sobota, 31 października 2015

Halloween i Wszystkich Świętych - Celtowie, Rzym, chrześcijaństwo

Od jakiegoś czasu miałam ochotę na taki wpis nieco może encyklopedyczny, na swój sposób "ekumeniczny", a dla szerokich mas społecznych, utożsamiających ze sobą (niesłusznie) Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny, nawet erudycyjny ;) Pod koniec października i na początku listopada mamy w Polsce niezły bałagan. Stare zwyczaje mieszają się z nowymi, te świeckie z chrześcijańskimi, przebija przez to jeszcze pradawna pogańskość, a nawet przyzwyczajenia przeniesione z czasów komunistycznych, do tego wszystko okraszone wzajemnym hejtem. Chciałabym zaprosić Was dziś w pojednawczą podróż daleko w głąb dziejów, do czasów, zanim Halloween jakie znamy (a niektórzy hejtują) dotarło na ziemie słowiańskie, ba, zanim Halloween jako takie się w ogóle pojawiło. Nie będziemy grzebać w słowiańskiej pradawności, ale zajmiemy się celtyckością. Tą dziką i tą oswojoną.



Pradawni bogowie, stare opowieści i ofiary z ludzi




Samhain (sauń) było być może najważniejszym świętem celtyckim. Wielu badaczy uważało niegdyś, że mogło być odpowiednikiem Sylwestra/Nowego Roku - tego dnia kończył się kalendarz celtycki. Współcześnie obchody tego święta łączy się z datą 31 października/1 listopada (od zachodu do zachodu słońca). Mitologia irlandzka podaje, że samo świętowanie trwało znacznie dłużej*. Jako jedno z wielkich świąt sezonowych, Samhain wypadało między jesienną równonocą, a przesileniem zimowym. W czasie, gdy przyroda zamierała, słońca ubywało i świat stawał się pustym, smutnym miejscem, ale domostwa pełne były jeszcze owoców jesieni. Samhain związane było z końcem lata (sam e fuin), zakończeniem zbiorów - wtedy kończył się dla Celtów rok (jest w tym jakiś intuicyjny sens). Co Samhain ma wspólnego ze świętami zmarłych? Otóż, wierzono, że w nocy z dnia 31 na 1 duchy (zmarli, nienarodzeni) pojawiają się w świecie zamieszkałym przez człowieka.

Był to moment niebezpieczny, bo dusze, które znalazły sobie podatnego żywego, zamieszkiwały w nim. Z czasem zaczęto też wierzyć w możliwość porwania człowieka do podziemnego świata. Taka sytuacja. Stąd też Celtowie zapraszali duchy do miejsc położonych poza siedzibami ludzkimi: wystawiano im żywność, wygaszano ogień, ubierano się w łachmany i ogólnie zniechęcano do zagospodarowania świata żywych. Zwyczaj przebierania się ulegał wzbogaceniu, łącznie z tradycją chodzenia w przebraniu po domach i zbierania żywności. Stąd dziewiętnastowieczni uczeni łączyli ludyczny (zabawowy) charakter święta z chrześcijańskim zwyczajem karnawałowym, bożonarodzeniowym czy noworocznym. Innym śladem jest obecność alkoholu (upojenia), o którym wspominają niektóre źródła. Podobnie jak w przypadku święta Beltane ten szczególny czas uważano na ziemiach celtyckich za chwilę, gdy granica między światem żywych i Innym Światem mogła być łatwo przekroczona. Z wierzeniami w duchy wiązał się nie tylko kult zmarłych, ale również wiara w istnienie bytów odmiennych od człowieka, potężnych i niekoniecznie o obojętnych wobec ludzi zamiarach. Celtycka mitologia jako całość jest różnorodna i chronologicznie związana jest też z różnymi odmianami geograficznymi. Na pewno kiedyś poświęcę tym zagadnieniom trochę miejsca na blogu, bo jest to chyba moja ulubiona mitologia. W tym wpisie będziemy podróżować głównie po terenach iryjskich. Gdy Celtowie trafili na obszar Wysp Brytyjskich, dawne wierzenia i świat mitów podlegały już przeobrażeniom (dawni bogowie ustąpili miejsca innym, a w mitach zawarto opowieści o stoczonej przez nich walce), później dochodziło do dalszych zmian. Bogowie (Tuatha Dé Danann), po stoczeniu z kolei walki z ludźmi, w końcu  zamieszkali swoją podziemną krainę (oh, o tych bojach mitologicznych z ludźmi też kiedyś napiszę!), zdegradowani do nie do końca określonych, tajemniczych i groźnych bytów. Owe fairies z czasem stały się zupełnie niegroźnymi, skrzydlatymi stworkami, znanymi z książeczek dla dzieci, ilustracji vintage, filmów. Jednak jeszcze w czasach Szekspira i później, w dobie celtyckiego odrodzenia, kultura odwoływała się do dawniejszych wierzeń. Jeszcze Tolkien, mieszając ze sobą inspiracje z różnych etnicznie źródeł, nasycił przemijający świat elfów melancholią odchodzącego plemienia dawnych bóstw celtyckich. Nie miejsce tu i nie czas, żeby przyglądać się "wróżkom", jak wiecie jednemu z moich ulubionych tematów (zarówno na poważnie, jak i z nutką dekadencji lub też sielskiego kiczyku). Trzeba tylko pamiętać, że wiara we istoty zamieszkujące zwłaszcza pewne "nawiedzone" miejsca jest do dziś obecna na terenach iryjskich, a w czasach chrześcijańskich nadal wierzono też w jawnie pogański ludek aes sídhe zamieszkujący kurhany i pagórki. Były to istoty inne niż skrzydlate ludziki i dość niebezpieczne. W Samhain sídhe należało przebłagać, bo mogły opuszczać swoja krainę w niezbyt przyjaznym nastroju. Wielu uczonych wiąże wiarę w te byty z dawnym kultem sił przyrody i koniecznością zadbania o przychylność bogów w czasie zimy. Ciężko było przetrwać ten czas. To pewne.

Istotne, że do dziś dla niektórych Samhain jest w zasadzie tożsame z Halloween, a dawni badacze opisując zwyczaje związane z żywiołem celtyckim, trwające w najlepsze w czasach już chrześcijańskich, piszą tak naprawdę już o mieszance wierzeń zaprawionych i pogańskością i specyficznie ludową wiarą chrześcijańską. Najlepszą bazą danych do badania Samhain pozostają więc nie zwyczaje ludowe, ale mitologia (też podlegała przeinaczeniom, gdy zabierali się za jej spisywanie chrześcijańscy mnisi). 

W czasach późniejszych, zarówno w kontekście chrześcijaństwa, jak i w przypadku neopogaństwa Samhain/Halloween stało się świętem celebrowania bogactwa jesieni, przygotowaniem do czasu zamierania przyrody. Obfitość owoców, plonów pojawia się w ofiarach, zabawach, wróżbach. W czasach najdawniejszych tak, jak Beltane było świętem życia, tak Samhain śmierci i ten jego aspekt był podkreślany przede wszystkim. Część opowieści z irlandzkiej mitologii wskazuje na możliwość składania ofiar z ludzi z okazji obchodów. W Lebor Gabála Érenn wspomina się o ofiarowaniu części posiadanego potomstwa i plonów dla ludu Fomoire (znów zdegradowane, jeszcze dawniejsze niż Tuatha Dé plemię bogów - w mitologii irlandzkiej występują jako monstrualni giganci). Według badaczy, Fomorianie reprezentują niszczycielskie siły przyrody (sídhe mieliby stanowić reprezentację przyrody ogólnie) - suszę, głód, zarazę. Być może na progu zimy składano ofiary z ludzi, by przebłagać najmroczniejsze z rządzących losem ludzkim mocy. Chrześcijańscy mnisi łączyli obchody Samhain z kultem Crom Cruach**, który z kolei wiązano z ofiarami z ludzi. Niewątpliwie było to święto dla Iryjczyków bardzo ważne, o czym znów świadczy mitologia, gdzie wiele wydarzeń miało swój początek lub koniec w tym dniu. Tain Bo Cúailnge - najazd ulsterski, druga bitwa Magh Tuireadh, spotkanie Morrigan i Dagdy przed bitwą przeciwko Fomorianom; inne opowieści: Aislinge Óengusa, Tochmarc Étaíne. Pojawiały się również wątki związane ze śmiercią w Echtra Neraí, Aided Chrimthainn Maic Fidaig. Do dziś wierzy się w Irlandii, że niektóre miejsca związane są szczególnie z Samhain. Na przykład, słynna Jaskinia Kotów (Oweynagcat) w kompleksie Ráth Cruachan (Rathcroghan), miejscu, które łączono z Cruachan, legendarną stolicą dynastii Connachta - raju, chyba mamy następnego kandydata na wpis... Wiara w to, że tajemnicze i dziwne stworzenia zamieszkują pradawne, przediryjskie kurhany była bardzo silna w czasach przedchrześcijańskich i utrzymała się w kulturze ludowej do czasów współczesnych. 

Pod koniec tego rozdzialiku chciałabym dodać również dwa słowa o symbolice ognia w Samhain. Podobnie jak przy okazji Beltane ważne były podczas świętowania wielkie ogniska. Przygasły nieco w czasach późniejszych razem z przekonaniem o ważności ognia. Jaka była ich symbolika? Być może były związane z działaniem magicznego niszczenia złych mocy lub też rozpalano je w celach ochronnych (oczyszczających). Mogły być też rozpalane jako imitacja słońca, mieć związek z pradawnymi kultami solarnymi - byłby to rodzaj magii sympatycznej, pomocy ofiarowanej słońcu we wzroście i zahamowaniu niszczycielskich sił zimy. Uczestnicy Samhain brali również ze sobą święty ogień, aby rozpalić ognisko domowe. Ogień obecny był również przy rytuałach wróżenia, łącznie z przewidywaniem śmierci (kręgi kamienne ustawione wokół ogniska).

Podobne festiwale odbywają się w tym samym czasie roku w innych krajach celtyckich: na przykład Calan Gaeaf (w Walii), Kalan Gwav (w Kornwalii), a Kalan Goañv (w Bretanii). Oczywiście, święto ma też swoje znaczenie w różnych odłamach neopoganizmu.

***
*np. Serglige Con Culainn z XII wieku

**
Crom Cruach (Okrwawiona Głowa) uchodzi za bóstwo celtyckie, a wzmianki o nim możemy znaleźć w Księdze z Leinster (Lebor na Nuachongbála, Lebor Laignech) Według niej bożka reprezentował wielki szczerozłoty obiekt usytuowany na równinie Mag Sleact. Wokół niego zgromadzono dwanaście mniejszych bóstw reprezentowanych przez głazy. Bóstwu składano krwawe ofiary w czasie Samhain, aby utrzymać urodzaj. Podobno kres tym praktykom położył św. Patryk.

Cukierek czy psikus?

 

 


Rzymskokatolicki Dzień Wszystkich Świętych (na terenie Wielkiej Brytanii: All Hallows) został wprowadzony w roku 609, ale był pierwotnie obchodzony w dniu 13 maja. W dziewiątym wieku naszej ery w chrześcijaństwie zachodnim przesunięto oficjalnie datę Wszystkich Świętych  na 1 listopada, a na 2 listopada Dzień Zaduszny*. Na terenach, gdzie dawniej obchodzono Samhain święto to i Zaduszki połączyły się i tak powstało Halloween (All Hallows' Eve). Niektórzy badacze uważają, że w Halloween widoczne są również wpływy rzymskiego kultu Pomony i święta zmarłych/przodków - Parentaliów. Wskazuje się również na korzenie germańskie (święto poświęcone przodkom również u progu zimy) i rzymskie Lemuria (Lemuralia) obchodzone w tym samym dniu, co pierwotnie Wszystkich Świętych. Jak widzicie, zamieszanie jest spore. Jak wcześniej napisałam, święto to, zwłaszcza w czasach nowożytnych miało coraz wyraźniej ludyczny (zabawowy) charakter i cecha ta wpłynęła na postać Halloween, jaką znamy dziś. W XVIII wieku w Szkocji i Irlandii określano wigilię Dnia Wszystkich Świętych mianem Mischief Night i rozpowszechniał się wtedy zwyczaj przebieranek i figli. 

W ten sposób dawna szkodliwa potęga bóstw/bytów nadprzyrodzonych/przyrody została przekuta w niegroźną formę złośliwych duszków. Podczas masowej emigracji Irlandczyków i Szkotów do Ameryki Północnej zwyczaj ten, już w formie zabawy, zakorzeniał się w Nowym Świecie i tam podlegał dalszej przemianie. Zinfantylizował się, co mu w sumie nie wyszło na złe, bo w takiej formie łatwo zakorzenił się w popkulturze. Jak wszystkie inne święta padł również ofiarą komercjalizacji, która zachowując ludyczny charakter święta, odebrała mu nieco jego szczególnego, mrocznego charakteru. Zwyczaj zbierania słodyczy (cukierek albo psikus), który na dobre zakorzenił się w XVII wieku mógł mieć korzenie w chodzeniu przebranych osób po domach w celu zbierania materiału do świętych ognisk lub też ofiar dla sídhe. Inną tradycją związaną z Samhain jest obecność w Halloween latarni. My znamy przede wszystkim te wykonane z dyni, ale wcześniej tworzono latarenki też z innych warzyw, np. rzepy czy buraka. Wydrążona groteskowa twarz była ustawiana w oknach lub też noszona przez świętujący pochód. Jej celem było odstraszanie złych duchów lub też reprezentacja nadprzyrodzonych istot. Niektórzy badacze, wywodzący Halloween z chrześcijaństwa, mówią o reprezentacji dusz zmarłych w postaci ogników. Podobnie mogło być z przebraniami: albo miały one zniechęcić/odstraszyć złe duchy albo też mogło być tak, że przebierańcy reprezentowali sídhe, z czasem inne nieprzyjazne ludziom istoty.

W dziewiętnastowiecznej Irlandii i Walii Wszystkich Świętych poprzedzał wieczór domowych uroczystości, gdzie duże znaczenie miały rytuały, gry i wróżby (często z użyciem jabłek i orzechów). Istotnym elementem były ogniska, ich dym i popiół po wypaleniu. Poza nawiązaniem do zwyczajów Samhain obecna była przy tym już chrześcijańska wiara w straszenie czarownic karą piekielną. To taka ciekawostka dla osób, które utożsamiają Halloween ze świętem czarownic :D Pierwotne Samhain i dzisiejsze obchody neopogańskie, a nawet niektóre elementy samego Halloween sprawiają, że zwyczaje te postrzegane są jako praktyki okultystyczne, związane z czarostwem, magią i diabłem. Warto pamiętać, że schrystianizowane Halloween miało raczej zapewnić ludziom ochronę przed złymi mocami, a przebieranie się ma charakter podobny jak w innych ludowych zwyczajach, gdzie złe duchy są reprezentowane przez przebranych ludzi i odpowiednio traktowane lub też wręcz się z nich naśmiewa (hałas i radosna zabawa pełnią w kulturze ludowej rolę ochronną).


***

* W 835 Ludwik Pobożny włączył obchody 1 listopada do kalendarza świąt imperium Karolingów (za namową papieża Grzegorza IV). Z relacji Pseudo-Bedy wiemy, że w innych częściach Europy (Anglia, Niemcy) już w poprzednim stuleciu obchodzono właśnie tego dnia Wszystkich Świętych. To James Frazer zasugerował, że listopadową datę wybrano właśnie ze względu na Samhain - Celtowie mieli wpłynąć na misjonarzy angielskich, a z kolei ci na niemieckich. Jednak Ronald Hutton zwraca uwagę, że zgodnie ze źródłami kościół w Irlandii obchodził Wszystkich Świętych w dniu 20 kwietnia. Sugeruje on, że termin 1 listopada był jednak wyborem dyktowanym wpływami germańskimi.
 


Halloween a Wszystkich Świętych



Najciekawszym wątkiem związanym z Halloween jest jego chrystianizacja. Tak, tak. Kiedy w Polsce straszy się ludzi głównie tym, że halołiny to "wymysł szatański", w innych krajach jest to po prostu święto związane z chrześcijańskimi obchodami Zaduszek, które przeniesiono z drugiego listopada na 31 października i tam relacja chrześcijaństwo-pogaństwo staje się bardziej skomplikowana (z tego, co wiem, jednak hierarchowie katoliccy sprzeciwiają się Halloween i łączą to święto z satanizmem). Wśród uczonych panuje pewien rozdźwięk, jeśli chodzi o wywodzenie Halloween z korzeni pogańskich lub chrześcijańskich. Różnica wydaje się nieznacząca dla kogoś, kto nie interesuje się folklorem, ale dla badacza ma wielkie znaczenie. Czy to pogańskie święto się schrystianizowało czy też chrześcijańskie obchody zostały zasilone pogańskim żywiołem? Sprawa jest naprawdę skomplikowana, jeśli wziąć pod uwagę również narodziny chrześcijańskiego Dnia Wszystkich Świętych. Wspomniane Lemuria (Lemuralia) były świętem rzymskim, pogańskim, obchodzonym ku czci duchów przodków (Lemurów). Lémures były pozbawionymi ciała duszami. Zwłaszcza te, które nie mogły zaznać spokoju, złośliwe dusze (larvy) mogły okazać się szkodliwe, więc należało poświęcić im uwagę, ochronić przed nimi, nakarmić. Obrzędy prowadzone były nocą. W Rzymie już chrześcijańskim władze kościelne chciały zmienić pogańskie święto w chrześcijańskie i dlatego 13 maja ustanowiono Dniem Wszystkich Świętych. W ósmym wieku święto przeniesiono na listopad (być może pod wpływem germańskim, który okazał się silniejszy niż przygasająca żywotność rzymskich wierzeń, jak pisałam w przypisie do poprzedniego rozdzialiku). W 835 roku Grzegorz IV ustalił obchody uroczystości związanych ze świętem Wszystkich Świętych na 1 listopada i data ta przyjęła się na terenach Imperium Karolińskiego. W średniowieczu święto to zyskało rangę dnia wolnego od pracy i wprowadzono tradycję dzwonienia za dusze w czyśćcu. Pojawił się również specyficzny zwyczaj, który dziś wiąże się, na równi z przebierankami o rodowodzie pogańskim, z "trick-or-treating": pieczono specjalny rodzaj ciastek dla ochrzczonych dusz (Anglia, Flandria, Niemcy, Austria) - dzieci chodzące od domu do domu w zamian za te łakocie miały modlić się o dusze zmarłych. O tym zwyczaju wspomina już Szekspir w 1593 roku. Niektórzy badacze uważają, że zwyczaj przebierania się mógł być też związany z przedstawieniami danse macabre obecnymi w sztuce średniowiecznej. To głównie na tej podstawie w pewnym momencie zwolennicy reformacji zaczęli krytykować święto jako wymysł katolicki. W czasach chrześcijańskich w Halloween dokonywano również odpowiednich obrzędów i rytuałów o charakterze ochronnym. Strach dotyczył złych duchów oraz czarownic.

Zwyczaje podobne do Halloween znane są również we Francji, Włoszech czy Hiszpanii. W tym ostatnim kraju wypieka się nawet specjalne ciastka, tak zwane Huesos de Santo (kości świętego), gdzie widzimy wyraźnie, jak chrześcijański kult świętych związany jest z obchodami święta zmarłych. Trupy i czachy nie są uprzywilejowane jedynie w anglosaskim Halloween. Dzisiejsze chrześcijańskie postawy wobec Halloween są bardzo różne. Na rodzimych terenach tego święta niektóre ugrupowania starają się kultywować tradycje związane z All Hallow Eve: modlitwę, post i specjalne nabożeństwo. Nie jest więc tak, że to jedynie wesoło-straszny wieczorek. W tych diecezjach anglikańskich dopuszcza się też zabawę po nabożeństwie (z zastrzeżeniem, aby nie była "nieodpowiednia"). Zresztą, w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii w Halloween również odwiedza się groby. Tak samo, jak w Polsce, tylko można uznać, że jest to bardziej kameralne wydarzenie, mniej uroczyste. Szczególnie trwałą tradycją odwiedzania cmentarzy w Halloween i zostawiania tam zniczy jest ta z terenów zamieszkałych w Stanach Zjednoczonych przez ludność Cajun (Cadien), grupę fancuskojęzyczną (region Akadiana w Luizjanie). We Francji istniały dawniejsze zwyczaje związane z wigilią Wszystkich Świętych niż przybyłe tu po zamerykanizowaniu Halloween, podobnie było w innych regionach Europy. Dziś niesłusznie niektóre z tych obyczajów postrzega się jako celebrowanie Halloween typu anglosaskiego. 

Mam nadzieję, że wpis pokazał jak kultura europejska jest różnorodna i ciekawa i że należy się z tej różnorodności cieszyć, celebrować ją, być dumnym, a nie sugerować stale, że jeden zwyczaj jest prawdziwy, bo nasz, a cudzy to atak na tradycję i ogólnie syf :D Tym optymistycznym akcentem kończę wpis, którego pewnie nikt już nie przeczyta (sama też odcinam się wieczorem od internetów), ale mam nadzieję, że gdzieś tam jednak zostanie w sieci coś więcej niż halołinowy albo pierwszolistopadowy hejt. I będzie wśród tych treści też i ten wpis.


Polecam:

  • Patricia Monaghan, The Encyclopedia of Celtic Mythology and Folklore. Infobase Publishing, 2004 
  • Ronald Hutton,, Stations of the Sun: A History of the Ritual Year in Britain. Oxford, Oxford University Press (1996) 
  • Sylwia i Paul F. Botheroyd - Słownik mitologii celtyckiej., Książnica, Katowice 1998
  • Jerzy Gąssowski – Mitologia Celtów., seria: "Mitologie świata", Wyd. Artystyczne i Filmowe, Warszawa 1979 (jedna z moich ulubionych książek młodości)
  • Andrzej M. Kempiński - Słownik mitologii ludów indoeuropejskich., Warszawa 1993
  • J. i C. Matthews – Mitologia Wysp Brytyjskich., Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 1997
  • Tadeusz Zubiński – Wyspa zaczarowana. Celtyckie mity i legendy dawnej Irlandii., Armoryka, Sandomierz 2008
  • Janina Rosen-Przeworska – Religie Celtów., Warszawa 1971
  • M. Dillon, N., K. Chadwick - Ze świata Celtów., Warszawa 1975
  • Baśnie i legendy Wysp Brytyjskich., „Nasza Księgarnia”, Warszawa 1985
 Ilustracje: 
  1. Pocztówka vintage, autor mi nieznany
  2. The Riders of the Sidhe, John Duncan, 1911 
  3. The Fruits of the Earth, Edward J. Detmold, 1911
  4. ilustracja z książki, autor mi nieznany
  5. album rodzinny
  6. ilustracja z książki, autor mi nieznany
  7. ilustracja znaleziona na blogu Willson's Almanach
  8. Inside his Pumperkin house Helen E. Ohrenschall (The Adventures of Peterkin, Gilly Bear Gilbert W. Gabriel, New York Samuel Gabriel SonsCo., 1916)
(wpis automatyczny)  


19 komentarzy:

  1. Z własnego doświadczenia wiem, że im więcej pracy włoży się we wpis, tym mniej osób go przeczyta. Ale ktoś jednak przeczytał ;)

    Co do nagonki na Halloween... Śmieszy mnie wytaczanie tych wielkich dział i straszenie opętaniem, zresztą jeśli przyjrzymy się zewnętrznej formie tego zwyczaju - chodzenie po domach w przebraniu zjaw i zbieranie jakichś datków - to jest bliźniaczo podobny do wielu zwyczajów rozpowszechnionych w naszej kulturze ludowej, np. chodzenia po kolędzie. W każdej szanującej się grupie kolędniczej jest przecież diabeł i śmierć, a nikt nie mówi, że kolędnicy narażają się na opętanie. Wydaje mi się też, że głębszy sens tych przebrań w obu tradycjach jest taki sam. Ale jednak, choć daleka jestem od hejtu, to takie importowanie "folkloru" z zagranicy, jak to się dzieje w przypadku Halloween, jest jednak dosyć żałosne (podobnie zresztą jak żałosne są próby doraźnego stworzenie antyhalloweenowych "nowych chrześcijańskich tradycji"). Poznawanie innych kultur jest bardzo ciekawe, i masz rację, że różnorodność jest piękna, ale żeby mogła trwać, trzeba pamiętać o rodzimych zwyczajach i tradycjach. Inaczej świat przykryje jedna wielka kulturalna papka i różnorodność zniknie w pomroce dziejów.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziś rozgadana jestem, więc pozwolę sobie na dłuższy komentarz, bo częściowo się zgadzam, a częściowo nie. Jak wiadomo polemizująca wersja ciekawsza :D

    Rozumiem, co Kościół niepokoi w Halloween - okultyzm. Cóż. Zawsze sprzeciwiał się mocno, widząc w tym pozostałości pogaństwa. Dziś łączy też Halloween z satanizmem, co juz jest przesadą. Te reszteczki pogaństwa w skomercjalizowanym Halloween są, ale są też w zwyczajach rodzimych innych, nie tylko w Polsce. Kolęda to dobry przykład. To nie tylko polscy księża, ale hierarchowie katoliccy ogólnie przestrzegają, więc może powinni przyjrzeć się polskim zwyczajom okolic Bożego Narodzenia :D Zgadzam się też z tym, że rodzime tradycje powinny być pielęgnowane, o ile nie są w jakiś sposób szkodliwe (cieszę się, że Irlandczycy już nie składają ofiar z ludzi, na przykład:D), bo od tego zależy żywotność kultury. A teraz będzie polemika.

    Nie wiem, co tak naprawdę możemy tu uznać za tradycję. Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny w swojej oficjalnej formie są obrzędem związanym z konkretną religią. To, co byłoby w nich (w zasadzie Wszystkich świętych to nie powinno dotyczyć, a tylko Zaduszek) rodzimą tradycją było przez wiele stuleci tępione (to, co przenikało z pogańskich dziadów) aż okrojono to do tak ogólnej wersji (odwiedzanie grobów, lampki, kwiaty), że nie jest szczególnie rodzima. W folklorze całej Europy, łącznie z Halloween mamy ten zwyczaj i podobną symbolikę. Częścią charakterystyczną dla Polski jest wystawność, wielka odświętność, to morze zniczy, ale czy to element tradycji, że Polacy tak uroczyście obchodzą te dni? Wynik działania historii, specyfiki nastrojów społecznych to niekoniecznie jest tradycja w sensie ludowym. W Polsce pamięć o zmarłych jest tak szczególna przede wszystkim przez historię. Na tej samej zasadzie lata PRLu sprawiły, że zwyczaj Zaduszek ginął, a ludzie utożsamili oficjalne święto kościelne z rodzimym świętem pamięci o zmarłych.

    OdpowiedzUsuń
  3. Najbardziej rodzime powinny być dziady, ale znów skoro większość Polaków uważa się za katolików dziadów pogańskich obchodzić nie powinna. Niestety, ale ten zwyczaj bardzo silnie wchodził w konflikt z Kościołem i tak, jak pogańska tradycja łagodnie weszła do oficjalnych obchodów Bożego Narodzenia, tu brak tej ciągłości. Do niedawna obchodzono tu i tam dziady, ale nie utrzymało się to jako powszechna tradycja. Gdzieniegdzie się wraca, ale na zasadzie ciekawostki regionalnej, w społeczności neopogańskiej lub też w osobistych, indywidualnych sposobach przeżywania świąt zmarłych. Trąbią o dziadach media społecznościowe, a jednak nie mamy masowego powrotu do rodzimych zwyczajów. Są, mówiąc ogólnie, zbyt pogańskie, kiepsko się schrystianizowały.

    Na dobrą sprawę Wszystkich Świętych i Zaduszki to nie tradycja, ale zlepek religii (importowanej) i charakterystycznego dla wielu różnych nacji czczenia pamięci zmarłych. Lampki na grobach pali się też na terenach poceltyckich i germańskich. Utożsamianie tego, co tradycyjne z tym, co chrześcijańskie jest błędem nie tylko w odniesieniu do przeszłości, ale i teraźniejszości. Żyjemy w czasach, gdzie ludzie chcieliby świąt, które łączą na zasadzie ciągłości kulturowej, ponad religiami. Osoba nie będąca katolikiem (jak juz we wpisie wspomniałam tarcia w obrębie samego chrześcijaństwa też były) nie uzna za swoją tradycję święta chrześcijańskiego. Już prędzej odwoła się do zwyczaju ludowego, gdzie najczęściej dochodziło do wymieszania pogaństwa i chrześcijaństwa (albo i nie). Najbardziej rodzime będą więc w Polsce dziady i jeśli już coś powinniśmy przeciwstawiać Halloween to właśnie ten zwyczaj. Tylko, że wtedy sytuacja staje się bardziej skomplikowana niż październikowy wieczór na halołinowej bibie i listopadowe modlitwy za zmarłych (wiele osób tak robi). Dziady powinny wtedy połączyć się z zaduszkowaniem, jak niegdyś albo oderwać w stronę pogańską :D

    PS Zawsze jestem ciekawa jak to jest z wpisami na cudzych blogach (u mnie większość jednak jest długa i obfita w treść, bo takie mam tu zainteresowania ;)). Nie zauważyłam żeby ilość pracy włożonej we wpis przekładała się wprost na popularność u mnie. Nadal baśniologiczne wpisy, przy których musiałam się wysilić nieco cieszą się dużą liczbą odwiedzin. To chyba bardziej zależy od "czasu antenowego" ;) Wszelkie święta - kiepsko. Pominę już fakt, że zrobiłam ten wpis w będę wieczór (nie licząc ilustracji) i teraz dopiero poprawię wszystkie szpetne literówki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytałam komentarze z zainteresowaniem, ale wybacz, nie dam rady się odnieść do nich (trochę leniwa jestem). W każdym razie nie widzę powodu, dla którego po polskich ulicach miałyby się pałętać dzieci wołające "cukierek albo psikus". Wiadomo, że wszystko miało kiedyś swój początek, i skądś kiedyś przyszło, ale jeśli przyszło w ostatnim dwudziestoleciu z USA, to na pewno nie jest polską tradycją, niezależnie od tego, jak tradycję zdefiniujemy. A wydaje mi się, że zachowanie odrębności kulturowej jest jednak wartością. A jeśli chodzi o okazję do urządzenia imprezy, to niedługo będą andrzejki ;)

      Usuń
    2. Szkoda, że się nie odniesiesz, bo wyszłaby może z tego ciekawa dyskusja :D Powiem Ci szczerze, że mi ta zbyt skomercjalizowana forma Halloween też nie odpowiada (właśnie głównie jeśli chodzi o dzieci, bo te są najłatwiejszym łupem dla komerchy), wszystko w pewnych granicach. Z pewną świadomością można sobie na halołiny pozwolić bez bycia ofiarą marketingowego sukcesu tego wydarzenia w zamerykanizowanej formie, tak myślę. Można widzieć powód do wpuszczania tego zwyczaju do kręgu kulturowego lub nie, jeśli chodzi o imprezy, przeglądy horrorów i przebrane dzieci w taki sam sposób, jak w odniesieniu do Walentynek. To moje zdanie odnosi się do kultury konsumpcyjnej w ogóle, łącznie z komercjalizacją Wszystkich Świętych (począwszy od tematu Akcji Znicz w mediach, skończywszy na lampkach z pozytywką).

      Ale, ale... W zasadzie to jest wpis czysto "badawczy", bo mną kieruje, niestety, głównie chcica kolekcjonowania wiedzy :D Swoich poglądów na kwestię świąt zmarłych w zasadzie nie mam sprecyzowanych właśnie ze względu na tę ciekawość poznawczą. Gdybym była chrześcijanką, sprawa byłaby prosta: obchodziłabym Wszystkich Świętych i Zaduszki, z kościołem i modlitwą, ale nie ostrzyłabym pazurów przeciw "obcości", mając na względzie, że i moja religia jest importowana i niewiele jest w niej polskości jako wartości konstytutywnej. Jako agnostyk sympatyzujący z niektórymi religiami patrzę na ten spektakl światełek z przyjemnością, nawet zapalam świeczkę dla Babci czy na resztkach żydowskiego cmentarza, bo przyłączam się do wspólnotowego przeżycia pamięci o zmarłych. Bez otoczki religijnej i bez otoczki polskości (tu nawet swoje korzenie stawiam pod znakiem zapytania, nie czuję się tylko Polką).

      Czy takie wspólnotowe przeżycie to tradycja? Owszem, ale nie polska, tylko ogólnoeuropejska, dla chrześcijan - chrześcijańska, jeśli mówimy o osobach uczestniczących religijnie. Rodzimym polskim zwyczajem są dziady, bo etnicznie bazę państwowości polskiej oparto o słowiańskość. Wszystkich Świętych i Zaduszki to święto chrześcijańskie, ponadnarodowe. Na dobrą sprawę, tym samym jest Halloween - świętem ponadnarodowym, w tej czy innej formie. Patrząc na to w ten sposób - sam argument, że coś jest niepolskie, wiec należy to odrzucić do mnie nie trafia. Niechrześcijańskie (wiele osób utożsamia polskość z chrześcijaństwem, a konkretnie katolicyzmem, co jest w ogóle absurdem w dzisiejszych czasach)? Skąd! W Halloween miesza się chrześcijaństwo (nawet sama nazwa), celtyckość, może germańskość, zwyczaje rzymskie. Pominę już fakt, że argument za odrzuceniem czegoś, co byłoby niechrześcijańskie nie trafia do mnie w ogóle. Krótko mówiąc nie widzę żadnych powodów, żeby Halloween jako takie odrzucać :D

      PS Miłych andrzejek za miesiąc! :D

      Usuń
    3. (andrzejkowe wróżby też mają dość różnorodne etnicznie źródła, zresztą, jak większość obrzędów i zwyczajów ludowych) :D

      Usuń
    4. Takie rozbudowane odpowiedzi, że szkoda się nie odnieść, więc się odniosę, ale piszę chyba znacznie wolniej niż Ty, więc raczej do wszystkiego nie dam rady :)

      Drogi Muchomorku, zainteresowania badawcze to ja jak najbardziej rozumiem i popieram i w ogóle Twój wpis bardzo interesujący szalenie mi się podobał. I to nie jest tak, że potępiam wszelkie nawiązania do Halloween w czambuł, sama poniekąd "obeszłam" Halloween na swoim blogu. Przyznaję Ci rację, że "z pewną świadomością można sobie na halołiny pozwolić". Ja tylko protestuję przeciwko temu dumpingowi kulturowemu, z którym mamy w tym przypadku do czynienia, czyli właśnie zanikowi tej "pewnej świadomości". I nie chodzi o to, że są kultury lepsze i gorsze, ani że nasza jest zawsze najlepsza. Po prostu chciałabym, żeby świat pozostał pod tym względem możliwie najbardziej różnorodny. Właściwie to nie wiem, jak bardzo różne są nasze stanowiska względem samego Halloween (wydaje mi się, że być może wcale nie tak bardzo różne), ale Twoja argumentacja w ogóle jest jakby obok tego, o czym ja piszę. I jednak to sofistyka. Czy dziady są rodzimym polskim zwyczajem? Rodzimym pewnie tak, ale czy polskim? Chyba raczej obchodzone były przez różne grupy Słowian, skoro o dziadach na Litwie pisał Mickiewicz - to była przecież ludność rusińska. Czy zwyczaje o zasięgu ogólnoeuropejskim nie mogą być równocześnie polską tradycją? A dlaczego nie, jeśli Polacy kultywują je od setek lat? Wszystko opiera się na tym, jak zdefiniujemy "rodzimy", "polski", "tradycja". W czasach, kiedy Mieszko przyjmował chrzest, naród polski jeszcze nie istniał, stąd uprzywilejowana pozycja chrześcijaństwa w naszej kulturze, bo polskość formowała się na gruncie chrześcijańskim. Tylko proszę nie podejrzewać mnie o tendencje nacjonalistyczne, ani o nietolerancję religijną, bo bardzo daleka jestem od tego :)

      Usuń
    5. Omnonomnom, czyli jednak smakowita odpowiedź :D Też nie jestem, jak widać, najlepszym odpowiadaczem, gdy na jakiś czas umykam z internetów.

      Myślę, że nasze podejście osobiste do sprawy jest raczej podobne. Tylko, że my tu sobie tak naprawdę gawędzimy o czymś zupełnie innym niż indywidualny odbiór tego, co współcześnie się wokół nas dzieje (owa moja "argumentacja w ogóle jakby obok tego" :D). Chcesz czy nie, właśnie na ten grunt schodzimy. Właśnie definiowanie zjawisk i określenie ich źródeł, procesów z nimi związanych itd. Tu już nie można tak lekko i bez pewnej odpowiedzialności za wnioski, które płyną za pewnymi tezami. Nie zgadzam się z opinią, że wszystko zależy od definicji (toż to dopiero sofistyka by była! :D). Relatywizm zbyt daleko ingerujący w samą tkankę założeń badawczych to nie jest metoda, z którą się dobrze wychodzi w dowolnej nauce. Owszem, możemy sobie powiedzieć, że polskość czy tradycja, co innego znaczy w dyskursie medialnym, co innego dla mnie czy Ciebie osobiście, co innego dla historyka, co innego dla filologa, co innego dla artysty i tak dalej. Osoba przyjmująca jedną wybraną perspektywę powinna jednak mieć jakiś ustalony, nazwijmy to, warsztacik, narzędzia, materiały i całą resztę. Konkret etno domaga się ode mnie trzymania się nie tego, co ja myślę, ale co mówią mi same zjawiska. A one mówią faktami, datami i takimi tam. Mają części składowe, zachodzą w nich procesy niemalże tak ciekawe jak w chemii, da się to rozebrać na pewne części, zanalizować itd. Oczywiście, w naukach humanistycznych często trudno o taką zabawę, jak w naukach "przyrodniczych" (chociaż humaniści się od lat starają). Kiedyś z obecną tu Emilią dyskutowałyśmy sobie o tym, że chciałybyśmy, żeby dało się zjawiska kultury badać i klasyfikować tak, jak mogą to robić biolodzy na bazie systematyki (chociaż, o ile się dobrze orientuję, obecnie śliczna i przejrzysta taksonomia, metodologia systematyki biologicznej przeżywa kryzys związany z zamieszaniem w sprawę genetyki ;)). Czemu o tym piszę? Bo skoro biologia ma problemy, to, co dopiero nauki o kulturze, gdzie metodologia nie jest ustalana nigdy z matematyczną precyzją (intencje bywają, praktyka zawodzi). I niestety, nie da się tak ładnie wszystkiego poukładać w szufladkach z etykietkami, skatalogować i zamknąć dla potomnych. Może to i urok nauk o kulturze, że są tak żywe i inspirujące! Do czego zmierzam...

      Usuń
    6. (jestem zbyt gadatliwa na jeden komentarz, blogspot nie daje mi rady :D)

      ...zmierzam do tego, że patrząc z perspektywy faktów i określonych zjawisk możemy natrafić na bardziej inspirującą i żywotną treść niż posługując się ustalonymi etykietkami, powszechną opinią itd. Weźmy spojrzenie etnologa/folklorysty (może o lekkich ciągotach w stronę historii, ale to się chwali, u nas etno jest na historycznych :D) i podany przez Ciebie przykład: polskość i dziady. Zacznijmy od polskości. Mówisz Mieszko jeszcze nie, ale "uprzywilejowana pozycja chrześcijaństwa w naszej kulturze, bo polskość formowała się na gruncie chrześcijańskim". Źródła mocy chrześcijańskiej na ziemiach (później) polskich są różnorodne i nie da się tak wprost powiedzieć, że chrzest i zaczynamy (chociaż wiem, w podręcznikach licealnych bywa)... To jednak obok tematu, bardziej w sedno - kultury narodowe tak naprawdę określają swoją tożsamość w dziewiętnastym wieku. Mało tego, kultura ludowa trwa sobie jeszcze w najlepsze w XX wieku, gdy wybucha wielka wojna, efekt właśnie bóli porodowych "narodowości", które trwają od poprzedniego stulecia. Pomyśl kiedy tak naprawdę chłopstwo uznano w Polsce za Polaków? Kultura ludowa, do której w czasach mickiewiczów i słowackich (i po dziś dzień) zaczęto się odwoływać jako do ostoi tego, co polskie, rodzime była tak naprawdę sobie obok "panów". Dziś badacze kultury ludowej uważają, że efektem odizolowania (typowe w XIX wieku też dla innych kultur europejskich) tego, co ludowe było też to, że chrystianizacja chłopstwa zaczęła się na dobrą sprawę dopiero w XVI wieku i jeszcze w XIX wieku można powiedzieć, że się nie zakończyła, a przecież powszechnie to chłopstwo uważa się za ostoję gorliwej wiary. I nie, to nie jest sofistyka tylko paradoksy związane z kulturą ludową i jej relacjami z kulturą wysoką/narodową. W XIX wieku, gdy, zwłaszcza w Polsce (ale wcale nie jesteśmy mesjaszem narodów, w podobnej sytuacji byli również Europejczycy z różnych stron) sprawa tożsamości narodowej stała się tak ważna, właściwie to była to nowa idea, świeżutka i pachnąca rewoltą, wieszczowie sięgają po kulturę ludową. Sięgają po dziady, które jak słusznie wskazujesz, z punktu widzenia historycznego polskie nie są :D po to, żeby odwoływać się do polskości. Polaków potem chowa się z Mickiewiczem za pazuchą, wysyła na barykady ze słowami wieszczów na ustach. Romantyzm staje się taką arką polskości i razem z tym utrwala wizja, w której dziady (i inne wątki związane z kulturą ludową) są wybitnie polskie. Tak kształtuje się pewien typ świadomości "inteligenckiej", które dziś obrodziła memami typu hipster rzecze: "jakie tam halołin, dziady!" Zauważ jak często artyści wybierają słynny dramat Mickiewicza, który tę polskość zaklętą w dziadach i dziady w polskości (specyfika słowiańskości, specyfika naszego kultu dla zmarłych-poległych-męczenników) w celu podjęcia dyskursu o narodzie. Dla szerokich mas ludzi, którzy się nad takimi rzeczami nie zastanawiają polskie jest to, co aktualnie się za takie uznaje, czyj głos jest najgłośniejszy. Powiedzmy sobie szczerze - inteligencki wpływ na masy jakby osłabł, pozostało to, co dyktuje Kościół. Dziady z powrotem wracają memami z Mickiewiczem. To wszystko jest raczej skomplikowane, nie sądzisz?

      My szaleni badacze szukamy tego, co nieoczywiste w czymś, co wydaje się określone, szukamy sensu tego określenia, jego źródeł. Mówisz, że Wszyscy Święci to zwyczaj polski, a ja twierdzę, że tak się tylko utarło uważać po upadku dziadów, po tym, jak zapomniano o innej, żywszej tradycji, jak cichutko przemycono jej resztki... Fascynuje mnie co za tym "uważaniem" stoi, skąd to się wzięło. Z tego skomplikowania i różnorodności można wyciągnąć przepiękną opowieść o tym czymś, co powinno być żywe właśnie w tradycji, a tymczasem stwierdzając, że istnieją jakieś twarde podziały i granice odbieramy temu żywotność.

      Usuń
  4. Piękny wpis, ale jako rzymskofilski freak dodam jeszcze, że innym rzymskim świętem zmarłych były Feralia, obchodzone w lutym na cześć bogini Tacity, z tego co wiem to chrzescijanstwo tez przez krotki czas probowalo Feralia utrzymac (metoda: stary engine, nowy skin) i chyba teraz zrobiło się z tego jakieś święto maryjne, ale głowy nie położyłabym za to.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To były oficjalne uroczystości podczas lutowych Parentaliów?

      Właśnie, właśnie. W przypadku relacji pogaństwo europejskie-chrześcijaństwo zazwyczaj się o tym nie pamięta, że poza etnicznymi religiami przecież była też religia rzymska. Religia, nie wierzenia. Poza ustalonym obyczajem i prywatą, część zinstytucjonalizowana w Cesarstwie prawie w takim samym stopniu jak późniejsze chrześcijaństwo. I jaki to miało wpływ na dzisiejsze daty świąt chrześcijańskich i inne aspekty.

      Usuń
    2. Dokładnie ;)
      Pogaństwo się albo demonizuje, albo idealizuje, brak wyważonych opinii w internetach, a i w książkach ze świecą szukać.

      Usuń
  5. pewnie znasz moje zdanie na ten temat, ale sie powtorze: dla mnie strasznie dziwne jest kurczowe trzymanie sie tylko jednej kultury, tej "rodzimej", przy czym jak sie okazuje po spojrzeniu w drzewo genealogiczne moze ona nie byc tak "rodzima" jakby sie chcialo zeby byla. Jestesmy efektem zderzenia wielu kultur, wielu ludzi, wielu plemion i przypisywanie sobie:"zwyczaje króla Ćwieczka są tylko moje, bo ja jestem prawdziwy Polak, a inni nie maja do nich prawa" jest naiwne. Tak samo jak mówienie: nasi słowiańscy przodkowie, nasi pradziadowie z husarii (iksde ciekawe jaki promil spoleczenstwa polskiego w istocie ma takich przodków) A na takich naiwnosciach niestety gra wielu politykow i nastawia ludzi przeciwko sobie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słowianie też pojawili się na tych ziemiach późno ;) Kiedyś przeprowadzono chyba jakieś badania genetyczne na szerszą skalę i okazało się, że w Polakach polskości jako takiej jest nie aż tak dużo, jak oficjalnie się uznaje :D Cóż. Kultura to w ogóle skomplikowana maszyneria, łącznie zresztą z mechanizmami zamknięcia, które też do czegoś kulturze służą. Najlepiej rozwija się chyba rodzimy żywioł właśnie w zetknięciu z tym, co napływowe, o ile żadna ze stron nie generuje trwałej postawy ksenofobicznej, ani tych lęków, fobii i chwilowych zaćmień typowych dla agresywnego sposobu forsowania "mojości" w danej chwili historycznej (wtedy nawet to, co długo przetrwało może się zachwiać). W niektórych rejonach świata dominuje takie spojrzenie na zetknięcie z inną kulturą, w którym tożsamość jest czymś, co zostaje w środku, gdy Inni zagrażają. Czymś co "się ostanie", czymś czego trzeba bronić itd. W innych tożsamość kulturową postrzega się nie jako coś trwałego, ale płynnego, narrację, nie zestaw pamiątek po (nomen omen) dziadkach ;) Też raczej jest mi bliższe to drugie postrzeganie zjawisk.

      Usuń
  6. Cudowny wpis! Przyznaję, że to całe zamieszanie przyprawia o mały ból głowy, chociaż Zaduszki to Zaduszki, a Wszystkich Świętych to Wszystkich Świętych i basta.
    Masz niesamowitą lekkość pisania o skomplikowanych rzeczach (mówienia też). Pamiętam nasze rozmowy o mitologii celtyckiej i nie wiem, gdzie ty to wszystko mieścisz w głowie i recytujesz z pamięci. Poza tym zainteresujesz człowieka czymś o czym nigdy specjalnie się nie interesował. Gdybym nie znała twoich planów (wiem, że po doktoracie nie zostałabyś na uczelni), powiedziałabym, że jako starsza pani profesor będziesz mieć stałe grono studenckich fanów.

    Dzięki za zajęcie się naszym wpisem tak na ostatnią chwilę. Siedzimy z Karo i myslimy już o następnym.
    Emilia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Emi :D Dziękusie wielkie, nie będę się rozpisywać już w temacie ;)
      Zupełnie inny temat, który poruszasz przy okazji - oddaję Wam administrację, od teraz Wy umieszczacie wpisy, a ja będę tylko robić za szarą eminencję, czyli poprawiacza stylu i morale. Oczywiście, częściowo wpisy też będę pisać.
      Cmoki,
      Absynt

      Usuń
  7. Zgadzam się z powyższym komentarzem. Ma pani cudownego bloga! Gdyby jeszcze na zajęciach czasami pojawił się jakiś sentymentalny kiczyk" to zrobilibysmy na kierunku jakieś referendum w temacie przyjęcia wszystkich zajęć przez panią ;) Proszę też pisać te baśnie. Bardzo mi się spodobało. Nie sposób jakoś mimo wszystko nie odnieść się do tej porażającej głupoty hejtu na Halloween, ale czego oczekiwać w kraju, gdzie żyją księża egorcyzmujacy z demonów wegetarianizmu.
    Pozdrawiam, Magdd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam pani Magdo :)
      Obawiam się, że gdyby zajęcia wyglądały jak ten blog wylądowalibyśmy wszyscy na jakiejś zupełnie odrealnionej chmurce i posądzono by mnie o rozsiewanie nastrojów hippisowskich czy jakąś inną demoralizację młodzieży ;)

      Jeśli chodzi o "głupotę hejtu", to nie nazwałabym sprawy tak wprost. Często ludzie nie są ignorantami z wyboru, często stoi za tym czyjś interes.

      Nie mam pojęcia o co chodzi z egzorcyzmem i wegetarianizmem, ale jako wegus jestem niezmiernie ciekawa sprawy. Proszę napisać coś więcej!

      Usuń
  8. Crom Cruach się pojawił, zatem my life is complete xD
    Komentarze długie, wpis cudowny i jestem po prostu w ósmym niebie, co do dyskusji to o ile przebrnę przez komentarze może się odniosę, aczkolwiek jestem plebsem bez szkoły więc poziomowo i merytorycznie raczej nie dobiję ;)

    W kwestii zaś samej Krwawej Głowy to polecam Ci ciekawą interpretację tego boga, na jaką trafiłem w serii komiksowej 'Slaine' Pata Millsa. W ogóle sama seria to 'musiszmieć' dla każdego fana celtyckiej mitologii, folkloru i całego tego magicznego bałaganu, bo jest tam wszystko, od Cuchulainna po Artura i jego wesołą gromadkę. Jak zwykle zmiksowane na potęgę, ale miażdży klimatem, a oprawa graficzna powinna Ci się spodobać ;)

    OdpowiedzUsuń

Witam w mojej baśni!
Zostawiając komentarz, tworzysz to miejsce razem ze mną.
Ze względu na spam moderuję komentarze do starszych postów.