wtorek, 23 grudnia 2014

Zakochana w XIX wieku ilustratorka książek dla dzieci, Tasha Tudor (artysta tygodnia)

Tasha żyła tak, jakby dziewiętnaste stulecie nigdy się nie skończyło. Wybrałam ją nie tylko dlatego, że jest doskonale świątecznym artystą, że tworzyła sielskie obrazeczki. Na jej ilustracjach znajdziemy krainę dzieciństwa błogą i magiczną, taką, do której chciałoby się uciec chociaż na jeden, dwa wieczory w roku. Sama artystka przeniosła jednak wizję życia ze swoich prac do otaczającej ją rzeczywistości. Właściwie, bez zagłębiania się w jej biografię, nie sposób powiedzieć, czy to jej praca ilustratora zainspirowała ten ekscentryczny krok czy też może twórczość stała się tylko uzupełnieniem stylu życia. Postanowiłam więc dzisiejszy wpis urozmaicić także zdjęciami Tashy.

fot. Richard Brown


Tasha Tudor

Jej ilustracje nie zrodziły się po prostu z wyobraźni, ale miały swoje odpowiedniki w życiu: siedzenie w bujanym fotelu przed kominkiem, spacery po ogrodzie z ukochanymi zwierzakami czy snucie opowieści przy herbatce. Było to życie zarazem pełne prostoty i obfitości.


Tasha Tudor

Tasha Tudor

Tasha Tudor


fot. Richard Brown
fot. Richard Brown

fot. Richard Brown


W świecie, gdzie nigdzie nie trzeba się spieszyć, gdzie wpada się na powolny podwieczorek do znajomych, gdzie sięga się po to, co ma do zaoferowania sama natura żyje się inaczej. Z wdzięcznością i z wdziękiem, ale też nie leniąc się za bardzo. Trzeba włożyć nieco wysiłku, nie ma tu miejsca na pośpiech, ale też i na bylejakość. Zyskuje się za to spokój, czas i poczucie, że nigdzie nie pędzimy. Można obserwować zwierzęta, zmieniające się pory roku. Każdą pracę wykonywać we właściwym rytmie.


Tasha Tudor

Tasha Tudor

Tasha Tudor

fot. Richard Brown


Rodzina Tashy do dziś w większym czy mniejszym stopniu kontynuuje tradycje świata, który stworzyła, ale jej dom nie zamienił się w muzeum. Tasha miała specyficzne podejście: spojrzenie w przeszłość nie musi się równać ucieczce przed życiem, ale wręcz przeciwnie, może sprawić, że będzie pełniejsze. Myślę, że po świecie błąkają się dusze, które czują się we współczesności nieco zagubione i dopiero zainteresowanie tym, co już minione, sprawia, że zaczynają się czuć jak w domu. To nie eskapizm, to większa, trwała wartość, która jest w stanie oprzeć się chwilowym modom i pustce, którą zostawiają w człowieku.


fot. Richard Brown


Tasha Tudor

Tasha Tudor

Tasha Tudor


Tasha Tudor urodziła się w 1915 roku jako Natasha. Jej ojciec, zakochany w Tołstoju, miał oryginalny pomysł, ale dziewczynka skróciła swoje imię i tak już zostało - jeszcze oryginalniej. Zmarła niedawno, bo w 2008 roku i dożyła sędziwego wieku pielęgnując swój mały, ekscentryczny świat na obrzeżach współczesności przez cały niemalże XX wiek. Jest jedną z najbardziej znanych i uwielbianych amerykańskich ilustratorek książek dla dzieci. Nie znajdziemy tu jednak podejścia, które wiele osób kojarzy z "amerykańskością". Jej ilustracje są bardzo proste, można nawet powiedzieć, że czasami naiwne. Pełne szczególików, kwiatów, zwierzątek, delikatnych, ale żywych kolorów. Zatrzymują się jakby o pół kroku od tego, co mogłoby narysować samo dziecko. Są pełne cichego uroku staroświeckości.


Tasha Tudor


Tasha Tudor

Tasha Tudor


Pierwszą ilustrowaną przez siebie opowieść, Pumpkin Moonshine, opublikowała w 1938 roku. Od tego czasu, aż do 2003 roku zilustrowała prawie sto książek. Jej ostatnią pracą było The Corgiville Christmas, w której znalazły po raz kolejny swoje miejsce jej ukochane psiaki rasy Corgi.


Tasha Tudor

Tasha Tudor (kalendarz adwentowy)

Tasha Tudor


Poza ilustracjami do książek Tasha tworzyła też kartki świąteczne, adwentowe, walentynkowe, plakaty i samodzielne ilustracje. Dziś nadal świetnie sprzedają się książki o niej, z jej ilustracjami, pocztówki czy kalendarze.

Tasha Tudor


Jej ulubionym okresem w historii były okolice lat 30stych XIX wieku. W Vermont powstał dom dla Tashy, który zbudował jej syn, Seth, w latach 70-tych. Już przy budowie starano się korzystać tylko z dawnych technik, a budynek, już przystosowany do życia, stał się wierną kopią domostwa z XIX wieku. Podobno rodzina mieszkała w nim bez prądu (a przez jakiś czas nawet bez bieżącej wody). Tasha zajmowała się staroświeckimi robótkami, sama robiła mydło, pracowała przy świecach i tworzyła domki dla lalek. "Domowymi" sprawami Tasha interesowała się od dziecka. Lubiła to. Chętnie sięgała po igłę, gotowała, piekła, wyrabiała sery. W swojej ekscentrycznej posiadłości urządzała staroświeckie podwieczorki znane w całej okolicy.


Tasha Tudor

Tasha Tudor
fot. Richard Brown


Tasha z upodobaniem pielęgnowała domek dla lalek. Był to projekt z prawdziwego zdarzenia. Powstała specjalna poczta, dzięki której jej dzieci mogły korespondować z laleczkami innych właścicieli domków dla lalek.

fot. Richard Brown

fot. Richard Brown

Korzystałam z:
The Private World of Tasha Tudor,  Little, Brown and Company
(autorem zdjęć pochodzących z książki jest Richard Brown).
* * *

Chciałabym skorzystać z okazji i złożyć Wam absyntowe życzenia. Nieważne czy obchodzicie Yule czy będziecie obchodzić Boże Narodzenie czy może świętować Gwiazdkę bez religijnych kontekstów (te słowa kieruję przede wszystkim do znajomych przebywających Azji, którzy załapali się na tamtejsze rozrywkowe "xmas" ;)) - Absynt życzy Wam rozkoszy stołu zgodnych z Waszym gustem, prezentów zgodnych z Waszymi oczekiwaniami i nieoczekiwanych przyjemności. Spokoju dla tych, którzy go pragną, radości dla tych, którzy czekają na spotkania. Miłości, niezależnie od stanu cywilnego i sielskości niezależnie od stanu ucywilizowania.

 

7 komentarzy:

  1. Jakie ładne, ciepłe obrazki, od razu bije od nich taka świąteczna atmosfera. A zdjęcia samej pani Tudor są fascynujące, na niektórych wygląda jak jakaś czarownica(w pozytywnym tego słowa znaczeniu).
    Tobie również życzę wesołych, ciepłych Świąt i dużo uśmiechu! ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Określenie czarownica ma dla mnie jak najbardziej pozytywny wydźwięk i racja, pani Tudor ma na tych zdjęciach w sobie coś z babinki mieszającej jakieś magiczne ziółka :D Fascynujące jest przede wszystkim to, że ona nie przebierała się do zdjęć, z okazji różnych wydarzeń, nie prowadził też żadnego skansenu ;) Tak po prostu żyła codziennie - jakby wyjęta ze swoich obrazków.

      Usuń
  2. Ja panią Tashę znalazłam swego czasu na Pintereście i zachwycałam się jej stylem, a teraz widzę, że obrazki również są godne uwagi :) Wesołych Świąt! _Emnilda (której nie chce się logować)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Tudor jest bardzo popularna na Pintereście, bo te zdjęcia są niesamowicie sympatyczne i bije z nich ciepło ;)

      Usuń
  3. Zajmujący wpis! Przepiękne fotografie:) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Witam w mojej baśni!
Zostawiając komentarz, tworzysz to miejsce razem ze mną.
Ze względu na spam moderuję komentarze do starszych postów.