środa, 14 stycznia 2015

Kawanabe Kyōsai - damy, potwory i krajobrazy (artysta tygodnia)

Kawanabe Kyōsai (1831-1889) był wirtuozem malarskiego tańca między tradycją, a pełną fantazji indywidualnością. Jak prawie każdy z japońskich klasyków drzeworytu, był mistrzem bardzo płodnym , a oglądając jego prace poruszamy się po bardzo różnych tematykach. Postanowiłam pokazać Wam dziś kilka przykładowych prac z tego wielkiego uniwersum.




Syn samuraja, urodzony w Koga był świadkiem przejścia Japonii okresu Edo do Japonii okresu Meiji, gdy kraj wstępował na ścieżkę modernizacji. Zaczął kształcenie na malarza w młodym wieku, ale szybko porzucił mistrza Utagawę Kuniyoshiego. Odczuwał chęć poszukiwań formalnych wykraczającą dalece poza to, co miał mu do zaoferowania warsztat oparty o tradycję.




W jego dziełach często pojawiają się fantastyczne stwory, powykręcane postacie, nie brak tu dziwacznego humoru, wyolbrzymień, groteski czy karykatury. Podobno Kyōsai przeżył swój pierwszy estetyczny szok widząc, jako malec, zwłoki bez głowy spływające rzeką. Skłonność do pewnej przesady aż po wyraźną chęć szokowania widza została z nim na zawsze. 





W okresie rewolucji 1867 roku artysta sięgał po prześmiewcze środki, by zobrazować absurdy politycznego fermentu. Jako etatowy skandalista był trzykrotnie aresztowany i uwięziony przez władze szogunatu. Do dziś uchodzi za najświetniejszego karykaturzystę Japonii, a na Zachodzie znany jest jako najbardziej mroczny z twórców drzeworytu japońskiego. Spory w tym udział ma kolekcja Andersona, która stanowi dziś trzon japońskich malowideł w British Museum. Szkocki kolekcjoner sztuki japońskiej, William Anderson (1842-1900) skolekcjonował dzieła , które miały być fantazyjnymi obrazami piekła.




Niektórzy nazywają dzikimi i nieuporządkowanymi, jakby malując, ciągle popijał sake. Nie wiem, ile prawdy w posądzeniu o nadmierny pociąg do alkoholu, ale na pewno widzimy w pracach Kyōsai nie warsztat zdyscyplinowanego poszukiwacza ideału, ale raczej żywiołowość wielkiego temperamentu. Jego wyobraźnię można przeciwstawić mocy wyrazu powściągliwego, wyciszonego mistrza Hokusaia, ale panowie należą do tej samej ligi.



Kyosai często sięgał po folklor, niesamowitość i bardzo go za to lubię...








Kyōsai tworzył również dzieła, w których pojawia się Japonia bez tych niesamowitych dodatków, ale za to falująca pełnymi wdzięku kimonami, skłaniająca główki uroczych dam, lśniąca bogactwem wzorów i barw, zamknięta w eleganckim pejzażyku.










Najważniejsze dzieło o jego życiu i sztuce napisał sam artysta: Kyosai Gadan (暁 斎 画 談). Ta częściowo autobiograficzna praca jest jednocześnie autorskim podręcznikiem malarstwa. Fascynująca rzecz!


Sięgałam do:
Timothy Clark, Demon malarstwa: sztuka Kawanabe Kyosai, British Museum Press, 1993

Kyosai w British Museum
http://kyosai-museum.jp/ENG/ 
http://www.harashobo.com/english/selection_top.php 

(pozwolę sobie podpisy uzupełnić później, gdy będzie to możliwe, bo znów nie jestem w stanie tego zrobić :( )

8 komentarzy:

  1. Ciekawe jak mu wyszly te biale plamy w ostatnim obrazku, czy to bialy tusz, czy farba?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to jest pytanie mocno techniczne, ja się nie piszę odpowiadać na nie :D Plamki zostały dodane w postprodukcji zapewne, już na wydrukowanym egzemplarzu. Technika pracy drzeworytniczej w tej tradycji przypominała składanie witraży, więc zazwyczaj jest kontur między blokami kolorów (istnieje też sposób kładzenia obok siebie, rzadziej można się z nim spotkać), a to, co pojawia się bez konturu to już ingerencja na gotowym wydruku. Takie plamki chyba dodawano na ostatnim etapie, myślę, że to mogła być farba, której normalnie używało się na klocku. Taka ówczesna "farba drukarska". Tylko uczulam, ja naprawdę nie wiem. Jeśli chodzi o techniki malarskie, jestem ciemniak zupełny ;)

      Usuń
  2. A przydałby mi się taki mały przewodnik z czym się je te drzeworyty, jak to się robiło, krótka historia historii i tym podobne. Da się? Ja wiem, że to jest gdzieś w internecie, ale wolę taki absyntowy.
    Pozdrawiam,
    Andrzej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie doktorze, to zemsta za wymiganie się od prowadzenia zajęć o japońskim folklorze, już ja dobrze wiem :D Szczerze mówiąc to takie informacje są właśnie dostępne w internetach, a ja nie czuję się absolutnie żadnym specem. Może to i byłby nawet powód, żebym samą siebie przeszkoliła, uporządkowała swoją wiedzę i uzupełniła, bo sztuka japońska to taka moja bardzo poboczna pasja... Zobaczymy :D

      Usuń
  3. No bardzo bardzo miłe dla oka i umysłu ...:-) Jakoś bliskie mi są te dzieła. Przypominają mi o mojej Amaterasu :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo lubię japońską sztukę właśnie w takiej formie i bardzo dziękuję, że mogłam nacieszyć nią oko. Mam nadzieję, że będzie takich klimatów więcej, bo mam zamiar zaglądać tutaj częściej;) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo! Przynajmniej raz w miesiącu zaglądam do twórczości wybranego japońskiego klasyka (drzeworyty), ale przy innych okazjach również pojawia się nieco sztuki japońskiej (przeważnie folklorystycznych, demonologicznych - yokai i inne niesamowitości).

      Usuń

Witam w mojej baśni!
Zostawiając komentarz, tworzysz to miejsce razem ze mną.
Ze względu na spam moderuję komentarze do starszych postów.