niedziela, 18 stycznia 2015

Najprawdziwsza historia Czerwonego Kapturka

Dziś parę ciekawostek o jednej z najbardziej znanych i chyba też najbardziej lubianych baśni. I najczęściej interpretowanych (ale o tym innym razem). Czerwony Kapturek u zarania dziejów wcale niekoniecznie był taki znów czerwony, wilk niekoniecznie ubrany w babciowe łaszki, a sama baśń niekoniecznie kończyła się szczęśliwie i właśnie o tym będzie dzisiejszy wpis.

John Everett Millais, Red Riding Hood, 1864


 Le Petit Chaperon Rouge, czyli dziewczę i wilk, bez happy endu

Dziewczynka w czerwonym nakryciu głowy pojawia się po raz pierwszy na kartach wydanych baśni w 1697 roku, za sprawą pana Perraulta (treść baśni do poczytania w oryginale TU). Nie znaczy to, że nie wiodła wcześniej innego, mniej wersalskiego żywota. Bo o tym trzeba wspomnieć - Charles Perrault pisał ku uciesze dworu królewskiego i swoje baśnie dostosował do gustu odbiorców, wzorce czerpał jednak z opowieści zakorzenionych w kulturze ludowej, gdzie wszystko wyglądało nieco inaczej niż w jego wygładzonych wersjach. Być może baśń o dziewczynce i wilku ma swój pierwowzór w jedenastowiecznej Fecunda ratis (klik) niejakiego Egberta z Lièges (Egberta von Lüttich). Z pewnością jeszcze przed czasami Ludwika XIV krążyły po Europie ustne wersje opowieści. Odnajdujemy w nich znaczące różnice. Nie zawsze to wilk dostaje w skórę za tak paskudne nawyki jak zjadanie małych dziewczynek i ich babć. Bywa, że mamy do czynienia z wilkołakiem lub też stworzeniem w typie ogra czy olbrzyma. W każdym razie istota to złośliwa, sprytna i żarłoczna. Przy okazji apetytów warto dodać, że wczesne wersje opowieści podkreślają aspekt kanibalistyczny - oto czarny charakter podsuwa dziewczynce do zjedzenia mięso babci. Motyw nieświadomego (lub świadomego) zjedzenia bliskiej osoby jest doskonale znany z mitologii i właśnie baśni europejskiej. Kanibalizm jest w naszym kręgu kulturowym tabu, więc nic dziwnego w tym, że stał się elementem fabuły podkreślającym podłość wilka. Innymi ważnymi motywami, które krążą w krwiobiegu kultury od dawna i trafiły do Czerwonego Kapturka są: przebranie postaci męskiej za żeńską i bazujące na tym oszustwo oraz przebywanie w czyimś brzuchu/wnętrzu i ponowne wyjście na świat.

Walter Crane, ilustracja do Czerwonego Kapturka


My znamy przede wszystkim baśń zakończoną pomyślnie dla Kapturka, przed wersją Perraulta popularne już były te opowieści, gdzie dziewczynka była po prostu pożerana przez wilka. Sam Perrault również zdecydował się zostawić opowieść bez happy endu, ale za to z wyraźnym morałem. To ważny szczegół. Podkreśla, że "straszne" baśnie były opowiadane przede wszystkim z intencją moralizatorską, ostrzegawczą. I takie baśnie opowiadano także dzieciom (bo z zasady nie były przeznaczone tylko dla małoletniego odbiorcy - do opowiadania dla dzieci wybierano przede wszystkim te baśnie, które miały takie "edukacyjny" walor, na baśni innego rodzaju dzieciaki załapywały się przypadkiem). Dawne wersje baśni mają czasami także jeszcze ciekawsze zakończenie - Czerwony Kapturek sama ratuje się z opresji, bez pomocy nikogo z zewnątrz, a już zwłaszcza jakiegoś mężczyzny. Czasami współpracuje w tym zakresie z Babcią.


Arthur Rackham, ilustracja do Czerwonego Kapturka
 

Zanim Perrault wydał swoje Bajki Babci Gąski istniały już inne znane wersje Kapturka, gdzie nakrycie głowy, które stało się znakiem rozpoznawczym bohaterki, niekoniecznie było czerwone. Ba, czasami w ogóle nie zawracano sobie nim specjalnie głowy. Na terenie dzisiejszych Włoch funkcjonowała na przykład opowieść zatytułowana La finta nonna, dosłownie Fałszywa Babcia, gdzie podkreśla się przede wszystkim oszustwo wilka. Opowieść w tej wersji, po delikatnym liftingu, trafiła do zbioru utworów Italo Calvino z 1956 roku - Baśnie włoskie.


Arthur Rackham, ilustracja do Czerwonego Kapturka


Francuski tytuł baśni brzmi Le Petit Chaperon Rouge. Wyraźnie wskazuje zarówno kolor nakrycia głowy, jak i jego rodzaj. Być może w niektórych starszych wersjach chodziło o nakrycie głowy w kolorze złotym. Samo nakrycie jest tu istotne i nie tylko powrócę do tej kwestii w dalszej części wpisu, ale również w następnym wpisie poświęconym tej baśni. Słynny baśniolog-zbieracz, Andrew Lang, w XIX wieku (Red Fairy Book, 1890) przekazał "prawdziwą", według niego, wersję - The True Story of Little Golden Hood (French Tale). Według Langa upowszechniona baśń, gdzie nakrycie głowy jest czerwone jest błędna. Było ono złote i przy tym zaczarowane. Do kwestii magiczności czapeczki-kapturka wrócę jeszcze w następnym wpisie. Tu warto wspomnieć, że według Langa nakrycie głowy pełniło funkcje ochronne i gdy wilk chciał połknąć dziewczynę, poparzyło mu paszczę. Potem za wilka zabrała się Babcia. Oto, proszę państwa, wersja doskonale feministyczna :D

Carl Offterdinger, ilustracja do Czerwonego Kapturka


Perrault wyraźnie zaznaczył moralizatorski wydźwięk opowieści i wzmocnił go rymowanym zakończeniem. W realiach królewskiego dworu baśń nabrała oczywistej jednoznaczności - chodziło o przekazanie młodym dziewczętom, by były ostrożne, gdy chodzi o zaloty panów:

Młode osoby – widać tu dokładnie –
A dziewczęta w szczególności,
Ładne, zgrabne, wielkiej zacności.
Źle robią, słuchając kogo popadnie.
I nie ma w tym nic dziwnego,
Że tyle z nich ginie w paszczy wilka złego.
Mówię wilka, bo w tej społeczności,
Nie wszystkie wilki są identyczne,
A bywają wśród nich bardzo sympatyczne,
Ciche i bez cienia złości,
Miłe, pełne łagodności,
Co ślad w ślad za pannami
Do ich domów biegną ulicami.
Lecz niestety! Każdy wie, że te wilki grzeczne
Z wszystkich wilków są najbardziej niebezpieczne.


Gustave Doré, ilustracja do Czerwonego Kapturka


Jak bracia Grimm uratowali Czerwoną Czapeczkę oraz ubrali i ukarali wilka

Druga z powszechnie znanych (i adaptowanych, czyli właściwie przerabianych!) wersji baśni, to ta braci Grimm. Właściwie są to dwie wersje (jedna opowiedziana przez Jeanette Hassenpflug, druga przez Marie Hassenpflug), które zostały połączone w jedną, zatytułowaną Rotkäppchen (Czerwona Czapeczka). To ta właśnie wersja została umieszczona w pierwszej edycji Kinder- und Hausmärchen. Istnieje jeszcze jedna grimmowska wersja baśni, która powstała na potrzeby wydania z 1857 roku. Czym Czerwona Czapeczka różni się od baśni według Perraulta? Początek jest podobny i zważywszy na to, jak wiele z "germańskich" baśni Grimmów ma swoje pierwowzory w baśniach francuskich, przekazywanych przez zamieszkałych na terenach niemieckich hugenotów, możliwe, że źródłem była tu właśnie ludowa opowieść francuska, na której także bazował Perrault. Znacząca jest jednak różnica zakończeń tej części opowieści - u Grimmów pojawia się szlachetny myśliwy, który ratuje zarówno dziewczynę, jak i Babcię, a potem zaszywa w brzuchu wilka kamienie. Wilk nie umiera więc po tym, gdy myśliwy rozcina mu brzuch, ale dopiero później, obciążony ponad siły kamieniami. Ma to wymiar symboliczny i powrócimy do tego motywu w następnym wpisie o Czerwonym Kapturku. Najciekawsza jest jednak druga część, która nie weszła do "standardowej", znanej dziś powszechnie wersji - dziewczynka spotyka jeszcze innego wilka, ale jest już zdecydowanie mądrzejszą osobą. Razem z Babcią zamykają się w domku, a gdy wilk wchodzi na dach domu, dziewczynka wylewa do koryta smakowite resztki pochodzące z wyrobu kiełbasy. Wilk niesyty i łakomy ląduje w korycie i topi się w nim, a Czerwonej Czapeczce już nic nie grozi.


Gustave Doré, ilustracja do Czerwonego Kapturka


W wersji Perrlauta, o czym wcześniej nie wspomniałam, dziewczynka i wilk lądują w łóżku i to na golasa (przynajmniej wilk, dziewczyna zdejmuje okrycie wierzchnie). Dla Wilhelma Grimma było to zupełnie nie do pomyślenia. To stąd pomysł, żeby wilk po pożarciu Babci przebrał się w jej ubrania. Pomysł bardzo malowniczy, który na dobre zadomowił się w kulturze. Pytanie czy kazał się przy tym Babci rozbierać, a więc Wilhelm jedną nieprzyzwoitość zastąpił drugą, pozostawię otwarte :D

Kim była Czerwony Kapturek?

Przyjęło się uważać ją za dziecko, małą dziewczynkę. Na taką bohaterkę najczęściej wskazują liczne interpretacje. Być może wynika to z faktu, że w XX wieku,  a już zwłaszcza współcześnie, uważa się baśnie za utwory literatury dziecięcej. Nie zawsze tak było i kiedyś wrócę do tego ciekawego tematu.


ilustracja z 1862 roku

George Frederic Watts, Red Riding Hood

John Burr, 1871


Tymczasem, na co wskazuje pani Eliza Pieciul-Karmińska, tłumaczka baśni braci Grimm, niemieckie słowo, którym określana jest bohaterka baśni może oznaczać zarówno dziewczynkę, jak i dziewczynę (das Mädchen). Przynajmniej w wersji Grimmów mamy więc niejednoznaczność. Tłumaczka wskazuje także na inne szczegóły niemieckiego oryginału, które mogą świadczyć o tym, że Grimmowie mieli na myśli raczej młodą kobietę niż dziecko - jej równouprawnienie w relacjach ze starszymi kobietami, matką i Babcią. Szczegół często pomijany zupełnie przez tłumaczy. Inną znaczącą kwestią jest pochodzenie dziewczyny z warstwy chłopskiej.

Co Ty masz na głowie, dziewczyno?

Przez jakiś czas zastanawiałam się co tak właściwie oznacza to słynne czerwone nakrycie głowy. Rzadko ubiór baśniowej postaci ma aż tak duże znaczenie i oczywiście, wrócimy do niego we wpisie poświęconym interpretacjom baśni. Dziś tylko dwa słowa odnośnie poprawności historycznej.

Samuel Albrecht Anker, Rotkäppchen, 1883


Czerwony Kapturek najczęściej jest przedstawiana na ilustracjach w pelerynce z kapturem, która bywa mniej lub bardziej stylizowana bądź na realia epoki, w których powstawała praca bądź też zgodnie z wyobrażeniami o strojach z epok minionych. Na starszych, XIX-wiecznych ilustracjach, zwłaszcza do baśni Grimmów, dziewczyna najczęściej ma na głowie coś w rodzaju fantazyjnej czapeczki i do tego pelerynę. Postanowiłam dokonać małego kostiumologicznego śledztwa i mam nadzieję, że tam, gdzie moja myśl upadnie, wspomogą moje wysiłki koleżanki kostiumerki ;) 

Upowszechniony w Polsce tytuł baśni to Czerwony Kapturek. Bardzo zgodny z tym, co widzimy na ilustracjach. Jeśli chodzi o braci Grimm, to mam tu pewien problem. Niemiecki jest mi językiem doskonale obcym (mimo miłości do Goethego), ale wydaje mi się, że w wersji tytułu u braci Grimm mamy jednak czapeczkę - Rotkäppchen. Sam pomysł nie jest wcale głupi. Oryginalny tytuł baśni Perraulta brzmi, jak już wspomniałam, Le Petit Chaperon Rouge. I tu właśnie robi się ciekawie. Nie wiemy co tam na głowie miała nasza bohaterka, nim zajął się nią Perrault, bo ważne jest to, że miała cokolwiek i że było to czerwone (konkretny kolor jest ważny ze względów symbolicznych). Modowy szczegół, który narzucił Czerwonemu Kapturkowi Perrault jest jednak istotny - czy ilustracje, na których dziewczynki mają kaptury, a nie czapki/inne nakrycia głowy są zgodne z "wizją" baśniopisarza czy też może są swobodną interpretacją? Wiem, że to brzmi dziwnie w przypadku baśni :D ale to ciekawe zagadnienie. 

Znów, francuski nie jest mi szczególnie bliski, ale sądzę, że słowo "chaperon" możemy tu tłumaczyć na dwa sposoby. Z jednej strony, oznaczałoby ono nakrycie głowy w typie kaptura i już mniejsza o to, jakie dokładnie. Takie ujęcie charakterystyki postaci w baśni (pełne niedookreśleń) nie jest niczym niezwykłym. Z drugiej strony, termin chaperon oznacza konkretny rodzaj nakrycia głowy, które ewoluowało na przestrzeni stuleci. W przypadku bohaterki baśni Perrault obstawiam jednak ten zmodyfikowany cheperon, a nie pelerynkę. Wydaje mi się, że zarówno wcześniejsze wersje baśni, jak i ta w wersji Perrault podkreślają, że nakrycie głowy miało dla dziewczyny znaczenie i że nawet w jakiś sposób oddawało jej osobowość? ciągoty do bycia zauważoną? Konkretnie chodzi o fantazyjność tego nakrycia, jego wyzywający charakter. Pelerynka z kapturem nie spełnia tego warunku. Chaperony były zdecydowanie fantazyjne, od samego początku. Polska Wikipedia, powołując się na Kopalińskiego, podaje, że chaperon to głównie męskie nakrycie głowy znane od XIV wieku, najpopularniejsze na początku XV wieku. Jako pierwowzór nakrycia podaje kaptur-pelerynę (czyli coś, co bardzo często Czerwony Kapturek ma na ilustracjach) traktowany jak turban, czyli zawijany w wymyślny sposób. To co, widzimy w XVI i XVII wieku u pań i co Francuzi nazywali wtedy chaperonem wygląda jednak zupełnie inaczej i nie chcę, aby Wikipedia kazała Wam Czerwonego Kapturka widzieć w czymś takim:

ilustracja XV-wieczna, detal


Tak wyglądała ewolucja nakrycia głowy dla pań:

źródło


Ilustracje z XVII wieku sugerują taką oto "czapeczkę" (przy okazji, ilustracje wskazują na to, że Czerwony Kapturek była raczej młodą kobietą, a wilk był zdecydowanie goły):

ilustracja z 1695 roku, źródło

ilustracja z 1697 roku, Paryż, Barbin, źródło


Jeśli chodzi o rozwój nakrycia głowy tego typu (fantazyjny czepek), to w pierwszym ćwiećwieczu XVII wieku mamy do czynienia z czymś takim:

źródło
Cała zabawa polega jednak chyba na tym, że wiejska dziewczyna nie nosiłaby damskiego nakrycia głowy, które wyewoluowało z chaperonu. Ubiory XVII-wieczne, a już zwłaszcza ludowe, chłopskie z tego okresu, to dla mnie czarna magia. Jednak na zdrowy, babski rozum -  Czerwony Kapturek jako chłopskie dziecko nie nosiłaby tego, przeznaczonego dla wyższych warstw społecznych (i do tego raczej dla starszych kobiet?), elementu stroju. Być może Grimmowie są bardziej poprawni, jeśli uznać, że mieli na myśli taką zwykłą czapeczkę, którą wiejska dziewczyna mogła już nosić. Jest też całkiem prawdopodobne, że Perrault najzwyczajniej w świecie ubrał swoją bohaterkę w sobie znany sposób, wystylizował ją na młodą osobę z wyższej warstwy społecznej.

EDYCJA: Przerwałam ten wpis w tym miejscu, nie czując się na siłach dalej brodzić w modzie XVII-wiecznej, ale dziś do niego wracam, bo okazuje się, że jeszcze można coś z tej sprawy wycisnąć.

Po pierwsze, czemu to jest takie zajmujące. Interesuje mnie, o czym tak naprawdę mógł myśleć Perrault i czy ilustratorzy pierwszych wydań szli za jego myślą czy też może tworzyli swoją własną wizję. To ciekawe z dwóch względów - jako baśniologa intryguje mnie, w jaki sposób stylizowano świat baśni w danej epoce, a jako zwykłego śmiertelnika interesuje, w jaki sposób ewentualnie "uromantyczniano", stylizowano wieś.

Patrząc na ilustracje z XVII wieku i porównując je z zestawieniami nakryć głowy z podanej w źródłach strony przyszło mi do głowy, że może ta stylizacja przebiegała w podobny sposób, co w przypadku twórców XIX-wiecznych. Ilustratorzy baśni najczęściej sięgali po trzy epoki, które oczywiście były dodatkowo "ubaśniowione". Oczywistym tropem jest średniowiecze. Do dziś z tego powodu: baśń=zamki, smoki i księżniczki, wiadomo... Druga dróżka wiedzie do wiejskiego/prowincjonalnego wydania XVIII wieku (czasami pałacowego). I ostatni typ - XVI wiek.

Wracając jednak do nakrycia głowy naszej bohaterki... Mam pewien problem z rozróżnieniem czepka nazywanego po francusku attifet i chaperonu. Czy chaperon to bardziej ogólne określenie? Zdaje się, że można było nosić je razem (chaperon dawał taki welonik z tyłu głowy)? W każdym razie pomyślałam o czepku attifet i gdzieś tam pomyślało mi się: a może renesans? Attifet to nakrycie głowy w kształcie serca, nachodzące na czoło, odgięte łukowato po bokach głowy. Na pewno kojarzycie je z renesansowymi portretami. I właśnie renesans przyszedł mi do głowy, XVI wiek. W XVII wieku na głowach pań pojawia się taki kaptur, chyba właśnie czasami łączony z czepkiem:


źródło

I jest to nakrycie głowy kojarzone z osobami starszymi, wdowami. Jeszcze w XVI wieku to, co Francuzi nazywali attifet w czarnym wydaniu noszone było przez wdowy, a chaperon po tym, jak wypromowała nakrycie głowy Katarzyna Medycejska - wdowa stał się właśnie z czasem wdowim kapturem. To wszystko wygląda przedziwnie w połączeniu z Czerwonym Kapturkiem. Albo pan Perrault miał na myśli inny czepeczek niż te przeze mnie wskazane albo może myślał o XVI wieku. "Dawność" mogła być dobrym adresem dla baśni. Przyglądając się jeszcze raz tym XVI-wiecznym ilustracjom do Czerwonego Kapturka dotarło do mnie, że istniał jeszcze jeden typ nakrycia głowy, który trzeba wziąć pod uwagę: le chaperon à bavolet.

Noszony przez mieszczki bardzo przypomina to, co ma Czerwony Kapturek na kolorowej rycinie:

źródło

Wszystkie te rodzaje nakryć głowy mówią wiele o pochodzeniu społecznym, pozycji czy wieku. Chaperon à bavolet kojarzono z takimi mieszczańskimi wartościami jak porządek i czystość. I mamy chyba zwycięzcę! Jak to się przetoczyło nam na wieś z miasta, to już osobna sprawa. Inne ilustracje ukazujące klimaty wiejskie w pierwszym wydaniu baśni pana Perraulta raczej nie budzą zastrzeżeń, jak na przykład ta cudna, do Kota w butach:



W następnym wpisie poświęconym Kapturkowi zajmiemy się interpretacjami oraz pomyślimy o losie Babci i Wilka w nowych, złagodzonych (pozornie) wersjach baśni.

Warto zajrzeć (jako i ja zaglądałam): 

http://lecostume.canalblog.com/
http://utpictura18.univ-montp3.fr/Nouveautes.php
i niezmiennie: http://pracowniawyrazu.amu.edu.pl
http://www.surlalunefairytales.com/ridinghood/stories/golden.html

Bajki Babci Gąski - Charles Perrault (tłum. Hanna Januszewska, Czytelnik, 1962 - polecam to wydanie, do tego piękne ilustracje Szancera!)
Cudowne i pożyteczne. O znaczeniach i wartościach baśni - Bruno Bettelheim (t. 2, Warszawa 1985)
The True Story of Little Golden Hood - Andrew Lang (The Red Fairy Book. New York: Dover, 1966)
The Trials and Tribulations of Little Red Riding Hood - Jack Zipes (Psychology Press, 1993)

PS Dzisiejsza niedzielna wrózia:

Margaret Clark,  The Fairy by the Pond, lata 20ste  (ilustracja z okładki katalogu wystawy
'Margaret Clark', kurator Robert Holden, James Hardie Library)

20 komentarzy:

  1. Bardzo dobrze się czytało - podobał mi się zwłaszcza fragment dotyczący nakrycia głowy bohaterki baśni. Do tej pory, przynajmniej w analizach które miałam okazję poznać, mało kto zwracał na to uwagę;) Niestety tutaj nie mogę pomóc, bo nie jestem ekspertem w dziedzinie ubioru, zwłaszcza historycznego:/
    Czekam z niecierpliwością na kolejny post, tyle razy zapowiadany w tym wpisie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha No, tak :D Pisząc ten, stale myślałam już o następnym związanym z interpretacją i dalszymi kwestiami ;) A dopiero zabieram się za ostateczne poprawki tego dość długiego tekstu.

      Kwestia nakrycia głowy interesuje mnie właśnie chyba dlatego, że nie potrafię sobie bez pomocy wyobrazić postaci jakiej wizję miał w głowie Charles, gdy pisał swoje Bajki.

      Usuń
  2. Co za genialne śledztwo baśniologiczne :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No z tą genialnością bym polemizowała. Inni zrobili to lepiej przede mną i figurują w źródłach. Niemniej, zagadnienie kostiumologiczne to mój wkład własny (i pewnie kiepski :D).

      Usuń
  3. Zniknęłaś mi z p. i dopiero dziś przy moim zamotaniu zauważyłam, ale będę Cię tu nawiedzać, podwójna motywacja - bo i ciekawe teksty i zdjęcia przyciągają :)
    Pozdrawiam :*
    Lunatyk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, a ja szukałam kontaktu do Ciebie, ale nikt mi na fejsie nie potrafił podać :( Na p. jeszcze przez dłuższy czas się nie pojawię, potem może zajrzę z ukrycia (ale o ile pamiętam, miałaś tam bloga tylko dla zalogowanych, a nawet większość wpisów dla znajomych), ale też mnie nie kusi. Afera, która tam miała miejsce, to był prawdziwy horror przez moment. Na szczęście już wszystko się udało ogarnąć, ale pozostała niechęć i poczucie braku bezpieczeństwa. Plus z tego tylko taki, że dawno nikomu tak nie złoiłam skóry :D

      Zaglądaj, zaglądaj :) Szklaneczka absyntu zawsze podawana w przyjaznej, eskapistycznej atmosferze.

      Usuń
  4. Zgadzam się z Emnildą, dla mnie, jako dla baśniologicznego laika, ten wpis też jest genialny :D Jesteś zbyt krytyczna w stosunku do części kostiumologicznej - jest równie świetna jak reszta. Nie mogę się doczekać drugiej części! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raju, to super! W kostiumologii nigdy nie czuję się pewnie, chociaż to mus wiedzieć pewne rzeczy, gdy się patrzy na obrazy, a patrzę na nie często :) Tylko to zupełnie inna historia robić uzytek z lichej wiedzy szukając konkretów.

      Usuń
  5. Surlane Fairy Tales czytuję regularnie i dziękuję za link do bloga Pracownia Wyrazu.
    Najbardziej lubię "nieocenzurowane" wersje baśni. W dzieciństwie złościłam się trochę na Disneya, że skasował stuletni sen Śpiącej Królewny ;) Nie miałam świadomości symboli ukrytych w bajkach, ale wersja Disneyowska różniła się zdecydowanie od wersji opowiadanej przez moją Babcię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tą cenzurą też jest różnie, bo czasami to tylko łagodne ingerencje w treść, które zrobić może każdy opowiadający (a baśnie jednak służą głównie do opowiadania i cieszę się, że tradycja ustnego przekazu jeszcze nie zginęła). Grimmow w zupełnie nienaruszonej formie też bym chyba dzeciom nie przeczytała, zrobiłabym kilka modyfikacji :) Kiedyś się z tego jeszcze wytłumaczę. Natomiast daleko idąca pedagogizacja treści baśni często wręcz gubi ich sens i tu się bardzo sprzeciwiam.

      Usuń
    2. Czytałam, że każda wersja baśni jest równoprawna, nie ma wersji "kanonicznej". Zgadzam się też, że trzeba dopasować treść do wieku i wrażliwości dziecka, a każdy opowiadający snuje opowieść po swojemu.
      Dla mnie klasyczne są baśnie wydawane mniej więcej w późnym PRL-u oraz te, które opowiadała mi babcia ;)
      Oryginalne baśnie były bardzo okrutne - chociaż chętnie przeczytałabym taki zbiorek.
      Są jednak ingerencje, które mogą budzić mieszane uczucia.

      Usuń
    3. Każdy powinien mieć szansę zapoznania się z tą wersją, która miała największy wpływ na kulturę, a właśnie, w przypadku Grimmów są to warianty bardzo brutalne ;) I właśnie. Szansę. W ciągu ostatnich paru lat wyszły tłumaczenia z oryginałów i całe to okrucieństwo jest w nich zachowane. Grimmom się to należy. To także literatura przecież. I dla osoby zainteresowanej historią również garść informacji na temat realiów epoki (w tym realiów odbioru scen pełnych przemocy). Niedawno wyprodukowałam felietonik na ten temat: http://szafa.kwartalnik.eu/52/htm/presents/mozdzen.html

      Natomiast nie chciałabym po prostu, żeby moje dziecko poznało najpierw baśń, w której zła królowa ląduje w beczce nabijanej gwoździami. Pod pewnym względem ilość okrucieństwa w tych "oryginalnych" wersjach wydaje mi się być naddatkiem, który nie jest potrzebny w opowiadanej historii. Ja wiem, że XIX wiek rządził się swoimi prawami, rozumiem okrucieństwo tych baśni, tak, jak rozumiem, że niektóre elementy ludowych wersji mogą nam się dziś wydawać szokujące, a niespecjalnie szokowały ówczesnych odbiorców. Moje dziecko natomiast długo tego wiedzieć nie będzie. Przecież "przenosząc" się do XIX wieku też nie pragniemy żyć bez papieru toaletowego czy bieżącej wody :D Natomiast nie rozumiem pozbawiania baśni zupełnie ich "straszności" albo narzucania im przesadzonej w wojującym feminizmie atmosfery :D Tu jakby gubi się ich sens, ale to temat na dłuższe rozważania.
      Chciałabym, żeby baśnie były traktowane tak, jak inne rodzaje literatury (czy może szerzej - teksty kultury) i chciałabym, żeby nadal funkcjonowała swoboda opowieści. Czasami ciężko te rzeczy ze sobą połączyć ;)

      Usuń
  6. Mam fajną, starą, ilustrowaną czeską wersję "Czerwonego kapturka" - "Cervona karkulka" ;-)

    Bardzo lubię ten obraz Millaisa, uwiecznił na nim chyba tę samą córkę, co na moich ulubionych "My first sermon" i "My second sermon"! To jakby trzeci obrazek z tej serii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to chyba jest Effie, chociaż może to budzić zdziwienie, jakby się przyjrzeć datom. W 1863, gdy wystawił pierwsze Kazanie dziewczynka miała chyba 5 lat. Dziecko na Red Riding Hood wygląda na trochę starsze, poważniejsze, a to rok 1864 (chyba, że pomerdała mi się data, to też jest możliwe :D). Na obu Kazaniach też czerwona pelerynka :D Moim ulubionym portretem Millaisa z dziewczynką w czerwonym ubraniu jest ten: http://ichef.bbci.co.uk/arts/yourpaintings/images/paintings/aag/large/abd_aag_ag003135_large.jpg Jest absolutnie cudowny i modelka jest wspaniała (Florence Coleridge). Ma na sobie ówczesne nakrycie przeciwdeszczowe, jeśli się nie mylę.

      Już sam tytuł czeskiej (czechosłowackiej?) zdobyczy brzmi świetnie :D

      Usuń
  7. Świetny post! :) ,,Czerwony Kapturek" to jedna z moich ulubionych baśni, toteż nie mogę się doczekać drugiej części wpisu. :)
    Nie sądziłam, że ta baśń ma tak długi rodowód, byłam pewna, że spisano ją dopiero w XIX wieku. Na pewno wpływ na to mają moje wyobrażenia na temat kluczowego elementu garderoby bohaterki- zwykle Czerwony Kapturek przestawia się w pelerynie podobnej do tej, które noszono w II poł. XVIII wieku i na początku wieku XIX. Ciekawa jest też kwestia koloru- złoto rzeczywiście kojarzy się z czymś magicznym, jednak czerwień to też nieprzypadkowy kolor- dawniej wierzono, że chroni przed urokami (stąd na przykład praktykowany do dzisiaj zwyczaj przystrajania wózka dziecięcego czerwoną wstążką), toteż czerwona czapeczka mogła mieć jakieś właściwości ochronne.
    Moda wśród warstw niższych nie zmieniała się tak dynamicznie, ponadto nakrycia głowy jeszcze
    właściwie do czasów II wś. miały ogromne znaczenie: inne przysługiwały szlachcie, inne warstwom niższym- były wyznacznikiem statusu. W ludowych wersjach opowieści rzeczywiście mogła to być zwyczajna czapeczka, ale jeżeli słowo ,,chaperon" pada po raz pierwszy w opowieści spisanej przez Perraulta, to bardzo możliwe, iż autor chciał po prostu dostosować ubiór dziewczynki (lub dziewczyny) do wyobrażeń słuchaczy, albo po prostu typ nakrycia, inaczej nazywany przez ludność chłopską, najbardziej przypominał Perraultowi champeron?
    Twórcy często mają skłonność do idealizowania rzeczy lub zastąpienia ich lepszymi (np. stroje arystokracji w przedstawieniach fete champetre, choć z założenia mają naśladować stroje wiejskie, są szyte z drogich materiałów i bogato zdobione i niewiele mają wspólnego z rzeczywistym ubiorem chłopów w tamtym czasie), a ten brak realizmu skutkuje później takimi problemami. :) Nie znam francuskiego, ale może w artykule o chaperonach jest wspomniane dla jakiej grupy wiekowej były charakterystyczne? Nie bez znaczenia jest też kolor, być może młode dziewczęta mogły pozwolić sobie na tej płaszczyźnie na ekstrawagancję? ;)
    Rozpisałam się i powinnam poczekać z rozważaniami do drugiej części postu, ale temat jest naprawdę intrygujący! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiele baśni "spisanych" ma rodowód sięgający daleko w przeszłość :) Długo funkcjonowały w obiegu kultury ludowej w formie ustnej. To trochę tak, jak z "kwestią homerową" ;)

      Jeśli chodzi o kolor czerwony, to jest właśnie tak, jak piszesz. W następnym poście z tej serii wrócę do nakrycia głowy i napiszę trochę więcej o tym, jak kolor czerwony pełnił funkcję magiczną i jak to mogło być z tym złotem u Langa.

      I właśnie, właśnie. Widzisz jakie ubrania baśniowej postaci okazują się być ważne? :D Piszesz, że ilustracje wpłynęły na kontekst, w którym umieszczałaś gdzieś w czasowej części czasoprzestrzeni bohaterkę baśni. Myślę, że podobne procesy są bardzo ciekawe, przynajmniej dla mnie jako antropologa kultury, bo zawsze bardziej interesuje mnie właśnie to, jak baśń funkcjonowała w kulturze niż jakie niesie ze sobą funkcje psychoterapeutyczne, na przykład (chociaż to także oczywiście interesujące). I dlatego wizja pana Charlesa nie jest oderwana od historii i chciałabym wiedzieć, co on i (względnie) pierwsi ilustratorzy mieli na myśli. Zaczęłam się tu teraz zastanawiać nad kilkoma sprawami, wróciłam jeszcze do tej francuskiej strony i zamiast odpowiadać szerzej na Twój komentarz, pozwolę sobie na edycję wpisu. Bo przyszła mi do głowy ciekawa rzecz. Jeśli chodzi o chaperon, to zrozumiałam ten tekst (i kojarzę go z jakąś tam wiedzą kostiumową, którą mam) w ten sposób, że nakrycie głowy, które widzimy już w XVII wieku jest zarezerwowane dla starszych pań, dla wdów nawet. Nawet o tym nie wspominałam, bo srodze mnożą się niejasności :D Po drodze pojawia się jeszcze inne, lepiej mi znane nakrycie głowy, attifet i to, co Kapturek ma na ilustracjach bardziej mi je przypomina. Teraz mam jednak czas i chęć rozwinąć nieco jeszcze tę trochę pokręconą sprawę ;)

      Cieszę się bardzo z takiego treściwego komentarza. Nie ma się co mnie tu bać, wręcz przeciwnie. Radujesz blogowe serce moje takim zaangażowaniem :D Odpisywanie w takim wypadku to sama przyjemność.

      Usuń
  8. zastanawiałam się trochę nad kwestią kapturkowego kapturka i przyszła mi do glowy myśl, że albo moze chodzic o to ze byla to jakas dziewczynka z biednego rodu szlacheckiego (badz rodu ktory niegdys byl szlachecki) i moze tu byc jakis zakamuflowany wydźwięk polityczny, dla nas juz nieczytelny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podejrzewasz Charlesa aż o takie swirowanie? Aż strach zapytać kto byłby wilkiem :D

      Usuń
  9. Dużo interesującej treści przeplatanej równie interesującymi ilustracjami. Kawał dobrej roboty :)

    OdpowiedzUsuń

Witam w mojej baśni!
Zostawiając komentarz, tworzysz to miejsce razem ze mną.
Ze względu na spam moderuję komentarze do starszych postów.