wtorek, 14 kwietnia 2015

Kiedy Absynt zachwyca się komiksem i mangą - Amano Yoshitaka (artysta tygodnia)

Nie skłamię, jeśli powiem, że jest jednym z moich najulubieńszych ulubieńców. Mamy tu wszystko to, co absynty kochają najbardziej: melancholia i ekspresja, subtelna kolorystyka na zmianę z pulsującymi barwami, wdzięk, zamyślenie, nieoczywistość, płynność linii, amorfia i wielkie zagęszczenie tej całej dobroci na centymetrze kwadratowym. Poza tym jest japońszczyzna i Japonia. Baśń i opowieści niesamowite. W uniwersum tego pana przechadzają się wróżki obok samurajów, a secesyjne czary przenikają przez fałdy kimon, więc nie miałam wyjścia. Musiałam się w tej twórczości zakochać. I musiałam kiedyś w końcu o niej napisać.




Amano to również dwa wyjątki w moich sympatiach miłośniczki sztuki. Po pierwsze, nie jestem fanką mangi i anime, chociaż mam swoje typy i ulubieńców. Jestem jednak trudnym, wybrednym odbiorcą twórczości z tej bardzo bogatej dziedziny. Po drugie, wśród wielu inspiracji Amano jest również i Klimt, którego nie znoszę (chyba każdy wielbiciel sztuki ma takie swoje antypatie). Klimt, dodajmy, do tego ten właśnie dla mnie najbardziej nieznośny, czyli ze "złotego okresu". Czasami, rzadko, bywa właśnie tak, że to, co denerwuje w "oryginale" jest świeże i ujmujące w wydaniu naśladowców. Przypadek Amano jest w moim odczuciu taką właśnie sytuacją twórczą - artysta nadał zupełnie inny wymiar temu, co rozpoznawalne w sztuce jako wpływ Klimta.




Jako twórca anime zaczął wcześnie, bo już w wieku nastu lat, gdy w 1967 roku rozpoczął pracę dla Tatsunoko Productions (produkcje Gatchman - pamiętacie? kto jest taki stary, jak ja?, Hutch the Honeybee, Time Bokan). Pracował też nad Tekka-Man, G-Force, Cashaan: Robot Hunter, Amon Saga. W latach dziewięćdziesiątych tworzył szkice do filmu 1001 Nocy.


Gatchaman - June the Swan


Szczyt jego kariery przypada na lata osiemdziesiąte, gdy pracował m.in. nad Anglel's Egg (z Mamoru Oshii) i wydał swój artbook Maten. Wtedy też został zatrudniony w Square, gdzie tworzył postaci do Final Fantasy i dziś znany jest również z tego przedsięwzięcia, bo gra odniosła wielki sukces. Z powodzeniem pracował nadal dla producentów gier (concept-arty do Front Mission; El Dorado Gate, Kartia: World of Fate). Chociaż graczem nie jestem, doceniam ten fakt, bo dzięki niemu Amano stał się znany również na świecie. W 1997 roku założył własną pracownię w Nowym Jorku i to w tej czarującej metropolii miała miejsce najsłynniejsza wystawa jego prac.  


Najbardziej doceniony w Stanach i Europie jest chyba jako twórca ilustracji do dziełka Neila Gaimana The Sandman: The Dream Hunters. Gaiman jest autorem serii komiksów Sandman (która jest jedną z moich komiksowych miłostek), przy której współpracował z licznymi rysownikami. Dziełko, które powstało we współpracy z Amano jest luźno powiązane ze światem i fabułą komiksowej serii. Gaiman tłumaczył, że pomysł na historię wykluł się ze starej japońskiej opowieści, ludowej baśni, którą zaczerpnął ze zbioru Ozakiego. To taka drobna mistyfikacja (rzecz znana i powszechna w literaturze, gdzieś tak od czasów Pieśni Osjana, o których też niedawno pisałam, ale w innym miejscu), bo takiego utworu w zbiorze nie ma. Zresztą, sprawdźcie sobie sami: DO POCZYTANIA (klik). W latach 2008-2009 dokonano komiksowej adaptacji historii, w której swe talenty ujawniał mój inny ulubieniec, Mike Mignola. I tak Sandmanów mamy w zasadzie trzech.




Amano pracował nad graficznymi przedsięwzięciami: Chimera, Genji (tak, na podstawie TEGO Genjiego), Elektra and Wolverline: The Redeemer, Rampo, Guin Saga




Najsłynniejszą opowieścią graficzną, nad którą pracował jest chyba Vampire Hunter D. Seria graphic novels autorstwa Hideyukiego Kikuchiego to historia półwąpierza, który gania po świecie za innymi wąpierzami. Pierwszy raz ujrzała światło dzienne (D, czyli nasz łowca, może przez jakiś czas przebywać w świetle, więc krzywdy mu tu nie czynię) w 1983 roku. Potem pojawiała się jeszcze dziewiętnaście razy. Istnieją też dziełka poboczne, w tym dwa filmy anime. Pierwszy powstał już w latach osiemdziesiątych i był filmem typu OVA (orijinaru bideo animēshon - original video animation). Ten rodzaj anime jest odpowiednikiem niegdysiejszych filmów wydawanych tylko na video. Obecnie dystrybucja tego typu anime to głównie DVD. Vampire Hunter D powstał z myślą o rynku japońskim. Bazą dla anime było pierwsze opowiadanie z 1983 roku. Drugi z filmów, powstały na podstawie trzeciego opowiadania z serii Kikuchiego, Vampire Hunter D: Bloodlust, pojawił się w 2000 roku w Stanach (celowano w rynek amerykański) i rok później w Japonii. Amano zaprojektował główne postaci, a jego styl został uwzględniony w przedstawieniu całego uniwersum. A "wampirohanterowe" uniwersum jest strasznie fajowe. Postapokaliptyczne i gotyckie za jednym zamachem. Jeśli szukać jakiejś wspólnej kliszy dla tych anime i serii Kikuchiego, to byłby to horror przygodowy (gdyby ktoś faktycznie posługiwał się takim terminem).







Zapraszam na przechadzkę po świecie Amano. Ilustracji jest mnóstwo (i tak nie mogłam się zdecydować!), więc pozwólcie, że uzupełnię podpisy w swoim czasie (tym razem to ja, a nie blogger).
























Źródła:

http://www.amazon.com/The-Sandman-Dream-Hunters/dp/1563895730
http://www.awn.com/mag/issue5.09/5.09pages/pattenvampd.php3
http://yoshitaka-amano.kouryu.info
http://www.naimoka.com/
http://www.mestresdarte.com/2011/09/yoshitaka-amano.html
https://web.archive.org/web/20020529164342/http://vampirehunterdbloodlust.com/#

8 komentarzy:

  1. O, pamiętam mój zachwyt, gdy spotkałam się po raz pierwszy z twórczością tego pana. Patrze teraz i nadal trwam w zachwycie. Pociąga mnie malarskość jego wizji, mrok i ta nieuchwytna tajemnica, która sprawia, że można długo analizować każdy obraz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie porwało. Po prostu, tak zwyczajnie. Czasami tak jest, że się człowiek zakochuje w czymś i to działa podobnie jak w przypadku relacji międzyludzkich :D Mam wtedy ogromny problem z analizą dzieła, jedyne, co potrafię to sobie powymieniać inspiracje innymi artystami, które widzę w twórczości, ale często zwyczajnie nawet nie zwracam uwagi na to, że ilustracja jest czegoś ilustracją :) Fabuła mi umyka, umyka mi jakakolwiek narracja.

      Usuń
  2. poznalam go przez vampire huntera właśnie, chociaz fabula animców i jednego i drugiego jakos mnie nie powalila to sam styl sklonil mnie do siegniecia po jego prace papierowe. jeszcze lepsze od projektow postaci do anime.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc to fabuły mangi, anime, light novel zazwyczaj nie są zbyt ciekawe. Może to niezbyt fortunne porównanie do kultury tradycyjnej, ale to trochę jak z fabularnym kośćcem w teatrze japońskim. Bardziej liczy się chyba artystyczna wizja niż opowieść. Jedna historia ma setki twarzy, wcieleń. Mi to odpowiada, bo często daje oniryczny efekt. A prace Amano są takie właśnie zawieszone we śnie. I nawet te anime coś z tej fascynującej atmosfery mają.

      Usuń
  3. No, to mam kolejnego ilustratora do mojej mentalnej listy ulubionych, dzięki!

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękne. Kiedyś zdarzyło mi się oglądać vampire hunter i pamiętam że ciągnęło do tego filmu.

    OdpowiedzUsuń

Witam w mojej baśni!
Zostawiając komentarz, tworzysz to miejsce razem ze mną.
Ze względu na spam moderuję komentarze do starszych postów.