piątek, 5 września 2014

O tym, jak francuska guwernantka baśń sobie napisała (Piękna i Bestia)

Napisała, ale nie wymyśliła. Mimo wszystko, posłuchajcie (i popatrzcie, bo będzie dużo ilustracji). Żyła raz sobie miła pani, która uczyła dzieci w osiemnastowiecznym Londynie. Było to w czasach, gdy stolica Anglii była brudna, przeludniona i grzeszna. W takich to okolicznościach przebywała w metropolii francuska młoda dama po tym, jak anulowano jej dwuletnie małżeństwo. W hałaśliwym i dusznym Londynie spisała swoją wersję jednej z najbardziej znanych baśni francuskich, przywołując w pamięci sielską, francuską wieś i tajemnicze zamki z rodzinnych stron. Pani ta nazywała się Jeanne Marie Leprince de Beaumont. Nazwisko nic Wam nie mówi? Nic dziwnego. Wielu autorów z zamierzchłej przeszłości błąka się po mało popularnych opracowaniach, wiedzą o nich nieliczni. Dotyczy to, niestety, chyba w jeszcze większym stopniu autorek. Mam nadzieję, że tak, jak kiedyś odkurzyłam Mary Shelley (i jeszcze do niej wrócę!), tak częściej do kącika z literaturą trafią również i inne słabo znane pisarki, na których tle Mary świeci jasnością prawdziwej gwiazdy. Dziś pora na Jeanne Marie.


Adrienne Ségur, ilustracja do Pięknej i Bestii (źródło i informacje o artystce)


Guwernantka i szpieg

portret Jeanne Marie Leprince de Beaumont, autor nieznany (źródło)

Urodziła się w Rouen w 1711. Gdy miała zaledwie jedenaście lat, straciła matkę, która bardzo przeżywała fakt, że nie jest w stanie, ze względu na biedę, zatrzymać przy sobie wszystkich dzieci. Jeanne Marie uważała, że w ten sposób śmierć matki była w jakimś sensie błogosławieństwem w jej sytuacji, dzieciństwo miała jednak smutne i biedne. Już od 1725 roku dziewczyna zdobywała doświadczenie jako nauczycielka. Po 10 latach takiej pracy zdobyła prestiżowe stanowisko jako nauczycielka śpiewu dla dzieci w Lunéville i trafiła pod opiekę Stanisława Leszczyńskiego. To właśnie książę Lotaryngii zajął się uregulowaniem jej sytuacji finansowej, gdy miała wyjść za mąż - dał jej posag, który niestety został potraktowany przez jej męża jak kiesa z pieniędzmi przeznaczonymi na spłatę długów, wesołe rozrywki i ogólne haniebne prowadzenie się. W wyniku tej ostatniej z wymienionych okoliczności, pan mąż zachorował na typową w tamtych czasach dla takich osób chorobę (francę, psze państwa, francę!), co oznaczało, że młoda mężatka może wystąpić o unieważnienie małżeństwa. Tak też się stało.

Nasza bohaterka miała szczęście do nieszczęśliwych związków. W latach 1757-60 Jeanne Marie żyła w nieformalnym układzie ze szpiegiem Thomasem Pichonem. Ten był francuskim agentem rządowym, który zdradził swoją ojczyznę, udzielając informacji Brytyjczykom. Można powiedzieć, że Jeanne Marie, nauczycielka śpiewu, wiodła dość awanturnicze życie, jak na swoją profesję. Swoją wyobraźnię, którą widać przelewała na wynajdywanie sobie nieodpowiednich mężczyzn, wykorzystała też przy pisaniu baśni.

O tym, jak baśń przynosi szczęście

Jej pierwsze dziecko literackie było moralistyczną powieścią Triumf Prawdy (The Triumph of Truth, fr. Le Triomphe de la Vérité) - 1748. Literacko spełniała się, publikując początkowo podręczniki do nauczania, a potem wydawnictwa nazywane przez nią "magazynami". Przyświecała jej już idea wieku oświeconego (nie jej jedynej przecież) i jej publikacje pełne były umoralniających i edukacyjnych opowiastek. Wtedy też zaczęła szerzej interesować się baśniami opartymi na ludowych narracjach. Nie powinno nas więc dziwić, że Piękna i Bestia ma tak umoralniający wydźwięk. Nie jest to jedynie zasługą charakteru opowieści baśniowych, w które często wpisywane jest przesłanie tego typu.


Warwick Goble, ilustracja do Pięknej i Bestii

W pewnym momencie literackiej kariery, nasza zacna guwernantka wzięła na warsztat starą, francuską baśń. Wcześniej tę ludową opowieść opracowała inna powieściopisarka - Gabrielle-Suzanne Barbot de Villeneuve (La Jeune Américaine et les contes marins, 1740), więc nie była to pierwsza adaptacja Pięknej i Bestii. Leprince de Beaumont poprawiła i skróciła historię, która w takiej klasycznej formie stała się powszechnie znana. Autorka adaptacji dołączała swoją Piękną i Bestię do wydawanych magazynów (Magasin des enfants, ou dialogues entre une sage gouvernante et plusieurs de ses élèves; w angielskim tłumaczeniu 1757, wersja oryginalna 1756). Osiągnęła duży sukces w Anglii, miejscu, w którym nie przepadano wówczas za cudzoziemcami i ponownie, tym razem szczęśliwie wyszła za mąż, urodziła dzieci i resztę swego życia spędziła w Savoy. 

Opowieść poprzedniczki, pani de Villeneuve zawiera kilka elementów, które pominęła Beaumont. Otóż, książę stracił w młodym wieku ojca, a jego matka musiała w zastępstwie męża wybrać się na wojnę. Zrobiła zły interes z podłą czarodziejką, która miała się opiekować księciem. Gdy ten dorósł, czarodziejka chciała go uwieść i został zamieniony w Bestię, gdy nie chciał się poddać urokom niecnej uwodzicielki. Z kolei Belle nie jest prawdziwą córką kupca, o którym mowa w baśni. W niej również płynie krew królewska i, co ciekawsze, także i nadprzyrodzona, bo jest dzieckiem króla i dobrej czarodziejki. Wersja Beaumont ma jednak silniejszy wyraz, bo autorka zrezygnowała ze skomplikowanej narracji na rzecz prostoty i jasnej symboliki.

Walter Crane, ilustracja do Pięknej i Bestii


Jak to zwykle bywa z baśniami w dalszej adaptacji i tłumaczeniach, wiele kontrowersyjnych treści (przemoc, seks) ulega zmianie lub po prostu zostają one, jako niepożądane elementy, porzucone. W przypadku Pięknej i Bestii nie trzeba było czekać na przewrażliwionych rodziców, bo już w wersji Jeanne Marie nie ma pewnego dość istotnego niuansu. Otóż, we wcześniejszej adaptacji pióra Villeneuve Bestia dość wyraźnie pyta Piękną, czy ta zachce spać razem z nim (przy czym nie jest to jeszcze pytanie o stosunek, ale jak na czasy, w których pisała Villeneuve jest to jednak wyraziste odniesienie do "spraw łóżkowych"). W późniejszych, opartych na wersji Beaumont, ujęciach pojawiają się oświadczyny. Jak należy to odczytywać? Jak wiemy, kiedyś zawieranie małżeństwa wyglądało inaczej i można, bez wchodzenia w szczegóły, uznać, że Beaumont po prostu wyraziła się nieco mniej dosłownie niż jej poprzedniczka. Badacze sugerują, że Villeneuve w swojej baśni zawarła i odrobinę realiów epoki i pewne ciekawe przesłanie dla kobiet. W jej czasach raczej z zasady nie pytano kobiety o zgodę na "te" rzeczy (pamiętajmy, że to baśń ludowa, a nie opowieść z wyższych sfer), nawet w małżeństwie i fakt, że Bestia pyta Bellę o to, czy mogą spać razem sprawia, że jest ona wyjątkową bohaterką, zdolną decydować o sobie, mającą specyficzną władzę mówienia "nie", gdy kobiety musiały dosłowność odmowy zastąpić jakimiś bardziej przemyślanymi działaniami.

Piękna i Bestia nie jest jedyną baśnią, jaką napisała Jeanne Marie. Listę jej Contes De Fées znajdziecie między innymi TU. To jednak ta właśnie baśń zapewniła jej cieplutkie miejsce w historii literatury. Dziś zasłonięte już zakurzoną kotarą niepamięci.

Piękna i Bestia w sztuce

Baśń napisana przez Beaumont jest na tyle dobrze znana i utrwaliła się jako klasyka, że rzadko można spotkać adaptację tej starej baśni, która nie odwoływałaby się do wersji naszej guwernantki. Sam motyw pięknej dziewczyny i bestii, czasami występujący jako metaforyczne dzieje związku dobrej, pełnej poświęcenia kobiety i mężczyzny, którego trzeba uratować, spotykamy w różnych, bynajmniej nie tylko baśniowych, opowieściach dość często. Jest bardzo "życiowy" - można tak to mało błyskotliwie ująć. Może to właśnie stanowi o sile opowieści, która do dziś wzrusza. Wydaje się, że wątek "księcia do uratowania" jest zaskakująco oryginalny, jak na baśniowe uniwersum. Przyjęło się uważać, że to księżniczki zazwyczaj potrzebują ratunku i faktycznie, w klasycznych baśniach często tak właśnie jest (z kolei samych księżniczek do odratowania też nie ma aż tak wielu, jak to się obecnie często wytyka "klasycznym" baśniom). Do tego jeszcze książę czy król, jeśli potrzebuje ratunku, jest zazwyczaj zaczarowany (żaba, a jakże) i nie widać kim jest naprawdę. Z księżniczkami zazwyczaj nie ma tego kłopotu.



Hilary Knight, okładka wydania Pięknej i Bestii w tłumaczeniu Richarda Howarda (źródło)

Najbardziej oczywistym podjęciem tematu w sztuce są ilustracje do baśni. Piękną i Bestię ilustrowało wielu znakomitych artystów i nawet jeden długaśny wpis nie starczyłby, by oddać bogactwo ich prac. Postanowiłam wybrać tylko kilka przykładów, aby pokazać Wam przede wszystkim, że Bestię można sobie wyobrazić na wiele różnych sposobów, chociaż chyba jesteśmy wszyscy przyzwyczajeni do tej wersji, którą upowszechniła animacja z 1991 roku.

Hilary Knight przestawia bogatą i w pełni baśniową wizję baśni w secesyjnych dekoracjach:

Hilary Knight, ilustracje do wydania Pięknej i Bestii w tłumaczeniu Richarda Howarda (strona artysty)

Hilary Knight, ilustracje do wydania Pięknej i Bestii w tłumaczeniu Richarda Howarda (strona artysty)

Hilary Knight, ilustracje do wydania Pięknej i Bestii w tłumaczeniu Richarda Howarda (strona artysty)

Hilary Knight, ilustracje do wydania Pięknej i Bestii w tłumaczeniu Richarda Howarda (strona artysty)

Hilary Knight, ilustracje do wydania Pięknej i Bestii w tłumaczeniu Richarda Howarda (strona artysty)

Hilary Knight, ilustracje do wydania Pięknej i Bestii w tłumaczeniu Richarda Howarda (strona artysty)

Hilary Knight, ilustracje do wydania Pięknej i Bestii w tłumaczeniu Richarda Howarda (strona artysty)

Hilary Knight, ilustracje do wydania Pięknej i Bestii w tłumaczeniu Richarda Howarda (strona artysty)


Bestia z ilustracji Edmunda Dulaca jest ujmująco, wręcz fascynująco brzydka. Jesteśmy chyba przyzwyczajeni do Bestii brzydkiej, ale i pełnej jakiegoś rodzaju groźnego majestatu, a tu proszę, pokrak zupełnie wstrętny i groteskowy, wzbudzający współczucie od pierwszego spojrzenia:


Edmund Dulac, ilustracja do Pięknej i Bestii

Edmund Dulac umieścił baśniowy świat w egzotycznej, orientalnej, arabskiej scenerii:


Edmund Dulac, ilustracja do Pięknej i Bestii

Edmund Dulac, ilustracja do Pięknej i Bestii

Edmund Dulac, ilustracja do Pięknej i Bestii

Edmund Dulac, ilustracja do Pięknej i Bestii

Edmund Dulac, ilustracja do Pięknej i Bestii

Kolejnym mało majestatycznym Bestią jest ten, którego stworzył Arthur Rackham:
 

Podobnego stwora mamy tu:

Anne Anderson, 1935 (Wisconsin Whitman Publishing Company)


Bardzo spodobały mi się współczesne, dość proste, smutne ilustracje Angeli Barrett, która była jedną z artystek tygodnia (więcej o artystce oraz przegląd jej pięknych prac - TU i TU):

Angela Barrett, ilustracja do Pięknej i Bestii, adaptacji baśni według Maxa Eilenberga, Candlewick 2006

Angela Barrett, ilustracja do Pięknej i Bestii, adaptacji baśni według Maxa Eilenberga, Candlewick 2006


Angela Barrett, ilustracja do Pięknej i Bestii, adaptacji baśni według Maxa Eilenberga, Candlewick 2006

Jeśli chodzi o najnowsze ilustracje, to moje serce podbiła przeurocza praca artystki obsidian, która posłużyła się urodą kultury koreańskiej, ubierając Piękną i Bestię w tradycyjne stroje (niestety, fatalnie nam się rozmawiało po angielsku, więc nie mogę o niej napisać zbyt wiele, ale być może kiedyś nadrobimy to przy okazji artystki tygodnia):






Taką bardziej sympatyczną, chociaż nadal nieco pokraczną wersję Bestii spotkamy na wielu innych ilustracjach, zarówno tych dawnych, jak i współczesnych. Określenie "mój misiaczek" nabiera zupełnie innego znaczenia:



A. L. Bowley, ilustracja do Pięknej i Bestii


A tu wersja z lwem morskim, ilustracja Eleanor Vere Boyle:


Eleanor Vere Boyle, ilustracja do Pięknej i Bestii, 1875 (London Sampson Low, Marston, Low, and Searle)


Współczesna ilustracja bardzo utalentowanej, młodej artystki (zajrzyjcie na jej profil, który podałam jako źródło zdjęcia):


Galia Zilko (źródło)


Zajrzyjmy jeszcze do Waltera Crane'a, który był artystą tygodnia we wtorek i dziś również zdążył już wesprzeć moje blogowe wysiłki:


Walter Crane, ilustracja do Pięknej i Bestii


Walter Crane, ilustracja do Pięknej i Bestii



Piękna i Bestia - adaptacje filmowe

Najsłynniejszym jak dotąd filmem, będącym ekranizacją baśni, jest długometrażowa animowana produkcja z 1991 roku, za którą wzięła się The Walt Disney Company. W tej wersji Bella jest córką* genialnego naukowca, który pewnego razu wyjeżdża i podczas podróży trafia w łapy Bestii. Bella udaje się na odludzie, gdzie zostaje w zamku w zamian za uwolnienie ojca. Oczywiście, Bestia tak naprawdę nie jest potworem, tylko zaklętym księciem. W tej formie pokutuje za grzechy przeszłości, gdy był co prawda urodziwym, ale próżnym i egoistycznym młodzieńcem, a jego historię oglądamy w pięknej sekwencji z witrażami. Razem z nim zaczarowano także i mieszkańców zamku, których zamieniono w obdarzone wolą przedmioty. Książę może zdjąć czar, zakochując się do swoich 21 urodzin, a upływający czas odmierza zaczarowana róża. Problem jedynie w tym, że miłość musi być odwzajemniona, a ciężko pokochać taką zdziczałą szkaradę jak on.

Produkcja Disneya jest kinem oscarowym, zwłaszcza inspirowana klasyką muzyka zdobyła uznanie Akademii**, ale czy poza sentymentem z dzieciństwa warto jeszcze zwracać na nią uwagę? Czy liczy się tylko żółta sukienka Belli? Otóż, nie tylko, moi mili. Adaptacja Disneya oddaje doskonale ducha literackiej wersji autorstwa naszej szacownej guwernantki. Zły książę jest człowiekiem pogrążającym się coraz bardziej w dzikości swojej natury, a Bella ma docenić jego rodzącą się pod jej wpływem szlachetność i dobroć, ukryte pod maską brzydoty (nasza guwernantka pisała baśń, podkreślając w niej moralny i edukacyjny charakter opowieści - adresowała ją do swoich wychowanek,  młodych dziewcząt, które miały docenić w przyszłych mężach nie urodę czy inne powierzchowne cechy, ale głębiej leżące zalety; aż kusi by zapytać, czy to historia z mężem-łajdakiem ją tego nauczyła). Jego potworna postać to początkowo odbicie nieszczęsnego wnętrza. A Bella pełna jest ciepła i miłości do świata. Tylko ktoś taki, jak ona może odczarować księcia. Twórcy filmu stworzyli czarującą, na swój disnejowski sposób, oprawę dla tej prostej historii. Piękna i Bestia z 1991 roku jest pełna emocji, działa silnie na widza połączeniem kolorów, oprawy muzycznej i rytmu. 


źródło fotosu Filmweb


Potem oczywiście powstały kolejne filmy animowane bazujące na stworzonych przez animatorów Disneya postaciach.  Po kasowym sukcesie aktorskiej wersji innej baśni, która trafiła do kin w tym roku (Maleficent) Disney szykuje Piękną i Bestię również w gwiazdorskim wydaniu.

Historia adaptacji tej baśni w filmie jest długa. Już  w latach 30. XX wieku powstawały szkice projektów animowanych. W 1946 roku wszedł na ekrany pierwszy, francuski film w reżyserii Jeana Cocteau. Fabuła w tej wersji (La Belle et la bête)  różni się od tego, co zrobił z nią Disney, ale da się ją szybko streścić. Nie ona jest najważniejsza. Należący do dawniej możnego rodu arystokrata mieszka z trzema córkami w wiejskiej posiadłości. Najmłodszą z córek jest Bella, źle traktowana przez starsze siostry. Ojciec gubi się w lesie i trafia na zamek Bestii, gdzie zrywa zaczarowaną różę. Potwór daruje mu życie pod warunkiem, że ojciec odda mu jedną z córek.

La Belle et la bête, 1946 (plakat do filmu), Filmweb

La Belle et la bête, 1946 (plakat do filmu), Filmweb


Reżyser był wybitnym artystą wielozadaniowym, więc nie dziwi, że jego film to malownicza wizja. Lekko surrealistyczny nastrój również nie powinien nikogo specjalnie zaskoczyć. Polecam ten film jako perełkę starego kina. Nie jest to pełne maniery stare kino kostiumowe, tylko baśniowa opowieść, a swoim charakterem przypomina raczej przedstawienie teatralne, które wciąga widza w klaustrofobiczną grę cieni, ukrytych kształtów i blasku świec między sceną a widownią. 


źródło

Francuzi ponownie zabrali się za swoją narodową baśń niedawno, bo film wszedł do kin w 2014 roku, ale zrobili z nią rzecz przedziwną. W widowiskowej produkcji wystąpili: w roli Pięknej Lea Seydoux, w roli Bestii Vincent Cassel, reżyserował Christophe Gans. Przy całej baśniowej uczcie dla oczu, która niewątpliwie robi wrażenie, film pogrążył się w dziwacznej schizofrenicznej atmosferze. Fabułę osadzono w XVIII wieku, sugerując się źródłami klasycznej, literackiej wersji. Oto mamy rok 1720, gdy pewien kupiec traci majątek i musi przenieść się na wieś. Najmłodszą z córek jest radosna i pełna życia Bella. Oczywiście, mamy znany motyw kradzieży róży i poświęcenia się Belli. Dziewczyna spotyka Bestię tylko przy kolacji i wiedzie dziwne życie zamknięta w zamku. Postanawia odkryć tajemnicę potwornego towarzysza.



La Belle et la bête, 2012 (plakat do filmu), Filmweb

La Belle et la bête, 2012, źródło fotosów Filmweb

Otrzymujemy dawkę dość realistycznie opowiedzianej historyjki typowej dla kina familijnego oraz podobną do tej z animacji Disneya, ciekawą, bogatą i bajkową wizję epoki, czyli kuszące do ucieczki ze świata szarej codzienności kino fantastyczne i jednocześnie niemrawą próbę powtórzenia niepokojącego nastroju filmu Jeana Cocteau. Nie sposób powiedzieć jaka koncepcja opowiadania historii miała dominować, bo ostatecznie wieje nudą.



La Belle et la bête, 2012, źródło fotosów Filmweb

La Belle et la bête, 2012, źródło fotosów Filmweb

La Belle et la bête, 2012, źródło fotosów Filmweb

La Belle et la bête, 2012, źródło fotosów Filmweb

La Belle et la bête, 2012, źródło fotosów Filmweb


Na uwagę zasługuje ciekawa relacja między Bellą i Bestią. Otóż, w tym zakresie film miałby wszelkie znamiona dramatu psychologicznego i naprawdę byłoby szalenie ciekawie, gdyby twórcy poszli tą niezbyt spektakularną, ale pełną obietnic ścieżką. Bella jest zakładniczką w zamku, a jednocześnie jej pełna życia natura nie pozwala dziewczynie na bezczynność. Próbuje nie tylko dociec kim jest Bestia, ale nawet pozwala sobie na coraz wyraźniejsze okazywanie mu swojej niechęci i niezadowolenia z jego zachowania. Bestia stara się o jej względy obsypując ją prezentami i jednocześnie pozwala sobie na ataki furii. Niestety, twórcy filmu zachłysnęli się możliwością kształtowania wizualnie zachwycającego świata i utopili w tym i fabułę i budowanie bardziej skomplikowanych powiązań między postaciami. Tym samym, nie otrzymujemy ani surrealistycznej, onirycznej baśni ani filmu familijnego z przesłaniem ani nawet opowieści o miłości przeklętej, hulającej jak wiatr po gotyckich komnatach, bo chemii między parą głównych postaci nie ma. Jest tylko mnóstwo pięknych obrazków. 

Powstały również inne ekranizacje baśni: w reżyserii Edwarda L. Cahna z 1963 i Juraja Herza z 1979 (Piękna i Potwór).

polski plakat do Pięknej i Potwora w reżyserii Juraja Herza, 1978 (źródło plakatu - Filmweb)



Dużą popularnością swego czasu cieszył się serial z lat 1987-1990, w którym w główne role wcielili się Ron Perlman, znany obecnie przede wszystkim jako odtwórca Hellboya, człowiek, który nie potrzebuje zbyt rozbudowanej charakteryzacji, by być Bestią i Linda Hamilton. Akcja serialu toczy się w czasach nam mniej więcej współczesnych (nie każdy pamięta przełom lat 80-tych i 90-tych). Bella jest nowojorską prawniczką, Catherine Chandler, którą przypadkiem ratuje z opresji mało urodziwy odmieniec, Vincent, wegetujący gdzieś w podziemiach wielkiej metropolii. W 2012 roku natomiast wyemitowano nowy serial, gdzie Catherine jest policjantką, a Vincent zmienia się w potwora, gdy się zezłości. Cóż. Można i tak :D

Powstały też inne nowe produkcje fabularne: koszmarek Beauty and the Beast z 2009 roku, uwspółcześniona wersja dla nastolatków Beastly z 2011 (zdaje się, że na podstawie współczesnej powieści) czy telewizyjna Die Schöne und das Biest z 2012 roku, która może nie zachwyca oprawą wizualną, ale z tych trzech filmów najbliżej jej do baśniowej atmosfery oryginału.

Istnieje oczywiście całe morze nawiązań w literaturze, operze, muzyce, balecie, ale może wrócimy jeszcze kiedyś do Pięknej i Bestii w takim wydaniu, więc dziś już nic więcej nie napiszę. Zamiast tego możecie sobie posłuchać:


* Warto wspomnieć, że jego córka mimo, że piękna nie zwraca uwagi na zalotników, woli czytać, co w tej animowanej wersji zostało bardzo ciekawie podkreślone, zdobywając sympatię mnóstwa dziewcząt oglądających tę animację.

** Po raz pierwszy w historii kina film animowany nominowano w kategorii "najlepszy film" właśnie w przypadku Pięknej i Bestii.

Inne źródła (warto zajrzeć):

http://www.grandmasgraphics.com/index.php
http://fr.wikisource.org/wiki/La_Belle_et_la_B%C3%AAte
http://www.pitt.edu/~dash/type0425c.html

13 komentarzy:

  1. Absyncie, jak miło było zacząć poranek właśnie z Twoim blogiem! "Piękna i Bestia" to jedna z moich ulubionych baśni, chociaż ani wersji Villeneuve, ani Beaumont oczywiście nie znałam. Swoją drogą bardzo zainteresował mnie ten fragment o różnicach między baśnią autorstwa obu pań, zwłaszcza o tym "przesłaniu dla kobiet" tej pierwszej. Jeśli chodzi o ilustracje, to niezwykle oczarowały mnie te autorstwa Hilary Knight. Szkoda, że dzieci mają zakodowywane w głowach, że Bella musi być szatynką w żółtej sukience, chociaż, jeśli chodzi o samą ekranizację Disneya, to bardzo mi się ona podoba. Jeśli chodzi o inne malarstwie wizerunki "Pięknej i Bestii", to moim ulubionym jest ten autorstwa Johanny Ost: http://www.johannaost.com/898-beauty-and-the-beast?tags=fairytales :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest bardzo prawdopodobne, że czytałaś właśnie tłumaczenie wersji pani Beaumont. Tak to niestety jest z baśniami, że traktowane jako materiał niepoważny, dla dzieci i są wydawane w dziwny sposób, często bez podawania źródła przekładu w antologiach itd. Wersja Villeneuve jest bardziej "ludowa", jest w niej więcej nawiązań do realiów epoki (chodzi przy tym o warstwy uboższe) przez co jest ciekawsza dla antropologa, dla czytelnika chyba mniej :)

      Miło mi straszliwie, że ktoś zaczyna dzień z moim blogiem :D

      Usuń
  2. Ciekawy blog, dobrze, że odkryłam go przy okazji tego wpisu. :)
    ,,Piękna i Bestia" to jedna z moich ulubionych baśni. Należę chyba do grona nielicznych osób, które nie kojarzą tej historii w pierwszej kolejności z animacją Disneya. :) W dzieciństwie mama czytała mi książkę, w której były wspaniałe ilustracje... bardzo poważne, lecz tak baśniowe. Emocje na twarzach postaci autor oddał subtelnie, bez uproszczeń, tak często stosowanych w książkach dla dzieci. Ach, magia! Niestety, nie mogę ich nigdzie znaleźć... Tam Bella miała złote loki upięte w koka i nosiła białą, zwiewną suknię. :)
    Bardzo podoba mi się wizja Angeli Barrett i Hilary Knight. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam w moich skromnych progach :D Przynajmniej raz w miesiącu pojawiają się ilustracje do baśni (zazwyczaj w jeden z wtorków, które przeznaczyłam na "artystę tygodnia"), tak więc zapraszam! Być może kiedyś trafię na te ilustracje, o których mówisz.

      Usuń
  3. Ilustracje Howarda są przecudne i strasznie je lubie, chociaz na piekna i bestie mam uczulenie, ze wzgledu na to, ze pare moich kolezanek na przestrzeni lat znajdowalo sobie jakiegos trudnego partnera z nadzieja ze go zmienia: "jak w pieknej i bestii", niestety zycie to nie bajka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodzi chyba o pana Hilarego? ;) Oj, życie to tak bardzo nie bajka. Bestia rzadko kryje księcia w środku, o ile kiedykolwiek. Panowie też niechcący czasem wierzą w to, że są takim książątkiem zamienionym w potwora, do odratowania, a baba ma im pomóc, bo oni sami nie potrafią :D Podejrzewam, że w związkach jednopłciowych też się to zdarza, więc nie będę mówić, że to źli mężczyźni, wiadomo, świnie itd. :D

      Albo może inaczej: życie pisze inne zakończenia, nawet jeśli początek jest obiecujący. Jest jednak taki rodzaj psychoterapii, oparty o baśnie właśnie, który pozwala szukać klucza do diagnozy i leczenia za pomocą interpretacji zachowań, wyborów jako dyktowanych baśnią, do której jesteśmy dość nieświadomie przywiązani. Wtedy kobieta snująca baśń o Pięknej i Bestii musi się skonfrontować z rzeczywistością, w której nie ma właściwego zakończenia, zobaczyć co nie działa i na swój sposób baśń...zmienić. Swoją drogą, właśnie taki film, z wątkami baśniowymi jako symbolami czy wizjami tego, co w psyche, ale bez oniryzmu, surrealizmu itd. chciałabym kiedyś zobaczyć, bo to właśnie bardzo stare dzieje relacji miłosnych ;)

      Usuń
  4. Niesamowity wpis. Czuję się, jak po pysznym obiedzie, z deserem i dobrym winem. Jesteś stuprocentowym Absyntem w takich wpisach!

    Emi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuś Emi :D Twoje zdanie się dla mnie bardzo liczy, a tak rzadko wypowiadasz je publicznie :D

      Usuń
  5. Świetny wpis, dzięki niemu trafiłam na tego pełnego smakowitych ciekawostek bloga :)
    Piękna i Bestia to dla mnie najcudowniejsza baśń, dlatego z wielkim zainteresowaniem poczytałam coś na temat jej genezy. No i tyle ślicznych ilustracji, tyle interpretacji sławnej Bestii...*_*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Zapraszam częściej. Baśniologiczne tematy mają u mnie stałe miejsce.

      W Pięknej i Bestii najciekawsze jest to, że jej stare literackie wersje przetrwały w takiej formie, że nadal się do nich sięga, nie zamieniono ich w anonimowe i całkowicie pozbawione autorstwa, miałkie wersje tylko dla dzieci. Uwielbiam, gdy baśnie, nawet jeśli ich źródłem jest folklor (a może przede wszystkim wtedy?) są traktowane jako pełnoprawna literatura, z szacunkiem. Bo to piękne, uniwersalne opowieści.

      Usuń
  6. bardzo ciekawy, rzetelny artykuł z wiele wnoszącymi, interesującymi treściami (ukłony za dogrzebanie się do tylu galerii ilustratorów). pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ogromnie! :) Jeśli moje progi jeszcze przywitają miłego komentującego, to prosiłabym o podpisywanie anonimowych komentarzy (można wybrać taką opcję), bo niestety niepodpisane anonimy często chowają się w spamie.

      Usuń
  7. Fantastyczny wpis i blog, gratuluję! A trafiłam tu przez córkę. Kupiłam jej książkę wielkoformatową Piękna i Bestia z il. Manueli Andreani. To z niej dowiedziałam się, że ta opowieść jest na podst. LePrince Beaumont, więc próbowałam dotrzeć do źródła. Bo nie lubię przerobionych, skróconych, zaadaptowanych historii. Chciałam, liczyłam na to, że w oryginale poczuję głębię tej opowieści, czego w książce dla dzieci nie udało mi się do końca odnaleźć. Niestety, nie udało mi się nigdzie natrafić na książkę autorstwa Beaumont, dzięki Tobie wiem, że i ona korzystała ze starszej wersji. Może kiedyś będę miała szczęście do nich dotrzeć. Tobie zaś dziękuję za poszerzenie mojej wiedzy na ten temat. Ciekawe dla mnie jest to, jak ta baśń wpłynęła na innych autorów, jak stała się motywem literackim. Zastanawiam się np. na ile Ch. Bronte mogła się nią sugerować pisząc swoją Jane Eyre. Przecież tam Edward, może nie jest bestią, ale jest porywczy, szorstki, i brzydki (w każdym razie ma surowe lico:) A kiedy Jane chce wyjechać do chorej ciotki, to Edward ją puszcza pod warunkami, zawiązuje trochę taki kontrakt, oczywiście w czasie ich rozłąki też tęskni, choć nie jest to do końca ukazane, zostaje to przedstawione z jego perspektywy znacznie później. I też jest to miłość przeklęta, w tym sensie, że ślub nie dochodzi do skutku, bo wychodzi na jaw, że już ma żonę (wariatkę zamkniętą w wieży), więc to trochę jak przekleństwo ciążące na Bestii... I tak sobie dywaguję o poranku. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Witam w mojej baśni!
Zostawiając komentarz, tworzysz to miejsce razem ze mną.
Ze względu na spam moderuję komentarze do starszych postów.