wtorek, 6 stycznia 2015

Wdzięczne damulki Louisa Icarta (artysta tygodnia)

Są tacy artyści, którzy dziś uchodzą już za "klasyków", ale w sumie nie przysłużyli się niczym specjalnym sztuce. Jednym z nich jest Icart. Zajmował się tworzeniem uroczych, pełnych wdzięku, uwodzicielskich, frywolnych obrazków, bo naprawdę ciężko nadać tym dziełom miano poważnych obrazów. Cieszą jednak, ba, pieszczą oko. Niezobowiązującą atmosferą, lekkością rysunku i subtelnością kolorów.



Wybierał najczęściej nie duży format, obraz olejny, ale drobny rysunek, pastele, delikatną grafikę, ręcznie kolorowaną.



Chętnie sięgał po stylizowany kostium, zwłaszcza ten osiemnastowieczny i jego dziełka mają w sobie rozkoszną urodę bibelotu. Rokokowe gry pasteli i wdzięcznych póz rozpływają się jednak w nieco wampowatej zmysłowości modelek. Największy jednak wamp Icarta to tylko igraszka wyobraźni, nie jest groźny, raczej uśmiecha się uwodzicielsko. Gra pozorów spoza której nie wyłania się nic. Nawet jego mistrzowie, François Boucher i Jean Honoré Fragonard mieli więcej chyba do powiedzenia w swoich obrazach, a jednak Icart zatrzymuje i kusi.










Nawet bardzo poważne tematy, mitologię czy powieść psychologiczną Icart ilustrował tym lekkim pędzlem. Erotyczny wydźwięk swoich prac łagodził delikatną nutką humoru. 






Na jego twórczość miało duży wpływ środowisko w jakim się wychował. Jego rodzinny dom w Tuluzie był miejscem spotkań wybitnych artystów, wśród gości pojawiał się Henri de Toulouse-Lautrec. Icart karierę zaczął bardzo wcześnie i od razu zwrócił uwagę na świat mody. Pracował dla największych projektantów swoich czasów w czasie, gdy ta dziedzina kultury przechodziła gwałtowną zmianę. Jego prace lśniły indywidualnym blaskiem na tle nowej stylistyki art deco przyniosły mu niezły majątek, a sam stał się w pewnym sensie symbolem tej rozigranej epoki zawieszonej między obiema wojnami, jak zastygły na jego obrazie motyl. Dziełka Icarta pełne są kwiatów, wiosny i lata. Puszystych kotków, szeleszczących i spływających sennie tkanin, skrzącej się biżuterii.









Poza wyraźnymi wpływami osiemnastowiecznych mistrzów można dostrzec tu także wpływy Degasa czy Moneta, ogólnie impresjonizmu, a także symbolistów Redona czy Gustave'a Moreau. Zachwycony sztuką przeszłości nie pozostawał jednak obojętny na urok teraźniejszości i zwłaszcza jego prace ze scenkami paryskimi dokumentują otaczającą go rzeczywistość. 








Wielką miłością Icarta okazała się Fanny Volmers, którą spotkał w 1914 roku. Była jego modelką i wielką inspiracją artystyczną przez resztę życia. 






4 komentarze:

  1. Nawet, jeśli Boucher miał więcej do powiedzenia od niego (strasznie mi się spodobało to zdanie :D ), to, przyznam szczerze, do modelek Bouchera nigdy nie potrafiłam się przekonać, za to te Icarta mnie zachwyciły! Akurat ostatnio bardzo często przeglądam obrazy i zdjęcia z dwudziestolecia międzywojennego, więc z tym większą przyjemnością obejrzałam przygotowaną przez Ciebie galerię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sposób przedstawiania modelek przez pana B. zawsze wydawał mi się, hym, jakby to ująć, kukiełkowaty (właśnie tak, nie - lalkowy) 😉

      Usuń
  2. wszystko pięknie az zjezdza sie do stop i tych nienaturalnie malych wygietych bucikow. strasznie one sa zaburzajace na niektorych obrazach

    OdpowiedzUsuń
  3. A wiesz, chyba nie zwróciłam uwagi na to wcześniej 😊 To będzie ewidentne nawiązanie do obrazów jego XVIII mistrzów. Takie malutkie stópki leżały wtedy oczywiście w zakresie wyznaczników ideału piękna. Z drugiej strony nie przyglądałam się tym obrazom z XVIII nigdy po kątem poprawności anatomicznej, za to takie różne "stylizacje" i zaburzenie naturalnych proporcji jest bardzo widoczne właśnie w rysunku modowym epoki Icarta (aż do dziś mocno zresztą wpływa na tego typu graficzki). W każdym razie to było zdecydowanie celowe, tak zgaduję 😉 Bardzo ciekawy temat droga pani porusza.

    OdpowiedzUsuń

Witam w mojej baśni!
Zostawiając komentarz, tworzysz to miejsce razem ze mną.
Ze względu na spam moderuję komentarze do starszych postów.