czwartek, 15 października 2015

Gołe tyłki, poważni trefnisie i tajemnica, czyli Velázquez w "Walce kotów" (imaginarium)

Wpis miał się pojawić jeszcze w sierpniu, ale cóż, nie wyszło... Dawni mistrzowie są jednak bardzo cierpliwi, więc Velázquez mi wybaczy. Pomyślcie o tym całym rytuale pigmentów i pędzli. O wielogodzinnym wykańczaniu płótna. W dzisiejszym świecie pełnym pośpiechu i natłoku bodźców aż dziwnie się o tym myśli, a wciąż są ludzie, którzy malują wedle prawideł starej szkoły. O Velázquezie wspomniałam przy okazji ostatniego wpisu literackiego - TU. Cała afera w Walce kotów krąży wokół bliźniaka sławnego obrazu, na którym widnieje pewna ponętna pani. Słynne płótno, chociaż fizycznie nieobecne, panuje niepodzielnie w tej powieści, więc musimy poświęcić mu chwilkę. Venus wydaje się być obrazem niedokończonym. Zagadka, w którą spowita jest naga dama z tego dzieła, nakręca bieg wydarzeń w powieści. Pozornie wszystko na wierzchu, pozornie wszystko jasne, a jednak twarz w lustrze traci konkretne rysy. Kogo ukrywa? Czy stoi za tym tajemnica alkowy i sensacyjne dzieje romansu między modelką i artystą?

Diego Velázquez, Venus del espejo, 1647–51

Słynna Venus na pierwszy rzut oka nie wyróżnia się niczym szczególnym, pomijając oczywiście "szczególność" pędzla malarza. Tego typu przedstawienie boskiej uwodzicielki było popularne od czasów renesansu.  Velázquez wykonał obraz w połowie XVII wieku, gdy zainteresowanie ciałem i mitologią (czyli często pretekstem do studiowania cielesności) było w Europie czymś dość oczywistym, a nagie damy na obrazach nie budziły nadzwyczajnych emocji, chociaż była to sztuka pikantna, jawnie erotyczna. Inaczej było jednak w Hiszpanii - Inkwizycja i te sprawy. Akty kobiece wykonywano oficjalnie rzadko, o wiele rzadziej niż w innych częściach Europy, gdzie były zamówieniem prywatnym, dziełem lubieżnym, ale nikogo specjalnie nie gorszącym*. Zachowało się niewiele hiszpańskich aktów, a Venus jest jedynym znanym zachowanym obrazem z nagą panią autorstwa Velázqueza. W Walce kotów główny bohater dowiaduje się jednak o istnieniu potencjalnie drugiego aktu pędzla mistrza. Temperaturę podgrzewa jeszcze fakt, że naga modelka ma widoczną twarz (na znanym obrazie wizerunek jest rozmyty, co też stanowi pewną ciekawostkę i budzi domysły co do tożsamości modelki - więcej w powieści). Badania spektograficzne dowodzą, że początkowo naga dama z obrazu, którego istnienia (i autorstwa) jesteśmy pewni, znajdowała się sama na płótnie, a Kupidyn i odbicie w lustrze domalowano później i niekoniecznie zrobił toVelázquez. Ot i cała zagadka.

* Jak się okazuje czasami jednak wystawione publicznie (w muzeum - pamiętajmy, że realizowano je jako zamówienia prywatne i raczej dyskretne), gołe tyłki bogiń mogły gorszyć. I to nie tak dawno, bo w 1914 roku. Wtedy to sufrażystka Mary Richardson "okaleczyła" nożem piękne tyły Venus z obrazu Velázqueza.

*** 

Zostawmy teraz te dwa obrazy - jeden istniejący, drugi wymyślony - i przespacerujmy się po galerii dzieł Velázqueza. Tych, które przywołuje powieść i tych, o których warto wspomnieć. Z czego jest przede wszystkim znany Velázquez? Oczywiście, z portretów hiszpańskiej rodziny panującej. W 1623 został malarzem nadwornym króla Filipa IV. Jego reprezentacyjne portrety to najczęściej bardzo statyczne przedstawienia, całopostaciowe. Nawiązywał do schematu hiszpańskiego portretu reprezentacyjnego, wypracowanego w XVI wieku. W ostatnich latach życia malował już niedużo, ale to wtedy właśnie powstały znane arcydzieła. Bardzo znany jest między innymi cykl portretów infantki Małgorzaty Teresy Habsburg, która pojawia się też w słynnych Pannach dworskich (Las Meninas). 


Diego Velázquez, Retrato de la infanta Margarita, 1653-1656


Najbardziej reprezentatywne płótna Velázqueza to portrety konne. Dopracowane w każdym detalu, utrzymane w zgaszonych, bardzo powściągliwych barwach. Zdaje się, że w ogóle nie czuł tematu. Gdzie jest pełen temperamentu Velázquez - ten, który pędzlem posługiwał się jak szpadą? Velázquez to przecież malarstwo bardzo nowatorskie, ma nawet takie momenty, że dwudziesty wiek by się go nie powstydził. Kolorystyka tych dzieł też pozostawia wiele do życzenia w porównaniu z żywą i wyrafinowaną paletą innych jego dzieł. I konie... Konie, które wyglądają na przygniecione powagą i rangą portretowanej osoby.


Diego Velázquez, Isabel de Borbón, 1635–1636
Portretem konnym Izabelli Francuskiej inspirował się Goya tworząc Portret Marii Teresy de Vallabriga na koniu. Konie też mu wychodziły fatalnie.


***

Jako artysta "zatrudniony" do portretowania tego dusznego od ciekawych osobowości, historii i charakterów światka, tworzył rzeczy nieoczywiste. Na przykład? Refleksyjne portrety karłów. Pamiętajmy o wymowie baroku, zwłaszcza tego hiszpańskiego - życie to scena, a istotą naszej tu obecności jest przemijanie. Liczą się sprawy ostateczne, ale chwytamy się tego, co kusi urodą tu i teraz. W postaciach z obrazów Velázqueza, wynurzających się z ciemnego, nieokreślonego tła jest i teatralna poza i żarliwa obecność. Zmysłowość egzystencji, kolor, spojrzenie, szelest koronki.


Diego Velázquez, Bufón don Calabazas I



W powieści Walka kotów obrazy Velázqueza witają się z nami w Prado*, gdzie główny bohater zwykł sobie spacerować między wizytą u starego hrabiego, a na faszystowskim wiecu. Kiedy artysta pracował dla dworu, wykonywał nie tylko portrety członków rodziny królewskiej, ale również innych osób, w tym królewskich błaznów. Wyszły spod jego pędzla wizerunki niezwykłe - psychologicznie pogłębione, miejscami jakby niedopowiedziane. Dobrze dookreślają nastrój powieści, gdzie hiszpańska duma, niejasne relacje między bohaterami i żałosne wpadki bohatera dają tragikomiczny efekt.

Diego Velázquez, Bufón don Sebastián de Morra, 1645


Velázquez namalował portret "don Juana de Austria", mając tyle samo lat co Anglik wpatrujący się weń ze wzruszeniem. Obraz należał niegdyś do kolekcji błaznów i karłów, która miała zdobić ściany królewskich komnat.



Diego Velázquez, El bufón llamado Don Juan de Austria, 1632
W odróżnieniu od swych kompanów z kolekcji osobnik nazywany "don Juan de Austria" nie miał na dworze stałego stanowiska. Był błaznem na pół etatu, zatrudnianym sporadycznie, by zastąpić kogoś chwilowo nieobecnego lub wzmocnić zespół kalek, idiotów i pomyleńców, którzy bawili króla i jego świtę. W archiwach nie zachowało się jego prawdziwe nazwisko, zanotowano jedynie ekstrawagancki przydomek. Porównanie do największego wodza cesarskich wojsk i naturalnego syna Karola V stanowiło zapewne dodatkowe źródło śmiechu. Błazen pozuje do portretu w sposób mający oddać cześć swemu przezwisku: u jego stóp leży muszkiet, napierśnik, hełm i kilka kul, być może do armaty małego kalibru; odziany jest w paradne szaty, w dłoni dzierży buławę, głowę nakrył zbyt wielkim kapeluszem, nieco przekrzywionym, ozdobionym gęstym pióropuszem. Ten wspaniały strój nie maskuje rzeczywistego stanu rzeczy, wręcz przeciwnie. Natychmiast rzuca się w oczy śmieszny wąs i zmarszczona brew, które z kilkusetletnim wyprzedzeniem upodobniają go nieco do Nietzschego. Trefniś nie jest już młodzieniaszkiem. Ma krzepkie ręce; łydki za to są szczupłe i wyglądają na kruche. Twarz jest nad wyraz wychudzona, kości policzkowe wystające, spojrzenie umykające i nieufne. Dla zwiększenia efektu komicznego za plecami postaci, z boku obrazu, odmalowano bitwę morską lub jej skutki: okręt w płomieniach, kłęby czarnego dymu.

Innymi obrazami Velázqueza, na które zwraca naszą uwagę Mendoza w swojej powieści, są Mennipos i Ezop. Tu autor powieści pisze o czymś więcej niż tylko o tym, co możemy wyczytać z obrazów, ale pełnej wymowy tego fragmentu spróbujecie, gdy przeczytacie już całą powieść. Wtedy do niego wróćcie.

Zamierzał spojrzeć na "Prządki", lecz przechodząc obok "Menipa", stanął jak wryty, ściągnięty spojrzeniem tytułowej postaci, na poły filozofa, na poły włóczęgi. Zawsze dziwił go ów wybór Velázqueza. W roku 1640 malarz stworzył dwa portrety, "Menip" i "Ezop", którymi pragnął konkurować do królewskich faworów z dwoma bardzo podobnymi płótnami pędzla Piotra Pawła Rubensa, przebywającego podówczas w Madrycie. Rubens namalował "Demokryta" i "Heraklita", dwóch filozofów greckich słynnych na całym świecie, Velázquez zaś wybrał dwie postaci o niewielkim rozgłosie, w tym jedną praktycznie nieznaną.

Diego Velázquez, Mennipos, 1639-1641

Ezop był bajkopisarzem, a Menip filozofem cynikiem, o którym nie zachowała się żadna pewna informacja oprócz tych przekazanych przez Lucjana z Samosaty i Diogenesa Laertesa. Twierdzą oni, że Menippos urodził się jako niewolnik, przystał do stronnictwa cyników, zdobył wielkie pieniądze wątpliwymi moralnie metodami, po czym stracił w Tebach cały majątek. Legenda głosi, że wspiął się na Olimp i zstąpił do Hadesu, a w obu tych miejscach zastał to samo: przekupstwo, oszustwo i łajdactwo. Velázquez maluje go jako wychudzonego mężczyznę w podeszłym wieku, lecz jeszcze pełnego energii, odzianego w łachmany, nie posiadającego ani domu, ani dóbr materialnych, ani żadnych środków z wyjątkiem inteligencji i pogody ducha w obliczu przeciwności. Ezop, bohater drugiego obrazu, trzyma w prawej ręce grubą księgę, w której z pewnością spisane są jego słynne, choć niepozorne bajki. Menipowi także towarzyszy księga, która jednak leży na ziemi, otwarta, z naderwaną stronicą, jakby wszystko, co zostało napisane, nie miało jakiegokolwiek znaczenia. Co chciał powiedzieć Velázquez, wybierając tę mglistą postać, ciągle w drodze nie prowadzącej do żadnego celu, chyba tylko do stale powracającej nagiej prawdy? W owych czasach Velázquez był całkowitym przeciwieństwem takiego bohatera: młodym artystą dążącym do uznania i sławy, a przede wszystkim do podniesienia swej pozycji społecznej. Być może namalował "Menipa" jako przestrogę, by nie zapomnieć o tym, że u kresu drogi prowadzącej na szczyt nie oczekuje nas chwała, lecz rozczarowanie.


Diego Velázquez, Ezop, 1640


Malownicza brzydota postaci na portretach karłów i dwóch bohaterów antycznych legend ma w sobie coś wzruszającego. Ujmując rzecz po staroświecku, można powiedzieć, że to "naga dusza" prześwieca przez te zmęczone twarze. Autentyzm dzieł, których twórca nie boi się przedstawień kalectwa czy starości, smutku, nieszczęścia i zwyczajnej nudy koresponduje z niezbyt pięknym tłem madryckiej przygody bohatera Walki kotów. Mitologiczne tematy i piękne damy oraz szlachetne persony królewskiego dworu. Nuda i przepych. Karły, filozof-włóczęga i bajkopisarz zmęczony życiem.

Velázquez uchodzi za jednego z najwybitniejszych portrecistów XVII wieku. Niewątpliwą gwiazdę w malarstwie hiszpańskim. Do jego twórczości odwoływali się tacy wybitni artyści, jak Goya, Manet, Picasso, na naszym podwórku - Boznańska i Michałowski. Był też oczywiście naśladowany i podrabiany, stąd nietrudno o otoczkę fascynacji nieznanym obrazem, którego autorstwo można przypisać mistrzowi. Aferę, która mogłaby podniecić jedynie wielbiciela sztuki, Mendoza podkręca, oczywiście, innymi sensacyjnymi wydarzeniami, ale czytając Walkę miałam wrażenie, że to one stanowią tło dla obecności Velázqueza, jakby rzeczywistość była tylko przykładem ogólnych prawd wyrażonych w sztuce. W szalonym, pogmatwanym świecie bliskiej wojny sztuka, rzecz ulotna, zagadkowa, budząca żądze, nieracjonalne zachowania i potencjalnie, po spieniężeniu służąca w niekoniecznie słusznej sprawie okazuje się być jedynym stałym punktem odniesienia. Ponad naszymi słabościami, wątpliwościami, przemijaniem, żałosną kondycją ludzką, fatalną komunikacją, słabą wolą, skłonnością do egoizmu, zdrady, a nawet okrucieństwa.

Diego Velázquez, Autoportret, 1645


Na koniec wisienka. Ukrytym bohaterem intrygi artystyczno-romansowej okazuje się być ten przystojny Maur. W jaki sposób? Poczytajcie sobie sami. 


Diego Velázquez, Retrato de Juan Pareja, 1650

* Najwięcej płócien Velázqueza (ponad 1/3 dorobku) znajduje się obecnie w muzeum Prado w Madrycie. Drugie w kolejce jest Kunsthistorisches Museum w Wiedniu.

-------------------------------------------------------------------------------------------------

O Velázquezie: 
  • Götz Eckardt, Diego Valázquez, Warszawa: Arkady; Berlin: Henschelverlag, 1976
  • Rosa Giorgi Velazquez, wyd. HPS Warszawa 2006  
  • Jean Babelon, Sztuka hiszpańska, Warszawa: WAiF, 1974
  • Anna Dobrzycka, Diego Velazquez, wyd. 2, Warszawa: Krajowa Agencja Wydawnicza, 1990
  • Historia portretu, red. S. Zuffi, Warszawa: Arkady, 2001
  • José Ortega y Gasset, Velázquez i Goya, Warszawa: Czytelnik, 1993
  • Andrzej Witko, Tajemnica „Las Meninas”, Kraków: Wydawnictwo AA, 2006
  • Andras Szekely, Malarstwo hiszpańskie, Warszawa: WAiF, 1974
Cytaty pochodzą z powieści Eduardo Mendozy Walka kotów, tłum. Marzena Chrobak, Znak Literanova, Kraków 2012


UWAGA! Moi drodzy, jeśli zdarzy Wam się, że w trakcie edycji wpisu ten zniknie, poszukajcie go pod...etykietami. Już drugi raz zdarzyło mi się, że podczas aktualizowania, wpis po prostu wyparował. Nie było go ani w roboczych ani w opublikowanych. Na szczęście, są etykiety. Pamiętajcie, żeby dodawać je do wpisów :D Można oczywiście zapisywać sobie kopie robocze, ale człowiek nie zawsze chce mieć to na głowie. Idę polać sobie absyntu w nagrodę za wybitne osiągnięcia w odzyskiwaniu utraconych postów :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witam w mojej baśni!
Zostawiając komentarz, tworzysz to miejsce razem ze mną.
Ze względu na spam moderuję komentarze do starszych postów.