czwartek, 7 maja 2015

"Północ i Południe" Elizabeth Gaskell - imaginarium

Wśród dam brytyjskiej klasyki prym wiedzie Jane Austen, po piętach depczą jej siostry Brontë, ale od jakiegoś czasu wielką karierę na blogach czytelniczych/kostiumowych robi Elizabeth Gaskell. Sama również odkryłam ją niedawno i żałuję, że tak późno. Nie będę się rozpisywać ani ogólnie na temat twórczości pani Gaskell ani nawet tej konkretnej powieści*. Powiem tylko tyle: w rywalizacji kandydatów na dziewiętnastowiecznego "księcia"** wygrywa John Thornton. Wyjaśnię czemu, ale wcześniej zaproszę Was na małą przechadzkę wśród obrazów z epoki, których atmosfera lub tematyka skojarzyły mi się z Północą i Południem Elizabeth Gaskell.

Augustus Leopold Egg, The Travelling Companions, 1862


Abraham Solomon, The Bride, 1856

George Dunlop Leslie, Cowslips, 1877

Abraham Solomon, The Fair Amateur, 1862

Hubert von Herkomer, On Strike, 1891

Thomas Benjamin Kennington, Homeless, 1890

Vincent van Gogh, Oude man met het hoofd in de handen (Stary człowiek w smutku), 1890


Auguste Toulmouche, La Consolation, 1867


A teraz wróćmy do Johna Thorntona. Dobry z niego "książę" wcale nie dlatego, że w serialu, który powstał na podstawie powieści, grał go Rysiu, który jest raczej charyzmatycznym aktorem (polecam serial o impresjonistach, gdzie Richard Armitage grał Moneta - świetny!), ale dlatego, że to naprawdę ciekawa postać. Pan Darcy to pan Darcy. Nic dodać nic ująć. Tajemniczy typ. Ma co prawda pałac, co samo w sobie jest dość interesujące, ale właściwie niewiele o nim wiemy. Bohaterowie sióstr Brontë to z kolei typy dość skomplikowane i posiadające cechy niekoniecznie "księciowe". Thornton nie jest idealny - ma swoje wady i nie taką znów wyjściową aparycję. Jeśli jednak miałabym użyć staroświeckiego określenia "prawdziwy mężczyzna" byłoby ono, według mnie, w tym wypadku trafione. Co ważne - nie chodzi o testosteron i te sprawy. "Prawdziwy mężczyzna" według Absynta to ktoś, kto troszczy się o innych, zwłaszcza słabszych, kto potrafi zejść z komfortowej kanapy swojego ego i zabrać się do ciężkiej roboty dla wspólnego dobra i w końcu, ale to chyba cecha najważniejsza, empatyczny***. Wbrew pozorom empatia to nie zdolność łatwego wzruszania się i płakania nad każdym stworzonkiem, raczej odczuwanie cudzego cierpienia jako zbyt dokuczliwego, żeby nie chcieć czegoś z tym zrobić (często "teraz, zaraz", bo cudzy ból też boli) - chociaż jako filozof z wykształcenia sama siebie karcę za tak niedokładny opis.  Bardzo rzadko pielęgnowana dziś cecha, bo powodzeniem cieszy się raczej narcyzm i różne odmiany egoizmu. "Prawdziwy" facet to nie chłoptaś w krótkich gaciach, który zawsze najbardziej lituje się nad samym sobą, ale ktoś, kto odczuwa wręcz potrzebę wykorzystania własnego potencjału dla dobra innych. Tyle o Thorntonie, którego uczucia stają się siłą napędową romansowego wątku tej powieści (zresztą, niestandardowy ten wątek, sami przeczytajcie). Miłosne tęsknoty pewnego fabrykanta to jednak tylko jedna z nut tej opowieści. Sprawy sercowe nie były widać dla Gaskell najważniejsze (i chwała jej za to) i może dzięki temu całkiem ładny jej wyszedł ten "książę".

* Będę za to zapraszać na moje wrażenia z lektury (wkrótce!), którymi postanowiłam się podzielić na blogu Klasyka literatury popularnej.

**Nie żeby szukanie "księcia" miało być sensownym zajęciem, ale w babskim kółeczku pań czytających sobie literaturę XIX wieku zawsze podobny temat wypłynie :D

*** Nie żeby kobietom nie było wolno, myślę tu po prostu o tym jak definiuję sobie męskość, gdy chcę ją skojarzyć ze światem wartości i pozytywnych wzorów, które funkcjonują w naszej kulturze.

12 komentarzy:

  1. W serialu niektore ujecia byly tak śliczne, ale fabuła wymeczyla mnie do granic mozliwosci :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A serial fabularnie bardzo odstaje od książki 😉 Zupełnie inaczej rozmieszczone akcenty, postaci trochę za bardzo wypolerowane. Jest w pisarstwie Gaskell jakaś surowość, która się mocno roztopiła w wątku romansowym w serialu.

      Usuń
    2. to moze kiedys siegne po ksiazke, bo akurat moja mamuska ja meczy. Jesli jest duzo akcentów o zlej doli robotnikow i o zlym fabrykancie to bardzo chetnie nawet :D

      Usuń
    3. Zły fabrykant na początku nieprzejednany, ale potem wiele się zmienia ;) Te akcenty są fajnie rozłożone w powieści. Nie ma podziału na dobrych i złych, ale poczciwa dobroć jest. Nie ma jakiś cudownych zakończeń, ale jest poczucie dopełnienia różnych spraw. Nie ma wyidealizowanych ludzi, są nawet tacy, którzy gorzej poprowadzeni mogliby budzić sporą antypatię, a mimo to ich towarzystwo sprawia, że przyjemnie wrócić do lektury. I nie ma taniego sentymentalizmu, a tego po takiej tematyce można się negatywnie spodziewać ;)

      Usuń
  2. Mam bardzo dużego zgryza, jeśli chodzi o 'Północ i południe" - z jednej strony ciągle słyszę teraz zachwyty nad tą powieścią, z drugiej to jest jednak powieść XIX-wiecznej pisarki, a od takich dość mocno stronię. Ale że ostatnio postanowiłam wziąć się za powieści, to chyba i tę przeczytam :D Wybrałaś świetne obrazy, właściwie każdy przykuł moją uwagę! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe, że z podobnych powodów długo po Gaskell nie sięgałam. Analogicznie było z Jane Austen, której twórczość jednak w większości mnie oczarowała lekkością i ciepłą ironią. Gaskell kojarzyłam jako autorkę biografii Ch. Bronte (swoją drogą, dość rozczarowującą) i z hasłem "wiktoriańska pisarka". Gdzieś tam z tyłu głowy pojawiało się krzywdzące "literatura dla kucharek" 😉 Okazało się jednak, że to bardzo sprawnie pisząca pani, bezpretensjonalnie i ciekawie. Reszta to już kwestia gustu, jak sukienki 😊 Tworczosc Gaskell kojarzy mi się z sukniami z la 50. czy 60. XIX wieku - skromne, bez efektów specjalnych, ale jest w nich coś dostojnie malowniczego. W powieściach chyba jest to takie przekonanie, że istnieją porządni ludzie, że jest coś jasnego i solidnego w zwyczajnej dobroci.

      Usuń
  3. Idealnie dopasowałaś obrazy do powieści :) Na temat wrażeń z książki idę poczytać dalej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wrażenia dopiero się piszą 😉 Podałam za to juz teraz adres bloga, bo to taka zbiorowa inicjatywa i wszyscy są mile widziani 😊

      Usuń
  4. Dziś przesyłka z właśnie tymi książkami przyszła do mnie, więc zabieram się za czytanie.
    Bardzo ciekawy jest obraz -Abraham Solomon, The Bride- każda postać wyraża inną postawę, wyjątkowo pochwycił mnie też -Kennington, Homeless- swoim realizmem i przejmującą atmosferą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki czysty realizm raczej rzadko chwyta mnie za serce, bardziej coś w stylu tego obrazu van Gogha, ale tu jest tak sensualnie, że aż czuć chłód, mgłę i wilgoć... A rezygnacja na twarzy dziecka, które patrzy prosto na nas ma w sobie coś hipnotyzującego.

      Miłej lektury :)

      Usuń
  5. La consolation przepiękne!
    I co tu dużo mówić - pewnie i tak wiesz, że jestem ogromną fanką Północy i Południa, a Thornton to mój crush nr 1 :D
    Ale nie wiem, czy zauważyłaś, Thornton nie był taki empatyczny do początku. To raczej drapieżny i nieczuły kapitalista. Dopiero znajomość z Margaret i próby zrozumienia jej sposobu postrzegania uwolniły w nim te ludzkie cechy i tym samym udoskonaliły go :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Trudno tego nie dostrzec :D Zresztą, gdyby był taki cacy od początku, nie byłoby ewolucji postaci, a gdy autor lubi sobie powędrować trochę po psychologii postaci lepiej, gdy ewolucja jest ;) To chyba jedna z zalet pisarstwa Gaskell. Warunki życiowe pana T. zahartowały, wyrobiły mentalne muskuły, a potem okazało się, że i bije w nim ciepłe serce, gdy spotkał wyjątkową kobietę. No, ideał księciowy idealny :D

    OdpowiedzUsuń

Witam w mojej baśni!
Zostawiając komentarz, tworzysz to miejsce razem ze mną.
Ze względu na spam moderuję komentarze do starszych postów.