piątek, 18 lipca 2014

Wobrażenie życia na Księżycu w XIX wieku, czyli ludzie-nietoperze i inne kwiatki

Podejrzewam, że moim czytaczom nie trzeba tłumaczyć pędu dziewiętnastego stulecia ku nowoczesności. Rozwój przemysłu i nauki odbił się nie tylko na życiu społecznym czy zadomowił w wynalazkach służących zwykłemu śmiertelnikowi. Oczywiście, ten pochód cywilizacyjnych przemian miał także wydźwięk w literaturze, sztuce czy filozofii. Pojawiły się ziarna myśli z prawdziwego zdarzenia futurystycznej (futurologicznej?), które zakiełkowały genialnymi pomysłami Verne'a.

Leopoldo Galluzzo, Altre scoverte fatte nella luna dal Sigr. Herschel, Neapol, 1836 (The Great Moon Hoax)

Tym wpisem wynagradzam Wam, drodzy czytacze, ostatni brak "niedzielnych wróżek" oraz braki czwartków literackich (literackich śledztw). Nie ukrywam, że pierwsza myśl, która wyświetliła się w mojej głowie, gdy zobaczyłam te ryciny była właśnie wróżkowa. Autorem ręcznie barwionych litografii jest Leopoldo Galluzzo, który za ich pomocą zilustrował krążące po Europie i Stanach nowiny o obserwacji życia na Srebrnym Globie, znane dziś jako The Great Moon Hoax.

Baśń o księżycowym ludzie

Kiedy pomyślałam o XIX wieku jako stuleciu wynalazków, dotarło do mnie, że ryciny wydają mi się zupełnie nie pasować do mojego pojęcia o tym, jakie wyobrażenie o życiu na innych planetach mogło być dominujące w XIX wieku. Myślałam o tym, że przemysłowe stulecie musiało zrodzić oswojoną w XX wieku ideę o zaawansowaniu technologicznym i przewadze Obcych. Potem olśniło mnie, że patrzę na wizualizację księżycowego życia zmajstrowaną w latach 30-stych, czyli na długo przed wybuchem industrialnego kankana.
 
Instrumenty dopiero strojono, deski sceny dopiero oczyszczano z kurzu poprzednich epok. Wynalazki rewolucji przemysłowej, tej jeszcze XVIII-wiecznej dopiero stawały się oczywistością. Kolej zaczynała śmiało, ale skromnie podbój Europy. Nowe odkrycia były w drodze.

Leopoldo Galluzzo, Altre scoverte fatte nella luna dal Sigr. Herschel, Neapol, 1836 (The Great Moon Hoax)


Ryciny, na które patrzycie uświadamiają nam również jak bardzo różnimy się od mieszkańców dziewiętnastowiecznego świata. Dla nas wyobrażenie o podróżach w kosmosie, o życiu na innych planetach, nawet jeśli na głębszym poziomie porusza struny filozoficznych czy nawet mistycznych zagadnień, ukorzenione jest w przekonaniu o mocy nauki i technologii. Oczywiście, mówię tu teraz o świecie dorosłych. W świecie dzieci "niedorzeczne" wojaże na na Księżyc w pudełku po butach czy zaludnianie go dziwnymi stworami nadal jest możliwe. W dziewiętnastym wieku baśniowość dawniejszych wyobrażeń o Obcych (nie chodzi tylko o życie na innych planetach, ale także o odległe czy mityczne krainy, zaświaty itd.) mieszała się z nadzieją na eksplorację wszechświata, jaką dawał rozwój przemysłu i zdobycze nowych dziedzin wiedzy. Powiedziałabym nawet, że ta nadzieja budziła już trochę uśpioną wyobraźnię, która straciła tak wiele terenów, wcześniej przemierzanych tanecznie (inne kontynenty, obce ludy, życie po życiu) przy akompaniamencie ekscytującego marzenia o cudowności ukrytych krain. Kiedy myślę o XIX wieku zawsze mnie zachwyca, ale w sumie nie dziwi, to jak nauka łączyła się z zagadnieniami chodzącymi skrajem fantazji. Mam wrażenie, że dziś ten dawniejszy związek nie ma już takiego wigoru, jesteśmy trochę zmęczeni kolejnymi przewidywaniami przyszłości, a strach przed zabawą w Pana Boga też jakoś przybladł.


Leopoldo Galluzzo, Altre scoverte fatte nella luna dal Sigr. Herschel, Neapol, 1836 (The Great Moon Hoax)


Wielki przekręt

Teraz przejdźmy jednak do suchych faktów związanych z tymi rycinami (a wcale takie suche nie są, wręcz przeciwnie - są soczyste). Otóż, stoi za nimi historia mistyfikacji godnej Orsona Wellsa i jego Wojny światów. Pod koniec lat 30stych dziewiętnastego stulecia rozpętało się zamieszanie wokół sir Johna Herschela, jasnej gwiazdy astronomii swoich czasów. Awanturę wywołał nowojorski The Sun publikując, począwszy od 1935 roku, 6 artykułów o życiu na Księżycu. Herschel początkowo się tym nie przejął i nie wyprowadzał ludzi z błędu, bo był człowiekiem z poczuciem humoru. Nie przewidział, że historyjki, prawdopodobnie autorstwa Richarda E. Locke'a, dziwaczne i zupełnie fantastyczne zostaną wzięte za prawdę. Opowieści o życiu na Księżycu miały jakoby wziąć się z obserwacji za pomocą specjalnego, wielkiego teleskopu ludu żyjącego na satelicie. Pisano również o planowanej podróży na Srebrny Glob. W opowiadankach występował fikcyjny dr Andrew Grant, rzekomy współpracownik Herschela i to on podawany był jako autor "relacji". Finał zmyślonej historii to pożar, jaki miał wywołać teleskop i zakończyć w ten sposób możliwość podglądania życia na Księżycu. W artykułach opisano fantastyczną faunę i florę Księżyca oraz mieszkające tam nietoperzowate humanoidy (Vespertilio-homo), księzycowe krajobrazy i świątynie zbudowane przez mieszkańców. Opisano również możliwość lotu specjalnym balonem.

Leopoldo Galluzzo, Altre scoverte fatte nella luna dal Sigr. Herschel, Neapol, 1836 (The Great Moon Hoax)
Leopoldo Galluzzo, Altre scoverte fatte nella luna dal Sigr. Herschel, Neapol, 1836 (The Great Moon Hoax)



Leopoldo Galluzzo, Altre scoverte fatte nella luna dal Sigr. Herschel, Neapol, 1836 (The Great Moon Hoax)



Leopoldo Galluzzo, Altre scoverte fatte nella luna dal Sigr. Herschel, Neapol, 1836 (The Great Moon Hoax)




Pozostaje zapytać kto i dlaczego. Na drugie z tych pytań nie jest trudno znaleźć odpowiedź - jak długo istnieje ludzkość, tak stale żądna jest sensacji. Poza nazwiskiem Locke'a, ówczesnego reportera The Sun, ze sprawą łączy się również Jean-Nicolasa Nicolleta (francuskiego astronoma) i Lewisa Gaylorda Clarka (redaktora literackiego magazynu Knickerbocker). U podłoża powstania artykułów nie stoi tylko żądza sensacji. W tamtym czasie powstawało wiele niezwykłych teorii i "odkryć". Między innymi, 10 lat wcześniej, Franz von Paul Gruithuisen obserwował rzekome ślady cywilizacji i życia przyrodniczego na Księżycu (tak sobie tłumaczył zmiany odcieni kolorów powierzchni satelity, czy linie i regularne kształty struktur geologicznych). Poza zupełnie poważnymi naukowcami skłonnymi do ekstrawaganckich teorii byli i tacy ludzie, jak ksiądz Thomas Dick, który "obliczył", że sam Księżyc zamieszkuje 4200000000 istot. Jego pisma były bardzo popularne i traktowane poważnie, czego dowodem uznanie jakim cieszył się w oczach słynnych intelektualistów, na przykład Ralpha Waldo Emersona.

Księżycowe natchnienie


Taka historia nie mogła przejść bez echa, nawet, gdy emocje już opadły. Aż po dwudzieste stulecie liczne narody Księżyca miały w sobie coś z tych wymyślonych przez anonimowego mistyfikatora w 1835 roku. Najsłynniejszym przykładem jest oczywiście Podróż na Księżyc (Le voyage dans la Lune) Georges'a Mélièsa (1902):




Najciekawszym dla mnie wątkiem inspiracji płynących z wielkiego, księżycowego przekrętu jest jednak literacka reakcja jednego z moich ulubieńców, czyli E.A. Poego, który stworzył serię artykułów dziś znaną jako The Balloon-Hoax (na łamach tej samej gazety, co przekręt księżycowy). Gdy Poe zaczynał w 1844 roku przedstawiać swoją opowieść o podróży pana Masona przez Atlantyk w balonie, można było ją przeczytać jako prawdziwą historię. Jak w wielu innych przypadkach, Poe miał zwyczajnie pecha i mistyfikację szybko odkryto. Nie mógł więc dorównać swoim poprzednikom. Prawdopodobnie bardzo chciał nie tylko im dorównać, ale i ich pokonać, bo miał osobiste porachunki ze sprawą księżycową. Pisarz był twórcą własnego opowiadania o podróży na Księżyc (Niezrównana przygoda niejakiego Hansa Pfaalla), które wydał na chwilę przed  The Great Moon Hoax i przez dekadę cierpiał podejrzewając, że jego pomysły zostały wykorzystane przez twórców księżycowej afery.


Strona The Sun z artykułem Poego



Niezrównana przygoda niejakiego Hansa Pfaalla wyszła na łamach miesięcznika Southern Literary Messenger i została napisana w żartobliwej konwencji. Autor pisał później, że ten niepoważny ton zdradzał przed wykształconymi czytelnikami fikcyjność historii. Planował kontynuować swój literacki żarcik, ale zabawę popsuła mu wielka księżycowa afera, która przyćmiła sławę jego nowelki. Ta gładka historyjka, rozpoczynająca się ujawnieniem pisma, w którym opisano podróż tytułowego Hansa, zawiera w sobie wątki rozpoznawalne w serii artykułów afery księżycowej. Pojawia się nowatorski balon, który ma umożliwić podróż na Księżyc. Warto wspomnieć, że Verne, wielbiciel Poego, inspirował się jego balonowymi historiami.

Źródło ilustracji Leopolda Galluzzo: http://www.sil.si.edu/imagegalaxy/imageGalaxy_MoreImages.cfm?book_id=SIL-007-281




6 komentarzy:

  1. To chyba ode mnie wyszła prośba o te śledcze wpisy? Jestem ustatysfakcjonowana. Świetna historia, coś mi się obiło o uszy, ale bez szczegółów.
    Em

    OdpowiedzUsuń
  2. Już nie pamiętam kto mnie prosił o powrót do tego rodzaju wpisów. Mam całe mnóstwo notatek, które domagają się uporządkowania. Nawet jeszcze marysiowe od Franka się znajdą :D Szykuję wpis o aferze wróżkowej ;)

    I dzięki za ten komentarz. Moderacja odczarowana!

    OdpowiedzUsuń
  3. Czasami myśle ze wspolczesni "amerykanscy naukowcy" robia podobne rzeczy z tymi wszystkimi nowymi planetami, czarnymi dziurami, wyliczeniami z kosmosu, rzekomym ufo itp :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. UFO to taki nowoczesny mit ;) Nawet Jung się tym zajmował, pisał o tym, że UFO jest dla współczesnego człowieka czymś podobnym do niegdysiejszych wróżek czy gnomów.

      Mam w domu wielbiciela astronomii - mam zapewnienie, że obce planety i czarne dziury są spoko, istnieją :D W sumie czarną dziurę można chyba sobie stworzyć w warunkach laboratoryjnych?

      Usuń
    2. z tym, ze gnomy i wrozki sa jakies przyjemniejsze od ufoków ;)

      :D chodzilo mi raczej o bardziej odleciane teorie wlasnie rodem z sezonu ogorkowego w pelni, ale kto wie czy to wszystko nie jest jeden wielki "spiseg"

      Usuń
    3. Jestem za tym, że Ziemia jest płaska, a lądowanie na Księżycu nakręcił Stanley, oczywiście.

      Usuń

Witam w mojej baśni!
Zostawiając komentarz, tworzysz to miejsce razem ze mną.
Ze względu na spam moderuję komentarze do starszych postów.