sobota, 13 czerwca 2015

Gdzieś tam zawsze jest kot...

Na sławnych obrazach i na tych niezbyt. Pod pędzlem wielkich mistrzów przeszłości i zabłąkany w pracowniach tych mniej znanych. Kot zawsze gdzieś tam jest. Czai się, patrzy, oblizuje albo leniwie przeciąga. Odwieczny bohater drugiego planu, który potrafi skraść nasze spojrzenia nawet przy bardzo poważnych tematach.

Carl Heinrich Bloch, Fra et romersk osteria, 1866

Moje ulubione "sławne" koty (w ogóle, jak wiecie, Goyę uwielbiam):

Goya, Manuel Osorio Manrique de Zuñiga, lata 90. XVIII wieku

A teraz kociaste z obrazów mniej znanych, ale dzięki koto wartych uwagi ;)

Domenico Ghirlandaio, Ostatnia wieczerza, 1480,

Maître de l'histoire de Joseph, szkoła flamandzka, ok.1500

Bernardino di Betto (Pintoricchio), Penelope, 1509

Georg Pencz, 1541

Véronèse, Les Noces de Cana, 1563

Michel Corneille l'Ancien, Esaü cédant à Jacob son droit d'aînesse pour un plat de lentilles, 1630

Abraham Mignon, Chat renversant un vase de fleurs, 1660-1679

Nicolas Maes, Femme priant, 1656

Giuseppe Maria Crespi, Les Noces de Cana, 1686

Jean-Baptiste-Siméon Chardin, 1728

Eugenio Prati, Amor non prende ruggine (Amor non invecchia), 1880


9 komentarzy:

  1. Mina tego kota z "Maitre de l'histoire..." ...bezcenne!!!
    Nawet w roli "statystów" koty naprawdę mają charakter...ale czy po kotach można się było spodziewać czegoś innego?
    Wydaje mi się, że "kociastość" musiała jakoś szczególnie prowokować malarzy i kusić, aby kota umieścić na obrazie, skoro trafiały a to do Kany Galilejskiej, a to do Itaki z Penelopą, a nawet na Ostatnią Wieczerzę...
    "Femme priant" też cudowna...już widzę, co się stanie za chwilę...!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też najbardziej sposobał się ten kot z "Maître de l'histoire..."!
      Koty na pewno musiały inspirować malarzy (w końcu kogo by nie zainspirowały?), ale zastanawiam się, czy ich obecność na wielu obrazach nie ma po prostu jakiś korzeni w symbolice, bo to dawniej była ważna część malarstwa. Czytałam kiedyś jakiś tekst o symbolice psów... Może z kotami było podobnie?

      Usuń
    2. ten sam anonimowy: Też o tym myślałam! Ale niezbyt mi pasuje do niektórych obrazów! Oto, co na ten temat Kopaliński: '[''Słownik symboli"]
      kot to symbol:
      -wróżby,czarów,słońca, księżyca
      -drapieżności, okrucieństwa,złodziejstwa
      -grzechu,diabła
      -nieszczęścia ,ciemności ,śmierci
      -chytrości,zdrady,niewierności,perwersji,egoizmu [Penelopa...?! hmmmm...]
      -pochlebstwa, nieszczerości
      -dumy,niezależności, swobody
      -wrażliwości,nerwowości,melancholii,powściągliwości
      -upodobania w luksusie,lenistwa,domatorstwa
      -czystości,staranności,długowieczności
      -wdzięku,delikatności,igraszek
      -płodności, macierzyństwa.
      *w średniowieczu jednoznaczny symbol fałszu i obłudy
      *XVlll-XlXw: szelmostwo,dwulicowość,cynizm,oszustwo,świętoszkowatość[np.La Fontaine], ale i: mądrość,spryt [Hoffmann,Perrault,Kipling]
      *folklor:chytrość[tak jak lis]
      *powiązany z:Izydą ,Bastet, Artemidą, Hekate, Freią
      *heraldyka:odwaga,wolność, indywidualizm, czujność, wytrwałość, strategia
      Jak większość często używanych symboli,ma różne znaczenia, nawet sprzeczne[ i na siłę prawie zawsze dałoby się obronić tezę jego "symbolicznej" obecności]j, ale, w każdym razie, nie ze wszystkimi obrazami dałby się łatwo powiązać. Z tego, co wiem, w malarstwie najczęściej występuje jako atrybut mieszczaństwa, także staropanieństwa.
      Wydaje mi się, że łączenie symboliki kota z Penelopą czy weselem w Kanie byłoby dosyć karkołomne...
      Przepraszam za karygodną długość, ale mnie to zainteresowało, więc już chciałam być staranna....jak kot :)

      Usuń
    3. W przypadku sztuki, jak w wielu innych przypadkach czasami ważne są reguły, a czasami ich brak :D Bywało, że koty trafiały na obraz, bo artysta miał taki kaprys, bywało, że był to kot "towarzyszący", mógł nawet i stanowić znak udomowienia przestrzeni - nie był wtedy oczywistym symbolem, ale raczej "robił klimat" - jak na ostatnim obrazie. Warto byłoby wspomnieć o tym, że chociaż kot towarzyszy człowiekowi od tak dawna, na obrazy jako pupile częściej trafiały pieski. Kot był często uważany raczej za zwierzę "gospodarskie", wiejskie itp. i oczywiście, postrzegane ambiwalentnie. Jeśli chodzi o ewentualną symbolikę zawsze trzeba brać pod uwagę dwuznaczność. Przy okazji Ostatniej Wieczerzy kot będzie raczej oczywistym symbolem (negatywnym), ale w innych wypadkach bywa trudniej...

      Weźmy obraz z Penelopą (szkoda, że nie wyszukałam w każdym przypadku "całego" obrazu, chyba poprawię ten wpiseł ;)). Czeka na swego Odyseusza i musi jakoś się wyłgać z afery z zalotnikami. Kotek będzie reprezentował te treści, które pozostają ukryte poza obrazem. Często są to sprawy literackie. Tu, jako oglądacze obrazu i znając opowieść wiemy, że Penelopa ściemnia zalotnikom. Kot może sugerować jej ukryte intencje (kłamstwo, oszustwo - wbrew temu, co pisze Kopaliński takie odczytanie kotowatości kota pojawia się już w średniowieczu). Może być również symbolem dumy i niezależności względem zalotników. Mamy 1509 rok, za nami długa tradycja średniowieczna, która przypisała kotom bogate znaczenia, w tym mocno związano je z postrzeganiem kobiecości. I to znów, petarda dwuznaczności, bo mamy i Maryję i siły nieczyste. W jakimś sensie Penelopa sama na tym obrazie może stać się symbolem "podwójnej" kobiecej natury: z jednej strony jest wierną żoną, z drugiej strony ucieka w oszustwo. W okolicach 1500 roku nie przypisywano kotom już aż tak demonicznych "właściwości" jak przedtem (chociaż PR nadal taki sobie), więc i ta kobieca dwuznaczność schodzi z nadnaturalnego obszaru na bardziej ludzki. Sztuka dawna jest mocno przesycona myśleniem symbolicznym, alegorycznym, erudycyjnym nawet i do odczytywania obrazów często nie wystarczy intuicja ;)

      Z założenie ten gatunek wpisów miał być czysto eskapistyczny, ale jeśli szanowni czytelnicy wyrażą taką chęć mogę troszkę poważniej potraktować temat i pogrzebać nieco nawet i w analizach obrazów :)

      Usuń
    4. Przepraszam za "wymądrzanie się"...
      To tak wypadło, ale nie miałam złych zamiarów ;) i tylko:
      -zainteresował mnie temat symboliki kotów-to raz;
      -zdziwiło mnie, że na ogół do XlX w. miały aż tak tak fatalną opinię- to dwa;
      -chciałam przeforsować ryzykowną tezę ;) ,że artyści mogli malować koty czasem po prostu dla przyjemności, z uwagi na ich ogromny wdzięk-to trzy. Po zaprezentowanych tu przykładach widać, że, w przeciwieństwie do jakiegoś, dajmy na to, drobiu, prezentującego się wszędzie mniej więcej tak samo, co kot, to inne jego oblicze- tu diaboliczny uśmiech, tam skupienie, beztroska zabawa...
      Myślę, że fakt umieszczania kota tam, gdzie równie dobrze mógłby być gołąbek, wazon, jakaś poducha [albo nic] świadczy o ich uroku- docenianym mimo złych skojarzeń...
      Poza tym, uważam, że do Ostatniej Wieczerzy pasuje jak znalazł zgodnie z tradycyjną symboliką, podobnie ten uroczy kotek z Ezawa i Jakuba dobierający się do miseczki (może po soczewicy? :) Postępek Jakuba w dzieciństwie zawsze bardzo mnie oburzał :) ), a z Penelopą może faktycznie sugerować, że ona coś tam kombinuje...( czy kot nie bawi się przypadkiem kłębkiem przędzy, za pomocą którego wyprowadziła w pole zalotników?).
      Niemniej, obstaję przy swoim- moim zdaniem artyści l u b i l i malować koty :)
      Naprawdę nie chciałam być uciążliwym autorem komentarzy- to była tylko taka głupia, niepoważna uwaga nie na temat.

      Usuń
    5. P.S.
      Po obejrzeniu całego obrazu z Penelopą jestem pewna, że kot był tam nie bez powodu- reszta obrazu jest dość wymowna...-już się wstydzę swojej ignorancji i pochopności...
      Nieznośny Anonim

      Usuń
    6. Ależ, ależ żadnej uciążliwości tu nie widzę, wręcz przeciwnie ;) I na dobrą sprawę w sumie różnicy zdań nie widzę...
      Wspomniany przeze mnie Leonardo uważał kota za arcydzieło natury i paru takich jak on było, no, ale cóż kot pojawiał się dużo rzadziej na obrazach niż piesek, bo miał właśnie nieco skomplikowany zestaw kontekstów wokół siebie. Jak już się pojawiał to raczej nie bez powodu: albo artysta uważał go za ciekawe wyzwanie artystyczne (wystarczy podejrzeć jak wielu artystów z upodobaniem szkicowało kocie pozy, pewnie skuszę się na kilka wpisów z takimi szkicami) albo budził w nim pozytywne emocje albo właśnie był sprytnym sposobem na przemycenie symboliki. Tak myślę. Oczywiście, część dzieł powstawała wyłącznie z myślą o dokumentowaniu rzeczywistości, a kot to nie tylko wdzięczny jej element, ale i byt wszędobylski :D Nic dziwnego, że artyści lubili malować koty, o czym historia sztuki nie tylko europejskiej wyraźnie świadczy.

      Usuń
  2. Wszystkie te koty nadają się do opisania w :
    http://www.amazon.com/How-Tell-Your-Plotting-Kill/dp/1449410243

    OdpowiedzUsuń
  3. Ha, widzę, że kota nie ma, myszy harcują :D

    OdpowiedzUsuń

Witam w mojej baśni!
Zostawiając komentarz, tworzysz to miejsce razem ze mną.
Ze względu na spam moderuję komentarze do starszych postów.