niedziela, 28 grudnia 2014

Moja pracownia - w świątecznym domu baśniologa

Zapraszam dziś na przechadzkę po moich kątach. Przy okazji świątecznej krzątaniny zawsze robię trochę zdjęć. Nie mogę się opanować, bo gwiazdkowy wysyp kiczyku nastraja mnie do uwiecznień. Nie znajdziecie tu minimalizmu ani zbyt wielu śladów innych współczesnych trendów (poza bielą, która okazała się raczej ponadczasową receptą na rozweselenie niedużego mieszkania niż wyborem dyktowanym modą). Trochę podróżuję w czasie, trochę przemykam po kartach baśni, a jako wróżka, którą ciężko usadzić w jednym miejscu, zimą w końcu temperuję swoją skaczącą naturę, do czego skłania mnie przytulność miejsca. Mojego miejsca.






Moja przenośna pracownia to moje królestwo. Przypomina mi dziuplę wiewiórki. Małego, wszędobylskiego, bajkowego stwora, który znosi do swojego domostwa różne skarby, zaszywa się w ciepłym kokonie półmroku, przy paru świeczkach, z książką na kolanach. Takie było moje dziecięce wyobrażenie życia wiewiórki i chyba jako mikroskopijny osobnik nigdy nie wyobrażałam sobie, że można inaczej.

Zdaję sobie też od wielu lat sprawę z tego, że miłość do przeszłości jest tym samym, co nostalgia za dzieciństwem. To są krainy utkane z marzeń - z podkoloryzowania w ulubionych odcieniach, podkręcenia lub wyciszania składowych obrazu. Każdy z nas jest w mniejszym czy większym stopniu samotny. Jeśli da się coś esencjonalnego powiedzieć o człowieku, to właśnie to. Nasze zagubienie przejawia się na różne sposoby, ale zawsze zagęszcza się w rejonach pragnień nie do zrealizowania i staje się dość rebelianckie, przyznajcie. Każdy ma swoje sekretne szufladki, w których trzyma to, co podważa sens jego istnienia w roli jaką napisało dla niego życie. Takie wrózie jak ja dają temu wyraz w tęsknocie za przeszłością. Dobrze wykorzystana tęsknota ciągnie za nami innych, że na manowce raczej, trudno. Wolę śmiać się z diabłem niż wcale i przyznam, że wiele razy miałam tę przyjemność widzieć, że osobnikowi święcie miłującemu nowoczesność oczka błyszczały, gdy przyszło do przeglądania staroci z mojego skarbczyka. Zrobić z mieszczucha pirata to nie lada wyzwanie!

 

 


Panujący tu styl ciężko mi określić. Początkowo chciałam mieć tu shabby, ze względu na jego "lalkową" aurę, ale tę romantyczną otoczkę przełamała moja wróżkowa natura, która lubi też las i nieco bardziej mroczne klimaty (no, przyznam się, aż po prawdziwe gotycyzmy i kryptę wąpierza). Ze słodyczy shabby pozostały koronki i groszki, tu jako dopełnienie moich muchomorów. W sezonie wiosenno-letnim pewnie wymienię je na jakieś kwiatowe motywy.




Jest tu w zalążku chyba wszystko, co uwielbiam. Trochę staroci, trochę rzeczy stylizowanych na takie; lekki chaos i nadmiar; pocztówki, zdjęcia, obrazki, lalki, zasuszone rośliny, pamiątki z dzieciństwa. Plany nadania temu wnętrzu bardziej "szkolnego" charakteru są w realizacji, chodzi mi tu głównie o starożytne pomoce naukowe ;)

Jeśli chciałabym określić ramy wybranej estetyki, to mogę powiedzieć, że bez narzuconych sobie jakiś tam ograniczeń pewnie podryfowałabym w stronę wystroju pewnego sklepu z Tokio. Każdy kto lepiej czy gorzej kojarzy dzielnicę Shibuya, kojarzy też portal do krainy leśnych czarownic - Grimoire. Lalki, diabły, wiewiórki i kicz. Jego świetność przypadła chyba gdzieś na rok 2010 i obecnie styl dolly kei już nie jest taką modową petardą, ale jednak, mnie tam biorą sentymenty.



 





Na ścianie chwilowo wisi ilustracja ze zdekompletowanego wydania baśni Andersena. Karty zamokły, ale udało mi się uratować kilka ilustracji Szancera. Między innymi do Królowej śniegu.





Cały parapet wypełniłam wrzosami. W tym sezonie leżą między oknem a doniczkami gałązki iglaków, które sprawiają, że jest jeszcze przyjemniej wyglądać przez okno (przy lekko podniesionej rolecie nikt mi też nie zajrzy do apartamentów).





Okolice toaletki stały się w tym roku idealnym miejscem na drobne upominki* (po wyjęciu półeczek). A lampki właściwie wiszą tam cały rok. No i mam prywatną Narnię dzięki temu.

*Przyzam się do idiotyzmu - kiedy sama robię sobie prezent świąteczny, pakuję go często zgodnie z regułami dobrego, prezentowego wychowania. Nawet z kokardką.












Święta w pracowni nie byłyby świętami, gdyby nie ozdoby w stylu vintage. Zwłaszcza muchomorrry!



















18 komentarzy:

  1. Wygląda to świetnie! Do urządzania przestrzeni trzeba mieć talent i wyczucie, a Ty, wnioskując po zdjęciach, masz ich mnóstwo. Aż trochę zazdroszczę Ci takiego pięknego kącika do czytania, odpoczynku i pracy. Dziękuję za post :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuś! Takie miejsce, gdzie można się zaszyć z książką albo innym artefaktem niezbędnego życiowo eskapizmu :D jest czasami niezbędne i długo go nie miałam. Trochę nakarmiłam ten pokoik swoją tęsknotą za taką przestrzenią.

      Usuń
  2. Uwielbiam Twój wnętrzarski gust! Twoja pracownia wygląda naprawdę baśniowo, tak magicznie i przytulnie. Bardzo się cieszę, że pokazałaś nam jej zdjęcia, są naprawdę bardzo inspirujące! Ja też nie przepadam za minimalizmem, ale z drugiej strony bardzo nie lubię bibelotów, za to, jak bardzo się kurzą, więc zawsze wolę ograniczać ilość przedmiotów w pokoju :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiem czego to pracownia, ale ma się ochotę w niej zamieszkać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio głównie chyba miniatur, ale prawda jest taka, że dopiero wracam do swoich twórstw i to miejsce też mi pomoże. Poza tym piszę tu głównie tu właśnie (w sumie bloga także) i chyba do tej pory to była najczęstsza z "prac" :D

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Dziękuś! Wszelkie baśniowe odniesienia mile widziane ;)

      Usuń
  5. Napiszę tylko - dużo muchomorrrrków, mrrrau :)
    Bardzo magicznie i baśniowo ^^ Ilustracja Szancera piękna, właściwie to sama bym sobie powiesiła na ścianie parę jego obrazków. Muszę to zapisać w kajeciku na przyszły rok :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie ilustracje same znalazły, bo były ostatnią rzeczą, którą udało mi się uratować z rozpadającej się, zamoczonej książki ;) Pewnie doczekają się jakiegoś szkiełka, w końcu i tak już swoje przeszły.

      Usuń
  6. Bardzo podoba mi się to wnętrze. Gdybym miała swoją pracownię, wyglądałaby podobnie. :) Wręcz nie wyobrażam sobie innego wystroju. Na razie mogę co najwyżej gromadzić bibeloty, ale kto wie, może za jakiś czas będę mogła je wykorzystać, we wnętrzu w którym będą idealnie pasować. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak w baśni w której każda śnieżynka jest indywidualnie piękna, a na Twoją pracownię składają się całe zaspy śniegu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Piękny komplement, pracownia przyjmuje z wdzięcznym ukłonem ;)

      Usuń
  8. Random thought: czytałaś może "Kroniki Spiderwick"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, znam :) Nawet chyba kiedyś tu już były fantastyczne ilustracje (niedzielne?)

      (przepraszam, że dopiero odpisuję, ale pocztę połączoną z komentarzami to też mam chyba akurat randomowo działającą :D)

      Usuń
  9. Pięknie, magicznie, przytulnie, każdy szczegół przemyślany. Żałuje że nie mam takiej pracowni :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko jest do nadrobienia! Pozdrawiam!

      Usuń
  10. Skąd ten fotel hamakowy? Bo zakochałam się w nim!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze sklepu http://www.whamaku.pl/ Szczerze polecam zakupy. Fotel jest bombowy i właściwie rozpięty na dwóch hakach może też pełnić rolę hamaka ;)

      Usuń

Witam w mojej baśni!
Zostawiając komentarz, tworzysz to miejsce razem ze mną.
Ze względu na spam moderuję komentarze do starszych postów.