piątek, 31 lipca 2015

Z książką na hamaku - lipiec

Cykl wpisów tworzonych tylko w celu porządkowania swojej bibliofilii dorobił się własnego tytułu i koncepcji. No, no! Jak tak dalej pójdzie będę gadać sama do siebie nie tylko poza wirtualem, ale też i tu (w sumie, chyba czasami tak jest). Lecimy.



wtorek, 28 lipca 2015

Beatrix Potter - przyrodoznawstwo i baśnie (artysta tygodnia)

Wiecie, że chciała być przyrodnikiem i w sumie była wybitnym mykologiem? Oto opowieść o kobiecie, która nie wydaje się być szczególnie ważna dla dziejów kultury, a jednak chciałabym o niej napisać nie tylko dlatego, że lubię jej ilustracje. Historia Beatrix Potter to przykład lekceważenia roli kobiet w społeczeństwie i ironii losu, gdy to zasługi w zupełnie innej dziedzinie sprawiają, że zwraca się uwagę na te zlekceważone. Pragnęła zostać naukowcem, ale mogła oddać swoje uwielbienie dla przyrody, jedynie tworząc ilustracje. Powołała do życia przytulny, zwierzęcy światek, który łatwo pokochać, ale również jej przyrodnicze rysunki uważane są za genialne. Urodziła się dokładnie 149 lat temu...



niedziela, 26 lipca 2015

Niedzielna wróżka i tłumaczę się...

...z braku baśniologicznych postów. 

Zaglądam na blogi, swoje i cudze, zdecydowanie rzadziej, chociaż czuję się usprawiedliwiona, bo większość blogerów tak właśnie robi o tej porze roku. W końcu mamy właśnie lato, wakacje, takie tam. Pojawiające się tu ostatnio posty lecą z kolejki napisanych kiedyś i ustawionych jako automatyczne. Robię też porządki na obu blogach. Stąd mało wpisów o baśniach i folklorze, ale od przyszłego miesiąca postaram się nadrobić, bo sama jestem złakniona tej tematyki na tym blogu.

Na usprawiedliwienie dodam, że składam w jakąś sensowniejszą całość notatki o pięciu wybranych baśniach, o których już tu pisałam i być może, być może (nie chcę zapeszyć!) powstanie książka z baśniologicznymi felietonami, mocno bazująca na tutejszych postach. Nie wiem czy ktokolwiek będzie chciał to wydać, ale pisze się w gruncie rzeczy sama, więc będę się starać o realizację tego pomysłu.

Na otarcie baśniologicznych łez niedzielna wrózia:


Nie mam pojęcia kto jest autorem tego uroczego zdjęcia (i jest to chyba jakaś figurka?), bo internety uparcie pokazują mi tylko strony z plakatami, np. TU.

czwartek, 23 lipca 2015

O książkach mojego dzieciństwa. Odcinek 1: Seria o losach Ani Shirley

W domach rodzinnych są strychy. Na strychach są skrzynie i kartony pełne wspomnień. Ostatnio przyjechał do mnie ostatni z takich kartonów, chociaż być może coś jeszcze na stryszku się przede mną schowało. Niestety, książki w latach osiemdziesiątych wydawano bardzo biednie. Kiepski klej i zamiast tomiszcza mamy zestaw luźno fruwających kartek. Większość moich dziecięcych lektur podzieliło ten smutny los. Postanowiłam uzupełnić swoją nostalgiczną biblioteczkę tam, gdzie naruszył ją ząb czasu. Wpadłam na ten pomysł czytając o reprintach baśni i książek dla dzieci z dziewiętnastego i początku dwudziestego wieku. Gdzieś tam na pewno czekają na mnie wszystkie zagubione książki mojego dzieciństwa. W nowych wydaniach albo w antykwariatach. Od czasu do czasu w czwartek literacki wypiję herbatkę z moim dzieciństwem. Jeśli chcecie dołączyć, zapraszam!

Lauren Mills (strona artystki)

wtorek, 21 lipca 2015

Wpływy sztuki zachodniej na twórczość Hokusaia (zamiast japońskiego artysty tygodnia)

Nastąpił taki moment w moim historycznym przeglądzie drzeworytów ukiyo-e, gdy muszę powrócić do Hokusaia czy Hiroshige. Nie sposób udawać, że ich nie było, nie sposób zwrócić uwagi w pierwszej kolejność na "mniej ważnych" twórców, jeśli chcę trzymać się tej konkretnie chronologicznej narracji. Z drugiej strony, już tu zawitali. I tak wiem, że dla wielu osób te japońskie wpisy wieją nudą, a tu jeszcze powroty do tego, co już było. Pomyślałam jednak, że przyda się wpis zawierający Hokusaia w takiej dawce, że i moje uwielbienie dla niego będzie usatysfakcjonowane* i blog syty nowej treści. Tą nową treścią będzie zagadnienie wpływu sztuki zachodniej na sztukę japońską późnego Edo.

Katsushika Hokusai, Nagła ulewa, 1826

czwartek, 9 lipca 2015

Ania z Zielonego Wzgórza - imaginarium

"Aniu Shirley!" Zdarza mi się tak powiedzieć samej sobie, gdy zachowam się naprawdę tragicznie. O tym, że seria przygód Ani jest jedną z moich ulubionych sag dzieciństwa (i dlaczego) napiszę następnym razem, gdy zrobię wpis poświęcony tej serii książek. Dziś tylko mała wrzuta kilku obrazów. Gdy je pierwszy raz zobaczyłam, przyszły mi do głowy powieści o Ani, a zwłaszcza pierwsza z nich. Były to bardzo luźne skojarzenia. Autorka zaczęła pisać pierwszą część cyklu w 1904 roku, ale w tym wpisie znajdą się również obrazy z lat wcześniejszych i późniejszych - w końcu akcja powieści mieści się między latami 70. XIX wieku, a latami pierwszej wojny światowej.

Elizabeth Shippen Green, The Library, 1905

środa, 8 lipca 2015

Państwo Perugini, czyli dawne epoki na słodko i wypięknione panie epoki wikoriańskiej

On urodził się we Włoszech, ale mieszkał w Anglii, ona była córką Dickensa. Dziś bardzo nietypowo, bo zamiast jednego artysty tygodnia będzie para. Małżeńska. Oboje tworzyli w drugiej połowie dziewiętnastego stulecia. Charles Edward malował piękne panie, łącznie ze swoją żoną, czasami sięgał wstecz, do początku XIX wieku i do epok dawniejszych. Stylizował kostiumy modelek z większą i mniejszą dbałością o historyczne realia. Kate natomiast specjalizowała się w portretach dziecięcych i co tu ukrywać, prawdopodobnie współpracowała z mężem przy niektórych jego obrazach. Twórczość obojga cechuje miła dla oka, nazywana przeze mnie "smakowitą", paleta. Tak zwane "wikoriańskie" malarstwo jest często przesłodzone, sentymentalne, a do poprzednich epok odnosi się w dość niefrasobliwy sposób. Obrazy państwa Perugini jednak mi się podobają. Słodyczy jest tyle, że brzuch nie rozboli, wizja przeszłości jest dostatecznie malownicza, ale nie wpada w koronkowy bełkot. Oczywiście, jako kostiumowy laik mogę się potężnie mylić, ale jako miłośnik sztuki pozwalam sobie na ten wpis.

Charles Edward Perugini, A Summer Shower, 1888

niedziela, 5 lipca 2015

Zapraszam na baśniologiczny, "femocentryczny" felieton!

"Wędrując po świecie baśni, czasami napotykam wilka. Wilk, w przeciwieństwie do mnie, podziela pewien dość często współcześnie spotykany pogląd, że baśnie są do niczego. Bestia chce mnie pożreć, najczęściej udając mądrego racjonalistę, twardo stąpającgo po ziemi i wygłaszającego swoje przekonania z nieznoszącym sprzeciwu pomrukiem. Na szczęście, jestem w baśniologii nieźle już wytrenowana i daję wilkowi po łbie koszyczkiem pełnym ciekawych przemyśleń i zastosowań tej podobno bezużytecznej wiedzy." To początek mojego baśniologicznego felietonu w nowym numerze sZAFy. Zapraszam do chłodnego, ciemnego lasu razem z Czerwonym Kapturkiem:

W felietonie znajdziecie rozszerzoną wersję kiedyśnych czerwono-kapturkowych rozkmin z ciekawym, mam nadzieję, wnioskiem dotyczącym babskich odczytań baśni. Tak, słówko "femocentryczny" oficjalnie nie istnieje w internetach, nie szukajcie go (baśniologia podobno też nie, pamiętajcie). Jestem bardzo niepoprawnym, polonistycznym żulem tworząc je tak, jakby istniał femocentryzm na podobieństwo antropocentryzmu. To taka perspektywa testowa, pomagająca zobaczyć rzeczy inaczej niż jesteśmy do tego przyzwyczajeni. Femocentryczny punkt widzenia, pozbawiony funkcji wartościowania, może podobnie jak teoriopoznawczy antropocentryzm swego czasu, otworzyć przed nami nowe horyzonty. O ile feminizm, jako ogólny zespół poglądów, wyraźnie ustawia się w opozycji do czegoś (innego zespołu/-ów poglądów) i kieruje uwagę na problemy społeczne, femocentryzm nie jest uwikłany w taki sposób. Zawsze interesowało mnie połączenie konkretnej wiedzy, na przykład, antropologicznej dotyczącej konstrukcji i dynamiki kultury z przestrzenią do myślenia, jaką może dać jedynie filozofia. Tu sobie pozwalam na nieśmiałe próby.

Przy okazji, zajrzyjcie też do innych artykułów w tym pięknym numerze.

W roli niedzielnej wróżki dziś taki oto obrazek - pocztówka vintage: