niedziela, 30 listopada 2014

Niedzielna wróżka w stylu japońskim

Trochę robię sobie jaja, ale sami oceńcie - wróżka czy nie wróżka?

Kunisada, Motyle, 1863, z cyklu Toyokuni Kigo kijutsu kurabe (aktor Sawamura Tanosuke III w roli Fujinami Yeun-nie-jo)

czwartek, 27 listopada 2014

Ci, co śnią za dnia, wiedzą o wielu rzeczach niedostępnych dla tych, co śnią tylko nocą. Imaginarium Edgara Allana Poe

Gdybym nie była Absyntem, byłabym Edgarem Allanem Poe. Edgar, a potem długo, długo nic i w końcu Akunin z tym swoim uzależniającym stylem opowieści (wybaczę mu każdą głupotę). Wracam co jakiś czas i zawsze się zachwycam. Różnorodnością. Koronkową analizą (nie tylko w opowiadaniach detektywistycznych) pożenioną z nałogową skłonnością do dygresji (ja, ja! przypis do przypisu w przypisie :D) i erudycyjną ornamentyką (chciałabym). Humorem. Czarnym. Wisielczym. Czytelną tylko dla nielicznych ironią (idealizm transcendentalny - zastanawiam się ile autoironii wielbiciela tej rozkosznie zawikłanej filozofiji jest w stwierdzeniu, że lubił przede wszystkim wyłapywać błędy transcendentalistów, ja się pod tym podpisuję każdą macką). Pomysłami zupełnie obłąkanymi. Fantasmagorią. Akunin jest jak szampan, Poe jak opium.

Seiko Kato, kolaż (strona artysty - KLIK)


wtorek, 25 listopada 2014

Kocia wiedźma i inne japońskie kotowate demony (yokai)

Obiecałam wpis o kocich demoniszczach, a więc w tym tygodniu zamiast samotnego japońskiego klasyka postanowiłam zrobić mały przegląd przedstawień kocich demonów w sztuce (w roli tła dla rozważań natury demonologicznej wystąpią: Toriyama Sekien, Utagawa Kunisada, Yoshifuji Utagawa, Kuniyoshi Utagawa, Yoshu Chikanobu, Toyohara Kunichika, Kawanabe Kyōsai i inni, nie jako koty, ale jako artyści, rzecz jasna). Przy okazji takich okazji ;) pojawia się nieco informacji o wierzeniach ludowych, więc przed Wami wpis z gatunku ględzącego.


Toyohara Kunichika (1835 - 1900), Kocia wiedźma, XIX wiek

niedziela, 23 listopada 2014

wtorek, 18 listopada 2014

Subtelności panny Boznańskiej (artysta tygodnia)

Stara panna, z której obrazów wieje chłodem i widmem? A może ekscentryczka, nawet trochę wiedźma, dokarmiająca myszy, które lęgły się w jej pracowni? Biedaczka, artystka niedoceniona czy może niezależna kobieta próbująca utrzymać się z pasji i bez mężczyzny? Na pewno można powiedzieć o niej jedno: sztuka była dla niej wszystkim. Mamy okazję podziwiać widmowe obrazy jej autorstwa na wielkiej wystawie w Krakowie (informacje TU).


Gdyby tak nie urodziła się w Polsce, ale we Francji... A może chociaż gdyby tak, będąc docenioną w Europie, zamieszkała właśnie tam, w ojczyźnie matki. Czy stawiano by ją w jednym rzędzie z Monetem? Mam pewne wątpliwości, ale jednak są pewne szanse. Jak sama mówiła, jej prace nie podobały się w Krakowie. Polska, wtedy w sercach, nie na mapie, potrzebowała czegoś, co będzie te bebechy patriotyczne ogrzewać. Malarstwo Boznańskiej wydawało się zbyt chłodne, zdystansowane, smutne.


Wybrałam dla Was tylko parę obrazów, bo sama nie przepadam za Boznańską, ale na pewno warto o niej pamiętać.








Wydaje się, że nie szukała egzotyki. Malowała kobiety, dzieci, widoczki z pracowni, zza okna. Zwyczajność. Codzienność. Oczywistość. A jednak dała się zauroczyć japońszczyźnie, wtedy, za sprawą impresjonistów triumfalnie wkraczającą do sztuki europejskiej, przefiltrowaną przez wrażliwość malarzy-rewolucjonistów.



(wpis automatyczny)

niedziela, 9 listopada 2014

Listopadowa galeria miesiąca i wróżka niedzielna

W tym miesiącu złamałam swoje własne reguły i galeria zaludniła się zupełnie różnorodnym ludkiem ;) Starocia, fotografia, baśniowe obrazki, ilustracje z magazynów mody i tradycyjne malarstwo. Dla każdego coś miłego. Na deser niedzielna wróżka.

I pamiętajcie! Nie odpowiadam na komcie, mejle i nie zaglądam do Was tylko i wyłącznie dlatego, że nie mam za bardzo czasu. Nadrobię na początku tygodnia ;)

Stephen Mackey, An Evening of Clairvoyance

wtorek, 4 listopada 2014

Uwodziciel Federico Beltrán Masses (artysta tygodnia)

Uwiodły mnie te smutno-wojownicze panie mroczną golizną i zapatrzonym w ciemność wzrokiem. Podążyłam za nim i zobaczyłam artystę szukającego jakiejś wielkiej tajemnicy w lśniących fatałaszkach i sztucznych pozach zdjętych prosto ze sceny. Przez ciało wgłąb egzystencji. Pod piórami egzotycznych ptaków - bijące serce ważnych pytań. Wybaczcie natchniony ton przy okazji gołych bab, ale aż kusi przy tych pracach, żeby pisać o nich tak, jak pisałoby się o Goyi.


Federico Beltrán Masses, La novia del legionario, 1923