niedziela, 31 maja 2015

Bzowa Babuleńka i Królowa Wróżek, czyli o kobiecych duchach drzew

"Niektórzy nazywają mnie Bzową Babuleńką, inni driadą, ale naprawdę nazywam się Wspomnieniem; to ja siedzę na drzewie, które ciągle rośnie i rośnie, to ja wspominam i opowiadam historię!"  Patrzę na majowe bzy siedzące wcześniej w moich uroczych dzbanuszkach, a teraz uśmiechające się do mnie ze zdjęć i myślę o Bzowej Babuleńce, chociaż to nie ten bez, co u Andersena... Myślę też o dawnych mitach i wierzeniach nordyckich, celtyckich, słowiańskich i o... "wróżkach". O Andersenie często się mówi jako o baśniopisarzu, który jako pierwszy zabrał się za autorską baśń literacką, bez zbytniego zanurzania się w opowieściach ludowych, grzebania w folklorze, w pełnym zakresie samodzielnie, licząc tylko na własne pióro. Nie jest to do końca prawda, czego dobrym przykładem jest baśń Bzowa Babuleńka (Hyldemoer). I Andersenowi zdarzało się sięgać do kultury ludowej i zaginionego języka mitów. Oczywiście, przebaśniawiał to na swój sposób, ale właśnie - czy jego Bzowa Babuleńka nie jest takim sennym wspomnieniem dawnych wierzeń? Tym wpisem inauguruję treści na tym blogu, których przez długi czas raczej unikałam. Chodzi o to, że ciężko mi będzie zachować niepowagę (a blog to blog, nie chcę, aby zamienił się w Wikipedię :D), gdy będę się poruszać po obszarach bardzo bliskich głównemu nurtowi moich naukowych zainteresowań. Zapraszam na małą przechadzkę wśród kwitnących krzewów dzikiego bzu.

Arthur Rackham, Fairy Tales Hansa Christiana Andersena, wydanie z 1939


Podwójna natura kobiecego bóstwa

Duchy drzew w czasach chrześcijańskich wyobrażano sobie często jako pozornie niegroźne staruszki. Czasami łączono ten wizerunek z wyobrażeniem szkodliwej czarownicy (w folklorze nierzadko mającej postać staruchy), nie było to jednak standardem. Duchom drzew przypisywano od bardzo dawna rolę ochronną i leczniczą, co czasami również można łączyć z późniejszym wyobrażeniem czarownicy w kulturze ludowej, gdzie była postacią ambiwalentną: uzdrowicielką i istotą szkodliwą. Symboliczny ślad tego starego wierzenia można znaleźć właśnie w baśni Andersena, gdzie Bzowa Babuleńka wyłania się z imbryczka z naparem z czarnego bzu. Symboliczny podwójnie, bo raz, że Andersen podaje szczyptę folkloru w ilości zaprawdę śladowej, a dwa, że odnosi się do ginącego już powoli w XIX wieku świata wierzeń, gdzie przyroda bywa wręcz nadprzyrodzona i rośliny zamieszkiwane są przez potężne siły.

Czarny bez był otaczany szacunkiem w całej Europie. Wiązało się to z wierzeniem w zamieszkujące go siły. Nie tylko demoniczne, a już zwłaszcza diabelskie, z czasów, gdy w kulturze ludowej wymieszały się dawne wierzenia i wpływy chrześcijańskie. Duńska Hyldemoer to regionalna odmiana opiekuńczego bóstwa/demona drzew znanego w świecie skandynawskim i anglosaskim. Jeszcze nie tak dawno, gdy ścinano starsze drzewo proszono najpierw bóstwo o pozwolenie. Jeśli ktoś zabierał się za ścięcie drzewa bez odpowiedniego pytania, mógł doświadczyć zemsty opiekuńczego bóstwa. Na przykład, skoro wspominamy o Danii - nie robiono z drewna bzu kołysek, bojąc się, że rozzłości to Bzową Matkę i zabierze duszę dziecku. Wersja brytyjska tego wierzenia związana była z połączeniem bzu i czarownic, które szczypać miały śpiące w kołysce dziecko aż to zmarło. 



Kobiece bóstwo zamieszkujące drzewa i krzewy (w tym bez, który na terenach germańskich, skandynawskich i brytyjskich był bardzo szanowany, a nawet składano pod nim ofiary) w wierzeniach germańskich/nordyckich miało różne oblicza. Wiązano je z Domina Holda (Holdą*, Frau Hölle) i Hel. W czasach późniejszych powiązanie z drzewami przypisywano też takim bóstwo jak Freja (Freya, Freija, Frejya, Freyia, Fröja, Frøya, Frøjya, Freia, Freja, Frua) i FriggKażdej z tych bogiń i jej związkowi z przyrodą można spokojnie poświęcić osobną notkę, więc nie będę aż tak głęboko zanurzać się w ich charakterystyce. Tak naprawdę ciężko jest ujednolicić wierzenia związane z bóstwami kobiecymi i konkretnie z czarnym bzem, bo bóstwa zdegradowano do postaci lokalnych sił demonicznych, a później nawet do bezimiennej czarownicy. Spróbuję jednak. Bez uważano za drzewo zamieszkane przez nadprzyrodzone siły, a w czasach chrześcijańskich przypisano go, jak już wspomniałam, również czarownicom. Możemy się domyślać, że istnieje jakieś powiązanie między wierzeniami z nim związanymi, a procesem degradacji bóstw i sił demonicznych żeńskich, które nazywam sobie "uwiedźmowieniem". Jak bardzo jest to zagmatwana sprawa świetnie widać na przykładzie terenów brytyjskich, gdzie w folklorze mieszają się pozostałości wierzeń i germańskich i celtyckich. Na terenach brytyjskich krzewem bzu opiekuje się The Elder Mother/Lady Elder, gdzie Elder można tłumaczyć zarówno jako "starsza" jak i "bzowa". Angielskie tłumaczenie baśni Andersena, znanej u nas jako Bzowa Babuleńka brzmi The Elder-Tree Mother. Na tę sama postać w folkorze brytyjskim mówi się również Old Lady/Old Girl (Lincolnshire). Uważana jest za strażniczkę krzewów bzu i należy ją, podobnie jak siły związane z tą rośliną w innych regionach, poprosić o możliwość ścięcia czy ułamania gałęzi. Lady Elder związana z bzem bywa łączona z postacią zwaną Fairy Queen (Queen of the Fairies), która z folkloru trafiła do literatury, a tu jak wiadomo ingerencja w postać jest już bardzo, hym, kreatywna.


Johann Heinrich Füssli, Prince Arthur and the Fairy Queen, do Edmunda Spensera The Faerie Queen, 1788

W folklorze irlandzkim jest ona ostatnią królową Daoine Sidhe (o elfach, wróżkach i sidhe napiszę w następnej części tego dwupwpisu), nazywana bywa Oona (Oonagh, Una, Uonaidh). Na północy Anglii i w Szkocji - Queen of Elphame. Bywa też łączona z Morganą (w legendach arturiańskich - Morgan Le Fey lub Morgan of the Fairies), Meave i L'annawnshee. Imię tej ostatniej postaci można przetłumaczyć wprost jako Podziemna Wróżka. Są w niej ewidentne odblaski podwójnej natury innej postaci reprezentującej kobiece władztwo nad podziemiami, krainą zmarłych, Hel. L'annawnshee, podobnie jak późniejsze elfy/wróżki z ludowych wierzeń, jest zarazem piękna i zabójcza. W takim wydaniu występuje w szkockiej balladzie o Tam Linie (Tamlane). Ballada ta to opowieść o tym, jak prawdziwa ukochana ratuje bohatera, który wpadł w sidła Królowej Wróżek. W innej balladzie Thomas of Erceldoune pojawia się Queen of Elphame (Elf-hame). Ciężko stwierdzić czy to ta sama postać. Gdy dawniejsze wierzenia trafiły do folkloru w czasach chrześcijańskich, postaci uległy modyfikacjom i przypisano im cechy negatywne lub też wyolbrzymiono ich groźny dla człowieka charakter, przy jednoczesnym umniejszeniu cech pozytywnych. Z postaci boskich, jak moglibyśmy to ująć, związanych z pewną mitologią i systemem powiązanych wierzeń, stały się postaciami demonicznymi i wpisano je w inne układy sił. Niektóre atrybuty czy wierzenia związane z dawnymi bóstwami żeńskimi przeniknęły do kultu świętych czy Matki Boskiej, ale inne związano z czarownicami i demonami ludowymi (uczulam osoby słabo orientujące się w temacie - ludowy demon to nie to samo co diabeł, a już niewiele ma wspólnego z zastępami piekielnymi ;)) Nawet nasz polski termin wróżka, na który tłumaczymy angielskie "fairy" jest wyraźnym znakiem losu, który spotkał potężne boginie. Wróżka to albo nadnaturalna postać, ale już bez boskiego kontekstu (włącznie z malutką istotką mieszkającą w kwiatkach i dającą się czasami nagrać w niewyraźnym filmiku, idealnym do wrzucenia w internety) albo po prostu czarodziejka/czarownica. Prawie w całej Europie czarny bez stał się też drzewem czarownic. W folklorze Freyę połączono z czarami i ponieważ jej również przypisywano związek z bzem pojawiło się przekonanie, że bez jest drzewem czarownic. Jak już wcześniej pisałam, obawa, że w kołysce z bzu dziecko zostanie zaszczypane na śmierć może być związana zarówno z wiarą w czarownice, jak i niezadowoloną żeńską siłę demoniczną zamieszkującą drzewo. W Danii była to Hyldemoer, która być może być zdegradowaną, lokalną wariacją na temat niegdyś dość potężnej bogini.  


Niemcy nazywają krzew holunder, co ma swój odpowiednik w angielskim elder. W folklorze germańskim w czasach chrześcijańskich funkcjonuje wspomniana postać Frau Hölle. Kojarzona jest ze śmiercią i światem podziemnym, jej święto przypada na najmroczniejszy czas zimy, może być południowogermańską wariacją na temat Hel. Ma ambiwalentny stosunek do ludzi - karze złych ludzi, zsyła śnieżyce, ale niektórym pomaga i obdarza pomyślnością. Podobną postacią jest południowoniemiecka Berchta (Perchta - być może od Herty, Erdy). Podobnie w funkcjonuje jeszcze w folklorze postać dobrej opiekunki zasiewów i zboża Frau Gaue/Gode (również wiązano ją z łowami). Składano jej dziękczynne dary po zebraniu plonów. Holda (Frau Hölle) była przewodniczką zmarłych i opiekunką noworodków. Mogła, podobnie jak inne postaci związane z czarnym bzem, groźna (sprowadzała wichury), ale bywała też pomocna. Czasami utożsamia się ją z Hel, chociaż boginie wydają się różnić. Istnieją teorie mówiące o tym, że wizerunki bogiń rozwijały się równolegle i takie, które głoszą, że jeden z nich ewoluował. Trudno to ustalić. Obie postaci związane są ze światem zmarłych, przy czym Holda (Frau Hölle) specjalnie troszczy się o dzieci. W późniejszych wierzeniach duńskich Hyldemoer wiąże się również z dziećmi (kołyska i śmierć noworodka), ale przypisuje jej już "czarownicowe" zaszczypywanie na śmierć (a także przypisuje się to samym czarownicom). W czasach chrześcijańskich miała zabierać nieochrzczone zmarłe dzieci. Frau Hölle bywała przedstawiana i jako młoda dziewczyna i jako starucha. Podobnie jak w przypadku innych bóstw żeńskich wierzenia z nią skojarzone wiązano z czarami i wieszczeniem, a co za tym idzie również i czarny bez stał się rośliną związaną z czarami. Z kolei Frigg przypisywano atrybuty, które w późniejszych czasach połączono z czarownicami (przebywanie w chmurach, w folklorze - latanie na miotle).
  
Wiele bogiń ma zmienne oblicze: stare i młode, piękne i niszczejące - celtycka Cailleach czy wspomniana Hel. Podwójne oblicze związane z urodzajem i płodnością oraz śmiercią i zniszczeniem mają też dawna Cerera, Marzanna (i inne boginie związane z opieką nad zbożami - symbolika śmierci i odrodzenia łączy się u ludów rolniczych z symboliką ziarna i zasiewu; obrzędy agrarne wiążą się z obrzędami kultu przodków i poświęconych zmarłym), Artemida-Hekate (według niektórych interpretacji Hekate to pierwotnie przydomek Artemidy; boginie związane z dziką zwierzyną), Freja (bogini związana zarówno z płodnością i urodzajem, jak i ze zmarłymi i wojną). Dawni Słowianie przypisywali czarnemu bzowi zdolność pośredniczenia pomiędzy światem żywych i zmarłych. W kalendarzu druidów roślina ta była trzynastym i ostatnim drzewem roku, sygnalizowała śmierć i odrodzenie.





* Brat Rudolf z zakonu cystersów (Jędrzejowie, potem Rudy koło Raciborza) w Katalogu magii (rodzaju trzynastowiecznego przewodnika dla spowiedników) podaje, że mieszkańcy Śląska czczą niejaką panią holdę (Domina Holda). Nie wiemy czy jest to oryginalne imię czczonej "królowej nieba" czy też autor zgermanizował sobie to, co widział. Mogło chodzić o Chłód/Chłodną Panią Zimę. Nie wiemy też czy chodzi o ludność niemiecką i o Frau Hölle. Z kolei Frau Hölle wydaje się być postacią związaną z przekształceniem bogini Hel, jednak mogło być też tak, że mieszały się ze sobą wierzenia słowiańskie i germańskie.W folklorze Holda uchodzi za opiekunkę noworodków i zmarłych, może sprowadzać wichurę i zamieć śnieżną. Jakub Grimm włączył ją do bogiń germańskich.


Czarny bez...

A teraz coś o samym bzie. Do niedawna czarny (dziki) bez włączano do bzowatych (Sambucaceae), dziś już zalicza się go do piżmaczkowatych, ale w łacińskiej nazwie nadal zachowane jest pokrewieństwo z innymi bzami dzikimi. 
Nie ma natomiast tak naprawdę nic wspólnego z lilakiem, którego kwiaty zbieramy w maju i wstawiamy do wazonów. Do nas lilak został sprowadzony z Turcji i przez wiele lat przypuszczano, że jego ojczyzną jest właśnie Azja, dlatego nazywano go lilakiem tureckim. Co prawda dziś mowa głównie o czarnym bzie, ale lilak również znalazł sobie ciepłe miejsce w rodzimych wierzeniach. Fioletowy lilak postrzegany był raczej w negatywnym świetle, bo fiolet kojarzył się ze smutkiem i śmiercią jako kolor żałoby. Co ciekawe negatywny wydźwięk, o zupełnie już innym tonie, przeniósł się nawet na kwiatowe flirty: przesłanie bukieciku z lilaków oznaczało zerwanie, a pan noszący w butonierce kwiat wyraźnie dawał do zrozumienia płci przeciwnej, że jego serce jest zajęte. Do niedawna unikano jeszcze obecności kwiatów lilaka podczas ślubów i wesel, wierząc, że to roślina przynosząca nieszczęście. Obecnie wiele młodych osób zupełnie nie pamięta, że tak właśnie postrzegano te piękne, głównie fioletowe kwiaty. W kulturze ludowej całej Europy to jednak czarny bez grał pierwsze skrzypce - zarówno jako mieszkanie zagrażających człowiekowi sił, jak i lecznicza oraz ochronna roślina.


W starożytnym Rzymie bez towarzyszył zabiegom pogrzebowym i było to skojarzenie na tyle silne, że w późniejszych czasach zdejmowano miarę z nieboszczyka (przy przygotowaniu trumny) za pomocą bzowej gałązki. Wodę po umyciu zmarłego wylewano pod krzakiem bzu. Wieńce cmentarne również sporządzano na podstawie z gałęzi bzu. W  niektórych regionach Polski również wierzyło się, że bez zamieszkują dusze zmarłych. Jak to często bywa, gdy mamy zmarłych, mamy też i czarownice - tu połączyły się wierzenia powiązane z postaciami typu Hyldemoer oraz złowroga otoczka krzewu związanego ze śmiercią. Czymś zupełnie niepojętym było wycinanie czy niszczenia czarnego bzu, bo sprowadzało niechybnie zemstę czarownic.

Bez był rośliną ważną w kulturze celtyckiej. W czasach późniejszych w Irlandii wierzono, że różdżki i piszczałki z gałązek bzu mogą przywoływać duchy.  Na terenach brytyjskich uważano z paleniem drewna bzu. W czasach chrześcijańskich wierzono, że paląc nim można przywołać diabła, który zatka komin. W Europie środkowej również wierzono że nie wolno palić bzem. Miały się od tego pojawiać takie dolegliwości, jak parch w okolicach głowy lub znamię w kształcie płomienia oraz wrzodziejące plecy (u osób grzejących się przy takim ogniu). Co prawda, wykonywano z niego instrumenty (Słowianie), ale jednak gdzieniegdzie wierzono, że używanie piszczałki z bzowego drewna może skutkować dolegliwościami na twarzy. Wierzono powszechnie, że w lub pod bzem zamieszkują siły demoniczne czy diabelskie. Zdarzające się powtórne kwitnienie bzu, na jesieni, był to zwiastunem śmierci. Marniejący krzew uważano również za złowróżbny, wieszczący nieurodzaj i wysychanie wody w studniach. Na terenach zamieszkanych przez ludność słowiańską, jak to w folklorze bywa, wiara przodków wymieszała się z ludową wersją wiary chrześcijańskiej. Na południu Polski wierzono, że w czarnym bzie mieszka sam diabeł wespół z chorobami tego świata. Ściąć go byłoby dość nierozsądnie. Na wschodzie wierzono, że uszkodzenie bzu kończy się dla złego człowieka gwałtownym atakiem kurczy kończyn, po czym można było rozpoznać prawdziwe oblicze danej osoby. Podobny do ludności polskiej stosunek do bzu mieli Czesi i Słowacy oraz Ukraińcy, ale Rosjanie wierzyli już w jego moc ochronną.



 ...o kwiatach białych

Jak przystało na krzew demoniczno-magiczny bez miał dwie twarze. Należało postępować z nim właściwie, a był pomocny i to nawet bardzo. W folklorze anglosaskim przypisuje się mu właściwości ochronne, chociaż należało być ostrożnym. Taka była The Elder Mother, która miała zamieszkiwać roślinę. Zajmiemy się nią później. Do ochrony dobytku (ale nie do ochrony domostwa) używano krzyża z drewna bzu. Słowianie wyrabiali z niego tradycyjne instrumenty. Za najcenniejsze uważali to drewno, którego można było użyć po uderzeniu piorunu. Ścinanie bzu wszędzie było dość kłopotliwe. Na wschodzie ziem polskich wierzono, że wykarczowanie bzu może wręcz sprowadzić śmierć. Na Śląsku można było ściąć bez, ale należało poprosić roślinę o wybaczenie. W wielu miejscach wierzono, że jedynie osoby poszkodowane przez los, wdowy i sieroty mogą ściąć bez. Niemniej, wierzono, że czarny bez pomaga. Najprościej - przelewano, poprzez kontakt, na bez swoje choroby i dolegliwości. Gorączkę usuwała wedle wierzeń czynność wetknięcia gałęzi w ziemię, żucie gałązki miało pomagać na ból zębów, przed reumatyzmem chroniło noszenie gałązki w kieszonce. Oczywiście, na samych dolegliwościach cielesnych nie koniec. Wieszany nad drzwiami bez chronić miał przed złymi duchami. Sadzono go w pobliżu domu, bo wierzono, że przyniesie pomyślność i chroni przed czarami, ale przede wszystkim, przed uderzeniem pioruna. Czarny bez wykorzystywano również jako osobisty amulet. Ciężarne całowały krzew, by zapewnić swemu dziecku szczęście, a młodzi małżonkowie dostawali bzowe amulety chroniące przed zdradą.

Rośliny zerwane w dzień św. Jana miały wielką moc. Na większości ziem polskich zrywano je wieczorem, w okolicach Kielc i na Podhalu wcześnie rano. Ziół było dziewięć, a wśród nich zawsze kwiaty czarnego bzu. Robiono z nich wianki i suszono. Następnie sporządzano z nich leki. Zjedzenie kiści kwiatów zanurzonych w cieście w tym szczególnym dniu, zapewniało ochronę przed chorobami na cały rok. Między dniem Wniebowstąpienia a dniem narodzin Maryi zbierano gałązki służące do leczenia epilepsji. W celu usunięcia gorączki uderzano chorego po twarzy kwiatami bzu z rosą. Za pomocą formułek przenoszono na bez artretyzm. Zanurzano w ranie końcówki gałązek i powierzano zaleczenie jej siłom leczniczym bzu. Wydrążone z bzowego drewna rurki używane były przez panów do oddawania moczu - w celu pozbycia się problemów z erekcją. Wierzenie znane na terenach germańskich, popularne w Skandynawii dotyczyło podróżników. Polecali oni swoje bezpieczeństwo krzewowi bzu - gdy ten usychał czy marniał oznaczało to, że podróżujący ma kłopoty. Zapewniano też dobrą podróż do świata zmarłych, paląc bez na stosie pogrzebowym. Duńczycy wierzyli, że gałązka starszego krzewu umieszczona w ustach jest zdolna odpędzić złe duchy, a co za tym idzie, choroby i niedomagania. 

Franz Eugen Köhler, Köhler's Medizinal-Pflanzen, 1897


Bez stosowano również z realnym powodzeniem w medycynie dawnej i ludowej. Hipokrates określał tę roślinę jako podręczną apteczkę. Polecał bez jako środek moczopędny, łagodzący dolegliwości kobiece czy też przyspieszający metabolizm. Inni starożytni zalecali jego stosowanie (wyciągi, wywary, wino, napoje) na bolesne ukąszenia i trudno gojące się rany, puchlinę wodną, gorączkę. Trafił do zielników średniowiecznych. Bez jako roślinę leczniczą rekomenduje Hildegarda von Bingen. Zaleca bez na przeczyszczenie, jako środek regulujący metabolizm, dla kobiet karmiących  i jako środek napotny. Do dziś czarny bez bywa nazywany "chłopską apteczką". Uważano, że oczyszcza krew, ale stosowano go również jako środek napotny, przeciwskurczony i przeciw wzdęciom. Miał uśmierzać ból głowy, uszu i zębów. Dziś również sięga się po czarny bez podczas przeziębień, jako środek moczopędny, uśmierzający ból w reumatyzmie oraz uspokajający. Kwiaty działają napotnie, przeciwgorączkowo, wykrztuśnie, zewnętrznie przeciwzapalnie. Owoce przeczyszczają, odtruwają, mają działanie hipolipemiczne (obniżają stężenie cholesterolu ogółem, cholesterolu LDL, trójglicerydów), przeciwwirusowe i pobudzające odporność. Poza leczeniem chorób reumatycznych i stanów zapalnych dróg oddechowych można sięgać po odwary z owoców w celu leczenia migren, nerwobóli, biegunek oraz w zaburzeniach przemiany materii. Zewnętrznie stosuje się bez czarny w leczeniu stanów zapalnych skóry i jamy ustnej, oparzeń, a nawet przy zapaleniu spojówek. Poleca się mieszanki z rumiankiem i rutą zwyczajną przy bólach menstruacyjnych.

Czarny bez i zamieszkujące go siły uważano za potężne, groźne lub pomocne. Historia wierzeń z nim związanych jest również historią "uwiedźmiowienia" dawnych, silnych bóstw żeńskich. Był rośliną bardzo mocno związaną z tym, co nadnaturalne, w tym ze światem podziemnym, zaginionym lub ukrytym. W Danii wierzono, że stojąc pod bzem w dniu przesilenia letniego można dojrzeć wejście do królestwa elfów, ale to już opowieść na następny wpis.

Źródła:

http://rme.cbr.net.pl/archiwum/stycze-luty-nr-53/177-zioowy-zaktek/425-czarny-bez--rolina-z-pogranicza-magii-i-medycyny.html
Jacob Grimm, tł. James Steven Stallybrass, Teutonic Mythology, George Bell and Sons 1882
Anna Mazerant, Mała księga ziół, Warszawa: Inst. Wyd. Zw. Zawodowych, 1990
A. Szrejter, Demonologia germańska. Duchy, demony i czarownice, Gdańsk 2011
D. A. Mackenzie, Ze szkockich legend i mitów. Opowieści niezwykłe, Sandomierz 2009
B. i A. Podgórscy, Encyklopedia demonów: Diabły, diabełki, jędze, skrzaty, boginki i wiele innych, Wrocław 2000
M. Łuczyński, Semantyka obrzędów wiosennych związanych z Marzanną i Jaryłą (Próba rekonstrukcji „prasłowiańskiego tekstu“), w: Respectus Philologicus, nr: 10 (15) / 2006
K. Szcześniak, Świat roślin światem ludzi na pograniczu wschodniej i zachodniej Słowiańszczyzny, Gdańsk 2008

Niepodpisane zdjęcia:
1. autor mi nieznany, ilustracja do baśni Bzowa Babuleńka  wydaniu angielskim (?)
2. Arthur Rackham, Freia - połączenie bóstw nordyckich Frei oraz Iðunn, 1910
3. Friedrich Wilhelm Heine, Holda, die gütige Beschüzerin, do Wägnera Wilhelma Nordisch-germanische Götter und Helden, Otto Spamer, Leipzig & Berlin, 1882
4. Oskar Klever - The Elder Tree Mother


Na deser niedzielna wróżka:

Maud Tindal Atkinson, Ariel, 1915

3 komentarze:

  1. Dzięki za ciekawy wpis, napisałbym coś mądrego ale popisałbym się tylko niekompetencją w tym temacie ;)
    pr

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow! Wspaniały artykuł!

    OdpowiedzUsuń

Witam w mojej baśni!
Zostawiając komentarz, tworzysz to miejsce razem ze mną.
Ze względu na spam moderuję komentarze do starszych postów.