wtorek, 25 listopada 2014

Kocia wiedźma i inne japońskie kotowate demony (yokai)

Obiecałam wpis o kocich demoniszczach, a więc w tym tygodniu zamiast samotnego japońskiego klasyka postanowiłam zrobić mały przegląd przedstawień kocich demonów w sztuce (w roli tła dla rozważań natury demonologicznej wystąpią: Toriyama Sekien, Utagawa Kunisada, Yoshifuji Utagawa, Kuniyoshi Utagawa, Yoshu Chikanobu, Toyohara Kunichika, Kawanabe Kyōsai i inni, nie jako koty, ale jako artyści, rzecz jasna). Przy okazji takich okazji ;) pojawia się nieco informacji o wierzeniach ludowych, więc przed Wami wpis z gatunku ględzącego.


Toyohara Kunichika (1835 - 1900), Kocia wiedźma, XIX wiek

Uroczy potwór z powyższego dzieła to "kocia wiedźma", postać popularna w sztuce japońskiej. Nie ma się co dziwić - widowiskowa! Koty z japońskich legend zmieniają się często w kobiety, a już zwłaszcza w czarownice. "Kocia wiedźma" zaprasza do swojego domu młode dziewczęta, które następnie, jak można się domyślić, są konsumowane. Pomaga jej w tym wielki koci chowaniec (klik). Inne wersje mówią o tym, że dziewczyna szukając noclegu w świątyni, zostaje zwabiona przez niewinnie wyglądającą staruszkę, która po wejściu do środka i naturalnie, po zapadnięciu zmroku, zamieni się w potwornego kota i pożre swoją ofiarę. Postać widmowego kota krążąca wokół świątyni to prawdziwa postać staruszki. My ją widzimy. Ofiara nie.


Kuniyoshi Utagawa, Okabe,  1844


Sadahide, Kocia wiedźma, 1860

 Utagawa Kunisada, Kocia wiedźma, 1861


Toyohara Kunichika (1835 - 1900), Wiedźma z Okabe, XIX wiek

Utagawa Kunisada, Wiedźma z Okabe, XIX wiek

Yoshifuji Utagawa, Koci pysk, 1848-49; artysta był uczniem Kuniyoshiego, a dzieło ukazuje wiedźmę z Okabe

Demoniczne koty pojawiają się zarówno w ludowych podaniach, jak i legendach japońskich. Jedna z nich, o kocie z Saga, związana jest z rodem Nabeshima z Hizen nękanym przez potwora. Według legendy żona daimyo z zamku Saga została zamordowana przez kociego potwora, który się w nią wcielił, a każdej nocy wysysał życie z jej męża. Samuraj Ito Soda postanowił strzec swego pana. Aby nie ulec zaklęciom szeptanym przez demona i nie zasnąć, wbił sobie w udo nóż. Dzielny chłopak.


 Yoshu Chikanobu, ilustracja do legendy o kocie z Saga, 1886

Możemy podstawowo podzielić sobie złe kocie stwory z japońskich wierzeń na dwa zbiory: kocie demony czystej krwi i kocie potwory. Czasami ciężko jest powiedzieć z czym właściwie mamy do czynienia, bo taka jest natura japońskich yokai. Wielkie koty mogą być potworami, ale ich gargantuiczne rozmiary mogą też oznaczać, że chodzi o istotę demoniczną.  

Na nadnaturalny charakter przypisywany kotom w Japonii duży wpływ miały wpływy wierzeń chińskich i związane z nimi rytuały. Zdarzało się, że przywoływano demona i w tym celu wykorzystywano starego kota. Ten zwyczaj miał bezpośredni wpływ na powstanie przesądów o tym, że stary kot zamienia się w demona.

Najbardziej "ogólnym" z kocich demonów jest bakeneko, czyli kot-duch. Przypomina nieco takie stwory, jak kitsune i tanuki, a jego cechą charakterystyczną jest umiejętność zmiany postaci. Piszę o nim "ogólny", bo można powiedzieć, że to zbiorcza nazwa kocich demonów jako takich i podzbiorem będzie tu, na przykład, słynny nekomata.


Nekomata i kitsune, zwój Bakemono Zukushi (nieznany artysta epoki Edo, XVIII/XIX wiek)

Kot może stać się bakeneko na wiele sposobów: może osiągnąć określony wiek, urosnąć do odpowiedniego rozmiaru lub mieć długi ogon (w Japonii przycinano kotom ogony i w ten sposób powstała rasa Bobtail). W ostatnim przypadku ogon rozdwaja się i bakeneko jest nazywany wówczas nekomatą.

Bakeneko będzie nawiedzać dom, w którym był trzymany. Spaceruje na dwóch łapach i potrafi przemienić się w człowieka. Napastuje śpiących, tworząc widmowe ogniki. Najgorzej sobie jednak z nami poczyna zamieniając się w człowieka, by zająć jego miejsce (najczęściej chodzi o kobietę) i w ten sposób dalej dręczyć domowników. Bywa, że jest ogromny, co najczęściej okazuje się już po jego śmierci. Maskujący się bakeneko może zostać wpuszczony do pomieszczenia, gdzie leży zmarły i wtedy wybucha niezła afera, bo może ożywić ciało, gdy nad nim przeskoczy.

O nekomacie już pisałam, TU, dziś powiem tylko, że jest to demon cieszący się dużym powodzeniem w japońskiej popkulturze i wzoruje się na nim wiele kotopodobnych stworów, zwłaszcza takich, które mają rozdwojone ogony. Nie jestem fanką anime i mangi, więc nie czuję się kompetentna w wymienianiu przykładów, ale może moi mili czytelnicy przedstawią ciekawe propozycje.

Ciekawym podtypem nekomaty jest gotokoneko - to prawdziwy piroman. Nic go tak nie kręci, jak ogień.

Mizuki Shigeru, Gotokoneko (artysta współczesny, słynny mangaka - strona studia Mizuki)


Olbrzymie koty, które straszą ludzi samymi swoimi rozmiarami, to kocie potwory, które nie mają demonicznej natury. Ich również nie należy lekceważyć.


Kawanabe Kyōsai, Kot-potwór, XIX wiek

  
Powróćmy jednak do demonologii ludowej -
Innym ciekawym kocim demonem jest kasha, który pojawia się, by porwać ciało zmarłego. Ten kotopodobny yokai został uwieczniony przez Toriyamę:


Toriyama Sekien, Kasha


Z tym demonem mamy pewien problem. Już wyjaśniam. Otóż, kasha zapisane w kanji 火車 przekładamy jako ogień (火) i rydwan (車). Mamy do czynienia z demonem piekielnym. Demony zwierzęce, takie, jak kitsune czy bakeneko często są kojarzone z ognikami, ale tu ewidentnie chodzi o płomienie z zaświatów. Cała zabawa z demonem kasha polega na tym, że nie do końca wiadomo czym jest. Jedyne czego możemy być pewni to to, że jeśli byliśmy złymi ludźmi, po śmierci zaczną się nasze kłopoty. Bywa, że podczas pogrzebu pojawia się grzmot i błyskawica (ogień?), a ciało znika. Wykrada je demon i nie jest to przyjemne.

Przez wiele wieków wyobrażenie demona porywającego ciała ewoluowało. Początkowo był to ognisty rydwan. Potem wielki, ognisty kot. Nawet samo używanie nazwy yokai może być tu mylące, bo niekoniecznie powinniśmy tak określać istoty piekielne, a ten demon jest po prostu sługą jakiejś zaświatowej władzy. Jak kasha stał się kotem? Jak w przypadku kilku innych yokai za tę metamorfozę odpowiedzialny jest Toriyama, o którym pisałam TU. W Gazu Hyakki-yakō z 1776 roku, pokazał dziwacznego kota w płomieniach i się zaczęło. Podobnie jak jego następca Mizuki Shigeru, Toriyama Sekien często mieszał swoje własne wyobrażenia z folklorem. Problem w tym, że nie wiemy czemu wybrał kota, bo w tym tomie jego dzieł nie ma notatek przypisanych do ilustracji.


Nabeta Gyokuei, Kasha, z Kaibutsu Eho, 1881

Oczywiście, nie wszystkie nadnaturalne japońskie koty są złe, ale to temat na zupełnie inny wpis.

Źródła:
http://www.bowdoin.edu/art-museum/exhibitions/2012/fantastic-stories.shtml
http://hyakumonogatari.com
http://www.japaneseprints.net
http://www.flickr.com/photos/23416307@N04/5495308548/in/set-72157627338854590
http://pinktentacle.com/2011/03/monsters-from-the-kaibutsu-ehon/
http://ccdl.libraries.claremont.edu/cdm/search/collection/cyw/searchterm/College


9 komentarzy:

  1. Dzięki :D w koncu sie dowiedzialam, skad te wszystkie kocie uszka w anime. I podobnie jak w Europie baśnie sie coraz bardziej wygladza, tak samo kocie demony i wiedźmy, pierwotnie straszne, teraz sa wielkookie i kawaii :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, te tradycyjne też są kawaii :D Popatrz jakie mają te uszka i pyszczki (u Kunisady, na przykład).

      Za jedną rzecz Japończyków można na pewno pochwalić: cenią sobie swój folklor i nadal interesują się yokai, jakoś bardziej twórczo, poważnie, nie tylko taka popelina, jaka niestety, ostatnimi czasy, jest popularna u nas, nad Wisłą heheh

      Usuń
    2. w pojedynku tokyo mew mew vs donatan naprawde nie wiem co jest gorszym gwaltem na motywach ludowych. za to i u nas znajda sie perelki podejscia do folku, wczesny zywiolak, zespol ruta, niszowe animacje. w sumie nie jest tak zle jak mozna by myslec

      Usuń
    3. No, z tym porównaniem nie będę polemizować :D
      Pewnie chodziło mi raczej o to, że u nas perełki, a u nich mainstreamowe anime. I co idzie w świat i zagramaniczni sobie myślą? Nie żywiołaki, tylko donatany :D No, szkoda trochę, prawda? Japończycy mają trochę inną historię podejścia do tradycji (nie będę ukrywać, mimo ciemnych stron, zazdroszczę), u nas bywa, że pojęcia folklor się używa pejoratywnie i wiadomo, PRL itd. Sporo też gdzieś tam poginęło po wioseczkach...Ogólnie szkoda, że w zasadzie tylko nisza, chociaż jakby TVN się za to zabrał też bym płakała :D

      Usuń
  2. Mega ciekawe! Sam pomysł kociej wiedźmy wydaje się niesamowity, a ryciny przerażają i fascynują. Nie wiem, czy oglądałaś "Narzeczoną dla kota" Studia Ghibli - ale troszkę mi się to skojarzyło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to taka arcykocia anime, też o tym filmie myślałam, gdy zaczęłam przeglądać kocie prace Japończyków ;) Kot Muta jest chyba jednym z moich ulubionych animowanych kotków :D

      Usuń
    2. Tak, jest czaderski! :D No ale to szarmancki baron podbił moje serce od pierwszego obejrzenia <3

      Usuń
  3. Świetny wpis ze świetnego gatunku wpisów. Wybrane prace z motywem wiedźmy genialne. Najlepszy ten koci pyszczek.
    Tytuł nauwa mi jednak takie pytanie, czy wiedźma w japonskich wierzeniach jest bytem demonicznym?
    Andrzej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że to nie jest podchwytliwe pytanie ;) Zwłaszcza, że w końcu się domyślam kim jest szanowny anonim (witam, panie doktorze :D)

      Możliwe, że stworzyłam ten tytuł niefrasobliwie, nie myśląc o ontologii wiedźmowatości w japońskim folklorze :D A tak bardziej serio: szczerze mówiąc, nie zastanawiałam się nad tym, wielkim znawcą tematu nie jestem, ale sądzę, że tę wiedźmę można uznać za yokai, tak jak bakeneko. Jeśli sama zmienia się w kota i kot ten pożera swoje ofiary, będzie chyba rodzajem kociego demona. Z yokai jest ten problem, że to byty nieokreślone dokładnie, może być nimi na dobrą sprawę wszystko, co zacznie zachowywać się wystarczająco nadnaturalnie ;) Używanie terminów z naszego kręgu kulturowego - wiedźma, demoniczność - zawsze sprawia pewne problemy. Yokai nie znaczy do końca nasz demon ludowy. Mamy tu inny sposób postrzegania rzeczywistości, inne punkty odniesienia, jeśli chodzi o tę "nadnaturalność", ale to ja nie będę znawcy tematu się rozwodzić na ten temat (no, chyba, że moja dedukcja plus nagłe oświecenie to nieporozumienie heheh). Kwestia czarów też zupełnie inna sprawa. Myślę, że wielkiej wtopy na ten temat w tytule chyba nie ma ;)

      Usuń

Witam w mojej baśni!
Zostawiając komentarz, tworzysz to miejsce razem ze mną.
Ze względu na spam moderuję komentarze do starszych postów.