niedziela, 31 maja 2015

Bzowa Babuleńka i Królowa Wróżek, czyli o kobiecych duchach drzew

"Niektórzy nazywają mnie Bzową Babuleńką, inni driadą, ale naprawdę nazywam się Wspomnieniem; to ja siedzę na drzewie, które ciągle rośnie i rośnie, to ja wspominam i opowiadam historię!"  Patrzę na majowe bzy siedzące wcześniej w moich uroczych dzbanuszkach, a teraz uśmiechające się do mnie ze zdjęć i myślę o Bzowej Babuleńce, chociaż to nie ten bez, co u Andersena... Myślę też o dawnych mitach i wierzeniach nordyckich, celtyckich, słowiańskich i o... "wróżkach". O Andersenie często się mówi jako o baśniopisarzu, który jako pierwszy zabrał się za autorską baśń literacką, bez zbytniego zanurzania się w opowieściach ludowych, grzebania w folklorze, w pełnym zakresie samodzielnie, licząc tylko na własne pióro. Nie jest to do końca prawda, czego dobrym przykładem jest baśń Bzowa Babuleńka (Hyldemoer). I Andersenowi zdarzało się sięgać do kultury ludowej i zaginionego języka mitów. Oczywiście, przebaśniawiał to na swój sposób, ale właśnie - czy jego Bzowa Babuleńka nie jest takim sennym wspomnieniem dawnych wierzeń? Tym wpisem inauguruję treści na tym blogu, których przez długi czas raczej unikałam. Chodzi o to, że ciężko mi będzie zachować niepowagę (a blog to blog, nie chcę, aby zamienił się w Wikipedię :D), gdy będę się poruszać po obszarach bardzo bliskich głównemu nurtowi moich naukowych zainteresowań. Zapraszam na małą przechadzkę wśród kwitnących krzewów dzikiego bzu.

Arthur Rackham, Fairy Tales Hansa Christiana Andersena, wydanie z 1939

sobota, 30 maja 2015

czwartek, 28 maja 2015

Majowe podsumowanie czytelnicze (Gaskell, Brontë, Frances Hodgson Burnett, Justynowicz, Eco, Varley, Pratchett, Mendoza, Mann, Hong Ying, Clarissa Pinkola Estés)

Mam nadzieję, że nikomu te wpisy nie będą przeszkadzały - postanowiłam użyć bloga do uporządkowania swoich przedsięwzięć czytelniczych. Wpisy będą miały formę krótkich notatek. Chcę w nich podsumować krótko listę książek przeczytanych w danym miesiącu i listę książek do nadrobienia (z reguły zaczęte i nieskończone). Nie wiem, czy zauważyliście, ale na blogu wisi magiczny portal do Lubimy Czytać, gdzie można podejrzeć część mojej biblioteczki. Nie załatwia to jednak sprawy, bo i tam szybko dorobiłam się bałaganu, który potrzebuje ingerencji Perfekcyjnej Bibliotekarki. Tradycyjny reprezentacyjny stosik papierowych wydań wylądował na hamaku, na którym zdarza mi się zaszyć z lekturą:



sobota, 23 maja 2015

Stan Sakai, króliczy ronin i "47 samurajów"

Ktoś, a właściwie to paru ktosiów prosiło mnie, żebym popisała sobie trochę o komiksach. Psot nie jest blogasiem popkulturowym, ale o komiksach mogę. Zwłaszcza, że ostatnio wrócił mi komiksowy entuzjazm. Od dziecka je lubię i lubię też wracać do tych z dzieciństwa*. Jako inaugurację tego komiksowego kącika chciałabym Wam zaproponować coś przybliżającego japońskie klimaty i zarazem coś, co nadaje się dla dorosłych mimo, że ma urok twórczości dla dzieci.


Uwaga! Wpis automatyczny!

wtorek, 19 maja 2015

Pierre Mornet - falowanie nostalgii (artysta tygodnia)

Czasami mówi się, że wyobrażenie Francji, Francuzów, francuskiego stylu życia i postrzegania świata to tylko jakiś płód powszechnej, nieźle zainfekowanej komerchą, wyobraźni. Popatrzcie jednak na te obrazy - czy nie mają w sobie czegoś ulotnie "francuskiego"? Smutny i nostalgiczny wdzięk zaklęty w postaciach wyrwanych trochę z innej już epoki, sprawił, że zatrzymałam się nad twórczością Pierre'a na dłużej.


Tematyka jego prac kręci się wokół tajemniczych, kobiecych sylwetek, portretów zamyślonych, smutnych pań o pięknie falujących włosach. Postaci często umieszczone są na tle roślinności, kwiatów, drzew, na łące. Zapraszam na mały przegląd tej interesującej twórczości.

czwartek, 14 maja 2015

"Wyspa dnia poprzedniego" Umberto Eco - imaginarium

To nie jest łatwa lektura. Nawet dla kogoś, kto "siedzi" nieco w XVII wieku i nieźle zna realia, nie pogubi się w historii czy obyczajowości - nie, to nie jest łatwa lektura. Może być jednak przyjemna. Wystarczy skupić się tylko na wątkach awanturniczo-podróżniczych albo...znać się nieźle na historii filozofii. Po internetach krąży fama, że L’isola del giorno prima, trzecią powieść Eco (1994), czyta się mozolnie. Niejeden zmozolowany czytelnik pisze, że owszem on rozumie i rozumuje, że Eco chciał sobie pobyć filozofem, ale i tak księgę trzeba zmęczyć, a poza tym to całe jego filozofowanie takie niezbyt odkrywcze. Obawiam się, niestety, że aby docenić erudycję i kunszt z jakim dobrze nam znany, błyskotliwy i dowcipny Eco przetrawia się przez te części powieści, które są po trosze traktatem filozoficznym, trzeba znać z autopsji XVII wieczne (i wcześniejsze) autentyczne traktaty. Eco sobie nie tyle filozofuje, co oddaje głos dawnym filozofom. Miesza ich esencje niczym alchemik mikstury w swojej pracowni. Powiem jednak tak: jako filozofini, nie tylko blogini, mając do dyspozycji machinę rozgryzania filozoficznej erudycji pana Eco, konstruowaną w pocie czoła nad tekstami źrodłowymi, wybrałam jednak perspektywę przygodową. Najbardziej smakowite wydały mi się te fragmenty, gdzie autor nurkował w ówczesnym stanie wiedzy przyrodniczo-geograficznej. W moim imaginarium sięgam więc po parę pięknych rycin z zakresu historii naturalnej - Wyspa dnia poprzedniego to opowieść o pewnej tajemniczej wyprawie na sam kraniec ówcześnie znanego świata. Do ziemi dziwnych stworzeń i roślin, których istota jest co najmniej równie "barokowa", jak barokowy jest giętki język powieści, akrobacje filozoficzne i teologiczne bohaterów i gorące uczucia pewnego pechowego młodzieńca.


wtorek, 12 maja 2015

Złota epoka drzeworytów ukiyo-e: Kitagawa Utamaro i piękne panie

Kitagawa Utamaro (1753-1806) uważany jest często za najwybitniejszego malarza japońskich piękności epoki Edo. Niektórzy późniejsi krytycy uważali jego twórczość za przejaw upadku kultury ukiyo-e, który miał miejsce pod koniec XVIII wieku. Dekadencka maniera, roznegliżowanie, ale i świetna kompozycja, subtelność i kunsztowna linia - oto znaki rozpoznawcze drzeworytów jego autorstwa. Utamaro może uchodzić, obok Hokusaia i Hiroshige za mistrzowskiego przedstawiciela okresu, gdy drzeworyty ukiyo-e przeżywały swój najpiękniejszy rozkwit. To czas, gdy w japońskiej kulturze mieszczańskiej pojawia się nowy stosunek estetyczny do ludzkiego ciała. Odtąd, między innymi dzięki twórczości Utamaro, zwracano uwagę na piękno cielesności i stało się ono jednym z popularnych tematów. Nie było już, jak dotąd, zupełnie chowane pod szatami i wodospadem zdumiewająco długich włosów. Takie podejście stało się również wstępem do coraz swobodniejszego przedstawiania erotyki. Utamaro także tworzył tego typu dzieła. Poza tym, jak na mistrza przystało interesował się również inną tematyką - przyrodą, czy folklorem, ale my obejrzymy dziś jedynie skromne (w większości) wizerunki kurtyzan i młodych dziewczyn. Bardzo lubię te nieco niechlujne, ale zmysłowe damy Utamaro.


Kitagawa Utamaro, Toji san bijin (Trzy piękności współczesne) z cyklu Bijin-ga, 1793 (KLIK)

niedziela, 10 maja 2015

Brunetka idealna, germańskie krasnoludki, narcystyczna autodestrukcja i dziwne książąt zachcianki

Zgodnie z obietnicą następną "klasyczną" baśnią, po którą sięgniemy jest Schneewittchen. Dziś pokręcimy się trochę po historii, podrążymy w temacie krasnoludków, muśniemy kwestii interpretacji, a w następnych wpisach na temat tej baśni zabiorę Was do kina. Jak w wielu innych przypadkach, popularność Królewny Śnieżki zawdzięczamy braciom Grimm i jak można się również spodziewać, zagrimmowali sobie ludową twórczość. Dzisiejsza baśń na dobranoc zawiera trochę pragnień seksualnych, nieco nordyckich mitów i piękną szklaną trumnę. Kto chce posłuchać?

Heinrich Lefler, kalendarz z 1905, Berger und Wirth, Lipsk

czwartek, 7 maja 2015

"Północ i Południe" Elizabeth Gaskell - imaginarium

Wśród dam brytyjskiej klasyki prym wiedzie Jane Austen, po piętach depczą jej siostry Brontë, ale od jakiegoś czasu wielką karierę na blogach czytelniczych/kostiumowych robi Elizabeth Gaskell. Sama również odkryłam ją niedawno i żałuję, że tak późno. Nie będę się rozpisywać ani ogólnie na temat twórczości pani Gaskell ani nawet tej konkretnej powieści*. Powiem tylko tyle: w rywalizacji kandydatów na dziewiętnastowiecznego "księcia"** wygrywa John Thornton. Wyjaśnię czemu, ale wcześniej zaproszę Was na małą przechadzkę wśród obrazów z epoki, których atmosfera lub tematyka skojarzyły mi się z Północą i Południem Elizabeth Gaskell.

Augustus Leopold Egg, The Travelling Companions, 1862

wtorek, 5 maja 2015

Millais z baśni i snów

Wiosenny wieczór uprzyjemni nam malarstwo Johna Everetta Millaisa (1829 - 1896). Wybrałam obrazy, które kojarzą mi się z baśniami (czasami wprost) lub z oniryczną atmosferą. Rozpisywać się nie będę. Taki mam kaprys.

John Everett Millais, Cinderella

niedziela, 3 maja 2015

Majówkowa wróżka niedzielna, a raczej kilka

Mam wyrzuty sumienia prawie tak samo wielkie, jak lenia. Postanowiłam dziś podzielić się z Wami więcej niż jedną wróżką. Powód jest prosty: nie wyrobiłam się edycją wpisu o Królewnie Śnieżce i niestety, utknął w kolejce. Przyjmijcie dawkę skrzydlatej dobroci.