czwartek, 27 listopada 2014

Ci, co śnią za dnia, wiedzą o wielu rzeczach niedostępnych dla tych, co śnią tylko nocą. Imaginarium Edgara Allana Poe

Gdybym nie była Absyntem, byłabym Edgarem Allanem Poe. Edgar, a potem długo, długo nic i w końcu Akunin z tym swoim uzależniającym stylem opowieści (wybaczę mu każdą głupotę). Wracam co jakiś czas i zawsze się zachwycam. Różnorodnością. Koronkową analizą (nie tylko w opowiadaniach detektywistycznych) pożenioną z nałogową skłonnością do dygresji (ja, ja! przypis do przypisu w przypisie :D) i erudycyjną ornamentyką (chciałabym). Humorem. Czarnym. Wisielczym. Czytelną tylko dla nielicznych ironią (idealizm transcendentalny - zastanawiam się ile autoironii wielbiciela tej rozkosznie zawikłanej filozofiji jest w stwierdzeniu, że lubił przede wszystkim wyłapywać błędy transcendentalistów, ja się pod tym podpisuję każdą macką). Pomysłami zupełnie obłąkanymi. Fantasmagorią. Akunin jest jak szampan, Poe jak opium.

Seiko Kato, kolaż (strona artysty - KLIK)


Dziś chciałabym zabrać Was ze sobą na niezwykłą wycieczkę: będziemy zwiedzać ponure komnaty w najodleglejszych zakątkach samotnych zamków, przyglądać się dziwnym freskom w fosforyzującej poświacie, spacerować po friedrichowskich przestrzeniach i stąpać cicho po raju. Postanowiłam zilustrować swoje uwielbienie dla Poego za pomocą obrazów, jakimi mógłby umeblować świat swojej wyobraźni, a jakimi obdarzyli liczne wydania jego prozy i poezji wybitni artyści. Pojawi się też jego własna praca i jedna fotografia, która zapadła mi w pamięć, kojarząc się z Eleonorą. Postanowiłam skupić się na wrażeniach i miejscach, bo wybór spośród mnóstwa ilustracji byłby ponad moje siły bez takiej selekcji wstępnej. Artyści lubili Poego i zupełnie mnie to nie dziwi, bo pisał niezwykle malowniczo, kreując sceny, które aż proszą się o materializację. Zapraszam!


Edmund Dulac, Eleonora


Oczywiście, nawet nie porównuję się do Edgara. Nie tylko dlatego, że żyje nam się zupełnie inaczej. Przede wszystkim dlatego, że był genialny, a chyba nie muszę tłumaczyć, że niespecjalnie czuję się geniuszem. Można go nie lubić, nie rozumieć, nie wątpię. Chociaż jeśli ktoś nie lubi i nie rozumie pana Edgara, to prawdopodobnie nie polubi i nie zrozumie także i mnie (i chyba o takie powinowactwo między takim nikim jak ja i takim kimś jak Poe mi chodziło). Znając jednak chociaż pobieżnie historię literatury, nie sposób mu odmówić wielkich zasług. Poego nie da się przecenić. Bez niego nie tylko nie byłoby nadnaturalnego horroru, a przedawniona już w jego czasach "gotyckość" nie stałaby się popularną używką po dziś dzień. Właściwie stworzył kryminał, a już na pewno podstawową konwencję opowiadania detektywistycznego. Bez jego Auguste'a D. na ma żadnych "szerloków", wierzcie mi. Zachwycał się nim Verne i ciężko mówić o rozwoju jakiejkolwiek fantastyki naukowej bez udziału Poego. Zresztą, był z niego niezły jajcarz pod tym względem. Miał dość sporą, jak na swoje czasy, wiedzę związaną z naukami przyrodoznawczymi czy dziedzinami eksperymentalnymi i jako pisarz, nie naukowiec, potrafił zręcznie ją wykorzystać. Zaowocowało to popełnianiem mistyfikacji - czasami nawet wbrew woli autora czytelnicy wierzyli we wszystkie "prawdziwe przypadki", które opisywał.


Edmund Dulac


Za swego życia, które zakończył marnie i w sumie w enigmatycznych okolicznościach, Poe został doceniony dziewięcioma dolarami za Kruka, arcydzieło czarnego romantyzmu. Egzemplarzy Grotesek i arabesek było chyba dwadzieścia. A jego elitarny "Stylus" nigdy nie ujrzał światła dziennego. I tu też się poważnie różnimy. Nie mam już żadnych szans, żeby być le poete maudit, bo nawet jeśli literacko nikt nigdy mnie doceni (w co zresztą nie wątpię, zwłaszcza, że stale piszę do szuflady, mimo najlepszych chęci wydania kiedyś tego grafomaniactwa), to jednak nie mam dziurawego sufitu nad głową, źle nie jest. 


Edmund Dulac, Poe

Rysunek przypisywany Edgarowi Allanowi Poe (źródło)


Po raz pierwszy spotkałam pana Poe, gdy czekałam w kolejce do stomatologa. Dziwny to był pomysł umilać sobie ten czas cienką książeczką z groteskowymi opowiadaniami, ale powiem na swoje usprawiedliwienie, że nie miałam pojęcia jaka czeka mnie literacka przygoda. Poza tym, okazało się, że była to wcale niegłupia lektura w takich okolicznościach przyrody. Pierwsza klasa liceum. Pierwsze półrocze. Miałam wtedy już za sobą jakąś tam bibliofilską biografię, ale na kogoś takiego, jak Poe nie trafiłam. Odczuwałam już nastoletnią potrzebę dookreślania się i szukałam tożsamości także dzięki spotkaniom z kulturą. Czytając Poego poczułam się w domu, chociaż po latach przyznaję, że moja lektura jego dzieł musiała być z oczywistych powodów dość powierzchowna. To teksty miejscami bardzo erudycyjne i muszę przyznać, że przywoływanie niemieckich filozofów niewiele mi wtedy mówiło, było tylko kolejnym detalem tej urzekającej aury, którą Poe nadawał swoimi opowieściom. Ironii czy parodii miejscami nie wyczuwałam, dziś bardziej doceniam tego błazeńskiego ducha, który od czasu do czasu prześwieca przez Ligeję czy inne "gotyckości".


Edmund Dulac, Al Aaraaf

Przez cały dzień pewnej jesieni — dzień zadymką omglony, posępny i oniemiały, gdy chmury ciężko i nisko zwisły na niebie, przebywałem samopas i konno obszary niezwykle ponurej krainy i wreszcie, w chwili przypływu zmierzchów wieczornych, stanąłem przed melancholijnym Domem Usher'ów.


Nie spodziewałam się oczywiście, że trafi mi się taka perełka w kolejce do dentysty. Dzieciństwo spędziłam w małym, mazurskim mieście i dobrych dentystów było tu niewielu, więc kolejka była zawsze. Zachodziłam do gabinetu w drodze ze szkoły, więc musiałam się ratować tym, co miałam w teczce. Parę razy już rozwiązywałam z nudów zadania z matematyki (i zresztą wróciłam do tego, gdy Poe się skończył, a skończył się szybko i musiałam wypożyczać nowego, a z kolei: biblioteka, małe miasteczko, kolejki do książek, sami rozumiecie). W bibliotece chwyciłam pierwszą z brzegu książkę o dziwacznej okładce lew i człowiek ze skrzydłami, odwrócony do widza plecami. Opowieści niezwykłe, wydawnictwo Siedmioróg. Opowiadanie Zagłada domu Usherów zaczęłam czytać przed wejściem. Nie mogłam się oderwać, odtwarzałam w głowie niektóre ze scen, gdy siedziałam na fotelu dentystycznym, a potem natychmiast wróciłam do Poego i czytałam dalej, zdaje się, w drodze do domu, już po zmroku, męcząc sobie oczy w świetle latarni. Ryzykując, że się wywrócę na chodniku, w jakimś mniej dostosowanym do chodu dziewczęcia, które błądzi po dziwnych krainach, miejscu. Do dziś pamiętam to przyjemne powietrze jesienne i ten gorzki zapach mokrych liści. Był listopad.


John Morton-Sale, ilustracja do Zagłady domu Usherów, lata 30ste XX wieku

Alexander Alexeieff, ilustracja do Zagłady domu Usherów, 1930

Fritz Eichenberg, ilustracja do Zagłady domu Usherów

Abner Epstein, Zagłada domu Usherów, 1931

Arthur Rackham, ilustracja do Zagłady domu Usherów

W Serce - oskarżycielem, w Beczce Amontillado czy w Żabim Skoczku Poe jest groteskowo-makabryczny...


Miał jedno oko podobne do sępiego — oko płowo-niebieskie, bielmem przysłonięte. Ilekroć to oko zwracało się ku mnie, tylekroć krew we mnie stygła, i oto — zwolna — stopniowo — uknuła mi się w głowie zachcianka odebrania starcowi życia, aby w ten sposób raz na zawsze uwolnić się od jego oka.


Fritz Eichenberg, ilustracja do Serce-oskarżycielem


Niechże będzie wiadomo, że ani słowem, ani czynem nie przysporzyłem Fortunatowi najmniejszego powodu do powątpiewania o mojej życzliwości. I nadal, jak dawniej, uśmiechałem się doń — twarz w twarz — on zaś nie domyślał się, że uśmiech mój obecny jest jeno wynikiem zadumy o jego znicestwieniu.


Fritz Eichenberg, ilustracja do Beczki Amontillado

I pod pozorem dokładniejszego przyjrzenia się królowi, zbliżył pochodnię do lnianego przyodziewu, który, oblekając króla, rozfalował się natychmiast w pokrowiec wzburzonego płomienia.
W przeciągu mniej, niż pół minuty, ósemka orangutangów płonęła już zapamiętale wśród wrzasków ciżby, która gapiła się z dołu, zdjęta przerażeniem i niezdolna najmniejszej podać pomocy.


Arthur Rackham, ilustracja do Żabiego Skoczka


...chociaż zazwyczaj jest raczej takim zmyślonym typem, który tak długo siedzi i myśli aż zaczyna fosforyzować w ciemności. Pięknie fosforyzujące ilustracje do jego prozy stworzył bardzo ciekawy artysta, do którego pewnie jeszcze wrócę, Byam Shaw. Tu do Zagłady:


Byam Shaw, ilustracja do Zagłady domu Usherów, z Selected tales of mystery, Londyn, 1909

A tu do innych opowiadań:

Byam Shaw, ilustracja do Maski śmierci szkarłatnej, z Selected tales of mystery, Londyn, 1909

Byam Shaw, ilustracja do Metzengerstein, z Selected tales of mystery, by E. A. Poe, Londyn, 1909

Byam Shaw, ilustracja do Ligei, z Selected tales of mystery,  Londyn, 1909

Byam Shaw, ilustracja do Rękopisu znalezionego w butelce,  z Selected tales of mystery, Londyn, 1909

Byam Shaw, ilustracja do Studni i wahadła, z Selected tales of mystery, Londyn, 1909


Poetycki Poe jest melancholijny, ale zdarza mu się też bardzo nastrojowa proza, która właściwie nie różni się niczym od poezji. Takie są jego gotycyzujące opowiadania...

Wszelako sądzę, iż poznałem i spotykałem ją najczęściej w jakimś wielkim, starożytnym, opustoszałym mieście, gdzieś nad Renem.


Arthur Rackham, ilustracja do Ligeii


...ale też Eleonora, gdzie maluje bardzo sugestywnie wizję raju ukrytego przed światem.

Jakoż żyliśmy sami, nie znając wcale świata poza doliną...

W. Eugene Smith, The Walk to Paradise Garden, 1946

Arthur Rackham, ilustracja do Eleonory


Znacznie później poznałam poezję Edgara i też polubiłam, chociaż ogólnie jestem raczej fanką jego prozy. Poezję Poego pięknie ilustrował przywołany przeze mnie na początku wpisu Edmund Dulac:



Edmund Dulac

Edmund Dulac, ilustracja do Tamerlana, z The Bells and Other Poems, 1912


Edmund Dulac, ilustracja z Do jednej w raju

Edmund Dulac, ilustracja do Annabel Lee

Edmund Dulac, Do Heleny (II)

Edmund Dulac, ilustracja do Uśpionej

Na pewno wrócę jeszcze do poszczególnych opowiadań - oczywiście z wpisami, gdzie obok tematów literackich znajdzie się słuszny wybór ilustracji. Mam też nadzieję, że w przyszłym miesiącu przedstawię Wam pewne ciekawe wydanie Poego sprzed kilku lat, dostępne nadal w księgarniach i pojawi się Harry Clarke ze swoimi ilustracjami.


Źródła, z których korzystałam:
http://www.theguardian.com/books/booksblog/2014/oct/30/bring-up-the-bodies-digging-up-dead-in-literature
http://www.davidsongalleries.com/artists/eichenberg/eichenberg.php 
Opowieści miłosne, śmiertelne i tajemnicze, Edgar Allan Poe, Poznań 2009

3 komentarze:

  1. Bardzo lubie dulaca (czesto z niego kopiuje prace albo jakies elementy), a odkad uzmyslowiono mi ze Edgar Alan Poe wyglada jak Krzysztof Krawczyk, to noe moge czytac jego opowiadan bo slysze jakby w glowie czytal je Krawczyk.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, wiesz co :D Za piękny w sumie nie był, ale Krawczyka też mi nie przypomina heheh Jak go kiedyś narysowałam, miał więcej z Einsteina :D Nawet jakoś specjalnie nie kojarzę jaki głos ma Krawczyk, ciekawe.

      Dulac jest świetny. Mam często sny w stylu Dulaca ;)

      Usuń
    2. Nie sluchaj, raz posluchasz krzysztofa i ta maniera bedzie sie obijala o uszy notorycznie.
      :D

      <3 ale ci zazdroszcze snow <3

      Usuń

Witam w mojej baśni!
Zostawiając komentarz, tworzysz to miejsce razem ze mną.
Ze względu na spam moderuję komentarze do starszych postów.