czwartek, 5 marca 2015

Powrót czwartków literackich w nowym wydaniu i klasyczne wyzwanie czytelnicze (krytyczne!)

Od jakiegoś czasu nie radzę sobie z lekturami. Konkretnie: z chaosem nieprzeczytanych książek, których barbarzyńskie sterty rosną wokół mnie. Tradycyjnie czytam też już rzeczy przeczytane, to jakaś choroba. Jestem w stanie czytać jednocześnie 7 książek, to moje maksimum. Ostatnio jednak stale ta moja lista jest "przedobrzona" i pożyteczna siódemka zamienia się w jakąś diaboliczną trzynastkę. Potrzebuję złotej zasady, idei przewodniej, sztandaru, pod którym księgi ponownie ułożą się w sensowny sposób. 

Pierre-Auguste Cot, Pause for Thought (or Ophelia), 1870 (czy ta pani czytająca nie wygląda ciut demonicznie?)



Od jakiegoś czasu obserwuję też sobie bloga, na którym pojawiają się wpisy o klasyce literatury popularnej (albo o popularnej klasyce). Posty przygotowywane są przez osoby biorące udział w "wyzwaniu", które polega na, uwaga, zaskoczenia nie będzie, czytaniu klasyki. Podpatrując sobie przypadki czytanek klasycznych,  już parę razy sięgnęłam po stare książki z mojej biblioteczki. Może niekoniecznie było to rozsądne (patrz: pierwszy akapit), ale na pewno przyjemne. Teraz myślę o uporządkowaniu mojej listy książek nieprzeczytanych i posłużeniu się przy tym właśnie wyzwaniem z bloga Popularna Klasyka. Chciałabym się skupić na brytyjskiej klasyce z XIX i pierwszej połowy XX wieku. Będę sięgać po te pozycje, których zabrakło w moim klasycznym, brytolskim czytelnictwie, ale od czasu do czasu napiszę też dwa słowa o moich ulubionych powieściach.



Kiedyś już pisałam, że nieszczególnie mam ochotę na zamieszczanie "tradycyjnych" recenzji. To nie jest blog książkowy, ale absyntowy. Moje klasyki, zarówno te przeczytane, jak i czytane aktualnie trafiać będą do "imaginarium", cyklu, który już trochę znacie. Czasami jest tam sporo do czytania (pisania), czasami to faktycznie podróż przez obrazy. I w tym miejscu nie wiem, jak mam się odnieść do ewentualnego udziału w tworzeniu wpisów na bloga Popularnej Klasyki. Zamieszczam jednak banerek i się zgłaszam. Zobaczymy co z tego wyjdzie.



W tym miejscu wspomnę też o małym bałaganie dotyczącym tych imaginaryjnych wpisów. Najzwyczajniej w świecie tu również potrzebuję jakiegoś porządkującego całość nadrzędnego celu. Pomyślałam, że obok wpisów o wspomnianej klasyce, chętnie wrócę też do ulubionych książek dzieciństwa. Ostatnio ten blog pełni dla mnie funkcję miejsca zaczarowanego, takiego, do którego chce się wracać, by wypocząć. Można to w sumie nazwać eskapizmem. Nie widzę niczego nagannego w tym, by swoją nostalgiczną ucieczką zahaczyć też o lektury z pierwszej młodości (i parę takich - Poe, Narnia - już tu trafiło).

Philip Coles

Do grona czwartkowych wpisów wracają też literackie związane z Dalekim Wschodem. Będę musiała się przy nich trochę wysilić, bo jak już wspomniałam zwykłe recenzje to trochę za mało by mnie zmotywować.  Lubię pogrzebać w historii, dopisać coś, czego w książce nie ma, skojarzyć z czymś, poszperać w biografii. Zobaczymy.

A poza tym, zabrnęłam w naprawdę stare swoje tutejsze wpisy i mam wrażenie, że blogaś strasznie spoważniał. Kiedyś pisałam z poczuciem, że przeczyta mnie parę osób na krzyż, dziś się to trochę zmieniło. Mam zamiar jednak naostrzyć nieco przytępione pióro i pewnie będzie mnie poetycznie, ale zabawniej. To wszystko przez dziewczęta ze Strawberry Hill. Przywołały dawny krotochwilny styl, gdy siadałam sobie do pisaniny zupełnie nie na serio.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witam w mojej baśni!
Zostawiając komentarz, tworzysz to miejsce razem ze mną.
Ze względu na spam moderuję komentarze do starszych postów.