poniedziałek, 27 października 2014

O symbolice wrzosa, miotłach, legendarnej historii Szkocji i synowej Osjana

Dziś będzie o nadprzyrodzonych urlopach, tajemnym przepisie na piwo, o zwyczajnych miotłach i nadzwyczajnych pannach młodych. Wrzosy pojawiają się, gdy kończy się lato, najpiękniej wyglądają jesienią, a na progu zimy, w smętnych dniach listopadowych, nadal cieszą oko. Kiedyś często można było się spotkać z przekonaniem, że przynoszą nieszczęście, dziś są popularną rośliną ozdobną, bo nie sposób odmówić im urody i wyglądają pięknie nawet, gdy leje deszcz. Natomiast w szkockich legendach znajdziemy we wrzosach nie tylko urodziwe kwiaty, ale i magiczne rośliny poświęcone elfom czy tajemniczym postaciom z przeszłości.


Calluna vulgaris, czyli wrzos zwyczajny był często wykorzystywany w zupełnie pospolitych celach, do czego jak widać zachęca nawet łacińska nazwa. Zwłaszcza w Szkocji, gdzie wrzos służył nie tylko w kuchni i jako lecznicze zioło, ale też przy budowie domu, wytwarzaniu mioteł czy materacy. Oczywiście, miał on również, jak wspomniałam, swoje zastosowanie kulinarne. W Szkocji i Irlandii robiono przy pomocy wrzosów piwo, a i u nas znany jest przepyszny miód wrzosowy. Roślinka wybitnie wabi owady. Posadźcie sobie wrzosy, a sami zobaczycie. Z racji tego, że służyła jako materiał do wyrobu mioteł, była czasami kojarzona z biedą. Bogacz nie musiał sam zamiatać, więc kwiatek vulgaris mógł nie kojarzyć mu się najlepiej. Nas interesują jednak przede wszystkim legendy i wierzenia okołowrzosowe.

Czarna legenda

Za złą sławę tej rośliny na świecie być może odpowiedzialna jest Skandynawia. To tam właśnie głównie kojarzono wrzosy z biedą, ale nie to przyczyniło się do najczarniejszej wersji uprzedzeń wobec tej pięknej rośliny. Do dziś niektórzy starsi ludzie wierzą, że razem ze wrzosem wchodzi do domu śmierć. Skandynawowie kojarzą wrzosy raczej negatywnie, jako zwiastuny nieszczęścia i symbole żałoby. Podobnie jest zresztą i u nas, ale nie mam pojęcia skąd to przekonanie wzięło się w kręgach słowiańskich. Kiedyś przebadam sprawę dokładniej. Teraz mogę powiedzieć zaledwie parę słów. Nazwa września została chyba nadana z sympatii dla pięknych połaci fioletu kwitnących w lasach i na torfowiskach, dodatkowo wrzesień był raczej miesiącem plonów i kojarzył się dobrze. Możliwe, że dopiero w czasach chrześcijańskich nasze wrzosy zaczęto odbierać negatywnie. Nie bez znaczenia jest późne kwitnienie wrzosów, jeszcze w okolicach świąt poświęconych zmarłym. Kwiaty te nadal są wykorzystywane do dekorowania grobów i możemy je kupić pod cmentarzem.



Istotniejsze i starsze jest jednak powiązanie wrzosów z zagadnieniem mocy i czarostwem. Wspomniane miotły od razu kojarzą nam się z baśniowymi czarownicami, w czym pomaga dziś coraz popularniejsze na całym świecie Halloween. Miotła ma jednak autentyczne znaczenie w kulturze ludowej, które związane jest z "czynnościami magicznymi". Popatrzmy na wierzenia naszego słowiańskiego kręgu kulturowego, gdzie znajdziemy całe mrowie przedmiotów o apotropeicznych właściwościach i taka pospolita miotła wcale nie jest wyjątkiem. Związana z usuwaniem i sprzątaniem na dzień dobry miała już gotowe ukryte, magiczne funkcje. Wymiatano nią wszystko co złe z domostwa, usuwano chaos jaki niesie ze sobą nieporządek w obrębie gospodarstwa. Pamiętajmy, że usuwanie odbywało się poprzez przemieszczanie tego, co niepożądane przez granicę (tu: próg), a granica była miejscem niebezpiecznym, gdzie czasami dawały znać o sobie zaświaty. W kulturze dawnych Słowian granice takie jak miedze czy progi miały właśnie niepokojący charakter. Miotła mająca w ten sposób kontakt z granicą, nabywała właściwości magicznych. Nic dziwnego, że jej posiadanie i używanie było związane z różnymi zakazami i nakazami. W ten sposób wkraczamy w kolejną strefę wierzeń związanych z miotłą. Między innymi, nie można było jej używać w okresach, gdy świat żywych mógł się pomieszać ze światem zmarłych: po zachodzie słońca, w nocy, w święta. Miotłom przypisywano też właściwości ochronne (na progu domu, w miejscu granicznym, w polu, przed izbą, gdzie znajdują się dzieci - najczęściej stawiana do góry nogami) i lecznicze. Leczenie w kulturze ludowej ma nie tylko aspekt medyczny (ziołolecznictwo ludowe), ale wiąże się także z praktykami, które spokojnie można określić jako magiczne. Miotłę wiązano z takimi właśnie czynnościami, które mogły mieć zarówno pozytywne, jak i negatywne skutki. Większość  tego, co leczy, mogło według wierzeń, tu naprawdę niegłupich, i truć. Lecznicze właściwości miotły wiążą się z jej funkcją przekraczania granicy. Czasami osobę chorą wyprowadzano "na miotle" i przedmiot miał zabrać ze sobą chorobę poza obręb domostwa czy osady. Oczywiście, miotły wytwarzano z wielu różnych materiałów, ale także i z wrzosów. U nas ten typ mioteł nie cieszył się większą popularnością, ale zupełnie inaczej było na Wyspach Brytyjskich.

James Torrance, ilustracja do szkockiej baśni Witches of Delnabo w: Scottish Fairy and Folk Tales, George Douglas, 1901 (tekst TU)

Nie wszędzie i zawsze skojarzenie wrzosa z czarami było negatywne. W Szkocji, gdzie, jak już wspomniałam, wrzos jest wykorzystywany chętnie do dziś, kultura ludowa obfituje w legendy i wierzenia związane z nimi i mające pozytywny wydźwięk.

Dlaczego Szkoci kochają wrzosy?

To, co w jednej kulturze uważane jest za szkodzące, w innej może być postrzegane jako pomagające. W kulturze ludowej jako takiej, wszystko, co związane z czarami miewa ambiwalentny charakter. Na Wyspach Brytyjskich magiczny wrzos ma zdecydowanie lepsze notowania niż w Skandynawii. Nawet sama królowa Wiktoria podobno skłonna był uważać białe wrzosy za roślinę przynoszącą szczęście*. Wrzosy innego kolory również uchodziły za zioła działające pozytywnie na człowieka i otoczenie oraz kojarzono je z takimi wartościami, jak wierność czy siła i trwałość. 

Obecnie możemy dostać w sklepach wrzosy o najróżniejszej barwie, ale w naturze występują przede wszystkim wrzosy w kolorze fioletowym, liliowym. Szczególnie rzadkie są wrzosy białe i jak możecie się domyślać miejsce ich występowania miało szczególne znaczenie. Na brytyjskich wrzosowiskach przestrzenie ukwiecone białym wrzosem stawały się wrotami dla istot nadprzyrodzonych. Szkoci wierzyli, że nadnaturalny lud Faeries (lub w przypadku ludności irlandzkojęzycznej - sídhe) przebywa właśnie w tych okolicach, gdy udaje się na pewnego rodzaju nadprzyrodzony urlop. Uważano również, że biały, czysty wrzos rośnie jedynie tam, gdzie nigdy nie przelano krwi, co w krainie o takiej wojowniczej historii jaką ma Szkocja jest akurat dość rzadkim zjawiskiem. Co ciekawe, ten sam biały wrzos był chętnie noszony podczas bitew i drobniejszych starć. Miał przynosić szczęście w takich niespokojnych okolicznościach. Biały wrzos kojarzony był też z kilkoma szkockimi klanami: MacDonald, MacAlister, MacIntyre, Ranald, MacPherson, Shaw i legendy dotyczące klanów często przypominają o niezwykłej sile rośliny.



Wiele szkockich legend związanych z wrzosami ma swoje korzenie w dalekiej przeszłości i dziś trudno już zweryfikować ile zachowało się w nich z prawdziwej historii. Jedną z najbardziej znanych jest ta o ...przepisie na piwo. Sama legenda wrzosowego piwa jest bardzo ciekawa, bo dziś właściwie trudno ustalić jak to pierwotne wrzosowe piwo smakowało. O to, kto wymyślił piwo wrzosowe toczą też dziś bój Szkoci z Irlandczykami. Dzisiejsza nazwa szkockiego piwa wrzosowego odwołuje się do legendy Piktów, którzy mieli stworzyć recepturę tajemniczego napoju. Lud Piktów jest równie enigmatyczny, co sam historyczny napój. Od 9 wieku naszej ery, gdy w Szkocji oficjalnie mieszkali już Szkoci, a nie Piktowie (razem z Piktami utworzyli Królestwo Alby) informacje o nich zaczynają blednąć. Wersji legendy o piktyjskiej recepcie na piwo pojawia się grubo ponad sto. Pojawia się w nich przekaz o ostatnich Piktach. Raz jest to król i jego syn, raz ostatni dwaj ocaleni w przegranej bitwie. Najsłynniejszą literacką wersję legendy podaje chyba Robert Louis Stevenson w wierszu Heather Ale. Występujący tu szkocki król próbuje zdobyć przepis na piwo od ostatnich dwóch ocalałych Piktów. Starszy z jeńców mówi, że zdradziłby sekret, ale boi się gniewu młodszego. Król zabija młodzika, ale starszy z Piktów nie zdradza receptury, stwierdzając, że zwyczajnie tylko młodszy z nich mógł to zrobić.

Jacques Le Moyne de Morgues, Dziewczyna  ludu Piktów, ok. 1580 (nazwa ludu nawiązuje do tatuaży pokrywających ciało)

  
Inna wersja legendy mówi o tym, jak na wyspy przybyli wikingowie** i pokonali Piktów, a ostatni z wodzów tego ludu został osaczony na klifie przez przywódcę najeźdźców. Ten torturował władcę tubylców razem z jego synem, aby wyciągnąć z nich przepis na słynne wrzosowe piwo. Król Piktów nie martwił się o swoją silną wolę i nie zamierzał przekazać bezcennej receptury w łapy zbója, martwił się jednak, że jego syn nie okaże podobnej hardości. Negocjował więc z wikingiem następujący układ: pan wiking zabije jego syna bez dalszych tortur, a on, król Piktów poda mu przepis. Jak sobie życzył, tak się stało i nieszczęsny syn królewski zginął zrzucony w klifu do morza. Sam król oczywiście wytrzymał tortury i przepis zginął razem z nim. Według innej wersji legendy rzucił się z klifu, pociągając za sobą ciekawskiego wikinga. Czemu recepta na piwo była tak pożądana? Tradycja warzenia piwa w Szkocji jest bardzo wiekowa i uważa się, że jest to jeden z najstarszych trunków tego rodzaju. Ślady piwa z wyspy Rum znaleziono na odłamkach ceramiki pochodzącej sprzed trzech tysięcy lat. 

Theodor de Bry, kobieta z ludu Piktów, 1588 (wersja ręcznie kolorowana; oryginalna ilustracja w A Briefe and True Report of the New Found Land of Virginia Thomasa Hariota)


W szkockich legendach mówi się o pokonaniu Piktów, w irlandzkich wikingów, z którymi miał przybyć tajemny przepis. Według mieszkańców Limerick w okolicy ukryto zapisaną recepturę, którą mieli zostawić tam Danowie.
 
Inna ze szkockich legend związana jest ze zwyczajem otaczania panny młodej białymi wrzosami. W Anglii, odwrotnie niż w Polsce, przynajmniej do niedawna, wrzosy uchodziły za kwiaty dobrze widziane na ślubach. Legenda, która otacza ten zwyczaj romantyczną aurą, związana jest z opowieściami, do których sięgał James MacPherson pisząc swoje Pieśni Osjana. Cykl Feniański opisuje losy bohaterów irlandzkich (utwory związane są z irlandzkojęzyczną wspólnotą mieszkającą w Szkocji) w trzecim wieku naszej ery, a jest wśród nich legendarny Osjan, który często bywa narratorem opowieści, jak na barda przystało. Miał syna, Oskara, dzielnego wojownika. Wydano za niego Malwinę. Oskar, jak na odważnego męża przystało, zginął w bitwie, ale zdążył przesłać żonie bukiecik wrzosów jako wyraz dozgonnej (dosłownie!) miłości. Dziewczyna, jak to mają w zwyczaju młode mężatki w żałobie, wylała morze łez na bukiecik, a ten pobielał. I to Malwinie zawdzięczają szkockie panny młode przekonanie, że to, co dla niej było znakiem nieszczęścia, dla nich ma być symbolem powodzenia, jak podobno sama rzekła podsumowując ten cud. Znana mistyfikacja MacPhersona stała się bardzo popularna w Europie i imię Malwiny*** zaczęto często nadawać dziewczynkom. Co ciekawe, tak naprawdę wymyślił je szkocki autor, bo w oryginale brzmiałoby zupełnie inaczej.

Anne-Louis Girodet de Roussy-Trioson, Śmierć Malwiny w ramionach Fingala


. Łacińska nazwa wrzosu „calluna” wywodzi się z jego zastosowania (od czasownika „zamiatać”) ponieważ z wrzosu pospolitego robiono miotły. Część vulgaris oznacza „pospolity”. Stąd też np. w Szwecji wrzos uznawano za roślinę biednych i ubogich (bogaci nie musieli sami zamiatać). Wrzos był kojarzony czasami (np. w Skandynawii) z pechem lub żałobą:  prawdopodobnie wynika to z faktu, że były jednymi z niewielu kwiatów, które kwitły w okolicach świąt zmarłych.
Tymczasem w Wielkiej Brytanii i Szkocji wrzosowe skojarzenia są jedynie pozytywne: biały wrzos był symbolem szczęścia (uważała tak sama królowa Wiktoria), różowy symbolem siły i wierności, zaś generalnie roślina wprowadzana do domu miała przynieść szczęście i bogactwo. Białe wrzosy w stanie dzikim były bardzo rzadkie (naturalny kolor to liliowy) dlatego uważano, że miejsce gdzie wyrosły białe wrzosy było poświęcone istotom nadnaturalnym (np. leśnym wróżkom) i nie można było przelewać na nim krwi i generalnie uważano takie miejsce za święte i szczęśliwe. W Szkocji białe wrzosy uznawano także za rośliny idealne dla Panny Młodej (mające przynieść szczęście w małżeństwie). Z wrzosów pędzono także piwo, robiono z nich materace, które podobno dorównywały miękkościom materacom puchowym.
- See more at: http://ziolowyzakatek.com.pl/wrzosy-uprawa/#sthash.tz7JcDFo.dpuf
. Łacińska nazwa wrzosu „calluna” wywodzi się z jego zastosowania (od czasownika „zamiatać”) ponieważ z wrzosu pospolitego robiono miotły. Część vulgaris oznacza „pospolity”. Stąd też np. w Szwecji wrzos uznawano za roślinę biednych i ubogich (bogaci nie musieli sami zamiatać). Wrzos był kojarzony czasami (np. w Skandynawii) z pechem lub żałobą:  prawdopodobnie wynika to z faktu, że były jednymi z niewielu kwiatów, które kwitły w okolicach świąt zmarłych.
Tymczasem w Wielkiej Brytanii i Szkocji wrzosowe skojarzenia są jedynie pozytywne: biały wrzos był symbolem szczęścia (uważała tak sama królowa Wiktoria), różowy symbolem siły i wierności, zaś generalnie roślina wprowadzana do domu miała przynieść szczęście i bogactwo. Białe wrzosy w stanie dzikim były bardzo rzadkie (naturalny kolor to liliowy) dlatego uważano, że miejsce gdzie wyrosły białe wrzosy było poświęcone istotom nadnaturalnym (np. leśnym wróżkom) i nie można było przelewać na nim krwi i generalnie uważano takie miejsce za święte i szczęśliwe. W Szkocji białe wrzosy uznawano także za rośliny idealne dla Panny Młodej (mające przynieść szczęście w małżeństwie). Z wrzosów pędzono także piwo, robiono z nich materace, które podobno dorównywały miękkościom materacom puchowym.
- See more at: http://ziolowyzakatek.com.pl/wrzosy-uprawa/#sthash.tz7JcDFo.dpuf
Wrzosy odnalazły też sobie ciepłe miejsce w kulturze innej niż ludowa, wystarczy wspomnieć pojawiające się w powieściach i filmach słynne szkockie wrzosowiska.

* W 1884 roku, odwiedzając Szkocję i komentując wydarzenie związane z jednym ze swoich służących,  miała powiedzieć ''... he espied a piece of white heather, and jumped off to pick it. No Hihglander would pass by it without picking it, for it was considered to bring good luck.''

** Wiele razy spotkałam się z zapisem nazwy wiking z wielkiej litery. Piszemy małą, bo nie chodzi w niej o konkretne ludy, tylko o to, jak nazywa się pospolicie wojowników skandynawskich. Staronormańkie słówko 'viking' oznaczało wyprawę, a nie przedstawiciela jakiegoś ludu i tym mianem zaczęto nazywać w Europie uczestników często łupieskich wypraw. Piszemy Warengowie czy Danowie, ale wikingowie z małej. 

*** Imię Osjan to spolszczona wersja Ossiana, a to z kolei zanglicyzowana forma imienia legendarnej postaci ze staroirlandzkich opowieści - Oisina, Usheena, Oshina. Imię Malwina w oryginale brzmiałoby raczej Malamhin.

17 komentarzy:

  1. Podoba mi się u Ciebie : -) Dzięki za obszerny artykuł o wrzosach, zioła zasługują na to by o nich pięknie pisać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno warto, chociaż ta obszerność wymaga czasami kilku edycji posta ;) Dziękuję za wizytę :)

      Usuń
  2. Z ciekawostek o wrzosach, to kiedyś jak bawiłam się w etymologię heydrichowego nazwiska, to wyszło mi Królestwo Wrzosowisk, albo Królestwo Pogan bo jak sie okazało pierwszy czlon oznacza i wrzosowisko i pogan (Heide) :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, a to ciekawe! Pogan w takim sensie w jakim używa się tego pojęcia w już schrystianizowanej kulturze?

      Usuń
    2. nie wlasnie. to w podobnym znaczeniu co angielskie heathen

      Usuń
  3. Uwielbiam, jak piszesz takie posty! Mnie wszystkie "romantyczne" zagadnienia są dość obce, bo głównie zajmuję się wpływami antycznymi, dlatego zawsze czytam je z bardzo dużą ciekawością. Nie wiedziałam, że wrzos ma taką niejednorodną symbolikę! I nie wiedziałam, że istnieją białe wrzosy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Białych wrzosów pełno w sklepach ogrodniczych ;) Cieszę się. Ja też bardzo lubię czytać o tym, o co pewnie nie zahaczyłabym z własnej woli, bo przecież nie da się interesować wszystkim.

      Usuń
  4. Świetny wpis!

    Spotkałam się ze stwierdzeniem, że wrzos przynosi śmierć (albo "łzy"?) w Polsce. Ktoś nie chciał wrzosu w domu z tego powodu. Mnie się bardzo podobają wrzosy tak "wizualnie". I budzą przyjemne skojarzenia z lasami i przyrodą jesienią. :-) Oraz z książkami, których akcja rozgrywała się na wrzosowiskach - od "Tajemniczego ogrodu" po "Wichrowe wzgórze". :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuś! :)

      Tak, jeszcze do niedawna wrzosy kojarzono w Polsce chyba głównie z nieszczęściem. Dziś coraz częściej trafiają się jako ślubne dekoracje, bo wiele osób urządza przyjęcia weselne we wrześniu.

      Usuń
  5. wpadłam na chwilę, myślałam, że poczytam na spokojnie, ale urwanie głowy mam w pracy więc przyjemność lektury zostawiam na popołudnie :) chciałam tylko powiedzieć, że bardzo lubię jak piszesz o wszelakich "ludowościach", jeśli mogę użyć takiego słowa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również lubię o tych ludowościach pisać :D

      Zapraszam częściej. U mnie czasami jest "do poczytania", więc faktycznie w pracy może być trudniej ;)

      Usuń
  6. Coś w tym jest...w irlandzkich ogródkach wszędzie rośnie wrzos... keidy i ja chciałam go zasadzić u nas, moja przyjaciółka z Danii powiedziała mi, że mam tego nie robić, bo ściągnę na siebie nieszczęście... a tutaj wszyscy kochamy wrzos, uwielbiam i jakoś nie czuję się nieszczęśliwa.

    Dużo przyjemności

    Piktyjki musiały być piękne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piktyjskie dziewczyny na pewno były waleczne. Czy te tatuaże tak wyglądały w rzeczywistości? :D Trochę w to wątpię :D Lud był opisywany jako rudowłosy, ale dość krępej budowy i niski.

      O, ciekawe, że właśnie w Danii, czyli na skandynawskim terytorium kulturowym też uważa się wrzosy za pechowe rośliny. I potwierdzasz, że w Irlandii wrzos jest postrzegany pozytywnie.

      Usuń
    2. Oczywiście, wrzos w bukietach ślubnych, w wiankach i ogólnie, bardzo jest lubiany i pozytywny. Co kraj to obyczaj :)

      a Piktyjki i tak piękne, nawet jak tylko czarnobiałe... chociaż widziałam kiedyś film o Piktach i oni zdobili sobie ciało na kolorowo, więc coś w tym jest

      kiss

      Usuń
  7. A może zechciałabyś napisać felieton o sztuce do sZAFy? Tworzymy ze znajomymi pismo internetowe, jak miałabyś ochotę, zapraszam. Mój @ margarithes@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo chętnie! Pomyślę dziś jeszcze, jutro może wyprodukuję jakiegoś sensownego maila ;)

      Usuń

Witam w mojej baśni!
Zostawiając komentarz, tworzysz to miejsce razem ze mną.
Ze względu na spam moderuję komentarze do starszych postów.