niedziela, 3 sierpnia 2014

Sir Arthur Ignatius Conan Doyle, wróżki z Cottingley i szczypta orientu

Jak to się stało, że rodzic wielkiego Sherlocka dał się wrobić dwóm małym dziewczynkom w aferę wróżkową? Gdy jakiś czas temu pisałam o głośnej sprawie wróżek z Cottingley, przy okazji pewnego przyjemnego filmu (Elfy z ogrodu czarów, 1997), zainteresował mnie wtedy szerszy plan wydarzeń (wpis - Wróżki z Cottingley). Niezbyt to grzeczne tak źle mówić o sprawczyniach całego zamieszania, Elsie Wright i Frances Griffiths, bo raczej nie miały intencji oszukania autora detektywistycznych opowieści, znanego teozofa i paru innych speców. Wyszło jednak inaczej.

Drugie zdjęcie z pierwszej serii fotografii - Elsie i gnom (1917)

Afera wróżkowa

Całą aferę zwięźle opisałam w linkowanym we wstępie do wpisu poście, a teraz czas zająć się szczegółami. Frances Griffits i jej matka przybyły do Wielkiej Brytanii z RPA i zamieszkały z rodziną Wright w Cottingley w połowie 1917 roku. Tam mała Frances zaprzyjaźniła się z kuzynką, Elsie. Obie dziewczynki często bawiły się przy miejscowym potoku. Matkę irytowały te wyprawy, kończące się stale przemoczonymi butami i brudnymi ubraniami. Dziewczynki twierdziły, że chodzą oglądać wróżki i aby to udowodnić pożyczyły aparat pana Wrighta.


Frances Griffiths


Ojciec Elsie był fotografem-amatorem. Miał urządzenie typu Midg, którym posłużyły się dziewczęta oraz własną ciemnię, w której zostały wywołanie pierwsze zdjęcia. Mężczyzna widząc Frances z wróżkami początkowo założył, że to żart, a autorką wróżek jest jego córka, która miała oczywisty talent plastyczny. Dwa miesiące później dziewczynki wykonały kolejne zdjęcia, na którym to Elsie wita się z małym gnomem. Pan Wright zirytował się nie na żarty i zabronił dziewczynkom pożyczać aparat. Polly Wright była jednak zdania, że fotografie mogą być autentyczne.


Frances i wróżki (1917)


Matka Elsie zwróciła się o pomoc do członka Towarzystwa Teozoficznego. Spotkała go w Bradford, gdzie uczestniczyła w wieczornym wykładzie, który dotyczył właśnie zagadnienia wróżek. Fotografie za jego sprawą trafiły na coroczną konferencję Towarzystwa, gdzie zwróciły uwagę Edwarda Gardnera.  Ten, jako gruba szycha Towarzystwa, mógł już z fotografiami zrobić wiele. W pierwszej kolejności wysłał je do ekspertyzy, którą przeprowadził Harold Snelling. Specjalista stwierdził, że fotografie są autentyczne w takim sensie, że utrwalono na nich to, co znajdywało się przed obiektywem. Następnie Gardner wykorzystał lepsze negatywy do zilustrowania swoich wykładów, a odbitki były rozprowadzane wśród zainteresowanych słuchaczy.


Elsie Wright

Sir Arthur Conan Doyle był wówczas znanym pisarzem, ale także i pasjonatem spirytyzmu. O zdjęciach dowiedział się od osoby zajmującej się spirytystyczną publikacją Light. Wtedy to The Strand Magazine zlecił mu napisane artykułu na temat wróżek. Tekst pisarza miał się ukazać w bożonarodzeniowym wydaniu magazynu. Conan Doyle skontaktował się z Gardnerem latem 1920 roku oraz napisał do Elsie i pana Wrighta, by uzyskać ich pozwolenie na publikację zdjęć w magazynie. Zrobiło to wielkie wrażenie na fotografie-amatorze i jego złość na żonę i córkę minęła. Przy okazji pan Wright zrobił rzecz przedziwną: zrezygnował z honorarium zastrzegając, że jeśli zdjęcia są prawdziwe, to wobec tego nie powinny być "zabrudzone pieniędzmi". Jak sądzę w ten sposób wyraził swój stosunek do autentyczności fotografii. W tym samym czasie pisarz i Gardner starali się opinię eksperta z firmy Kodak. Niestety, temat był zbyt kontrowersyjny i mimo, że opinia techników była mniej więcej taka sama, jak opinia wydana przez pana Snellinga nie chciano wywołać wrażenie, że poważna firma bierze odpowiedzialność za stwierdzenie, że na zdjęciach są wróżki. Zakładano, że skoro wróżki nie istnieją (co było dla specjalistów bezdyskusyjne), musiano w jakiś sposób dokonać fałszerstwa i kiedyś prawda wypłynie na wierzch. Trzecia ekspertyza, wydana przez firmę Ilford, śmiało stwierdzała, że fotografie nie mogą być autentyczne. Sir Oliver Lodge, fizyk, którego o zdanie spytał sławny pisarz, także wyraził swoją wątpliwości, między innymi zwracając uwagę na wyjątkowo modne fryzury rzekomych wróżek. Mimo to, Gardner i Conan Doyle uznali, że zdjęcia są "wystarczająco" prawdziwe.

Edward Gardner (1922)

Jeszcze tego samego lata doszło do spotkania pana Gardnera i rodziny Wright, przy którym nie było ani Conan Doyle'a (przebywał wówczas w Australii ze serią wykładów) ani Frances (która mieszkała już w innym miejscu). Gardner przyznał, że uważał wówczas rodzinę Wright za krystalicznie uczciwą i był już tak pewien autentyczności fotografii, że postanowił sprawdzić sypialnię dziewczynek. Nie znalazł tam żadnych śladów fałszerstwa. Odwiedził Cottingle ponownie, z aparatami Kodak Cameo i płytami fotograficznymi, gdy Frances została zaproszona na wakacyjny pobyt u rodziny. Dziewczynki długo ociągały się z robieniem zdjęć. Pogoda był nieodpowiednia, twierdziły również, że wróżki nie pokażą się obcym. Dopiero, gdy dzieci były same zrobiły nowe zdjęcia. Pierwsza z tych fotografii przedstawia Frances ze skrzydlatą wróżką przed jej twarzą, druga pokazuje wróżkę na gałęzi, wręczającą Elsie kwiaty. Płyty fotograficzne zostały wysłane do pana Gardnera, do Londynu, a ten wysłał telegram do wielkiego pisarza przebywającego w Australii.

Frances i wróżka (1920)

Elsie i wróżka (1920)


Detektywistyczne zagadki i spirytyzm

Wydaje się czymś przedziwnym, że autor znanych opowieści kryminalnych, który powołał do życia genialnego detektywa, nie był zdolny do sceptycznego przyjrzenia się sprawie wróżek. Należy winić za to jego zamiłowanie do spirytyzmu, które sprawiło, że oszałamiająca dedukcja i detektywistyczna intuicja, którą obdarzył swojego bohatera były w tej sprawie raczej mu obce.

Sir Arthur Ignatius Conan Doyle (1913)


Słynny pisarz był entuzjastą spirytyzmu nawet, gdy ten wyszedł już "z mody". We wspomnianym przeze mnie filmie ukazano przyjaźń Conan Doyle'a i Harrego Houdiniego, która została zerwana właśnie przez bezkrytyczny stosunek pisarza do spirytyzmu. Wielki magik swoich czasów, Houdini, zajmował się demaskacją oszustw spirytystycznych, bo sam padł ofiarą takiego fałszerstwa. Sam Doyle skłonny był uważać magika za medium, ponieważ ten nie zdradzał kulis swoich sztuczek, a pisarz, który tworzył opowieści kryminalne mógł również uważać, że sprytny przyjaciel pozbywa się, demaskując, konkurencji.

Doyle i Houdini (źródło)


Doyle jak wielu przed nim i wielu po nim zainteresował się poważniej sprawami paranormalnymi po doświadczeniu osobistej tragedii. Podczas Wielkiej Wojny stracił brata, szwagra, siostrzeńca i ukochanego syna. Jako literat miał spory wkład w rozwój literatury spirytystycznej (np. The History of Spiritualism (1926), przekład Le mystère de Jeanne d'Arc). Był także autorem utworów poruszających różne paranormalne wątki, stylizowanych na XIXwieczną literaturę grozy (opowieści niesamowite) utrzymaną w duchu gotycyzmu.



Doktryna spirytyzmu, stworzona w połowie XIX wieku przez Francuza, Hipolita Rivaila (pseudonim - Allan Kardec) zakładała istnienie w każdym człowieku "czynnika myślącego". Element duchowy miał się odłączać od ciała fizycznego w chwili śmierci i wcielać w nowe byty fizyczne (reinkarnacja). Nim zmarły wejdzie w nowe ciało przez jakiś czas możliwe jest nawiązanie z nim kontaktu za pomocą medium lub bezpośrednio (duchy). Spirytyzm nie jest tym samym co spirytualizm (jako ruch religijny), chociaż współcześnie łączy się je i utożsamia ze sobą. Zasadnicza dla obu jest wiara w duchy i możliwość kontaktu z nimi.

Sir Arthur Conan Doyle i duch, fot. Ada Deane, 1922

Doyle zainteresował się intensywniej spirytyzmem po I wojnie światowej, gdy ruch przeżywał już swój upadek (przypieczętowany wydarzeniami politycznymi) w Europie. Fascynacja pisarza zbiegła się z wróżkową aferą. Skłonny był wierzyć w rzeczy, których nie widać "gołym okiem".  Nie był w tym osamotniony. Europa zajęta wówczas odgrzebywaniem starych mitów i wierzeń, zafascynowana myślą i kulturą Orientu, w tym Indii, gdzie szukano korzeni duchowości miała zupełnie inne, świeższe podejście do wiary w różnego rodzaju byty, których pełne są ludowe przekazy.


Teozofia, celtycki renesans i wróżki


Na ożywienie wiary w różne, od oświeconego XVIII wieku traktowane coraz częściej jako nieistniejące, byty, dziwne wydarzenia i cały ten paranormalny galimatias wpłynął pod koniec XIX wieku znacząco zarówno spirytyzm jak i teozofia. Oba te ruchy w jakiś sposób odwołujące się do różnych przekonań religijnych*, w wielu punktach się różniły, a nawet sprzeciwiały sobie wzajemnie, ale sprawiły, że wchodząc w nowoczesny XX wiek Europa była bardziej "uduchowiona" niż wchodząc w wiek XIX. Teozofia nie została powołana do życia w 1875 roku, gdy powstało Towarzystwo Teozoficzne, chociaż faktycznie to wtedy określono wyraźne ramy dla światopoglądu czy też ruchu filozoficznego (tak naprawdę ciężko określić czym teozofia jest, a czym nie), którego główną gwiazdą była Helena Bławatska. Problem z teozofią jest taki, że po pierwsze, jej założenia były godzone i łączone z religiami takimi jak buddyzm czy hinduizm, a po drugie, mówi się, że teozoficzne podejście do wielu spraw reprezentowało przez wieki wielu uczonych i wiele prądów myślowych. Samą nazwę "teozofia" Bławatska tłumaczyła powołując się na neoplatonika Amoniusza Sakkasa, który użył tego terminu w III wieku naszej ery, aby określić system godzący wszystkie religie. Teozofowie odwoływali się zarówno do tradycji europejskich, jak i sięgali daleko, do krain Orientu. Można powiedzieć, że to rozwój prądu i sukces masowy uproszczonej wersji teozoficznych idei, który współcześnie stał się składową ruchów New Age**, wpłynęły znacząco na zainteresowanie Wschodem.

Pod koniec XIX wieku teozofia wywarła wpływ także na wolnomularzy i tu można się spodziewać, że jej idee były bliskie Conan Doyle'owi (był masonem). Uniwersalistyczne dążenia teozofów sprawiły, że sięgając po tradycje różnych czasów i miejsc, przyjęto założenia dotyczące człowieka i świata związane również ze Wschodem, postrzeganym wtedy jako kraina magii i doskonalenia jaźni: wiarę we wszechobecną świadomość, w emanację Absolutu czy w reinkarnację. Również i kwestia wróżek pozostała otwarta i wiary w nie nie traktowano jakby była zabobonem, ale przejawem wiedzy o innych stadiach rozwoju bytów. Odwoływano się przy tym także do wiedzy o wierzeniach i mitologiach Orientu.

Zainteresowanie religiami, mitologiami i filozofiami Indii wpłynęło również znacząco na fascynację Europejczyków ich własnym folklorem. W tym kontekście sprawa wróżek rysuje się bardzo ciekawie, ale to nie miejsce na rozwijanie tego tematu. Warto jednak wspomnieć, że żywot wróżek nagle zaczął budzić zainteresowanie, które odbijało się donośnym echem w sztuce i literaturze. W warunkach brytyjskich mowa tu przede wszystkim o celtyckim renesansie i związanej z nim fascynacji rodzimym folklorem.

W latach 80-tych XIX wieku irlandzka literatura zwróciła się w stronę celtyckiej mitologii i ludowych wierzeń. Podstawą dla tego ruchu była próba poszukiwania własnej tożsamości kulturowej w oparciu o rodzimą tradycję, postrzegana jako wyraz buntu wobec ekspansji kultury angielskiej. Najwybitniejszym przedstawicielem był Yeats, który określił "naturę celtycką" jako duchową, wizjonerską i okultystyczną. Irlandzkie celtyckie odrodzenie było związane z XIXwieczną myślą niepodległościową i z dążeniem do ukształtowania autonomicznej świadomości kulturowej, ale bardzo szybko zaczęły na nie wpływać osobiste zainteresowania wielkich twórców (myślę, że można tu przeprowadzić, do pewnego stopnia, analogię między ruchem celtyckim w Irlandii, a Młodą Polską). Wśród nich należy wymienić przede wszystkim fascynację kulturami i myślą Wschodu. Sam Yeats był wielbicielem zarówno Japonii jak i Indii (i dlatego bardzo się z tym panem lubimy). Jego poglądy były próbą pogodzenia wpływów innych kultur i ochrony narodowej tradycji.

W poprzednim wpisie poświęconym wróżkom z Cottingley padło właśnie nazwisko wybitnego przedstawiciela celtyckiego odrodzenia, który był jednocześnie związany z teozofią, więc postanowiłam poświęcić mu parę słów. George William Russell, pseudonim Æ (pierwsze prace teozoficzne podpisywał Aeon) , podobnie jak Yeats starał się połączyć zamiłowanie do innych kultur z wizją irlandzkiej tożsamości narodowej. Poeta, malarz, mistyk, filozof, publicysta i działacz teozoficzny był zafascynowany indyjskim mistycyzmem, z którym zetknął się jeszcze jako student. Mitologię celtycką i wpływy Wschodu połączył w Homeward Songs by the Way i wtedy przyjął swój pseudonim. Źródłem wątków mistycznych w twórczości Russella były Upaniszady i teozoficzny panteizm. Dzięki stronie Sacred Texts możecie przeczytać jego tekst The Candle of Vision z 1918 roku. Jego fascynacje Wschodem i mistycyzm były obecne w całej twórczości, również i w malarstwie.

 George William Russell, Jaskinia wróżek (źródło)

 George William Russell, Wróżki na zboczu góry o zmierzchu (źródło)

 George William Russell, Sidhe (źródło)

W takich właśnie warunkach, w oparach spirytyzmu, które na początku lat 20stych jeszcze się nie rozwiały zupełnie, w cieniu teozofii przeżywającej swój największy rozkwit i w niedużej odległości od najbardziej spektakularnego, folklorystycznego fermentu (nie znaczy, że innym w regionie fermentów nie było), jakim było celtyckie odrodzenie Sir Arthur Ignatius Conan Doyle uwierzył we wróżki.

* XIX wiek był stuleciem religijnego nowatorstwa, które zaowocowały także dalszymi przemianami na atlasie religijnym świata w XX wieku.

**Nie oznacza to, że New Age wywodzi się bezpośrednio z teozofii. Tak naprawdę pojęcie New Age jest bardzo rozmyte i ciężko jest traktować je jako termin, pod którym kryje się konkretny zestaw przekonań i wierzeń i konkretne jego źródła.



Dalszy żywot afery

W grudniowym numerze (1920) The Strand Magazine ukazał się artykuł Conan Doyle'a zawierający zdjęcia wróżek wykonane przez Elsie i Frances w 1917 roku. Dziewczynki zostały nazwane inaczej - Alice i Iris (w celu ochrony ich anonimowości), a rodzina Wright przemianowana na Carpenters. Cel pisarza był bardzo prosty - chciał on przekonać społeczeństwo do uznania wróżek za istniejące. Po co? Zależało mu bardzo na tym, by utorować drogę wierze w inne zjawiska paranormalne i tym samym wpłynąć na obudzenie w społeczeństwie chęci pogłębiania wiedzy z tego zakresu. Artykuł sprawił, że magazyn fantastycznie się sprzedał, ale opinie środowisk związanych z kulturą były mieszane. Maurice Hewlett w tygodniku John O' London's Weekly stwierdził wyraźnie, że dziewczynki zwyczajnie nabrały wielkiego pisarza. Były też jednak wpływowe osoby, jak pani Margaret McMillan czy pisarz Henry De Vere Stacpoole, które były nastawione przychylnie. Najsilniejszą krytykę przedstawił John Hall-Edwards, fotograf i pionier rentgena w Wielkiej Brytanii.

Conan Doyle wykorzystał fotografie wróżek, by zilustrować kolejny artykuł (1921), w którym przedstawiał różne interpretacje zjawiska widzenia wróżek. Na podstawie tego tekstu stworzył potem pracę The Coming of Fairies, który możecie sobie przeczytać dzięki wcześniej wspomnianej stronie. Kolejne teksty spotykały się z coraz większą krytyką. Mniej więcej w tym czasie zainteresowanie wróżkami z Cottingley zaczęło słabnąć. Gdy za sprawą udzielanych wywiadów, zainteresowanie wróżkową aferą wróciło, w 1978 roku magik James Randi i grupa sceptyków zbadali zdjęcia i doszli do wniosku, że widać na nich struny podtrzymujące sylwetki wróżek. Podobne badanie przeprowadził Geoffrey Crawley i również on uznał, że zdjęcia są fałszerstwem. Nikt jednak nie przedstawił jednoznacznego i przekonującego dla opinii publicznej wnioskowania dotyczącego tego, jak dokładnie dokonano fałszerstwa, a dorosłe już Elsie i Frances miały również swoją opinię, której się trzymały, nie przyznając się do oszustwa.

Stosunek samych dziewczynek do wróżkowej afery nie jest zbyt jasny. Gdy Gardner przybył w 1921 roku po raz ostatni do Cottingley, przywiózł ze sobą jasnowidza Geoffreya Hodsona. Dzieci nie przyznawały wtedy, że widzą wróżki, ale jasnowidz uparcie uważał, że on je dostrzega i zapisywał swoje obserwacje w notatkach. Ostatecznie dziewczęta uważały go otwarcie za oszusta. Dziewczynki dorosły i cała sprawa przycichła. Dopiero w 1966 roku reporter z gazety Daily Express odnalazł Elsie, która przebywała wtedy w Anglii. Udzieliła ona wywiadu, w którym dała do zrozumienia, że wróżki mogły być wytworem dziecięcej wyobraźni, a jednocześnie dała do zrozumienia, że mogły to być "fotografie myśli". Na początku następnej dekady wyemitowano w BBC program, w którym Elsie potwierdziła swoją wcześniejszą wersję z wywiadu. Elsie ponownie udzieliła wywiadu w 1976 roku, gdy razem z Frances uczestniczyły w programie Yorkshire Television. Zaprzeczyły fałszerstwu, ale jednocześnie przyznały, że racjonalna osoba nie widuje wróżek. Dopiero 1983 kobiety wyznały, że część fotografii została sfałszowana, ale utrzymywały przy tym, że widywały wróżki. Elsie miała skopiować ilustracje z Princess Mary's Gift Book z 1914 roku (do przejrzenia TU). Kontrowersje jednak budzi fakt, że kobiety nie zgodziły się co do sfałszowania ostatniej z fotografii, a co do piątej przyznały, że ją wykonały. Geoffrey Crawley wyjaśnił, że obie panie mogą być przekonane, że faktycznie wykonały fotografię i nie kłamią. Zdjęcie miało być efektem podwójnej ekspozycji. Kobiety twierdziły również, że nie było ich celem oszustwo i że jako dzieci nie wiedziały do końca coś wokół nich dzieje. Były zakłopotane zachowaniem dorosłych.

Ostatnia fotografia wróżek

ilustracja z Princess Mary's Gift Book

Epilog, czyli problem prawie filozoficzny

Po latach, gdy Elsie i Frances częściowo przyznały się do oszustwa, stwierdziły jednocześnie, że nie wiedziały co robić, gdy w sprawę zaangażował się słynny pisarz. Nie czuły się oszustkami i nie rozumiały tego, co się działo, a jako dojrzałe już panie wyraziły opinię, że być może dorośli po prostu chcieli im wierzyć. To naprawdę ciekawe, bo przecież wraz z rozwojem fotografii, który odbywał się w XX wieku w błyskawicznym tempie, fotografie wydawały się coraz bardziej jawnie fałszywe. Widać na nich nieporadność przedstawienia wróżek, ich kartonowy charakter. Mimo to chciano usłyszeć prawdę z ust autorek tych zdjęć.

Popularność tajemnicy napędzała przez lata rynek pamiątek, w tym także ten obfitujący w bogaczy, czyli teren aukcji. W Londynie sprzedano wydruki fotografii oraz parę innych przedmiotów, w tym pierwsze wydanie The Coming of the Fairies za £21 620 (1998). Szklane płyty fotograficzne sprzedano z kolei za 6000 funtów w 2001. Nabywca pozostał anonimowy. Gdy córka Frances, Christine Lynch, pojawiła się w programie telewizyjnym emitowanym w 2009 roku, ze zdjęciami i jednym z aparatów, dziennikarz oszacował wartość przedmiotów na około 30 tysięcy funtów. Pojawiały się również poczytne wydania pracy Crawleya i wspomnień Frances (Reflections on the Cottingley Fairies).

Tak naprawdę nigdy nie udowodniono dostatecznie, że dokonano oszustwa w przypadku wróżek z Cottingley. Pisząc "dostatecznie" mam na myśli takie postawienie sprawy, z której wynikałoby, że dziewczynki użyły kartonowych czy papierowych wróżek i to je sfotografowały. Na to nie ma żadnych dowodów ani żadnych świadków. Można jedynie udowodnić to, co w sumie nieuzbrojone, dziś pewnie lepiej obyte z obrazami, oko zauważy z miejsca: na zdjęciach widoczne są kartonowe wróżki. Możemy być pewni tego co widzimy na zdjęciach, ale jak wykonano fotografie już nie wiemy. W jakimś sensie jest to raczej wiara we własne zdolności percepcyjne. Czy jednak osoby twierdzące, że widziały wróżki także nie wierzą w swoje doświadczenie? Afera z Cottingley jest ciekawa właśnie nie dlatego, że mamy do czynienia z genialną mistyfikacją, ale dlatego, że w jakiś sposób odzwierciedla ducha przekonań, dzięki którym właściwie wybuchła. Wydaje się sugerować, że nasza wiara w kartoniki jest tak naprawdę niewiele więcej warta niż wiara we wróżki. Nasze zdolności poznawcze są ograniczone i mówi to o człowieku więcej niż wszelkie zdobycze nauki i cywilizacji. Nie da się powiedzieć, że naukowe czy racjonalne podejście pomaga odkryć prawdę w takim stopniu, w jakim jej pożądamy, a tajemnica nieoczekiwanie pozostaje tajemnicą, gdy wszystko wydaje się być jasne.

Korzystałam z wikipedii (informacje o aferze i osobach) oraz z:
http://www.dailymail.co.uk/femail/article-1077709/Sherlock-Holmes-curious-case-garden-fairies.html

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witam w mojej baśni!
Zostawiając komentarz, tworzysz to miejsce razem ze mną.
Ze względu na spam moderuję komentarze do starszych postów.