czwartek, 31 lipca 2014

"Historia stroju" Maguelonne Toussaint-Samat

Kiedy ja choruję na tsundoku*, księgarniane półki chorują na brak książek o tych ciekawych zagadnieniach, jakimi są historia mody, tkanin, strojów i dodatków. I niestety opasłe eseisko pani Toussaint-Samat ani nie jest księgą kostiumologiczną, co mógłby sugerować tytuł ani przeleżawszy u mnie czas jakiś bynajmniej nie stała się pozycją przeczytaną w ramach zdrowienia z tsundoku. Warto jednak po nią sięgnąć. Wyjaśnię dlaczego.


*bezustanne kupowanie książek, gdy w zasadzie nie można przeczytać wszystkiego, co się ma w biblioteczce


Kiedy nie czytać

  • Jeśli spodziewamy się pracy naukowej na temat historii stroju. Tytuł nadany temu długaśnemu esejowi (czy też zbiorowi krótszych esejów) jest mylący. Opowieść, która zaczyna się od zagadnienia nagości, by snuć się blisko skóry przez temat futer, przejść przez teren przędzalniczy i zakończyć na jeansach to esej antropologiczny. Nie prezentuje żadnej syntezy wiedzy historycznej, a już zwłaszcza historycznego podejścia. Problem z nim jeszcze taki, że podejście antropologiczne również nie zostało wyczerpane. Nie otrzymujemy żadnej solidnej, wielopoziomowej refleksji tylko mniej bądź bardziej przyjemną podróż po powierzchni zagadnień.



  • Jeśli spodziewamy się konkretnej wiedzy związanej z jakąś wybraną epoką czy regionem. Książka pełna jest faktów i fakcików, ale podanych w sposób niezobowiązujący. Jedynym zobowiązaniem, które można tu odczytać jest chęć wyłowienia ciekawych anegdot z morza znanych i przez to mało interesujących danych (tylko po co to rozwlekać tak z kolei oczywistości?). Wbrew temu, czego możemy się spodziewać po tytule autorka nie przedstawia tak naprawdę historii stroju i zakłada, że czytelnik będzie miał już raczej sporą wiedzę na ten temat. Niestety, nie potrafiła się zdecydować na esej skonstruowany tylko wokół najciekawszych anegdot czy ciekawostek.
  • Jeśli nie chcemy czytać swobodnej, chaotycznej pisaniny tylko rzetelną pracę naukową. Miejscami Historia stroju oscyluje nawet w kierunku źle pojętej filozofii stroju (co jako filozof z prawdziwego zdarzenia z wielkim bólem muszę zaznaczyć).



  • Jeśli nie interesuje nas i w zasadzie nie lubimy czytać subiektywnych opinii o pewnych zjawiskach kultury. Można oczywiście podejść do sprawy z dystansem - mnie rozbawił dziwaczny akapit poświęcony modzie subkultur i kręgów homoseksualnych. 

Kiedy czytać

  • Gdy lubimy czytać po kawałeczku rzecz lekką i przyjemną. Lektura tej książki serwowana w niewielkich porcjach jest zdecydowanie przyjemniejsza (a dla niektórych pewnie lżej strawna) niż podana za jednym zamachem. Narząd czytelniczy sprawniej przełknie małe kąski, bo taki właśnie charakter ma ta książka - jest zbiorem luźno rozrzuconych, dłuższych i bardziej zwięzłych wątków. Układ chronologiczny niby jakiś jest, ale zdecydowanie można poruszać się swobodnie. Co prawda, książka nie spełni się jako poważna praca o układzie problematycznym (zamiast historycznego), bo żadnego tematu nie wyczerpuje, a niektóre zaledwie muska, ale tak właśnie prezentowane są obszary, po których porusza się autorka. Na przykład pisze o sytuacjach "pierwotnych", o nagości, skórach, strojach plemiennych, a potem o "pierwotności" futra w oparach cywilizacji. 



  • Jeśli lubimy kolekcjonować w pamięci drobne fakty, zapamiętywać ciekawostki, anegdotki, znajdywać w historii ciekawe osoby, które nie są powszechnie znane. Takimi drobiazgami zebranymi w Historii stroju można obdarować kilka książek.

Książkę zaczęłam czytać w maju (zdjęcia wyraźnie sugerują porę roku, w jakiej je wykonano) i na dobrą sprawę nadal do niej zaglądam. Czytam po kawałeczku, a do niektórych tematów wracam, by odnieść się do podanych tam faktów. Nie jest to lektura na tyle zajmująca, aby przykuła mnie do siebie na stałe.

(Historia stroju Maguelonne Toussaint-Samat, oryginalny tytuł - Histoire technique et morale du vêtement, tłum. Krystyna Szeżyńska-Maćkowia, W.A.B., 2011)

2 komentarze:

  1. Nigdy nie opisałabym tego trafniej! Ja sięgnęłam po tę książkę zachęcona tytułem, ale przespawszy cały rozdział o futrach, nie miałam już siły męczyć się z nią dalej. Ciągle zastanawiałam się, po co właściwie została napisana, jaki jest jej cel. I nie znalazłam go :D Myślę, że autorka starała się ogarnąć zbyt rozległy temat, żeby mogło się to udać - jak przeczytałam rozdział o ubiorze antycznym, w jednej chwili przestałam ufać całej książce. Chociaż niektóre fragmenty rzeczywiście były ciekawe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tytuł-pułapka :D Straszne nieporozumienie, jeśli chodzi o tytuł właśnie, rozdziały również sugerują, że będzie to książka historyczna, tylko mała ilość ilustracji może budzić podejrzenia. W księgarni nie czytamy książki od deski do deski. Sugerujemy się spisem treści i okładką.

      Anegdotki czy ciekawostki mogłyby zaprezentować się lepiej, gdyby je uporządkować jeszcze bardziej swobodnie, bez silenia się na jakąś metodę. Taka zupełnie luźna pisanina, jakiś rodzaj pamiętnika? No, ale jest jak jest ;)

      Usuń

Witam w mojej baśni!
Zostawiając komentarz, tworzysz to miejsce razem ze mną.
Ze względu na spam moderuję komentarze do starszych postów.