czwartek, 19 czerwca 2014

Genialny grafoman przeciw światu (Michel Houellebecq, "H. P. Lovecraft: Przeciw światu, przeciw życiu")

Ekspresja przeżycia ohydy świata, którą tak wielu odrzuca - doświadczenie tego rodzaju jest równie naturalne, jak podziw dla piękna istnienia. Większość z nas szybko się pozbywa dyskomfortu, który wywołują myśli o tym, jaka rzeczywistość bywa brzydka, bezsensowna, że człowiek bywa najpaskudniejszym ogniwem istnienia, a nasze życie to tylko jeden z przejawów chaosu. Niektórzy taplają się w tym błotku z upodobaniem, zamieniają w najlepszym razie w domorosłych nihilistów, w najgorszym w krwiożerczych dyktatorów siejących wokół siebie zagładę i zniszczenie. I tak źle i tak niedobrze. Są jednak też tacy, jak Lovecraft, którzy potrafią z ohydy jakiej doświadczamy uczynić materię tak namacalną, tak żywą, a przy tym mroczną, że nie tylko oni muszą się z nią skonfrontować. Wyłaniają z głowy przedmioty, stworzenia, światy i stawiają innych przed na poły zamgloną, a na poły obnażającą swe plugawe wnętrzności Ohydą Świata.

John Kenn Mortensen



 Stylistyczny samobójca

Wiek XX pozostanie być może złotym wiekiem literatury epickiej i fantastycznej, gdy pierzchną zdradliwe mgły bezsilnych awangard. Pozwolił już wyłonić się takim postaciom jak Howard, Lovecraft i Tolkien. (...) Trzy filary literatury marzeń, którymi krytyka gardzi równie mocno, jak wielbią je czytelnicy. (...) Tak właśnie po trzydziestu latach wzgardliwego milczenia "intelektualiści" pochylili się nad Lovecraftem. Doszli do wniosku, iż ów osobnik miał naprawdę zdumiewającą wyobraźnię (trzeba było, mimo wszystko, wyjaśnić jego sukces), lecz że jego styl jest godny pożałowania (...) Ten niedorzeczny punkt widzenia można wszakże zrozumieć. Trzeba przyznać, że Lovecfraft nie ma wiele wspólnego z ową elegancką, subtelną, minimalistyczną i powściągliwą koncepcją stylu, która na ogół zyskuje poklask. (str. 93)

Dziś będzie o Lovecrafcie. Bez wątpienia był rasistą. I bez wątpienia jest to godne potępienia. Nie usprawiedliwiam go, ale jego rasizm, jakkolwiek nie byłby motywowany, to jedynie wyraz czegoś leżącego o wiele głębiej. Opisanego nieudolnie przeze mnie przed chwilą. Czuję z Lovecraftem pewne powinowactwo, jeśli chodzi o grafomaństwo :D No, właśnie: czemu mam go za grafomana, co wyraziłam już w tytule? Niestety, częściowo jestem jednym z tych niedorzecznych "intelektualistów", o których pisze Houellebecq. To jednak nie wystarczy, by wytłumaczyć się z użycia określenia "grafoman" względem Lovecrafta, czym z pewnością urażam masy fanów Lovcia (od razu mówię, że mam go również za geniusza, co też można wyczytać z tytułu wpisu). Pozwolę sobie tu na pewną intelektualną akrobację - nie używam sformułowania "grafoman" w sposób dla Lovcia krzywdzący, a tym samym, pisząc o swoim z nim powinowactwie pod tym kątem, i siebie rozgrzeszam z własnych ciągot do pisania. Są tacy ludzie, którzy pisać muszą niezależnie od tego, jak bardzo nie powinni. Bywa to ciężką zbrodnią, ale czasem kończy się tylko przyciężkim piórem. Tym się właśnie różni mroczne grafomaństwo, nad którym należałoby odprawić jakiś oczyszczający rytuał od pewnej naiwności pisania, którą zauważam u siebie i widzę u Lovecrafta. Ten styl, którym mógłby posługiwać się wariat z jakiegoś zapomnianego szpitala. Poza tym różnimy się raczej, jeśli nie liczyć jeszcze dwóch istotnych spraw: zainteresowania niesamowitością w kulturze, no i tym, że pewien egzystencjalny wydźwięk dzieł Lovecrafta znajduje ciepłe miejsce wśród moich osobistych refleksji.

Lovecraft i kiciuś


Jestem fanką twórczości Samotnika z Providence wbrew sobie. Rasizm Lovecrafta wprawia mnie w zakłopotanie. Jego maniera pisarska ociera się o autoironię (i nawet ją o nią posądzam, co budzi we mnie jeszcze cieplejsze uczucia względem niego), ale momentami nie da się nie czuć jak bardzo emocjonalnie i poważnie podchodzi do swoich konstrukcji słownych i obrazowych, gdzie roi się od plugastw, ohydy, czarowników, deformacji, mazi... Jak pisze Houellebecq: "To, co odróżnia Lovecrafta od reprezentantów dobrego smaku, nie sprowadza się bynajmniej do szczegółów. Prawdopodobnie uznałby opowiadanie za chybione, gdyby choć raz w czasie pisania nie miał okazji przekroczyć granic." (str.95)

Z taką uroczą naiwnością i rozbrajającym entuzjazmem Lovecraft był zdolny tworzyć rozwlekłe, bliźniaczo do siebie podobne, a przecież zawsze różne, opisy ohydy czy grozy. Przypomina to natchnioną improwizację wariata cedzoną przez zęby ;) Może stąd też bierze się urok Lovecrafta - mistrz stopił się ze swoim dziełem. Jego bohaterowie wydają się być nim samym, a właściwie wcieleniem jego jaźni. Wariują, odpływają do innych światów, porywa ich groza. Cały słynny, klimatyczny niepokój jaki Lovecraft uważał za jedyną słuszną grozę bierze się właśnie z tej nieuchronności katastrofy nadprzyrodzonej, która ma dotknąć człowieka i świata.

Jak zwykle cudowny Mike Mignola

Atmosfera narastającego strachu przed nieznanym i pulsującej grozy obcości czasami jest u Lovecrafta po grafomańsku rozciągliwa. Jakby lepił ją z niezniszczalnej mazi ogranych już motywów, refrenu tej samej melodii. Zawsze coś jednak pozostaje, nawet w tych onirycznych ucieczkach, które mogą zamęczyć człowieka na śmierć. Trzeba tylko poddać się manii słowa. Nie magii, manii. Tak. Lovecrafta należy czytać maniakalnie, na wyłączonych hamulcach i bezpiecznikach. Jego szalona proza, on sam szalony i ty, szalony czytelniku. Myślę, że tu kryje się geniusz Lovecrafta. Można drążyć tunele w uniwersum grozy i niesamowitości, które stworzył, pisać nowe opowieści o mackowatych potworach, ale nie da się powtórzyć tego, co zrobił.

Dwaj smutni panowie

Jak napisał: "dżentelmen nie stara się być znany, zostawiając to małym egoistycznym parweniuszom". (str.98)

Nie dziwi mnie wcale, że Houellebecq znalazł w Lovecrafcie sobie smutnego przyjaciela. Są tak do siebie podobni, że śmiało można powiedzieć, że równie dobrze Lovecraft odnalazłby się pisząc o Houellebecqu. Nawet postawiłam sobie takie pytanie, zamieniłam ich w pewnym momencie miejscami i zobaczyłam, że panowie przeglądają się w sobie jak w lustrze. Ale co robię tam ja? Różnimy się. Lovecraft pozostaje jednak jedną z moich niewyczerpanych inspiracji w myśleniu o świecie, grozie, niesamowitości i niekończącą się skarbnicą zamglonych obrazów, do których sięgam często, opisując filozoficznie penetrowalne strony zjawisk ;) A poza tym, hym, całkiem odpowiada mi ten cytat z Lovecrafta, na który powołuje się Houellebecq. Istnieję w sieci od dość dawna jako Absyntowa, lubię to, ale przeszkadza mi popularność, która wcześniej czy później się pojawia (uciekając z poprzedniej platformy blogowej, ewakuowałam się z miejsca, gdzie miałam kilka setek obserwujących i gdzie zaczęłam się dusić, mam nadzieję, że to się już nie powtórzy). Gdybym potrzebowała tego rodzaju deklaracji, pewnie umieściłabym sobie nawet ten niegodziwy tekst zarozumialca jako motto bloga :D Jak jednak wspomniałam: różnimy się jednak, ja i ci dwaj smutni panowie. Prowadząc bloga, zgadzam się na wrzucenie do jednego wora z "egoistycznymi parweniuszami". Jestem w stanie to przeżyć bez deklaracji swojej odmienności, zachować co moje dla siebie i tyle ;) Jeśli w człowieku coś się dzieje, coś tworzy, jego myśli wypełniają mu czaszkę i wylewają się - potrzebuje jakiejś publiczności, wyjścia z pustelni. Inaczej zwariuje. Bywa, że człowiek jest pustelnikiem nawet wśród ludzi. Taki był dobrze ułożony, uprzejmy, opanowany Lovecraft - zewnętrznie tak różny od stylu, w którym pisał, a wewnętrznie tak z nim spójny.

Michel Houellebecq (źródło)

Iggy Pop i Michel Houellebecq (źródło)


H. P. Lovecraft: Przeciw światu, przeciw życiu to nie biografia, to esej. Absolutnie nie polecam jako opracowania twórczości. Są inne, znakomite kąski na tej tacy. To raczej zachęcacz do zapoznania się, taka furtka do świata Lovecrafta. A autor tego eseju zachęca aż iskry idą. Houellebecq słodzi Lovecraftowi niemiłosiernie. Nic w sumie dziwnego. Panowie tacy podobni, tacy smutni.


Tyci Lovecraft
Większy Lovecraft z murkiem u boku

"Howard Philips Lovecraft jest wzorem dla każdego, kto chciałby się dowiedzieć, jak zmarnować życie i, ewentualnie, stworzyć jakieś dzieło" - pisze Houellebecq. Pisarz kładzie w swoim eseju duży nacisk na nonkonformizm Lovecrafta. Samotnik z Providence nie chciał się sprzedać. Sam mnożył na swojej drodze przeszkody, gdy miało dojść do wydania jego dzieł. Chciał uchodzić za dżentelmena, który uprawia literaturę dla przyjemności własnej, nie dla zysku i poklasku. Co ciekawe, będąc przy tym biednym człowiekiem. Nawet spory o niewypłacone honorarium uważał za niegodne i się nimi nie parał jako osobnik honorowy. Przyjaciołom pomagał za darmo. Houellebecq sugeruje wielokrotnie, że chodziło o odrzucenie życia, o ascezę, gdzie wyrzeczenie jest jakimś rodzaje autoagresji. Może... Wydaje mi się jednak, że Lovecraft był szczerym wyznawcą starej, zapomnianej i właściwie nigdy niepopularnej idei: autentyczność jest najcenniejszym, co posiadamy. Nawet, jeśli nie wpisujemy się w mody i panujące zasady. I warto o to walczyć nawet z samym sobą.


Geniusz ohydy

Opowiadania Lovecrafta nadają precyzyjne i niepokojące znaczenie słynnemu nakazowi "rozregulowania wszystkich zmysłów". Na przykład niewielu ludzi uzna jodową woń wodorostów za odpychającą i przykrą; prócz, bez wątpienia, czytelników "Widma nad Innsmouth". Podobnie trudno jest po lekturze opowiadań Lovecrafta myśleć spokojnie o płazach.

Lovecraft nie jest dla mnie pisarzem grozy. Tym bardziej nie jest pisarzem fantastyki. Ba, chyba nawet nie jest dla mnie pisarzem. Jego dzieło to on, on to jego dzieło. Przypomina mi niecywilizowanego baśniostwórcę. Szamana? Idzie tam, gdzie rozum śpi i budzą się demony. Rzuca dionizyjski czar na czytelnika i podążamy za nim, znajdując dziwną przyjemność nie w zwyczajnym strachu, który zresztą obrana przez niego maniera łatwo ukatrupia, ale w zgłębianiu lepkich, ukrytych w ciemności podstaw świata. Houellebecq być może chciał stworzyć mu pomnik, ale tacy ludzie jak Lovecraft są jak dym. Niby wszystko o nich wiemy, niby wiele można o nich powiedzieć, ale istotę spotkania z nimi można przekazać tylko jakimś cudownym dotknięciem, przesłaniem impulsu elektrycznego. Houellebecq starał się to zrobić nasycając swój esej zachwytem wyznawcy, przyjaciela, brata. Przesłonił nim nieco swoje udane analizy i nie dał wybrzmieć własnemu talentowi. Ostatecznie wyszło mu więc jajeczko Fabergé, migotliwa łupina, która osłania ciemne wnętrze, do którego musimy już sięgnąć sami. Do czego wszystkich zachęcam. W tych ciemnościach warto się zgubić.

Na deser chciałabym Wam przedstawić ułamek twórczości artysty, którego ilustrację zamieściłam na początku wpisu. Na stronie Johna Kenna Mortensena znajdziecie prace inspirowane Goreyem i Lovecraftem (źródło):







Cytaty pochodzą z: Michel Houellebecq, H. P. Lovecraft: Przeciw światu, przeciw życiu, tłum. Jacek Giszczak, W.A.B.

8 komentarzy:

  1. jaka piekna byl dziewczynka. nie potrafie go polubic. poznalam go w dziwnych okolicznosciach, bo kolezanka widzac zdjecie heydricha byla pewna ze to wlasnie lovecraft O.o późne liceum to było
    po jakims czasie postanowilam cos poczytac, byl to jakis zbior opowiadan i spodziewalam sie czegos naprawde mrocznego strasznego wspanialego i niepokojacego.
    no ale okazalo sie ze ja i beletrystyka po raz kolejny powiedzialysmy sobie nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo i Lovcio jest ciężkostrawny :D Z drugiej strony, nie znam osoby, która go strawiła do końca i nie pokochała na swój sposób. Taki z niego milusiński ;)

      Co do H. - oboje byli specyficzni, jeśli chodzi o wygląd, ale w sumie podobieństwa nie widzę.

      Usuń
    2. jestem wyjatkowa, nie wiem no jakos nie oczarowalo. tak jak harry potter, na te dwie mody jestem jakos oporna :D

      tez nie widze, ale juz slyszalam tyle dzikich porownan, ze chyba ludzie po prostu tego typu ludzi o urodzie ciężkostrawnej probuja w jakakolwiek szuflade wrzucic :D

      Usuń
  2. A ja jestem fanką Lovecrafta i jego geniuszu ocierającego się o szaleństwo. Stworzył świat, który autentycznie mnie przeraża i jednocześnie jestem w nim zakochana. Każde opowiadanie oblepia mnie swoimi mackami. Czuję zgniliznę nadmorskich, zapomnianych miejscowości, smród ryb, zatęchłych dech pomostu i tego czegoś co wyłania się z głębin (kosmosu).
    Czy możesz mi doprecyzować, czemu podkreślasz, że był rasistą? Możliwe, że przeoczyłam coś w tekście, chyba też nigdy nie czytałam jego pełnej biografii, a w opowiadaniach nie znalazłam niczego rasistowskiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ myślałam, że to fakt powszechnie znany (nawet polska wiki podaje, a bywa niemrawa ;))! On się ze swoimi poglądami specjalnie nie krył, a znaleźć je można w wielu dziełach. Oczywiście, nie należy tego rasizmu traktować jako esencji jego twórczości (a już zwłaszcza esencji osoby, pod koniec życia zresztą złagodniał), jak to niektórzy robią (i na co mam nadzieję uczulam w tym wpisie zresztą ;)) Nie będę tu przytaczać ani opowiadań ani tego, co pisał M.H. (a trochę się pochylał nad tym tematem i cytował dość soczyste opisy), bo jest pewien bardzo znany cytat: "Czarnuchy są biologicznie niższe od rasy białej a nawet mongolskiej, i trzeba co jakiś czas przypomnieć Amerykanom z północy o niebezpieczeństwie którym grozi dopuszczanie ich do przywilejów społecznych i politycznych... Ku-Klux klan to szlachetna choć oczerniana grupa Południowców którzy ocalili pół kraju przed zagładą... Rasizm to dar natury, który umożliwia zachowanie w czystości podziału ludzkości który ewoluował przez wieki.."
      Źródło: The Conservative, Vol. I, No. 2, p.4, 1915.

      Bardziej precyzyjnego cytatu chyba już nie znajdę :D

      Usuń
    2. No to faktycznie, a mi przy całej fascynacji jego twórczością, umknęło. Może dlatego, że zawsze bardziej mnie fascynowały jego utwory, niż on sam. Lovecraft wydawał mi się sam taką tajemniczą istotą z nie tego świata, że nie zgłębiałam jego biografii. I teraz mam, wyszłam na dyletantkę :)

      Usuń
    3. Przepraszam Cię najmocniej za moderację - mam takie ustawienie, że po paru dniach komentarze tylko zatwierdzane, bo mimo blokady i tak zalewa mnie tu spam i Twój wpis wisiał w próżni od wczoraj ;)

      Jeśli chodzi o Twoje zdziwienie rasizmem, to święte prawo fana :D Myślałam, że odnoszę się do rzeczy oczywistej ze względu na powszechność tej kwestii w necie. Po prostu, wszędzie, gdzie jest mowa o Lovecrafcie pojawia się sprawa jego rasizmu w ten czy inny sposób, chyba panuje moda na wyciąganie różnych kontrowersji wokół znanych od dawna osób* ;) W samej twórczości można tego nie zauważyć, bo Lovecraft najczęściej zgrabnie kamufluje swoją "odrazę", którą z niechęci do innych ras przekuł w niechęć do wykreowanych maszkar i nieprzyjemnych, literackich typów :D

      Podzielam wrażenie, że sam był postacią z innego świata, nietrudno o nie heh

      * Ciężko mi spojrzeć na Lovecrafta jako na "modę", chociaż faktycznie znalazł sobie cieplutkie miejsce w popkulturze. Pamiętam jednak czasy, gdy właściwie jedynym fanowskim zainteresowaniem cieszył się jako twórca świata idealnie nadającego się do staroświeckiego RPG ;)

      Usuń
    4. Za moderację nie przepraszaj, znam ból ataku spamu :( jakieś nasilenie ostatnio jest w blogerze.
      Dzięki za wyjaśnienie wszystkich moich wątpliwości :)

      Usuń

Witam w mojej baśni!
Zostawiając komentarz, tworzysz to miejsce razem ze mną.
Ze względu na spam moderuję komentarze do starszych postów.