mogła cierpieć na zatrucie arsenem przez stosowanie ówczesnego środka zdrowotno-kosmetycznego - tzw. Fowler's solution. Siddal zmarła prawdopodobnie po przedawkowaniu laudanum rankiem w dniu 11 lutego 1862 roku. Nie podano oficjalnie przyczyn śmierci, ale podobno zostawiła list pożegnalny. Przyjaciel Rossettiego, Ford Madox Brown, poradził mu, aby ten zataił fakt samobójstwa. Zdradzając, że jego żona popełniła samobójstwo, Rossetti ryzykował odmowę jej chrześcijańskiego pochówku oraz skandal.

 
Dante Gabriel Rossetti, Beata Beatrix, 1864-1870

   
Siddal jako Beatrycze Dantego występuje w najsłynniejszym dziele z jej udziałem - Beata Beatrix (1864-70), które Rossetti malował jako pamiątkę po jej śmierci. Odwoływał się tu do swojego literackiego mistrza w Vita Nuova, ale zawarł też  własną gorycz utraty kochanej kobiety. Beatrycze/Lizzie czeka na śmierć w półuśpieniu. Świat wokół niej jest zamglony. W tle, w dużej odległości majaczy Dante/Rossetti, ona sama jako Beatrycze niosąca światło i most Ponte Vecchio. Siedzi odseparowana od tego dalekiego widoku niskim murkiem/murowaniem grobu, z tarczą zegara słonecznego wskazującego godzinę ekstazy/godzinę śmierci. W pobliżu jej omdlewających już dłoni siada czerwony ptak przynoszący kwiat maku. Dziwne światło zalewa wszystko poświatą, roztapia się w jej włosach. Siddal wyraźne nadal wywierała silny wpływ na męża, mimo swej śmierci, a może nawet dzięki niej stała się w jego oczach nieśmiertelna. Beatrycze nie umiera, rozpływa się w świetlistym transie. Jest w tym obrazie coś podobnego do jej autoportretu. Hipnotyzująca siła. Tam oczy, a tu usta, obnażające delikatne ząbki, mogą wydać się komuś nawet i demoniczne. Takie wrażenia oraz pewne legendarne wydarzenie stoją za tym szeregiem różnych tworów kultury, w których Lizzie uchodzi za... wampira. Otóż, Rossetti zamknął w trumnie żony swój dziennik zawierający jedyną kopię pewnych utworów, na których z czasem mu zaczęło bardziej zależeć. Trudno powiedzieć co nim kierowało, gdy zdecydował się na ekshumację. Czy tylko chęć odzyskania wierszy, które wsunął między włosy zmarłej? Od śmierci żony miał problemy z uzależnieniami oraz popadał w coraz gorszy stan psychiczny. Utracone wiersze stały się jego nową obsesją. Gdy uzyskano zgodę na ekshumację, której dokonano w środku nocy, aby uniknąć zainteresowania opinii publicznej, Rossetti nie był jednak obecny. Jego agent, Howell, poinformował, że jej ciało zostało wyjątkowo dobrze zachowane, o co podejrzewano działanie laudanum. Jej piękne włosy miały jakoby rosnąć po jej śmierci i wypełnić całą trumnę. Rękopis uległ dużym zniszczeniom, które świadczą o obecności  robactwa, więc ciężko stwierdzić na ile ten legendarny epizod jest zgodny z rzeczywistością.

Tworząc swój własny świat  - Lizzie jako malarka i poetka

Rzuca się w oczy kolosalna różnica między ilością portretów Lizzie, które wykonał Rossetti, a ilością jej własnych prac, które się zachowały. Jej twórczość pozostawała pod wyraźnym wpływem męża, ale ma zupełnie inny charakter. Podobną tematykę przedstawiali w zupełnie inny sposób. Rossetti poszedł w stronę baśniowej idealizacji i za to go kochamy, ale to prace Siddal wydają się być bliżej prerafaelickich założeń, z których przecież artyści Bractwa nie wyrośli tak od razu po jego rozpadzie. Jej dzieła wydają się mieć w sobie surową powagę średniowiecza i poetyckie zamyślenie, chociaż bardziej "się zapowiadają" niż są rzeczywiście wyrazem jej wielkiego talentu, o którym pisali współcześni. Siddal przez dziesięć lat twórczego życia stworzyła blisko setkę prac. Wykonywała wiele szkiców i akwarel, ilustracje były jej głównym zajęciem.



Dante Gabriel Rossetti, Lizzie przy sztalugach, szkic


Była ambitna i tak, jak jako skromna sprzedawczyni przyjęła rolę natchnionej miłością Beatrycze, jako malarka nie chciała pozostać amatorką. Zarówno Rossetti, jak i Ford Madox Brown wspierali i podziwiali jej twórczość (mąż przez jakiś czas nawet dbał o to, żeby to ona, a nie on zyskiwała rozgłos i twierdził, że ma jako artystka większy talent), ale jej najsłynniejszym mentorem był John Ruskin. Gdy w 1855 roku wpływowy autorytet "ją odkrył", zaproponował patronat finansowy. Kupował jej prace (zastrzegał sobie prawo pierwokupu) i nazywał apostołem piękna. 

Elizabeth Siddal, The Quest of the Holy Grail


Ciężko mi określić na ile jej prace bronią się same, za dużo w nich Rossettiego, a tam, gdzie widać jej niezależność, wyjątkowość, nie zdążyła rozwinąć skrzydeł. Gdy w jej relacji z Rossettim nie było już miejsca na naukę, a pierwszy zachwyt minął, postanowiła uczyć się dalej w Sheffield. Po zawarciu małżeństwa przez jakiś czas związek Siddal i Rossettiego przeżywał złote chwile i wtedy malarz wierzył w geniusz żony, uważając jedynie, że brakuje jej zdrowia do właściwego wykańczania prac. Część z prac, gdzie pojawia się kwestia jej autorstwa, ma sygnaturę EES inv. EES & DGR del. Oznacza ona współautorstwo - inwencja Siddal, wykonanie wspólne. Myślę, że ciężko jest w jej dziełkach dostrzec to, co widział w nich Rossetti. Przeszkadza głównie wspomniany brak właściwego wykończenia. Ciężko jest ocenić czy surowość, która bije z tych szkiców i obrazów jest wynikiem tego właśnie braku czy też może stanowiła charakterystyczną, odróżniającą cechę jej twórczości.



Clara (siostra Lizzie)

Macbeth
Pippa Passes

Sister Helen

Lovers Listening to Music


autoportret

szkic do Nativity

The Lady of Shalott

The Woeful Victory

Eve of St. Agnes

Lady Affixing a Pennant to a Knight’s Spear

Lady Clare

The Holy Family



W pewnym momencie Siddal zaczęła pisać poezję (tego również uczył ją Rossetti). Poruszała tematy utraconej miłości lub niemożliwości miłości prawdziwej. Ta część jej twórczości, chyba bardziej znana, również ma w sobie ducha średniowiecznych ballad. W jej wierszach wyraźniej widać mroczną stronę eskapistycznych ciągot prerafaelitów. Pod względem miłości do średniowiecza nie byli niezwykłym zjawiskiem, wręcz przeciwnie, dobrze wpisali się w swoje czasy. Dziewiętnaste stulecie pokochało wieki średnie przede wszystkim dlatego, że mogło, zanurzając się w nim (architektura, sztuka, poezja, powieści), oddalić się od coraz bardziej industrializującej się rzeczywistości. Czasami bywało i tak, że twórczość szukająca wytchnienia od nowoczesności stawała się wstępem lub pieczęcią do "grobowca". W związku Siddal i Rossettiego doszło do takiej sytuacji, gdy świat pięknych dam i zakochanych rycerzy stał się ich światem, gdy mury domu otoczyły szczelnie najpierw ich dwoje, a potem coraz bardziej chorą Lizzie. Początkowo Elizabeth była snem na jawie, ucieleśnieniem prerafaelickiego marzenia. To, że z takim poświęceniem wcielała się w rolę Ofelii, a potem Beatrycze odpowiadało obsesyjnej naturze Rossettiego. Ich związek jest dla mnie przykładem, jak nie należy szukać schronienia w swoim własnym świecie. Lizzie już nigdy z niego się nie wydostała. On uciekał w romanse, które pojawiły się jeszcze przed ich małżeństwem. Mógł też pracować, a ona miała problemy, które jej to uniemożliwiały. On porzucił średniowieczną, delikatną, mistyczną, chociaż niepokojącą piękność na rzecz olśniewającego bogactwa zmysłowości. Ona pozostała sama wśród cieni przeklętej miłości. Jej poezja oddaje ten stan znacznie lepiej niż jej prace plastyczne, które wydają się kryć jakąś zapowiedź, która się nigdy nie zrealizowała.

Dead Love
Oh never weep for love that’s dead
Since love is seldom true
But changes his fashion from blue to red,
From brightest red to blue,
And love was born to an early death
And is so seldom true.
Then harbour no smile on your bonny face
To win the deepest sigh.
The fairest words on truest lips
Pass on and surely die,
And you will stand alone, my dear,
When wintry winds draw nigh.
Sweet, never weep for what cannot be,
For this God has not given.
If the merest dream of love were true
Then, sweet, we should be in heaven,
And this is only earth, my dear,
Where true love is not given.

A Silent Wood
O silent wood, I enter thee
With a heart so full of misery
For all the voices from the trees
And the ferns that cling about my knees.
In thy darkest shadow let me sit
When the grey owls about thee flit;
There will I ask of thee a boon,
That I may not faint or die or swoon.
Gazing through the gloom like one
Whose life and hopes are also done,
Frozen like a thing of stone
I sit in thy shadow but not alone.
Can God bring back the day when we two stood
Beneath the clinging trees in that dark wood?

Early Death
Oh grieve not with thy bitter tears
The life that passes fast;
The gates of heaven will open wide
And take me in at last.
Then sit down meekly at my side
And watch my young life flee;
Then solemn peace of holy death
Come quickly unto thee.
But true love, seek me in the throng
Of spirits floating past,
And I will take thee by the hands
And know thee mine at last.


W sieci znajdziecie ciekawą stronę poświęconą Siddal (to stąd pochodzą teksty jej utworów poetyckich i jej prace zamieszczone w tym wpisie):
 http://lizziesiddal.com/portal/

4 komentarze:

  1. Piękna była!
    Pamiętam, że bardzo mi się podobała jako Ofelia, mieliśmy trochę o niej LO na polskim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mieliście ciekawe lekcje z polskiego. Nie wiem, jak jest teraz, ale kiedyś sztuka na polskim to była chyba rzadkość...

      Usuń
  2. Od mojej dziewczyny historyczki sztuki, słyszałam, że podobno Rossetti podkradał jej obrazy i przemalowywał na własne, więc może to w drugą stronę szło, nie ona wzorowała się na nim, ale on na niej. Ciekawe jak było

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A znacie może jakąś wartą przeczytania księgę tylko o niej? Wszystko, co do tej pory miałam w łapkach albo było o Bractwie albo o panu R.

      Usuń

Witam w mojej baśni!
Zostawiając komentarz, tworzysz to miejsce razem ze mną.
Ze względu na spam moderuję komentarze do starszych postów.