niedziela, 18 października 2015

Dziewczyna przemieniona w kruka (1)

Nie mam pojęcia jak to się stało, ale napisałam właśnie (a może raczej pisze mi się) pierwszą w życiu baśń. Możliwe, że każdego baśniologa wcześniej czy później dopada taka potrzeba. Zupełnie przypadkiem, w ramach instagramowania, zrobiłam zdjęcie. Jego jakość jest godna pożałowania, ale robiąc je, myślałam o baśni* Kruk braci Grimm i po prostu wena mnie połaskotała. Fabuła jest oparta o ten właśnie utwór. W mojej głowie wyświetliły się też obrazy przedstawiające mit o Demeter i Korze i tak powstały zarysy mojej wersji baśni o kruczej dziewczynie. Jest w niej wiele wątków z innych opowieści, mitów, na pewno je rozpoznacie i mam nadzieję, że będziecie się dobrze bawić, czytając. Baśń będzie w odcinkach, bo po pierwsze, długa, po drugie, właśnie siedzę i piszę, a chciałabym fragmentem podzielić się od razu. Po trzecie, dziś poleci w świat jako twór żula polonistycznego i bezprzecinkowca, potem trzeba będzie sypać głowę popiołem, więc wolę nagrzeszyć w pośpiechu jak najmniej. Moja baśń mocno odróżnia się od tych klasycznych i jest naprawdę mroczna (nie żeby te klasyczne nie były, tylko ta moja bardziej idzie w stronę surowej nordyckiej sagi, jak sądzę, niż gore w stylu Grimmów). Zaczynamy? 



Radość w królestwie! Królowa urodziła dawno oczekiwane dziecko. Dziewczynka była śliczna i zdawało się, że zdrowa, bez wad, a nawet więcej: była dzieckiem tak żywotnym, że w duszy pięknej matki, kryjącej swe uczucia od dawna, zrodziła się jawna niechęć wobec córki. Wiele razy musiała wstawać w nocy, by karmić dziecko i zajmować się nim za dnia, bo tylko przy niej się uspokajało i tylko jej pokarm piło chciwie. Dusza matki z każdym dniem coraz bardziej stygła, a razem z nią kurczyło się i zamierało serce dziewczynki. Było już tak drobne i kruche, jak różyczka, którą zabije pierwszy pocałunek zimy, gdy późną jesienią północny wiatr wyje między wieżami zamku.



Pewnego wieczoru, gdy król wyjechał w daleką podróż, zmęczona królowa przyszła do komnaty córki i patrząc na kruki przelatujące za oknem, szepnęła nad kołyską ze złością: "Niech się zamieni w kruka to dziecko, odleci i więcej mnie nie dręczy!" I tak też się stało. Dziewczynce wyrosły czarne pióra, nosek zakrzywił się w dziób, a oczy zamieniły w czarne paciorki, którymi czujnie rozglądają się po świecie ptaszyska. Nim przerażona królowa zdążyła krzyknąć, kruczątko wyleciało przez okno, zostawiając parę swoich piór. Jakże gorzko królowa żałowała swych słów! Po dziewięciu nocach, spędzonych na płaczu, przypięła do czarnej, żałobnej sukni pióra krucze i wyruszyła w świat, aby odszukać córkę. Poddani pochylili głowy w smutku przed przechodzącą królową. Jej postać pełna była dostojeństwa i powagi, a dawne piękno ustąpiło szlachetnemu smutkowi. Jej długie włosy przybrały kolor mleka. I słuch po niej zaginął. Król wkrótce zmarł ze zgryzoty, nie odzyskawszy ani córki ani żony, chociaż wysłał posłańców na kraniec świata. Wkrótce dni nieurodzaju, który nastał już w czasie, gdy królowa spodziewała się dziecka, zabiły ludną krainę. Słońce przygasło i nastał czas niekończącej się zimy bez śniegu. Niegdyś dumne królestwo popadło w ruinę i tylko opustoszałe warowne miasta, które żelazną łapą chwyciła zaraza, z daleka lśniły srebrnymi wieżami. Na drogach pojawili się rabusie, wkrótce o klęsce królestwa dowiedziały się inne krainy i przybyli źli ludzie, żeby rozgrabić to, co zostało. Nikt nie uprawiał już pól, ale lasy i łąki zaopiekowały się porzuconymi wioskami. Przyroda sama wymierzała sprawiedliwość, gdy zabrakło człowieka i niejeden zbój zginął rozszarpany przez wilki.

Zaczarowane dziecko żyło samotnie, czasami spotykało inne ptaki i z nimi rozmawiało. Te, mimo swojej mądrości, nie potrafiły powiedzieć jak ma wrócić do domu i przybrać znów postać ludzką. Zresztą, nie rozumiały tego, mając ludzi za stworzenia kruche i głupie. Kruczątko zwiedziło całe królestwo na swoich skrzydłach, ale nigdzie nie znalazło domu. Wyrosło na pięknego kruka o lśniących piórach. W ciele ptaka kryła się dusza dziewczyny o włosach czarnych, jak włosy jej matki nim ta osiwiała. Tak dożyła dziewczyna przemieniona w kruka lat dwudziestu, gdy zobaczyła ją starucha o złośliwym uśmiechu i uśmiechnęła się jeszcze szerzej.

Była ona niegdyś królową pradawnej krainy. Czarodziejką, która omotała króla i poddanych urodą i słodkimi słówkami. Składała ofiary ze zwierząt i ludzi, by ich krwią spryskiwać swe wiecznie młode ciało i w ciemnych podziemiach przywoływać siły z piekieł. Król się zestarzał, a ona nie. Wzięła sobie następnego męża, silnego i jej posłusznego, a starego zabiła. Nie oszczędzała też już swych poddanych i w krwawych rytuałach i w wojnach, które prowadziła w zapamiętaniu, czyniąc sobie wrogimi wszystkie inne królestwa. Jej niegasnąca uroda zaczęła jednak budzić niepokój. Zaczęły krążyć po królestwie opowieści o tym, że złe siły, którym królowa sprzedała duszę, wymykają się jej władzy. Krwawo gasiła wszelkie przejawy buntu aż po dzień, gdy wybuchło wielkie powstanie, a wrogie armie zadudniły do bram. Wtedy to wezwała moce z samego dna piekieł i otworzyły się bramy czeluści. Demony tylko czekały na tę chwilę. Nastały rzeź, pożoga i głód, a królową wygnano w łachmanach, w jej prawdziwej postaci, bo zło nie lubi się dzielić władzą. Powędrowała przed siebie, gdzie oczy ją poniosą, mając przy sobie tylko kostur śmierć niosący i zawędrowała do krainy pięknej i bogatej. Rzeki wiły się wśród pól i łąk zielonych. Następujące po sobie w równych częściach roku słońce i deszcz, orzeźwiający chłód i przyjemne ciepło sprawiały, że wszystko rosło pięknie i zdrowo. Królestwo otulone było pasmem wysokich gór na zachodzie, wielką puszczą na północy, a od południa i wschodu rozciągało się przy nim ciepłe morze. Ludność była bogata, miasta gwarne. Królestwo nie miało wrogów, bo niełatwo było je zdobyć, chociaż nieprzeliczone bogactwa kusiły. Złą czarodziejkę aż zemdliło od tej pomyślności i dobroci. Poprosiła raz jeszcze siły piekielne o nieco czarów dla siebie: "Ja wasza służka, niegodna całować waszych zadków, nie żądam, błagam, przenieście swe oczy na wschód! Tu ludna kraina, wasza władza tu nie sięga, ale ja, jako śmiertelniczka pozbawiona mocy, którą mi ongiś daliście, mogę tu wejść, mogę zasiać. O, uczyńcie ze mnie ponownie naczynie waszej złośliwości, a przygotuję dla Was tę krainę!" I tak starucha przyniosła ze sobą śmierć i smutek. Sprawiła, że w sercu ludzi zalęgło się zło i trafiło też na zamek królewski. Zła starucha potrzebowała wygodnego gniazdka, które uwiłaby sobie z ludzkiego strachu i nędzy. Gdy nabierze sił i znów zdolna będzie do panowania nad demonami, znów będzie miała swoje królestwo, a inni będą padać w zachwycie przed jej obliczem. Zamieszkała w lesie i patrzyła z zadowoleniem, jak niegdyś ludna i urodzajna kraina zamienia się w ponure pustkowie. Od czasu do czasu wabiła do siebie jakiegoś zbłąkanego wędrowca i syciła się jego mięsem i krwią. Uciekały przed nią zwierzęta, bo wyczuwały lepiej niż ludzie, że jest w niej siła nieczysta. Kwiaty więdły pod dotknięciem jej stóp. Ta oto starucha ujrzała pewnego dnia kruka o piórach lśniących w mdłym świetle przygasłego słońca. Najpierw chciała zamierzyć się na niego swoim śmierć niosącym kosturem i wypić jego krew, lecz ptaka nie płoszyła jej obecność tak, jak innych zwierząt. Pomyślała, że to nie może być zwykły kruk. Jej czarodziejskie oko miało dwie strony. Jedną patrzyła na świat zwyczajnie, jak każdy człowiek, drugą widziała rzeczy, których ludzie nie dostrzegają. Podwójne oko otrzebowało jej sił żywotnych, ale wczoraj zjadła solidny posiłek z małego jelonka, jeszcze kosteczki leżały w jej grocie, więc mogła przewrócić gałką i spojrzeć źrenicą, w której tlił się ogień piekielny. Dojrzała w potwornym blasku piękną dziewczynę o białych, smukłych rękach i ze słodkimi, czarnymi oczami. Wiedziała już jaki jej się trafił skarb.

Ciąg dalszy w najbliższym czasie!

*Nie sądźcie, że myślę sobie o baśniach tak znowu zupełnie niewinnie i bezproduktywnie. Bawię się zupełnie poważnie w zagadnienie wiedzy tragicznej i niesamowitości w kulturze ;)

7 komentarzy:

  1. Wspaniale! Mam nadzieję, że w dalszej części pojawi coś o przędzeniu płótna na koszule z pokrzyw albo o wędrowaniu po świecie w żelaznych trzewiczkach - moje ulubione baśniowe motywy ;)

    Ale - jeśli mogę sobie pozwolić na jakąś uwagę - może mogłabyś jakoś wyraźniej zaznaczyć, że to były różne królestwa. Bo były, tak?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) W oryginalnej baśni, której fabuła jest podstawą tej wariacji nie ma, niestety, nic o tych brutalizmach baśniowych ;)

      Masz rację. Na tym etapie tej luźnej pisaniny nie myślałam o takich szczegółach, w których czytająca osoba może się zamotać. Może powinnam te królestwa (osobne) ponazywać, chociaż to nie do końca zgodne z baśniową narracją?

      Usuń
    2. Hmm... może nazwy królestw rzeczywiście rozbiłyby stylistykę baśniową. Może więcej wskazówek geograficznych? Myślę, że jako baśniopisarka jakoś z tego wybrniesz :)

      Usuń
  2. W basniach nie ma konkretnych nazw, wiec może taki zabieg to za duże naginanie baśniowych praw. Tak pachnie autentyzmem. Poza tym ja tam nie mam żadnych problemów z rozumieniem tej fabułki. Nie mogę się doczekać następnego odcinka!
    Magdd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, idąc za ortodoksyjną "klasyczną" baśniowością powinnam trzymać się daleko od nazw albo też pisać o konkretnych, realnie istniejących, a tylko ubaśniowionych miejscach (np. baśnie włoskie aż puchną od portugalskich księżniczek czy podróży do Paryża, bo widać Włochom kojarzyły się te klimaty geograficzne z cudownością ;))

      Usuń
  3. Jak pisanie? Myślę, że nie tylko ja wyczekuję dalszej/dalszych części : )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już jest napisane, ale postanowiłam zrobić jedną lub dwie ilustracje (na co dokończenie do tej pory zabrakło mi czasu). Myślę, że skleję obie części i jednak zaserwuję razem z ilustracjami w jednym koszmarnie długim wpisie :D

      Usuń

Witam w mojej baśni!
Zostawiając komentarz, tworzysz to miejsce razem ze mną.
Ze względu na spam moderuję komentarze do starszych postów.