czwartek, 28 maja 2015

Majowe podsumowanie czytelnicze (Gaskell, Brontë, Frances Hodgson Burnett, Justynowicz, Eco, Varley, Pratchett, Mendoza, Mann, Hong Ying, Clarissa Pinkola Estés)

Mam nadzieję, że nikomu te wpisy nie będą przeszkadzały - postanowiłam użyć bloga do uporządkowania swoich przedsięwzięć czytelniczych. Wpisy będą miały formę krótkich notatek. Chcę w nich podsumować krótko listę książek przeczytanych w danym miesiącu i listę książek do nadrobienia (z reguły zaczęte i nieskończone). Nie wiem, czy zauważyliście, ale na blogu wisi magiczny portal do Lubimy Czytać, gdzie można podejrzeć część mojej biblioteczki. Nie załatwia to jednak sprawy, bo i tam szybko dorobiłam się bałaganu, który potrzebuje ingerencji Perfekcyjnej Bibliotekarki. Tradycyjny reprezentacyjny stosik papierowych wydań wylądował na hamaku, na którym zdarza mi się zaszyć z lekturą:




Ponowione lektury: Gaskell i Brontë oraz Gaskell o Brontë.



Zaczęłam kolekcję Angielskiego Ogrodu właśnie od pani Gaskell, a przyczyna jest dość oczywista: tylko jej twórczości nie znam w całości (oj, rymnęło mi się). Pozostałe księgi serii czytałam w innych wydaniach, a teraz będę zbierać ten angielski ogródek po kawałku. Z wielką przyjemnością sięgnęłam ponownie po Północ i Południe, o  czym pisałam już TU. Biografii Brontë pióra pani Gaskell zdecydowanie należy się osobny wpis. To nadal podstawowe źródło, do którego sięgają wszyscy miłośnicy twórczości sióstr. Jeśli chodzi o Brontë, to w tym miesiącu wróciłam również do Shirley (czytana jako ebuś). Z pewnością po napisaniu tekstu o Gaskell na bloga Popularna Klasyka zabiorę się za nią. Na liście tych powieści, które już czytałam, jest też dziecięca lektura Tajemniczego ogrodu Frances Hodgson Burnett. Jako dorosła osoba zaczęłam w tej opowieści dostrzegać pewną istotną wadę, ale napiszę o tym przy innej okazji. Kupiłam sobie piękne wydanie z ciekawymi ilustracjami i warto byłoby do niego zajrzeć na blogu. Podobnie będzie z Książką Której Się Śniło Bogdana Justynowicza.

Zanim sięgnęłam po Północ i Południe (powieść wydaną w tej serii dostałam w sumie w prezencie), postanowiłam uzupełnić swoją znajomość twórczości pisarki czymś mniejszego formatu - padło na Panie z Cranford, które są przesympatycznym czytadełkiem do wieczornej herbatki. W gruncie rzeczy zaczęłam czytać ten zbiorek kilku epizodów z życia angielskiej prowincji w marcu, ale przerwałam i wróciłam do niego właśnie w maju (zrobiłam nawet mały wpis w moim imaginarium - TU), a poprzednio przeczytane rozdziały przeczytałam jeszcze raz, bo po prostu czyta się je jakby od niechcenia. 



Z rzeczy czytanych po raz pierwszy: Eco i Wyspa dnia poprzedniego, o której pisałam TU. Zabrała mnie do zupełnie innego świata. Nawet język tej powieści (zasługa przekładu) przenosi momentami do odległej już epoki.



Poważniejsza, wymagająca powrotów w trakcie zajmowania się konkretnymi zagadnieniami, księga Kultura Japonii Paula Varleya. Napiszę o niej szczegółowo w planowanym zestawieniu podstawowych lektur japonistycznych, po które warto sięgnąć, gdy się o Japonii wie niedużo (mam taką małą listę życzeń od czytelników i jest na niej taki właśnie wpis ;)) Pisałam już wcześniej, że to opracowanie jest świetne i bez wahania polecam je każdemu kto pyta o łatwe w obsłudze książki o tradycyjnej Japonii.



Na liście lektur zaczętych i przerwanych znajduje się Piąty elefant Terry'ego Pratchetta. Kolekcjonuję twórczość tego pana (niedawno zmarł i chlipnęło mi się nad nim, wznosząc toast za wszystkie chwile, gdy mnie rozśmieszał i rozczulał swoim jedynym w swoim rodzaju pisarstwem). Jeszcze wszystkiego nie przeczytałam, bo sporo tego. Zaczęłam czytać (właściwie to ktoś czyta mi na dobranoc) jakiś czas temu, ale utknęliśmy. Muszę się zdyscyplinować, bo tak właśnie przerywa się lektury i potem gdzieś uciekają, giną pod stertą innych nieprzeczytanych. Tak, jak Doktor Faustus Manna, którego niby w większości przeczytałam, ale tak naprawdę powinnam wrócić do lektury. Na tej samej liście jest też kolejny prezent - Walka kotów. Zaczęłam, ale przerwałam. To ciekawa powieść z wątkiem związanym z historią sztuki. Nie miałam jeszcze przyjemności poznać bliżej twórczości Eduardo Mendozy, a troszkę wstyd. Tłem są wydarzenia związane z wojną domową w Hiszpanii, które osobiście uważam za jeden z najciekawszych momentów w historii XX wieku. Na pewno, gdy już do lektury wrócę na dobre, poświęcę jej jeden z wpisów. Podobnie będzie z Hong Ying i Córką rzeki, którą zaczęłam jakiś czas temu, ale powróciłam do jakiejś innej lektury i ebuś sobie czeka na swoją kolej, bo wszystkiego jednocześnie czytać nie jestem w stanie :D Jest cała masa rzeczy, które czytam i nie przerywam, lektur naderwanych oraz tych odłożożnych na później... Ostatnią przerwaną lekturą jest Biegnąca z wilkami Clarissy Pinkoli Estés, do której wracam po dwóch miesiącach. Nie jest to jednak taki typ twórczości, który czyta się przy herbatce. Lepiej podejść do tego zadania nieco poważniej, więc tu czuję się rozgrzeszona.

4 komentarze:

  1. Nie słyszałam chyba do tej pory o żadnej z tych książek :-) Ja również mam sporo do nadrobienia! Na szczęście sesja zaraz się kończy i będę mogła już śmigać wszędzie z książką, a nie z notatkami :-D
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uuuu pamiętam odkładanie lektur na czas sesji, a przynajmniej pobożne życzenia zrobienia tego :D Powodzenia w nadrabianiu!

      Usuń
  2. Książki książkami, ale jaki masz cudowny hamak!!! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten hamak to jakiś cud świata, bez przerwy ktoś go chwali :D Tak sobie myślę, że stosiki już zawsze będą hamakowe, taka świecka tradycja. To w sumie jedno z moich ulubionych miejsc do czytania ;)

      Usuń

Witam w mojej baśni!
Zostawiając komentarz, tworzysz to miejsce razem ze mną.
Ze względu na spam moderuję komentarze do starszych postów.