środa, 8 października 2014

Elegancka makabra pana Martini (artysta tygodnia)

Jak zawsze w październiku, słychać już tupot trupich nóżek. Co prawda na sklepowe półki wjeżdżają już o gwiazdkowe artefakty, ale w oczy zaczynają się rzucać przede wszystkim gumowe nietoperze i znicze. Niezależnie od tego, czy obchodzicie trzydziestego pierwszego, pierwszego czy drugiego, czy halołinową bibę, Wszystkich Świętych czy Dziady zapraszam na przegląd klimatycznych ilustracji do prozy pana Poe (jest też okazja, bo w tym roku mamy 165 rocznicę tajemniczej śmierci wielkiego mistrza grozy i niesamowitości).















Alberto Martini był włoskim malarzem, grafikiem, rysownikiem. Zaczął tworzyć na początku XX wieku i robił to do kresu życia, który przypadł na połowę wieku. Dziś uchodzi za jednego z prekursorów surrealizmu i nic dziwnego. Surrealizm to mocny, mroczny i miłosny, bo w przypadku ilustracji do prozy Edgara, mamy dużo dziwnej miłości, kobiet umierających i rozkładającego się umysłu, a to stan zawsze bliski zarówno śmierci, jak i zakochania. Tak, jak Poe uwielbiał penetrować stany pośrednie, między życiem i tym, co dalej, między świadomością, a jej utratą, tak pan Martini przelewał formy w swoich ilustracjach niczym stopiony metal, pozwalając im układać się w ruchliwe plamy ciemności i światła.
 
  

Bohater naszego dzisiejszego odcinka artysty tygodnia poświęcił swoją karierę głównie na ilustrowanie utworów literackich (ilustrował i Hamleta i poezję Paula Verlaine'a). Wcześnie zaczęto go postrzegać jako autora prac zanurzonych w estetyce malowniczej groteski i niepokojącego piękna.



Od lipca 1905 roku tworzył 132 ilustracje tuszem do prozy Edgara Allana Poe i pracował nad nimi aż do roku 1909. Prezentuję Wam zaledwie malutki wycinek tego wielkiego dzieła. W ilustracjach odnajdziecie wyraźne wpływy takich artystów jak Albrecht Dürer, Urs Graf, Pieter Bruegel, Lucas Cranach, Albrecht Altdorfer i Józef Sattler, którego był uczniem.

Gdy od lat 1915/20 poświęcił swój czas głównie malarstwu (pastelami), możemy zobaczyć z jaką pasją podejmował tematkobiety-motyla. Powstała seria litografii zatytułowana Farfalle (Motyle) utrzymana w klimacie surrealizmu. Motylowato-ważkowate wróżki, łącznie z kościotrupkami wróżek odnajdziemy na ilustracjach z serii poświęconej tematom z Poego.




Musicie mi wybaczyć, że ostatnio tak rzadko zaglądam, a artysta tygodnia pojawia się dziś, a powinien pojawić się wczoraj, bo miał być we wtorki. Obecnie przeżywam upadek zdrowotny, opiszę go ryciną zachowującą klimat dzisiejszego wpisu:




To by było na tyle. Wracam w niedzielę z niedzielną wróżką i może z czymś jeszcze. Być może wcześniej pojawi się wpis automatyczny z nowym tematem (dryf muzealny).

(podpisy nadal mi nie wchodzą od razu, więc uzupełnię je podczas kolejnych edycji wpisu)

10 komentarzy:

  1. My brother recommended I might like this blog. He
    was entirely right. This post actually made my day.
    You can not imagine simply how much time I had spent for this information! Thanks!

    Dagny (Pinterest)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ubóstwiam Poego i (wstyd przyznać) nie widziałam jeszcze ilustracji Alberta Martiniego. Są wspaniałe, doskonale oddają ten klimat grozy, niesamowitości i groteski. Ze współczesnych ilustratorów dzieł Poego zachwycają mnie prace Abi Larson.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też bardzo lubię prace Abigail. Dla mnie to już taki współczesny "gotycki" klasyk :D Może jeszcze kiedyś tu trafi jako artysta tygodnia (musiałabym zgłosić się po parę słów dla moich czytelników).

      Usuń
  3. Edgar Alan Poe bardzo ładnie się nazywał. Lubię melodię jego imion i nazwiska. Rodzice chyba byli muzykalni :) A ilustracje, tak, bardzo, bardzo. Chociaż Beksiński straszniejszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zdecydowanie bardziej skomplikowane ;)

      Allan to nie imię, to w sumie nazwisko. Biologiczni rodzice Edgara opuścili. Matka zmarła, gdy mały Edgar miał dwa latka, a ojciec opuścił rodzinę wcześniej. Chłopiec trafił do rodziny zastępczej Allanów, ale ci chyba nigdy oficjalnie go nie zaadoptowali. Teraz już dokładnie nie pamiętam, ale Poe był chyba jednak Edgarem Poe, a Allan sam sobie dopisał i nawet miało to jakiś związek z jego próbą dostania się do armii :D Czas sobie odświeżyć biografię Edgara.

      Tak czy siak, racja. Wyjątkowo poetyckie brzmienie ;)

      Usuń
  4. Też muszę się przyznać że nie znałam tego pana. Prace są bardzo niepokojące i mają w sobie coś co sprawia że czuję się jakbym patrzyła przez wizjer na inny wymiar. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie! Nie wpadłam wcześniej na takie skojarzenie, a jest bardzo trafne.
      Odpozdrawiam absyntowo!
      :)

      Usuń
  5. To chyba ja podesłałam ci kiedyś, pomyślałam, że Absyntowi się spodoba.
    Olinka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podesłałaś mi już jakiś czas po tym, jak znalazłam przypadkiem na Pintereście (na Pinterest - jak to się powinno odmieniać?), ale jeśli chcesz, możesz sobie przypisać zasługę skłonienia mnie do lepszego przyjrzenia się pracom artysty. Początkowo myślałam, że są to zupełnie współczesne ilustracje, bo są bardzo odważne, ale Twój mail zatytułowany "surrealista, którego Absynt chyba nie zna" uświadomił mi, że się mylę i to mnie bardzo zaintrygowało.

      Zresztą, jesteś moim nadwornym podsyłaczem mrocznych ilustracji :D

      Usuń

Witam w mojej baśni!
Zostawiając komentarz, tworzysz to miejsce razem ze mną.
Ze względu na spam moderuję komentarze do starszych postów.