niedziela, 21 czerwca 2015

Sobótkowe ziele i kwiat paproci

Tajemniczy kwiat paproci mnie zafascynował. Mieszkałam niedaleko gęstego, mazurskiego lasu, gdzie bywałam często. Na niezwykłe kwitnienie nie natrafiłam. Nic dziwnego. Kwitnie tylko raz w roku, określonej nocy. Legenda o kwiecie paproci to jedno z moich pierwszych literackich wspomnień. Nie pamiętam dokładnie gdzie ją czytałam, ale to musiała być jakaś dziecięca "gazetka", możliwe, że jeszcze z lat 80. XX wieku. W tym samym numerze była opowieść o zatonięciu Titanica - gdyby czyjaś pamięć była lepsza od mojej i wiecie o jaką publikację chodzi, dajcie mi tu znać, byłabym naprawdę bardzo wdzięczna. Bardzo prawdopodobne, że była to później czytana przeze mnie w osobnym tomie baśń Kraszewskiego. W oryginale kończy się źle, chociaż z morałem, we współczesnych wydaniach baśń pada ofiarą wielokrotnie już tu wspominanej kastracji "złych" wątków baśniowych. Smutna wersja jest o wiele ciekawsza, ta złagodzona, wesoła - mdła. 


Nikolay Rachkov, Ukrainka, druga poł. XIX wieku
W dzisiejszym wpisie przyjrzę się sobótkowym/świętojańskim zwyczajom z lupą botanika pod ręką.

Współcześnie kupalnockę (sobótkę) i schrystianizowaną jej wersję, noc świętojańską, postrzega się przede wszystkim jako rodzimą alternatywę dla walentynek. To bardzo ładnie, ale okrojenie symboliki i wierzeń związanych z tym pogańskim świętem do takiej wersji jest krzywdzące dla bogactwa folkloru, który pulsuje w sobótkowych zwyczajach.

I. I. Sokołow,  Noc Kupały, 1856

Określenie kupała prawdopodobnie pochodzi od indoeuropejskiego kump i oznacza zgromadzenie/wspólnotę. I to właśnie taki charakter, być może, ma to święto przede wszystkim. Z kupały prawdopodobnie z kolei zrobiono Kupałę-bóstwo miłości już w czasach chrześcijańskich. Jak to często bywało przy okazji stopniowej chrystianizacji - próbowano różnych sztuczek, aby silnie zakorzenione wierzenia i zwyczaje pogańskie zasymilować ze świętami i obrzędowością chrześcijańską. I tak Kościół przypisał kupalnocce patrona - Jana Chrzciciela, zwanego Kupałą - czy też przeniósł obchody święta na 23 czerwca, czyli wigilię św. Jana. Znawcy tematu piszą, że ludność mogła ponownie nadać świętu wymiar pogańskiego kultu, już będąc pod wpływem chrześcijaństwa, które jednak jeszcze nie zdobyło pełnej dominacji w Europie. To częsta sytuacja. Tak miał pojawić się Kupała. To zdecydowanie bóstwo domniemane. Co prawda, informacje o nim pojawiają się w podaniach XVII-wiecznych, ale właśnie jako próba połączenia kultu świętego z dawną obrzędowością. W sztuce pojawia się Kupała zarówno rodzaju żeńskiego, jak i męskiego. Na obszarze, gdzie dominuje prawosławie św. Jan określany jest Иван Купала (Iwan Kupała).

Wiktor Słońcesław Kriżaniwskij, Kupała


Użycie określenia sobótka zostało również zainicjowane przez Kościół i miało wydźwięk pejoratywny. Oznaczało... mały sabat. A jak sabat to czarownice. I czarodziejskie ziółka. Tym właśnie teraz się zainteresujemy.


Zioła i żywioły


Woda - utopce i wianki

Pomiędzy epoką pogaństwa, a erą krzepnącego chrześcijaństwa sobótka zaczęła obumierać, by przez całe średniowiecze zatracić wiele z pierwotnych cech. Dopiero za czasów Kochanowskiego te dawne zwyczaje zaczęły odżywać na fali zainteresowania sielskim życiem na łonie przyrody i tym, co rodzime. Dziś możemy z całą pewnością powiedzieć, że kupalnocka/sobótka była poświęcona żywiołom związanym z oczyszczeniem - wodzie i ogniowi. Późniejsze przypisywanie powiązań między nazwą, a kąpielą wzięło się właśnie z przekonania jak istotne było powiązanie święta z wodą. Był to moment kończący czas rządów księżyca i początek rządów słońca. W czasach już chrześcijańskich wierzono, że do św. Jana nie można się kąpać w rzekach czy jeziorach, przynajmniej za dnia. O brzasku i zaraz po zapadnięciu zmroku jednak jak najbardziej, bo woda pod wpływem księżyca miała mieć działanie uzdrawiające. Za dnia demony wodne, a szczególnie utopce i ich żeńskie krewniaczki, wodnice miały masę roboty z nierozgarniętymi ludźmi. Nawet nachylanie się nad wodą w celu zaspokojenia pragnienia mogło skończyć się tragicznie. W czasach chrześcijańskich, gdy zaczęto obchodzić już noc świętojańską (23/24 czerwca) święcono wtedy wodę i przeganiano w ten sposób złe moce oraz otwierano sezon kąpielowy.

Jaroslav Panuška, Wodnik, poświęciłam już cały wpis artyście TU

Taki zwyczaj ma swoje praktyczne zastosowanie - do połowy czerwca woda w akwenach jest dość zimna, co sprzyja wypadkom utonięcia. W czasach pogańskich wierzono, że to Perun musi uświęcić wodę, połączyć niebo i ziemię. Krótko mówiąc, czas przesilenia letniego, to czas burz. Pamiętam dobrze, że na moich rodzinnych Mazurach też uważano, że kąpać się w jeziorze wolno dopiero po pierwszych burzach i to takich "z piorunami". Czasami woda w okolicy była zaledwie symboliczna i uciekano się wtedy do sprytu, by zapewnić sobie dzięki niej (kąpieli świętojańskiej) urodę, młodość, zdrowie. Wykorzystywano deszcz, a zwłaszcza burze, a nawet i rosę.  


Współczesne wyobrażenie Peruna autorstwa artysty o pseudonimie Righon

W sobótkowy wieczór dziewczęta puszczały w nurty rzek czy strumieni wianki z zapalonymi świecami, wcześniej łuczywem. Tak łączyły się woda i ogień oraz zioła, które wplatano w wianek razem z kwiatami. Tradycyjnie wiankom "miłosnym" przypisywano: lubczyk, mirt, rumianek, miętę, bylicę lub tymianek.


Lubczyk (Levisticum officinale), Otto Wilhelm Thomé, Flora von Deutschland, Österreich und der Schweiz, 1885, Gera

Mirt (Myrtus communis), Otto Wilhelm Thomé, Flora von Deutschland, Österreich und der Schweiz, 1885, Gera
Rumianek, Franz Eugen Köhler, Köhler's Medizinal-Pflanzen, 1887

Mięta (Mentha spicata var. crispata), Otto Wilhelm Thomé, Flora von Deutschland, Österreich und der Schweiz, 1885, Gera

Bylica pospolita, Franz Eugen Köhler, Köhler's Medizinal-Pflanzen, 1887

Poniżej miejsca wypuszczania wianków na fale czekali młodzieńcy, którzy próbowali je wyłowić (czasami ścigali wianki na łódeczkach). Wyłowiony wianek wróżył pannie szybkie zamążpójście, a dawniej, jeszcze za czasów pogańskich, służył również dobieraniu w pary poza zwyczajowymi swatami. Jeśli wianek płynął dalej, to, cóż, dziewczyna kiedyś wyjdzie za mąż, ale nie za szybko.Wszelkie katastrofy, które spotkały wianek - spalenie, utonięcie, utknięcie przy brzegu - wróżyły staropanieństwo. Dziś badacze postrzegają ten zwyczaj raczej jako ślad bardzo dawnej obrzędowości związanej z nowym początkiem i zaklinaniem urodzaju niż magię czy wróżby miłosne, które pojawiły się później. Puszczano również pary wianków, podobnie jak razem skakano przez ogniska. Niesione na wodzie wianki połączone lub zbliżone wróżyć miały trwałość związku, rozdzielone szybkie rozstanie.



 Ogień - ochrona i płodność

Kupalnocka to czas walki Księżyca ze Słońcem, przesilenie letnie, gdy noc jest najkrótsza, a dzień najdłuższy. W całej Europie dawniej obchodzono okres przesilenia letniego. Obrzędowość i wierzenia z nim związane obecne są w różnych tradycjach pogańskich, również i dziś w neopoganizmie.

Nikolai Astrup, Jonsokbål (Ognie św. Jana), 1912

Powiązanie płodności z tym świętem, a co za tym idzie obrzędowość "miłosna" związana jest przede wszystkim z kultem słońca (stąd i ogień - skakanie przez ogniska, zapalanie wianków) jako dawcy urodzaju. Kupalnocka była świętem wspólnoty rolniczej, która rozpoczynała okres czasu związany ze zbiorami. Obchody kupalnocki rozpoczynały się roznieceniem ognia (z drewna jesionu i brzozy lun dębu), który był jedynym ogniem w okolicy (wygaszano wszelkie inne jego źródła). Rozniecania dokonywano za pomocą koła owiniętego nasmoloną słomą, które obracano wywołując tarcie. Następnie ogień "przeprowadzano" do przygotowanych ognisk. Późniejsze skoki przez ogień i tańce miały pełnić funkcję oczyszczającą oraz ochronną (choroby, nieprzyjazne siły). W ogniu paliły się również specjalnie dobierane zioła obok innych form ofiary (drobna zwierzyna), co miało zapewnić płodność ludziom i zwierzętom. Dym z ognisk płynął nad polami, chroniąc je przed gradem czy innymi klęskami.


Knud Bergslien, przed 1858, Litografi af Winckelmann & Sönner i Berlin


W czasach chrześcijańskich tradycja nocy świętojańskiej zawiera palenie ognia (Małopolska, Śląsk, Pomorze, Warmia i Mazury), ognie świętojańskie (kraje skandynawskie i anglo-saskie, ale również Wielkopolska, Pomorze Zachodnie), skoki przez ognisko (Polska, Łotwa, Litwa, Rosja oraz Niemcy), palenie kukły (Francja, Irlandia oraz południowa Polska i Ukraina) oraz taniec wokół ogniska (Podlasie, Białoruś).

 Ziołowe wróżby i ziołowe czary

W trakcie zabaw sobótkowych/świętojańskich wróżono sobie oraz stosowano zioła w celach magicznych. Tam, gdzie nie było jezior, rzek czy strumieni, panny, które chciały sobie powróżyć rzucały wianek na drzewo lub strzechę. Jeśli się zaczepił i nie spadł, wróżyło to szybkie zamążpójście (Warmia i Mazury, Pomorze, Wielkopolska). Rozwinięta wersja tego zwyczaju mówi o rzucaniu tyle razy, ile lat będzie się czekać na ukochanego. W końcu wianek wcześniej czy później się raczej zaczepił. Można to uznać za optymistyczną wersję wróżby z wiankiem - nie groził tu los zatonięcia, a poza tym unikano, z oczywistych względów, zapalania wianków. W "miłosnym" wianku miały znaleźć się bylica pospolita, piołun i dziurawiec. Do ziół dodawano kwiaty, których powinno być 9 (najczęściej kwiat rumianku, bławatek, ruta) oraz liście paproci. Ruta była istotnym ziołem "miłosnym". Wykorzystywano ją w wiankach ślubnych. Przypisywanie jej szczególnego znaczenia może się wiązać z osobliwością: nie traci jesienią zielonych listków. Czasami wykorzystywano w wiankach sobótkowych nasięźrzał, który jest paprocią szczególną, ale wrócę do niego przyglądając się tajemnicy kwiatu paproci.

Ruta (Ruta graveolens), Franz Eugen Köhler, Köhler's Medizinal-Pflanzen, 1887

Dziurawiec (Hypericum perforatum), Otto Wilhelm Thomé, Flora von Deutschland, Österreich und der Schweiz, 1885, Gera


W sobótkę wróżono z wody oraz ze zrywanych w milczeniu kwiatów polnych i ziół: rumianku, czarnego bzu, cząbru, siedmioletniego krzewu kocierpki, bylicy. Szczególnym ziołem był dziurawiec zwany zielem św. Jana. Dziurawiec nazywano też zielem guślarskim lub świętojańskim. W tym czasie święcono w kościołach zioła lecznicze, obowiązkowo: dziurawiec i macierzanka. Według ludowej tradycji w noc świętojańską po zachodzie słońca zbierano 7/9 ziół: rumianek, miętę, kwiat czarnego bzu, pokrzywa, dziurawiec, krwawnik, kobylaka, bylicę, kocankę. Zioła zaplatano w wianek, suszono i w razie potrzeby używano w ciągu roku. Miał odstraszać choroby i chronić przed ogólnie pojętym złem. W kilku kręgach kulturowych również noszono obowiązkowo wianki z ziołami. Za czasów pogańskich panny słowiańskie przepasywały się bylicą zanim przeskoczyły nad ogniem, aby zapewnić sobie płodność i lekki poród. To ważne zioło w tradycji ludowej (dziś raczej uważane za  chwast) służyło do zaplatania wianków, które zakładano na rogi bydła, aby chronić je przed chorobami i urokami. Zioła zebrane tej szczególnej nocy wtykano w strzechy chat i rozsypywane na drogach w celach ochronnych. Zanurzano je również w zbiornikach wodnych.

Perunowy kwiat, czyli możliwe niemożliwe


Tajemniczy kwiat paproci to symbol tego, co cudowne i cudodajne. Rzadki, ba, niemalże nadprzyrodzony. Miał zakwitać tylko raz i tylko jeden na całym obszarze poszukiwawczym. Obdarzał pomyślnością, siłą i mądrością. Legendy o nim i jego znalazcach rozkwitały w całej Europie. W niemieckim i czeskim wydaniu szukano go w ciemnych lasach, we francuskich legendach na najwyższym wzgórzu. W wersji rosyjskiej był to kwiat gorejący i należało go podrzucić, aby upadając wskazał miejsce ukrycia skarbu. Kwiatu strzegły ciemne moce. Nic dziwnego, że, gdy pojawiły się baśni literackie trafił i do nich.

Jan Marcin Szancer, ilustracja - projekt kostiumu do adaptacji teatralnej baśni Józefa Ignacego Kraszewskiego Kwiat Paproci

Na terenach słowiańskich zwano go perunowym kwiatem. Miał zakwitać właśnie ze względu na naładowanie powietrza burzową mocą. Znalazcy miał dawać bogactwo. Skąd jednak wzięły się podania o istnieniu tego dziwu natury? Niektórzy etnografowie (Gloger, Łowmiański) wskazują na istnienie zwyczaju używania liści nasięźrzału w trakcie obchodów kupalnocki. Kobiety zaplatały z nim wianki oraz miały się nim nacierać, aby podnieść swoją atrakcyjność. Można też sądzić, że to nic innego niż po prostu niepełna wiedza, mylenie zjawisk, brak precyzyjnej systematyki w czasach dawniejszych miało sprzyjać wierzeniom w takie cuda natury. Bo paprocie nie kwitną. Na różnych obszarach ta sama roślina mogła być nazywana inaczej. Poza tym, paprocią nazywano ogólnie roślinność mokradeł. Potocznie nazywa się też niektóre gatunki paproci paprociami kwitnącymi. Na przykład, podejźrzon, którego liście sporonośne są zebrane w grona mogące przypominać kwiaty. Mamy też długosza królewskiego czy w końcu wspomniany już nasięźrzał. Tej ostatniej roślince warto przyjrzeć się bliżej.

Osmunda regalis, Otto Wilhelm Thomé, Flora von Deutschland, Österreich und der Schweiz, 1885, Gera

Nasięźrzał (Ophioglossum vulgatum) oraz Botrychium lunaria, Otto Wilhelm Thomé, Flora von Deutschland, Österreich und der Schweiz, 1885, Gera


O pomoc poproszę slawistę, z którym nieźle zna się każdy polski adept nauk folklorystycznych. Aleksandra Brücknera. Pisze on, że nazwę rośliny pierwotnie zapisywano nasieźrze od na się źrzeć (spoglądać) - było to ziółko miłosne. Nasięźrzał jest paprocią malutką (5 - 30 cm), z cechami nawiązującymi do wymarłej grupy staropaproci. Jak wyczytałem, jest to roślina szczególna, bo posiadająca około 1260 chromosomów, co jest niewątpliwie rekordem, przynajmniej wśród roślin. Z pionowego kłącza wyrasta liść na długim ogonku, a z tego liścia wychodzi cienki kłos zarodnionośny. Ten magiczny "kwiat paproci" miał pełnić swoją funkcję tylko, gdy zebrano go w specjalny sposób - o północy, na golasa. Do tego jeszcze należy obrócić się tyłem i wymówić odpowiednią formułkę. Nikogo nie namawiam. Nie dlatego, że wątpię w działanie tego cudaka, ale dlatego, że to cudak pod ochroną.

Z powyższego wynika, że kwiat paproci nie był wcale znów aż taki legendarny, nawet, jeśli nie chodzi konkretnie o nasięźrzał. Sam fakt istnienia kwiatopodobnie "kwitnących" paproci mógł powołać do życia podania, ale czasami ktoś zrywał pewnie taki zagubiony w lesie czy na mokradłach kwiatuszek. Czy przynosił bogactwo? To już wie sam znalazca. Do głowy może przyjść pytanie czemu ten dostatek, pojawiający się jako cud kwiatu paproci w legendach i baśniach akurat skojarzono z nocą świętojańską/sobótką? Powodów znajdziemy co najmniej dwa. Po pierwsze, sobótkowe zwyczaje są bardzo wiekowe i ich korzenie sięgają na pewno wierzeń związanych z kultem solarnym, kultem płodności i urodzajem. Bogactwo czy mówiąc ogólnie, dostatek, pojawiają się w tym towarzystwie w sposób oczywisty. Po drugie, gdy opowiadano sobie legendy i baśnie pomyślność tego rodzaju była dość istotna, bo w kręgach ludowych raczej odczuwano brak niż nadmiar dóbr.

(wpis automatyczny)

Źródła i źródełka:

http://literat.ug.edu.pl/glogers/0035.htm
http://www.galeriaszancera.pl/obraz.php?id=196
Jan Adamowski, Sobótki, czyli święto ognia i wody, Gadki z Chatki nr 45/46, lipiec 2003


Jerzy Strzelczyk: Mity, podania i wierzenia dawnych Słowian. Poznań: Rebis, 2007
Andrzej Kempiński: Encyklopedia mitologii ludów indoeuropejskich. Warszawa: Iskry, 2001
Urszula Lehr: Ludowe wierzenia w demony wodne, w: Rocznik Muzeum Etnograficznego w Krakowie, t. 8, 1983
B. i A. Podgórscy: Wielka Księga Demonów Polskich - leksykon i antologia demonologii ludowej, Katowice 2005
A. Gieysztor, Mitologia Słowian, Warszawa 1980

3 komentarze:

  1. spotkałam się z interpretacją, że kupała to jakaś forma dzisiejszej kąpieli, z tym, że na święto sobótkowe była to kąpiel rytualna. Dużo różnych badaczy, których przemieliłam kłóci się czy to ma jakikolwiek związek z kąpielami, czy nie. :D Kupadla u Czechów to prezenty od chłopców dla ich ukochanych

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dawniej to była podstawowa interpretacja, więc zwłaszcza w starszych pracach obecna. Od tamtej pory badania nad językiem i folklorem się mocno posunęły 😉 Zresztą, wywodzenie terminu z jakiegoś pojęcia określającego przede wszystkim pospolitą czynność i przypisywanie tej układanki ogólnego naukowego określenia (kąpiel rytualna - odmiana kąpieli w ogóle) to zawsze ryzykowna sprawa. W ogóle babranie się w terminologii, gdy kultura ludowa przesiąknięta jest konkretem, gdy mamy lokalne określenia, gwary, bezustanny ruch języka w czasie i przestrzeni, no, ciężka sprawa 😊 To nie filozofia, gdzie można poruszać się po abstrakcyjnym obszarze. O wiele lepiej sprawdza się ożenek z archeologią i innymi naukami historycznymi. Fajnie, gdyby było jakieś konkretne bóstwo, do którego można się odnieść, ale i tu jest problem. Za to możliwe jest, ze to "kąpiel" w jakimś sensie miałaby się wywodzić od takich specjalnych przedsięwzięć jak przy okazji tego święta. Na pewno było to wydarzenie bardzo mocno związane z wodą...

      Usuń
    2. Chyba muszę doprecyzować - dawniej wywodzono nazwę święta/rzekomego bóstwa z kąpieli, czyli powiązanie jeszcze głębsze. Prędzej jednak działa to w drugą stronę, czyli była czynność specjalna zwiazana z takim specjalnym wydarzeniem i stąd potem "kąpiel", tak jak piszesz. Ogółem jednak terminy, określenia naukowców, a lokalne i ludowe nazwy to czasami dwa różne światy 😉

      Usuń

Witam w mojej baśni!
Zostawiając komentarz, tworzysz to miejsce razem ze mną.
Ze względu na spam moderuję komentarze do starszych postów.