wtorek, 6 października 2015

Renoir i Cagnes-sur-Mer (artysta tygodnia, spacerologia po domach artystów)

Bardzo lubię impresjonizm i impresjonistów, chociaż trzeba przyznać, że dziś to malarstwo wydaje się być już banalne. Ot, widoczki. Tak naprawdę, jeśli się bardziej zagłębić w temat jest jednak fascynujące. Podróżowałam niedawno koleją i za oknem migały takie właśnie wczesnojesienne widoczki. Zrobiłam mały myślowy eksperyment, próbując sobie wyobrazić jak te krajobrazy malowaliby impresjoniści. Dla nich najważniejsze było światło i kolor. Chcieli malować to, co rzeczywiście widzimy, a jednocześnie szukali esencji, która pozwoli wykreować na płótnie te same wibrujące fale barw, które nasze oczy łączą w spójny obraz. Zadanie wciągnęło mnie bez reszty i okazało się bardzo relaksujące. Myślałam o tym, jakich użyłabym kolorów, jakich pigmentów i wszystko okazywało się świeże, inne, niespodziewane. Nic nie jest oczywiste. Absolutne. Wszystko płynie. Cienie nie są czarne ani nawet granatowe. Zależnie od tego, na jaką powierzchnię  padają, taki mają odcień. Banał? Spróbuj to uchwycić! To dlatego impresjoniści tak maniakalnie malowali śnieg. Złociste jeszcze pola, zielona trawa, niebieskie niebo? Nie! Pola o poszarpanych brzegach w odcieniu różu, z zielonkawym, zimnym brązem w środku. Fioletowo-turkusowe połacie zamglonego nieba i trawa wibrująca na zmianę odcieniami niebieskiego i przytłumionych rudości. Uwielbiam impresjonizm za tę cudowną magię oderwania się od pojęć, od twardych, nieprzyjaznych krawędzi rozsądnego dyskursu. Dziś w klasyku miesiąca ląduje więc pan Renoir. Żył wystarczająco długo, by najpierw stać się jednym z ojców założycieli impresjonizmu, potem porzucić jego rebeliancką siłę i malować nieco pulchne, przytulne babeczki, a na końcu zobaczyć, że to, co niegdyś odrzucone, stało się "klasyką", której wyzwanie rzucają fowiści czy kubiści. Każdy z impresjonistów na własną rękę szukał sielskości, przeczuwał narastający niepokój cywilizacyjny, który przyniesie XX wiek. Renoir znalazł ją w miękkich, rozmarzonych zarysach kobiecej sylwetki, która często zlewa się z otoczeniem. Powidok naszej naturalnej więzi ze światem przyrody. Przesłodzone? Momentami. To jest jednak radość, proszę państwa, nie zwykła słodycz. Podobno chciał malować "jak zwierzę", ale bardziej malował jakby był znów dzieckiem. Małym chłopcem patrzącym z prostoduszną czułością na drzewa i kobiety.

Femme organiser son chapeau, 1890


Clémentine Valensi Stora (L'Algérienne), 1870


La Songeuse, 1875

La Place Clichy, 1880
Jeune fille dans un chapeau de paille
Deux soeur, 1889

Mademoiselle Demarsy (Femme accoudée), 1882

 
Nu Dans un Paysage, 1887
Fille allongée sur l'herbe, 1890
Les jeunes filles de la mer, 1894

Cagnes, 1902

Cagnes, 1905

Les Vignes à Cagnes, 1906


Obiecałam Wam spacerologię po domach artystów i zacznę tym właśnie skromnie tym wpisem, powtarzając to, o czym wspomniałam na Facebooku. W ostatnim okresie życia Renoir zamieszkał w Cagnes-sur-Mer i to właśnie miejsce dziś odwiedzimy - małe miasteczko regionu Prowansja-Alpy-Lazurowe Wybrzeże (Alpy Nadmorskie).




Cagnes to tak naprawdę dwa, a nawet trzy adresy - średniowieczne miasteczko na wzgórzu i nowe Cagnes nad morzem. To częsty podział miejscowości w tym rejonie. Miasto leży niedaleko Nicei. Na wzgórzu dominuje forteca Grimaldich - charakterystyczny punkt średniowiecznej zabudowy widoczny z daleka. Uroczą średniowieczną mieścinę przecina arkadowa Rue du Pontis Long, pełno tu malowniczych domków. Właściwie to każde małe miasteczko Prowansji czy Lazurowego Wybrzeża przyciągało nie tylko turystów, ale i malarzy i chyba nikt, kto podróżował po tym regionie się temu nie dziwi. Nie dziwi również pomysł starszego pana, dodatkowo artysty, żeby zamieszkać w tym ciepłym, słonecznym miejscu. Po raz pierwszy Renoir przybył do Cagnes pod koniec XIX wieku. Wtedy była to dość bogata wioska, dziś już miasto. Renoir zamieszkał na wzgórzu. W 1907 roku kupił posiadłość przy drodze na wybrzeże - Les Collettes. Widok z ogrodu posiadłości, gdzie Renoir często malował jest przyjemny dla oka.


fotografia Dornaca przedstawiająca starego i schorowanego pana Renoir - niezmiennie w pracowni, 1910 (album Nos contemporains chez eux, Bibliothèque nationale de France),


Renoir mieszkał w Cagnes na starość. Tu również zmarł w wieku 78 lat, w roku 1919. Cierpiał na reumatoidalne zapalenie stawów, które uniemożliwiało mu normalne poruszanie się oraz sprawiało, że musiał stosować specjalne sztuczki, aby nadal malować. Jego dłonie uległy deformacjom, prawe ramię natomiast zrostowi kości – zaczął wtedy malować za pomocą pędzla umocowanego do ramienia. Później korzystał z urządzeń, które przesuwały płótno pod jego dłonią. Tworzył, malował, rzeźbił, dzięki pomocy innych, starając się nie zwracać nadmiernej uwagi na dolegliwości fizyczne.





W Cagnes znajduje się stary dom malarza. Musée Renoir poświęcone jest zarówno twórczości, jak i życiu artysty. Dość skromnie jak na muzeum, ale naprawdę warto się przespacerować i zobaczyć ogród, w którym możemy porównać widok z obrazami. Zachowało się również wyposażenie domu, w którym przebywał malarz. Możemy poczuć atmosferę z początku ubiegłego wieku, gdy w tym zacisznym miejscu Renoir tworzył swoje późne obrazy. Portretował rodzinę, malował krajobrazy, siedząc w ogrodzie. Muzeum jest przytulne i nie onieśmiela wielkimi salami. Impresjonistyczne obrazy i rzeźby wydają się tu wyrastać naturalnie z otoczenia, jak drzewa za oknem. Sielska atmosfera miejsca, stosunkowo niewielka popularność wśród turystów, możliwość porównania widoku utrwalonego na obrazie z tym, który można osobiście zobaczyć dziś w ogrodzie - to wszystko sprawia, że jest to bardzo sympatyczny cel wędrówki po mieścinach Lazurowego Wybrzeża.







Na koniec dwa kotki pędzla Renoira (było ich więcej, ale może kiedyś w kąciku kociologicznym ugoszczę impresjonistów, więc nie będę podbierać wszystkich):

Femme au chat, 1875

1862

Warto poczytać:
John Rewald, Historia impresjonizmu, Warszawa, PIW, 1985

(wpis robiony na smarfoniszczu, jakość zdjęć może pozostawiać wiele do życzenia)

4 komentarze:

  1. Koteczki:3

    Przepraszam, ale koteczki.

    Świetny pomysł z tym opisem domem malarza, można poczuć ten klimat, w jakim tworzył, usłyszeć w wyobraźni szum drzew, skrzypienie fotela. Impresjoniści mają ciepłe miejsce w moim sercu, choć mnie tam się babeczki też podobają, o koteczkach nie wspominając. Fuj, ile zdrobnień. Już przestaję:]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Renoir jakoś do tych zdrobnień skłania. To takie przytulne pacanie farbą:D Wszystkie ewentualne cele podróży zawsze sprawdzam z takim "artystycznym" kompasem. Malarze zawsze prawie, jeśli mogli wybrać, to wybierali miejsce do życia z niesamowitym widokiem albo w malowniczej okolicy, więc poza kątami do zwiedzania jest też zazwyczaj coś jeszcze.

      Usuń
  2. Tak, dzisiaj impresjonizm kojarzy się raczej z mieszczańskim konserwatyzmem, a w swoich początkach było to przecież malarstwo odważne i nowoczesne, a nawet szokujące. Ale fakt, że jest, jak piszesz, banalne, nie przeszkadza mu być moim ulubionym. Ale Renoir należy raczej do tych najmniej ulubionych impresjonistów. Jakoś tak za słodko, za mięciutko i za puchato :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Właściwie to całą sztukę dawniejszą, łącznie z rewoltą XX wieku spotkał los takich dziadków na bujanym fotelu. Nie wydaje się już rewolucyjna, ba, pasuje do takiego współczesnego wyobrażenia nobliwej klasyki. Dwa paradoksy:późniejsze modernizmy polemizowały z impresjonizmem, a przecież dziś w podręcznikach historii to on jest właśnie pierwszą sztuką nowoczesną. No i to, jak obcujemy z impresjonizmem. W albumach tego nie widać, ale w muzeum rzuca się w oczy, że ciężkie złocone ramy to nie jest odpowiednie towarzystwo dla obrazu impresjonisty. Powstawał często pod gołym niebem i potrzebuje powietrza. W Cagnes jest kącik ogrodowy, gdzie stoją informatory z fotografiami obrazów, które są dopasowane do "widoczków". Tam można odnieść wrażenie, że impresjonizm zamknięty w muzeum sporo traci na uroku.

    OdpowiedzUsuń

Witam w mojej baśni!
Zostawiając komentarz, tworzysz to miejsce razem ze mną.
Ze względu na spam moderuję komentarze do starszych postów.