niedziela, 6 grudnia 2015

Co tam słychać u krasnoludków?

Serio pytam. Widział się ktoś z nimi ostatnio? Nie? Ale jak to! Od tak dawna mieszkają w pobliżu siedzib ludzkich, pomagają nam, zwłaszcza zimą, a my zwyczajnie o nich zapominamy? Nie godzi się. Będę altruistką i dziś w mikołajkowym nastroju oprowadzę Was po świecie krasnoludków. Serio, serio.



zapomniane krasnoludki niech też mają coś z życia :)


Czerwona, spiczasta czapeczka. Wiadomo. Małe to, ruchliwe. Mieszka gdzieś pod progiem albo w lesie. Tak mniej więcej kojarzymy krasnoludki. Zanim zamieszkały w książkach dla dzieci i na ścianach przedszkoli, krasnoludki żyły sobie całkiem przyjemnie w folklorze polskim. Różnie nazywane albo może różnorodne. Spokrewnione z innymi stworkami, w tym z takimi, które jeszcze pamiętają czasy pogańskie. Nie zawsze w czerwonych czapeczkach. Nawet nie zawsze grzeczne. Zawsze malutkie.


Duszki opiekuńcze w polskim folklorze

Małe nadnaturalne istoty opiekujące się domostwem często wywodzono z dusz przodków lub też zmarłych noworodków (w czasach chrześcijańskich - nieochrzczonych dzieci). Za dnia ukrywające się przed ludźmi (na przykład, jak malowniczo - w opuszczonych mysich norkach), nocą wychodziły, aby zadbać o dobytek gospodarza, nierzadko zajmowały się zwierzętami, kończyły zaczęte prace domowe za ludzi i chroniły dzieci przed wszelkim złem. Rzadko istoty o cechach krasnoludkowych (mały wzrost, mieszkanie w pobliżu ludzi) mogły mieć nieprzychylne wobec nas zamiary. Ich najczęstsze miejsca pobytu to zakamarki chat, zwłaszcza zapiecek oraz dziury pod progiem. Niektóre zamieszkiwały stajnie i stodoły, gdzie opiekowały się żywym inwentarzem. Wierzenia związane z duchami domowymi są związane z dawnym kultem przodków i zmarłych. Jak to w tym przypadku bywa niektóre z tych istot mogły być przyjazne, inne niekoniecznie (zależy też z kim takie duszki miały do czynienia). Wśród Słowian żywa była wiara w kłobuka, demona opiekuńczego. Utożsamiano jego istnienie właśnie z martwym dzieckiem. Pojawiał się pod postacią... mokrej kury, ale mógł też być kaczką, gęsią, sroką, wroną, kotem lub po prostu człowiekiem. Przygarniając kurczę można był adoptować sobie kłobuka. Ewentualnie skusił się na pozostawione mu jadło. Niestety, na wyhodowanie sobie kłobuka był jeszcze jeden sposób - zakopanie pod progiem porońca (martwy płód). Po co całe to zabieganie o jego względy? Kłobuk dbał o powodzenie materialne gospodarza, ba, dbał też o to, żeby sąsiedzi mieli gorzej, bo, zwyczajnie ich okradał. Można było kłobukowi uniemożliwić kradzież, wystarczyło pokazać mu... tyłek. Niestety, czasami kończyło się zesłanie wszy lub pcheł przez demona. Ogólnie, utrzymywanie relacji z kłobukiem nie kończyło się dobrze.

Przejdźmy jednak już do naszych krasnoludków. Nazwę krasoludek dzisiaj wiążemy przede wszystkim z kolorem czapeczki/ubranka. Kolor czerwony (krasny) uważany był w kulturze ludowej za barwę o szczególnym znaczeniu, przede wszystkim ochronnym. Należy jednak brać pod uwagę, że krasny oznacza też urodziwy i dalej, urodziwe spowinowacone było w wyobrażeniach ludowych z dorodnym. W ten sposób w nazwie krasnoludka zawierają się dwie opcje, które doskonale łączą się z przypisywaną mu naturą/funkcją. Był duchem opiekuńczym oraz jego obecność związana była z powodzeniem, dostatkiem w domu. Ciężko zdecydować z jakim dokładnie znaczeniem wiąże się człon krasny w nazwie naszego małego przyjaciela. W Polsce zwano je również kraśniętami oraz skrzatami. W literaturze pojawiają się nieprędko, bo dopiero na przełomie XVI i XVII wieku. Pochodzenie tych istot w folklorze polskim nie jest do końca jasne. Być może mogły przybłąkać się z krain niemieckich, a być może urodziły się jako kolejna wersja rodzimych duchów opiekuńczych pochodzenia pogańskiego. W polskiej kulturze ludowej znamy jeszcze kilka innych istot, które są wyraźnie spokrewnione z krasnalami. W wierzeniach staropolskich pojawia się ubożę - duszek zapewniający dostatek. Jego początki też nie sięgają dalej niż do XV wieku, ba, kolega rozpływa się już pod koniec wieku XVI, asymiluje się z domownikiem, istotą pochodzenia ruskiego (nie rosyjskiego!) i nabiera jego cech. W owym wieku XV też nie ma za dobrze, bo wspominany jest jako przykład zabobonnego oddawania czci duchom przodków. Rdzeń bog- od którego pochodzi jego nazwa oznacza bogactwo, dostatek, powodzenie (co ciekawe, bo wiele osób chętnie kojarzyłoby nazwę duszka z ubóstwem). Wspomniany domownik (domowoj) pochodził z Rusi i również był duchem opiekuńczym, kojarzonym czasami z duchem poprzedniego gospodarza domu. Traktowano jego istnienie jako oczywistość do tego stopnia, że uchodził właściwie za członka rodziny. Zostawiano mu jedzenie, proszono o przeniesienie się razem z mieszkańcami do nowego domostwa, gdy szykowano przeprowadzkę. Domownik miał jedną ważna wadę - niedoceniony, zaniedbany przez ludzi mścił się lub po prostu szedł sobie w siną dal (a z nim powodzenie w prowadzeniu gospodarstwa). Najgorzej, gdy był naprawdę obrażony. Mógł zesłać na dom upiory. Z wyglądu przypominał nieco krasnoludka, ale potrafił też przybrać postać kota, psa, węża/żmii lub szczura. Bywało, że nie był samotnikiem. Jego partnerkę nazywano domowichą lub domowachą i kojarzono z inną istotą, kikimorą. Inną personą bliską wzrostem i charakterem krasnalom jest pokuć. Mały duszek zamieszkujący chaty niektórych regionów Polski był głodomorem. Chętnie zostawiano mu więc jedzenie w zakamarkach.  W Wielkopolsce skrzaki (skrzeki)  były demonami opiekuńczymi, które niekoniecznie są dobre. Co prawda, dbały o dom, ale po śmierci gospodarza zgłaszały się po jego duszę.

Germańskie koboldy i krasnoludy

Nasze rodzime krasnoludki mają, jak już wspomniałam, być może po części niemieckie pochodzenie. Istoty tego rodzaju co prawda pojawiają się w folklorze całej Europy, ale to właśnie w krajach germańskich związane są one do w dużym stopniu z dziką przyrodą. Kojarzone również z krasnoludkami takie istoty, jak gnomy mieszkały zazwyczaj pod ziemią, można było je również spotkać w górach. Nawet mieszkając w pobliżu siedzib ludzkich ten rodzaj krasnalopodobnych istot zachowywał uwielbienie dla podziemi. Folklor germański przenikał również i na ziemie zamieszkiwane przez ludność polskojęzyczną. Na Warmii i Mazurach powszechna już w czasach chrześcijańskich była wiara w istnienie koboldów. Przypisywano im zarówno rolę podobną do krasnala, jak i gnoma pilnującego podziemnych skarbów. Mieszkał w domach, ale również na statkach i w kopalniach, stąd wyróżniono kilka ich typów. Domowy kobold był istotą dość kapryśną. Najczęściej ukazywany jako mały człowieczek, lubił pracę, pomagał więc ludziom, ale rozzłoszczony był dość przykrym współmieszkańcem. Na terenie Niemiec istnieje wiele podań i legend związanych z koboldami, mają też one swoje własne regionalne nazwy. Koboldy prawdopodobnie wywodzą się od jeszcze starszych, pogańskich duszków pochodzenia rzymskiego lub germańskiego. Jak krasnoludki i germańskie korzenie to może coś o krasnoludach? Pozwolę sobie na skopiowanie fragmentu jednego ze starszych wpisów:

"Powszechnie znany angielski termin dwarf (dziś kojarzone głównie ze światem Tolkiena) również ma germańskie pochodzenie. Słowo pochodzi od staroangielskiego dweorg i ma odpowiedniki w staronordyckim dvergr i staro-wysoko-niemieckim twerg. Badacze wywodzą je od protogermańskiego đwerȝaz. Po szwedzku mamy dvärg, po norwesku - dverg, po niemiecku - Zwerg. Uczeni mają duże problemy z odnalezieniem źródeł wierzeń w istoty tego rodzaju. Etymologia germańskiego określenia również nie jest prosta. Niektórzy badacze, np. Lotte Motz, wywodzą wierzenia w tego typu istoty z kultur megalitycznych.

Istoty te związane są nie tylko z ziemią i górami, ale również z umiejętnościami i rzemiosłami, zwłaszcza takimi, jak kowalstwo i wytwarzanie biżuterii czy cennych sprzętów. Nie jest do końca pewne czy ich niezbyt zachęcająca aparycja (tak! germańskie krasnoludy nie miały facjaty Aidana Turnera) i mały wzrost nie są związane w późniejszymi przeinaczeniami o ośmieszającym, komicznym charakterze (interwencja chrześcijaństwa?). Znajdujemy nasze krasnoludy w Eddzie poetyckiej i Eddzie młodszej, gdzie nie dość, że jest ich wiele, to jeszcze przypisywane są im różne pochodzenie i funkcje, łącznie z kosmologiczną. Do tego ciężko je odróżnić od svartálfar (dökkálfar)- mrocznych elfów. Samo pojęcie elfa w staronordyckiej mitologii również się plącze czasami z naszymi poczciwymi krasnoludami. Jacob Grimm, który był również badaczem folkloru germańskiego, nie tylko baśniopisarzem, zakładał, że nordyckie krasnoludy zaistniały jako istoty przeciwstawne "jasnym elfom" (ljósálfar lub hvítálfar) (Jacob Grimm, Deutsche Mythologie, 1835; do poczytania TU)." 

Myślę, że nordyckim krasnoludom i elfom poświęcimy kiedyś jakiś wpis. Chciałabym teraz, kusi mnie to, ale krasnoludki grożą mi paluszkiem. Mam nie odbiegać za bardzo od klimatu czerwonych czapeczek.

Krasnoludek jako kumpel Świętego Mikołaja

Sam święty, który przeszedł popkulturowy lifting, ma w sobie coś z krasnoludka, ale nie będziemy się tym specjalnie zajmować. Bardziej interesuje mnie jeszcze chwila spędzona w Skandynawii, tu, gdzie jesteśmy blisko reniferów, a pod nogami chrzęści śnieg. Zdecydowanie łatwiej jest się dać porwać gwiazdkowemu klimatowi w takich okolicznościach przyrody. W Skandynawii są co najmniej dwa rodzaje istot związane z Gwiazdką. Nisser, czyli małe domowe duszki z duńskiego i norweskiego folkloru, przypominające krasnoludki są pomocnikami Świętego Mikołaja. Zaludniają programy dla dzieci, książeczki, pocztówki, są maskotkami. Jak dobrze wiemy, zanim anglosaski Święty Mikołaj, który jest rówieśnikiem kultury masowej, zaczął rozdawać prezenty w całej, już nawet chrześcijańskiej Europie, rodzime tradycje przypisywały taką funkcję innym istotom, często o pochodzeniu pogańskim. Część z nich weszła z Mikołajem w komitywę, nawet się z nim zlała w jedno, część ustąpiła miejsca. Skandynawskie nisser miały się zupełnie nieźle jeszcze przed zatrudnieniem u Świętego Mikołaja. Były to opiekuńcze duszki domowe, podobne we wszystkim, łącznie z wyglądem do wielu krasnalopodobnych istot znanych w całej Europie. W Szwecji tego typu demonki zwane są tomte. Podobnie nazywano je w folklorze finlandzkim - tonttu, pełną nazwę joulutonttu finlandzkie krasnale zawdzięczają współpracy z postacią Joulupukki. Ten wesoły dziadek, obecny w folklorze na długo przed Świętym Mikołajem jest jedną z tych istot, które nabrały wielu cech brzuchatego dziadunia w czerwonej czapeczce. W Skandynawii panowie dzielą się jednak Bożym Narodzeniem zgodnie. Do Świętego Mikołaja można pisać na dwa adresy (podobno można też do Kanady): Julenissen’s Postkontor, Torget 4, 1440 Drøbak, Norwegia lub Santa Claus, Arctic Circle, 96930 Rovaniemi, Finlandia. Joulupukki mieszka w Laponii na górze Korvatunturi.

*


 **

Na zdjęciach książka Frid Ingulstad i Sveina Solema, Krasnale. Fascynujące życie i historia krasnali, Wydawnictwo Dolnośląskie. Jest to zbeletryzowany przewodnik po świecie krasnali skandynawskich, gdzie historia, folklor i wyobraźnia twórców mieszają się w piękną, baśniową sagę tego sympatycznego ludku. Jest to jedna z moich ukochanych książek dzieciństwa.










Księgi:


  • Barbara i Adam Podgórscy, Wielka księga demonów polskich - leksykon i antologia demonologii ludowej. Katowice, 2005
  • Andrzej Kempiński, Encyklopedia mitologii ludów indoeuropejskich. Warszawa, 2001 
  • Mazury. Słownik stronniczy, ilustrowany, red. Waldemar Mierzwa, Dąbrówno 2008 

7 komentarzy:

  1. Przypomniałaś mi inną książkę o krasnalach (skrzatach), była cała seria "Krasnoludki i smoki", "Krasnoludki i wróżki". Niekiedy dość smutne opowieści, ale uwielbiałam je!

    OdpowiedzUsuń
  2. :) dziękuję, kolejny raz przepadłam w Twoje treści i przypominam sobie mój dziecięcy świat, kiedy jeszcze wierzyłam w krasnale i szukałam ich pod liśćmi paproci :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Odkąd nie mamy już krów i mleko w kartonach kupujemy to nie mają jak w pomienione mleko szczać, skurkowańcy więc ciężko stwierdzić czy są, czy nie, ale czasem coś gdzieś chrobocze. I jakoś nijak mi uwierzyć, że to myszy. Wolę krasnale ;)

    Swoją drogą trzeba będzie im zostawić w kącie coś do żarcia ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Poprawka. Są. W książce siuę, gnomy, pochowały. Jerzy Flisak "Krasnoluydki są na świecie".
    Pewnie znasz, ale jeśli nie to polecam. Chciałem Ci podrzucić kilka screenów celem zapoznawczym, ale w komciu się nie da ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś można było dodać zdjęcie. Teraz chyba tylko linkiem.

      O krasnale dobrze dbać. Odwdzięczają się. Wiele dałabym za to, żeby sprzątały po kotach i czasem zaplotły im warkoczyki :D Niestety, w miastach wyginęły.

      Usuń

Witam w mojej baśni!
Zostawiając komentarz, tworzysz to miejsce razem ze mną.
Ze względu na spam moderuję komentarze do starszych postów.