sobota, 4 lipca 2015

Garść azjatyckich kotów

Zamiast piątkowych - koty sobotnie, a że w soboty do tej pory często pojawiały się tematy azjatyckie, załatwiam dwa kąciki za jednym... kotem :)



Utagawa Kuniyoshi

malarstwo japońskie, XVIII wiek

Komeno Hakusui , 1908

Shen Chen-lin, malarstwo chińskie

Xu Gu, malarstwo chińskie, XIX wiek

Na koniec, żeby nie było za słodko, kiciuś iście piekielny.

Sugamo Hikawa pod mostem nekomaty, drzeworyt japoński, XIX wiek

6 komentarzy:

  1. te chińskie białe są śliczniutkie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jakie mają piękne te obróżki, właściwie naszyjniki :) Ciekawe, że sobie tego nie pozdejmowały (chyba, że to tylko taka artystyczna wizja hehe)

      Usuń
  2. Mina walczącego z kiciusiem piekielnym rozbraja :P 👍

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam się, że na wielu drzeworytach samurajskość jest potraktowana stylizacją teatralną, bo to jest typowo teatralny mejkap i cała reszta :D

      Usuń
  3. Jakoś nigdy nie przekonywały mnie azjatyckie koty, brakuje mi w nich jakiejś takiej istoty kociości... Co ciekawe, widać to nie tylko w dawnej sztuce, ale też na przykład w anime - zawsze mnie to irytowało, kiedy jeszcze je oglądałam. Ale przyznam, że ten z przedostatniego obrazka jest całkiem uroczy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie to chyba myślę podobnie :D Bardzo za to lubię przedstawienia kocich demonów i antropomorfizację (jak na drugim drzeworycie). Tu akurat zwłaszcza japońscy artyści wykorzystali kotowatość, żeby zrobić sympatyczną groteskę albo cudaczną satyrę i to strasznie fajne (chyba doceniam w sztuce ten element, który wyraźnie świadczy o tym, że artysta się znakomicie bawił).

      Usuń

Witam w mojej baśni!
Zostawiając komentarz, tworzysz to miejsce razem ze mną.
Ze względu na spam moderuję komentarze do starszych postów.