środa, 25 listopada 2015

Królowe róż i wystrój wnętrz - twórczość sióstr MacDonald

Nie mogłabym napisać tylko o jednej z nich. Obie, tak samo, jak i ogólnie twórczość "The Four" (druga Glasgow School) zostały docenione dopiero po długich latach. Współpracowały ze sobą, tak, że czasami można ich prac od siebie nie odróżnić. Margaret uwielbiała stonowane, jasne, naturalne barwy. W jej twórczości widać jak sprawnie porusza się między geometrycznymi, organicznym motywami, zahaczając o abstrakcję, a subtelnymi formami przyrodniczymi. W ten sposób jej dzieła są niezwykle nowoczesne. Nie uciekała od "klasycznych" tematów ani wpływów twórców jej współczesnych, a jednak jej twórczość na tle innych wydaje się być bardzo oryginalna (chociaż dziś prace obu sióstr zalicza się do kręgu secesji). Wyszła za mąż za Charlesa Rennie Mackintosha, który obecnie uchodzi za wizjonera w dziedzinie designu wnętrz. Oboje umarli w zapomnieniu i biedzie. Prace Frances mają natomiast często wyraźnie mistyczny charakter - w większym stopniu niż siostra inspirowała się twórczością Blake'a. Często nawiązuje też do celtyckiego dziedzictwa Szkocji. Celtyckie zamiłowanie do splątanych linii jest charakterystyczne dla twórczości wszystkich członków grupy z Glasgow.

Margaret Macdonald Mackintosh, O ye, all ye that walk in Willowood, 1902 (detal z panelu dekoracyjnego do Willow Tea Room)

niedziela, 22 listopada 2015

Rozpraszając listopadowe ciemności...

Najbardziej paskudny miesiąc w roku. W listopadzie zawsze choruję na listopad. Jakoś muszę przetrwać ten czas. Przywołuję dzieciństwo i nastolęctwo zdjęciami z teraźniejszości. Po pierwsze, las. Zapach szyszek. Żywica - lepkie, słodkie krople stygnącego słońca, białe na brzegach. Szelest liści, gdy mocniej wiało. Jesienią las wydawał wtedy z siebie pomruk, jakby był zły, że wiatr budzi go ze snu. 




wtorek, 17 listopada 2015

Subtelny urok malarstwa quattrocenta (zamiast klasyka miesiąca)

Czasami wielbiciel sztuki dawnej ma napad uwielbienia dla renesansu. Tak to już jest. Nigdy nie potrafiłam przejść obojętnie obok dzieł, w których "klasyczność" miesza się z cudownością. Ta epoka w historii kultury nowożytnej Europy, dość długa, jeśli wierzyć niektórym badaczom (inni podają w wątpliwość nawet sens jej wyodrębniania, wśród nich kilku uważa ten okres przejściowy za wypaczoną średniowieczność) była różnorodna, obfita, dynamiczna i pełna niuansów. Szkolne przedstawienie renesansu jako epoki rozumu i bezkrytycznego naśladowania antyku szybko się dezaktualizuje, gdy młody człowiek sięga po konkrety i nagle styka się z renesansem zakochanym w astrologii i alchemii. Potem jest już tylko lepiej - każdy znajdzie tu coś dla siebie: jest renesans słodki i rozmarzony, jest renesans muskularny, majestatyczny i matematyczny; jest ten pełen kwiatów, szkiców z natury i pięknych dam i jest ten zakochany w architekturze. Quattrocento to taki czas (i na dobrą sprawę, miejsce) w sztuce europejskiej, gdzie te wszystkie renesansy się zaczynają na dobre. Stąd popłynie wielka fala odnowy sztuki, kilka błyskotliwości i cała masa motywów, które z upodobaniem będą przerabiać artyści następnych wieków. Wybór jednego tylko twórcy reprezentującego quattrocento - niewykonalne. Czeka więc Was spacer po dziełach kilku artystów. Mam nadzieję, że będzie to przyjemna przechadzka. A zaczniemy od tego oczka... Poznajecie?


wtorek, 3 listopada 2015

Niesamowity styl Franklina Bootha

Jako dziecko kopiował ryciny z magazynów. Nie wiedział, że są to ilustracje wykonywane technikami rytowniczymi i stąd specyfika stylu, jaki przybrały jego prace wykonywane tuszem. Są piękne i mają w sobie muzyczny rytm (lubił zresztą przedstawiać grające postaci). Drzewa, chmurzyska i gotyckie katedry sprawiają, że panuje na nich niezwykły klimat. Zapraszam do skromnej galerii prac artysty. 


niedziela, 1 listopada 2015

Zapraszam na gotycki wpis!

Obiecałam dziewczynom, że będę polecać nasze wspólne dzieło, a że blog w końcu ruszył po kilkumiesięcznym stuporze jestem bardzo zadowolona. Wczoraj część osób na pewno oglądała "straszne" filmy, wśród których znalazły się i te gotycyzujące, zapraszam więc do rozmowy pod wpisem:

Czekając na Crimson Peak - subiektywna trójca ulubionych filmów (post)gotyckich