wtorek, 3 marca 2015

Marcowe oczarowanie (artysta tygodnia - Thomas Gainsborough)

Pociągnięcia pędzla Thomasa Gainsborough (1727 - 1788) zawsze kojarzyły mi się z tą brudną, ale czarującą, w połowie zimową, w połowie wiosenną już porą. Na niebie poszarpane chmury, trochę błękitu, korony drzew poruszane nagłymi powiewami wiatru. Tak właśnie malował Gainsborough. Przy okazji jest jednym z tych malarzy, którzy malowali realistyczne, z uwielbieniem szczegółu, ale przy okazji jakby łapiąc w ruchu marzenie senne.


detal z Mary Little (Lady Carr),  1763


Detale na jego portretach bywają niesamowicie żywe. Błyszczące oczy, przepiękne dłonie i kwiaty o delikatnych płatkach. Postać często jednak sprawia wrażenie owiniętej subtelną pajęczyną w zgaszonych barwach, a nie ubranej w rzeczywisty strój. Poza tym, jest w obrazach Gainsborough tęsknota za spacerem na świeżym, wiosennym powietrzu. Z potarganymi włosami.


Mrs. Richard Brinsley Sheridan , 1785-1787

detal z Lady Rodney, 1781

detal z Mrs. Grace Dalrymple Elliott, 1778


Mrs Graham, 1775


Modelki nie są tu tylko osiemnastowiecznymi angielskimi damami wyrwanymi z cywilizowanego salonu i posadzonymi na ławeczce w parku. Czasami mają coś z tajemniczych "wróżek" błąkających się po bezdrożach :D

Mrs. Mary_Robinson (Perdita), 1781

Mrs. Peter William Baker, 1781

Mrs Lowndes Stone

The Marsham Children, 1787

The Painter’s Daughters with a Cat,  1760-61

Sophia Charlotte Digby, Lady Sheffield, 1785-6


Przebieg jego kariery malarskiej może pocieszyć wszystkich, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z jakimś fachem, bo początki miał takie sobie. Rokował dobrze, uczył się pod okiem dobrych nauczycieli i miał mentora, Francisa Haymana. Wkrótce po ślubie z córką z nieprawego łoża księcia Beaufort (informacja ważna dla rodzinnych finansów, jak się zaraz okaże) powrócił z Londynu do rodzinnego Sudbury. Jego pejzaże nie sprzedawały się zbyt dobrze w stolicy. Niestety, portrety, na których postanowił się skupić, również początkowo nie przynosiły zysków. Małżeństwo przeniosło się do Ipswich, gdzie artysta malował więcej, ale z podobnym skutkiem finansowym (korzystał wtedy z dożywotniej renty żony, aby utrzymać dom). Malarstwo pejzażowe interesowało go zawsze, a pod koniec życia zajmował się głównie nim.


Wooded Landscape with a Woodcutter, 1757/67

Returning from Market, 1771-72


Jeszcze w Ipswich jego zleceniodawcami byli głównie kupcy i lokalni dziedzice. Dopiero pod koniec lat 50. XVIII wieku, w Bath, zaczął tworzyć dla warstw wyższych. Jego kariera w tym czasie zaczęła toczyć się gładko. Wysyłał swoje obrazy na wystawę Towarzystwa Sztuki do Londynu, które obecnie jest Królewskim Towarzystwem Sztuki (Gainsborough był jednym z jego pierwszych członków). Był jednym z założycieli Royal Academy w 1769 roku, ale jego relacje z tą instytucją układały się różnie, więc w latach siedemdziesiątych przestał wystawiać w niej swoje prace. W tym samym czasie przeniósł się razem z rodziną do Londynu (zamieszkał w Schomberg House przy Pall Mall).


The Mall in St. James's Park, 1783

Elizabeth and Mary Linley, 1772


Pod koniec lat siedemdziesiątych zaczął wystawiać ponownie w Royal Academy. Portretował ówczesnych "celebrytów", socjetę i koronowane głowy. Ostatecznie to związki z rodziną królewską stały się powodem jego pozostania w Akademii, gdzie miał odtąd znacznie więcej do powiedzenia. Nawet w czasach, gdy oficjalnym malarzem królewskim został rywal artysty, Joshua Reynolds (na początku lat osiemdziesiątych Gainsborough ponownie wycofał swoje prace z wystawy Akademii), Thomas pozostał ulubieńcem dworu.


Princess Augusta, 1782


Jego pierwszym nauczycielem malarskiego fachu był Hubert Gravelot, który tworzył obrazy w stylu rokokowym. Ślady wpływów tego nurtu można dojrzeć nie tylko na najwcześniejszych obrazach.

portret kobiety, 1750


Gainsborough zainteresował się jednak przede wszystkim angielską szkołą stworzoną przez Williama Hogartha. Nie jest jednak znany jako autor moralizatorskich dzieł w stylu mistrza. Rozwijał przede wszystkim kunszt angielskiego portretu.


Miss Catherine Tatton, 1786 


Razem z Richardem Wilsonem uchodzi za jednego z inicjatorów brytyjskiej szkoły pejzażystów z XVIII wieku.


Seashore with Fishermen, 1781-1782

 Harvest Wagon, 1784

The Cottage Door, 1778

Na jego obrazach często pojawiają się również zwierzęta, których przedstawienia są bardzo ciekawe. Nie mogę się tu powstrzymać przed zamieszczeniem tego uroczego szkicu kocich wygibasów:


sześć studiów kota, 1765-70, Rijksmuseum, Amsterdam


Źródła:

Malarstwo angielskie od Hogartha do Turnera: wystawa przygotowana przez British Council, 18 lutego - 19 marca 1967 / (tł. Jan Białostocki, Krystyna Secomska, K. Garlick - wstęp)

Jan Białostocki, Sztuka cenniejsza niż złoto: opowieść o sztuce europejskiej naszej ery. T. 2 

http://www.nga.gov
http://commons.wikimedia.org/wiki/Category:Female_portraits_by_Thomas_Gainsborough

5 komentarzy:

  1. Nie spodziewałam się, że znajdę u Ciebie kilka obrazów Gainsborough, których nie znam, a które bardzo mi się przydadzą w analizie ówczesnej mody! A tymczasem np portret Elisabeth i Mary widzę po raz pierwszy :) Bardzo lubię tego malarza, kobiety na jego płótnach rzeczywiście są niezwykle ulotne i jak gdyby zaczarowane. Nigdy za to nie przypatrywałam się ich detalom, które są naprawdę zachwycające! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaczarowane to odpowiednie słowo :D A widzisz, zastanawiałam się jaka jest przydatność tych obrazów do takiej właśnie analizy. Stroje czasem tracą na nich "konstrukcyjność", wydają się być utkane z jakiejś mgły ;)

      Usuń
  2. Mam sukienkę z The Mall in St. James's Park ;) Jak nie cierpię końca XVIII wieku w sztuce, który stanowi dla mnie jakąś absolutną masakrę estetyczną, to Gainsborough jest jedynym twórcą tego okresu, który mi sie strasznie podoba. Sadze, ze to wlasnie przez dobor kolorow, ktore nie raza nadmierną pastelowatoscia jak ma się to do innych tworcow tej epoki. Jest tu tez miejsce dla, subtelnej, bo sutelnej, ale jednak brzydoty, ktora w rokokowej, badz klasycystycznej sztuce bardzo czesto sie wymazywalo zupelnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy brzydota to dobre określenie, powiedziałabym, że naturalność. Angielska sztuka ogólnie miała takie ciągoty, w przeciwieństwie do francuskiej. Jeśli chodzi o rokoko, to mam mieszane uczucia, raczej nie wstrząśnięte, ale mieszane właśnie :D Na przykład, uwielbiam drzewostan na rokokowych obrazach, jest baśniowy, chciałabym tam pospacerować ;) Podobają mi się meble, ale pobyt w pomieszczeniu zaprojektowanym od góry do dołu w tym stylu wywołuje napad paniki. Pastelowość okej, ale zbyt to wystudiowane, nie wiem jak to ująć, chodzi mi o taką naturalną lekkość, nieprzerysowany wdzięk (lubię takie połączenie). U niektórych twórców, uchodzących za rokokowych jest taki specyficzny, trudny do określenia klimat, coś niepokojącego w powietrzu. W sumie dopiero teraz to odkrywam, bo byłam dość mocno do tej estetyki uprzedzona. Do rzeźby rokokowej nadal nie mogę się przekonać, ale figurki uważam za rozkoszne :)

      W sumie ta końcówka osiemnastego wieku (ale masz na myśli od lat 70-tych czy jeszcze bliżej końca?) jest bardzo różnorodna. Można sobie wybrać, co się lubi. Moim ulubieńcem jest Goya, lubię pejzażystów, klasycyzm już doceniam za warsztat (mimo idealizacji, doskonałość, perfekcja).

      Usuń
    2. mamy te same odczucia co do rokoka, w nadmiarze zdecydowanie szkodzi, ale z drugiej strony czy bez nadmiaru nadal byloby rokokirm :D

      Goye rozpatruje troche jak mozarta jako twor bardziej romantycznym.

      Usuń

Witam w mojej baśni!
Zostawiając komentarz, tworzysz to miejsce razem ze mną.
Ze względu na spam moderuję komentarze do starszych postów.