piątek, 31 października 2014

Parada japońskich straszydeł, czyli twórczość Toriyamy (japoński klasyk)

Rokurokubi
Demoniczny kot, gejsza o długiej szyi, a może duch czajnika? Jeśli zdarzy Wam się być na imprezie, gdzie etykieta wymaga przebrania się za potwora czy ducha, chociażby, jeśli uczestniczycie w halołinowych zabawach, przejrzyjcie sobie katalog japońskich stworów zanim wymyślicie kolejnego wąpierza czy diabełka. Jest w czym wybierać, a większość z tych istot jest cudaczna i groteskowa. I nie należy ich traktować zupełnie serio. W tym roku już nikogo nie namówię, ale może pomysł zostanie wykorzystany w przyszłym albo przy innej okazji. Tylko jak zrobić sobie taką długą szyję?

poniedziałek, 27 października 2014

O symbolice wrzosa, miotłach, legendarnej historii Szkocji i synowej Osjana

Dziś będzie o nadprzyrodzonych urlopach, tajemnym przepisie na piwo, o zwyczajnych miotłach i nadzwyczajnych pannach młodych. Wrzosy pojawiają się, gdy kończy się lato, najpiękniej wyglądają jesienią, a na progu zimy, w smętnych dniach listopadowych, nadal cieszą oko. Kiedyś często można było się spotkać z przekonaniem, że przynoszą nieszczęście, dziś są popularną rośliną ozdobną, bo nie sposób odmówić im urody i wyglądają pięknie nawet, gdy leje deszcz. Natomiast w szkockich legendach znajdziemy we wrzosach nie tylko urodziwe kwiaty, ale i magiczne rośliny poświęcone elfom czy tajemniczym postaciom z przeszłości.

wtorek, 21 października 2014

Ilja Riepin (Repin), Rembrandt z Rosji i niecenzuralny list Kozaków do sułtana (artysta tygodnia)

Moje pierwsze skojarzenie, gdy zetknęłam się z portretami Riepina było właśnie takie: rosyjski Rembrandt (chociaż sam artysta raczej utożsamiał się z ukraińskością). Ta sama psychologiczna przenikliwość, to samo ciepło bijące z niektórych obrazów i podobnie rozdygotane, pełne życia pociągnięcia pędzlem. Dopiero potem przekonałam się, że właśnie tak, to dobry trop, nawet Wikipedia o tym wspomina: mógł zostać impresjonistą, ale poszedł drogą dawnych mistrzów. Riepin najbardziej znany jest chyba z tego, że "malował biedaków" przy okazji słynnego obrazu z burłakami*, ale chciałam Wam dziś pokazać przede wszystkim raczej radosną część jego twórczości. Łącznie z pewnym ciekawym obrazem, który narodził się z rozbawienia malarza pewną kozacką historyjką.

Ilja Riepin, Portret mieszkanki Czuhujiwa (Czugujewa), 1877

niedziela, 19 października 2014

Szczypta prywaty światłoczułej

Bo będę tęsknić za światłem. Bo się rozpływam w świetle niczym bańka mydlana (z dziwną miną). Bo latem mój balkon pięknie słoneczny. Bo promyki złapane na kociej łapce cudnie fotogeniczne. Wybijam Wam z głów myśli o tym, że ten blogaś taki poważny, że tylko sztuka i literatura, że tylko dawność i świetność.

Nieskromnie. Oto najpiękniejsza kocia łapka na świecie.

Październikowa galeria i niedzielna wrózia

W tym miesiącu jesień rozgościła się na dobre, chociaż miała takie momenty, że nie mogła się zdecydować. Zapraszam na mały przegląd wybranych dzieł i dziełek.

John Everett Millais, Miss Eveleen Tennant

czwartek, 16 października 2014

Biżuteria Art Nouveau prosto z "Draculi"

W tym miesiącu postanowiłam "zilustrować" jedną z tych powieści, do których mam sentyment. Sentyment to jednak nieoczywisty, bo właściwie Draculi wcale nie lubię. A nie lubię, bo była moim wielkim rozczarowaniem i uważam, że po prostu jak na dzieło mające określony (gargantuiczny!) format wśród tych, które wpłynęły na kulturę jest zwyczajnie kiepsko napisana. Oczywiście, to moje osobiste odczucia i nikomu nie bronię wielbić pana Stokera, ale mi czytało się Draculę okropnie. Zabrałam się od razu za oryginał, może stąd wrażenie, że mam do czynienia z przyciężkim piórem, ale potem czytałam w tłumaczeniu i niestety, ta piękna historia jest spisana w męczący dla mnie sposób. Nie unicestwia to jednak możliwości przyjemnych wojaży, jakie odbywa moja wyobraźnia przenosząc się do świata Draculi. Niemała w tym zasługa cudnie kiczowatej (w ten jedyny w swoim rodzaju, malowniczy i gotycki sposób) ekranizacji, jakiej podjął się swego czasu pan Coppola. Zapraszam na skromny przegląd biżuterii, którą wybrałam jako ilustrację wampirycznych tematów, bo we wpisie obrazkowym dziś obrazów nie będzie. Pasuje mi taka brzęcząca cackami mroczna szkatuła, pasuje mi, oj, bardzo pasuje do aury smętnej jesieni i tych dni, które w naszym kręgu kulturowym poświęcono zmarłym.

René Lalique, pierścień, Francja,  Art Nouveau, ok. 1900

niedziela, 12 października 2014

Niedzielna wrózia (Sophie Gengembre Anderson)

Autorstwa Sophie Gengembre Anderson (1823-1903), pani, która luźno związana była z twórczością Prerafaelitów. Malowała głównie dzieci.

Sophie Gengembre Anderson, pełny tytuł: Take the Fair Face of Woman, and Gently Suspending, With Butterflies, Flowers, and Jewels Attending, Thus Your Fairy is Made of Most Beautiful Things
(udało mi się uporać z problemem związanym z podpisywaniem zdjęć; zaczynam uzupełniać podpisy w tych wpisach, w których miałam z tym kłopoty)

środa, 8 października 2014

Elegancka makabra pana Martini (artysta tygodnia)

Jak zawsze w październiku, słychać już tupot trupich nóżek. Co prawda na sklepowe półki wjeżdżają już o gwiazdkowe artefakty, ale w oczy zaczynają się rzucać przede wszystkim gumowe nietoperze i znicze. Niezależnie od tego, czy obchodzicie trzydziestego pierwszego, pierwszego czy drugiego, czy halołinową bibę, Wszystkich Świętych czy Dziady zapraszam na przegląd klimatycznych ilustracji do prozy pana Poe (jest też okazja, bo w tym roku mamy 165 rocznicę tajemniczej śmierci wielkiego mistrza grozy i niesamowitości).