środa, 25 lutego 2015

Ulotny świat dzielnic rozkoszy (Hishikawa Moronobu)

Tak sobie od jakiegoś czasu piszę tu i obrazkuję na temat drzeworytów ukiyo-e. Pomyślałam jednak, że może czas uporządkować jakoś ten cykl. Zacznijmy jeszcze raz. Chronologicznie. Prześledzimy zmiany drzeworytu, opowiem trochę o technikach, zrobimy przegląd najważniejszych klasyków. Dziś przy okazji artysty tygodnia (japońskiego klasyka), napiszę parę słów o zupełnie podstawowych sprawach. Chciałam Was również poinformować, że od czasu do czasu pojawi się (w innym terminie niż wtorkowy) niezwiązany bezpośrednio z tą serią wpis z gatunku, który określiłam sobie jako "pomoce do czytania sztuki japońskiej". Będzie o książkach o Japonii, z którymi warto się zapoznać, poznając kulturę od zera i wtedy, gdy już jej skubnęliśmy. O tradycyjnych formach rozrywki, spędzania wolnego czasu, o strojach, świętach, historii Japonii, symbolach, mitologii, ceremoniach, czyli o wszystkich tematach, które znajdziemy na japońskich drzeworytach czy w malarstwie. Kilka osób prosiło mnie o takie wpisy i chociaż nie czuję się ekspertem, chętnie podejmę się tego wyzwania. Będę przy okazji sama porządkować swoją wiedzę, więc wszelkie uwagi są mile widziane.

Hishikawa Moronobu, Mikaeri Bijin, przed 1694

niedziela, 22 lutego 2015

Śpiąca królewna, jej zamek i drastyczne sceny z życia księżniczek

W dzisiejszym wpisie przespacerujemy się komnatami iście disnejowskiego zamku, dowiemy się jaki rodowód ma znana baśń oraz ile powinno być wróżek. Będzie też troszkę o feminizmie. A zaczniemy zgodnie z kanonem. Otóż, moi mili, dawno, dawno temu był sobie zamek i był sobie pewien francuski baśniopisarz...

Henry Meynell Rheam, Sleeping Beauty, 1899

wtorek, 17 lutego 2015

Lavinia Fontana, artystka, która namalowała "wilkołaka" (artystka tygodnia)

Dziś pamiętamy ją przede wszystkim jako autorkę portretów. W tym tego najsłynniejszego, przedstawiającego Antoniettę Gonzales. Obraz powstał około 1585 roku, gdy sława rodziny dotkniętej syndromem wilkołaka była największa. Przyjaciel artystki, przyrodnik z Bolonii, Ulisses Aldrovandi opisał rzadką deformację (w Monstrorum historia, 1642), która sprawiała, że osoby nią dotknięte przypominały na pierwszy rzut oka raczej naszych małpich kuzynów niż ludzi. Ojciec sportretowanej dziewczynki, Petrus Gonzales, był pierwszą, powszechnie znaną osobą z hipertrichozą. O tym fenomenie, jak o innych dziwadłach, szybko zapomniano albo może inaczej - pojawiały się inne przypadki, inne deformacje, sensacje i mistyfikacje. Lavinia uwieczniła jednak twarz dziewczynki. Nie widzimy tylko nadmiernego owłosienia, ale spod skorupy brzydoty przebija bystre spojrzenie i miły uśmiech. Dziecko trzyma w dłoniach kartkę, na której spisane są dzieje rodziny.

Lavinia Fontana, Antonietta Gonzales, ok.1585

wtorek, 10 lutego 2015

Walentynkowy kiczyk w dawnym stylu (galeria miesiąca, zamiast artysty tygodnia)

Nie istnieją od wczoraj (ba, istnieją do średniowiecza!), chociaż takie można odnieść wrażenie, słysząc stałe narzekania na komercyjny i konsumpcyjny charakter tego "święta". Walentynki. Znienawidzone przez singli (a wiecie, że od 2005 roku dzień później, czyli 15 lutego niektórzy obchodzą Dzień Singla?), ale chyba jeszcze bardziej przez osoby pozostające w związkach, z których czar par już dawno się ulotnił. Cóż. Mam nadzieję, że krwiożercze nastroje walentynkowych hejterów pomogą osłabić zabawne i urocze kartki pocztowe, które prezentuję w dzisiejszym poście. Zobaczymy sobie jakie motywy pojawiały się na dawnych walentynkowych pocztówkach. Rzucimy też okiem na serduchową biżuterię. Pod koniec wpisu znajdziecie też akcent średniowieczny. Patron zobowiązuje. A w walentynkową sobotę zapraszam na krótką, przemarzniętą wizytę w polskim Mieście Zakochanych, które leży niedaleko Torunia ;)

1913 (źródło)

niedziela, 8 lutego 2015

Co masz w koszyczku, miła dziewczynko?

Wywołując erotyczne skojarzenia (wilka z lasu heheh), niepokoiła już Wilhelma Grimma. Do tego stopnia, że kazał wilkowi się ubrać. Jednoznaczną sugestię jej interpretacji, opartej na kwestii uwiedzenia, dał sam Perrault. Oto baśń z podseksami. Dziś Czerwony Kapturek i wilk są chyba najpopularniejszymi spośród bohaterów klasycznych baśni, którym jawnie przypisuje się erotyczny kontekst. Od niezbyt obyczajnych ilustracji po przebrania karnawałowe, ba, zwyczajnie "łóżkowe". Jak wspomniałam przed chwilą, już Grimmowie mieli niezły problem z Czerwonym Kapturkiem. I proszę się nie śmiać. Dla ówczesnych baśniozbieraczy to była niezła próba - obejść seksualne skojarzenia, którym tak jednoznacznie utorował drogę Perrault. W czasach Grimmów co prawda dopuszczano dużą dawkę przemocy w baśniach, co dziś może wręcz dziwić, ale zbyt jaskrawe "podseksy" nie przechodziły przez sito obyczajowej cenzury. Na drodze do adaptacji baśni stała wyraźnie erotyczna atmosfera. To do niej najczęściej odwołują się liczne interpretacje psychologiczne, zwłaszcza psychoanalityczne. I o tym będzie dzisiejszy wpis. Gdy go robiłam, okazało się, że mam bardzo dużo do napisania i część tych rozkmin nawet obrosła w osobiste refleksje. Wolałabym zamieścić je osobno, więc wpisy będą dwa. W następnym przeniesiemy naszą uwagę na reinterpretacje baśni służące jej uwspółcześnieniu i różne egzorcyzmy nad nią odczyniane w imię "poprawności ideologicznej". Zaczynamy? Ostrzegam, że wyszedł mi niezły elaboracik.

Warwick Goble

wtorek, 3 lutego 2015

Co się będziemy ograniczać, czyli niesamowitość na bogato, czyli Kinuko Y. Craft (artysta tygodnia)

Tytuł nie jest prześmiewczy, nie hejtuję, wręcz przeciwnie - zachwycam się. Uwielbiam artystów, którzy idą wąską dróżką nad przepaścią. Jeden nieostrożny ruch i się sypnie. Nawet takich, którzy już niektórym się nie podobają, bo za dużo, bo niezdrowo, bo zawrót głowy... W sztuce szukam porządnych wrażeń. Z pewnością nie gustuję w tym, co zatrzymuje się w połowie drogi, co po prostu ładnie wygląda. Lubię maksymalizm środków albo treści. Lubię, gdy piękno jest rozdawane hojnie. Gdy mam do czynienia z baśnią lub opowieścią niesamowitą, chcę wręcz poczuć się porwana do innego świata. Ilustracje Kinuko Craft właśnie tak na mnie działają. Migoczą niczym szkatuły pełne drogocennych klejnotów. Aż człowiek nie wie, gdzie zwrócić oczy. Poza tym artystka wydaje się być przesympatyczną osobą.

Sleeping Beauty, SeaStar Books, 2002, strona artystki

niedziela, 1 lutego 2015

Królowa Śniegu

Wiem, że czekacie na drugi wpis o Czerwonym Kapturku, ale to jeszcze nie dziś. Czeka na edycję i uzupełnienie, trzeba skasować wszystkie babole :D Na osłodę proponuję ilustracje (i nie tylko) do Królowej Śniegu. Trochę sypnęło śnieżkiem, więc okoliczności sprzyjają.

Vera Smirnova, styl Palekh (pisałam o rosyjskich lakierowanych pudełeczkach TU), 2011 (źródło)