piątek, 30 maja 2014

Skazani. Ostatnie dni rosyjskiej arystokracji (Douglas Smith)

Co zrobiłby ostatni człowiek na świecie? Nie wiem, ale wierzę w to, że zostawiłby po sobie jakiś pamiętnik, jakieś zapiski. Nawet jeśli nikt nigdy tego by nie przeczytał. Myślę, że to silniejsze od nas. Chęć opowiadania. Gdy wyciągam z wielkiej historii biografie ludzi, pewnie odczuwam to samo, co archeolog, gdy wygrzebuje z ziemi jakiś mikry kawałek ceramiki czy powyginaną monetę. Jesteśmy pyłkiem we wszechświecie jako ludzkość, a jako jednostki nie znaczymy nic zupełnie. Jednak dla nas to "nic" to wszystko. Innego "nic" niż to nasze, nie mamy.

Cywilizacje rozpadają się w pył. Człowiek umiera. Stare, ginące rodziny są jak rozpadające się w dłoniach kartki wyciągnięte ze zgliszcz. Jedyne, co po nas zostanie to opowieści. Co jest mitycznym "dalej" (dla nas, dla świata) - nie wiemy. Wiemy tylko co już było. Jesteśmy skazani na istnienie w czasie, a jednocześnie to on pozwala nam porządkować chaos, którym jest wszechświat.

Kiedy sięgałam po to tomiszcze, nie sądziłam, że książkę historyczną będę czytać, jak najlepszą powieść. Nie potrafię więc ocenić jej pod właściwym dla niej kątem - nie wiem jak wypada jako książka historyczna, ale nie znalazłam negatywnych opinii także jeśli chodzi o ten aspekt. Sześćset stron, które napisał pan Smith, czyta się wspaniale, to przekonanie czytelników powtarzane jest jak mantra. Zazwyczaj jestem sceptyczna wobec masowych zachwytów, ale tym razem się poddałam, Praca Douglasa Smitha przede wszystkim ma właśnie siłę najlepszych opowieści. Bohaterami autentycznych wydarzeń są osoby, które zostały zmiecione przez wichurę rewolucji i wojen, gdzieś do wielkiego wora niepamięci. Autor przywraca im miejsce w historii. Pisze ją na nowo, skupiając się na drobiazgach: listach, fragmentach dzienników, wspomnieniach. A mrówczej robocie zbierania faktów i fakcików towarzyszy taki rodzaj narracji, który sprawia, że przez te ostatnie kilkadziesiąt lat rosyjskiej arystokracji płynie się bez chęci odłożenia lektury na bok.

Bale i klejnoty - przed rewolucją

Książka znalazła mnie sama. Gdy przypadkiem natknęłam się w sieci na zdjęcia z balu w Pałacu Zimowym (1903) i zaczęłam się zastanawiać nad skalą i wymową tego niezwykłego wydarzenia (wpis na drugim blogu - Ostatni wielki bal), szukałam również konkretnych informacji. Przyznaję się bez szczególnego namawiania, że historia XX wieku to dla mnie nadal lekcja do przerobienia. Okolice obu wojen światowych kiedyś mnie wcale nie interesowały, dziś jest wręcz przeciwnie. I wtedy z empikowej półki uśmiechnęło się do mnie opasłe tomiszcze z urodziwą, wiekową fotografią na okładce, taką do jakich mam słabość. Podeszłam do Skazanych pokornie, wiedząc, że na pewno przejdę przez lekturę z poczuciem wiecznego "nie wiedziałam". I tak też było. Wiedziałam, że arystokracja rosyjska praktycznie przestała istnieć, ale w mojej głowie wiązało się to z datą rozstrzelania carskiej rodziny*. Okazuje się, że jednak symboliczny kres istnienia arystokracji, jakim jest 17 lipca 1918 roku nie jest jej rzeczywistym końcem. Śmierć była długa, bolesna i przetykana promieniami nadziei na lepsze czasy. Niektórzy emigrowali, niektórzy z lepszym czy gorszym skutkiem starali się dostosować do nowego porządku. A właściwie do panującego chaosu, w którym absurd mieszał się z grozą, a chwile spokoju i pomyślne przypadki z nieoczekiwanymi rozstaniami. Czasami na zawsze.

Arystokracja rosyjska przed rewolucją żyła w migoczącej pięknem beztroski bańce mydlanej. Nie znaczy, że nie przeczuwała przyszłych wydarzeń, swojego własnego końca. Wręcz przeciwnie - od rewolucyjnych nastrojów części arystokracji zakorzenionych jeszcze w XIX stuleciu przez zapał różnych postępowych myślicieli i reformatorów po tych, którzy odczuwali po prostu niechęć do sposobu życia i bycia swojego własnego stanu.

Jajko Fabergé z kolekcji Wiktora Wekselberga


Gdy patrzę na zdjęcia z życia carskiej rodziny (chociażby w moim własnym wpisie na drugim blogu - TU), rzuca mi się w oczy to z jaką naturalnością, swobodą mieszały się w ich otoczeniu zwyczajność (zajęcia takie, jak haftowanie czy zabawy dzieci) i niesamowity blichtr. Ma się wrażenie, że wracali z wesołego spaceru w butach ubrudzonych błotem (które zaraz ktoś niewidzialny im z tych butów zeskrobał) do domu, gdzie pod nogami walały im się brylanty. To nie przesada. 




Co roku, na Wielkanoc car obdarowywał swoją małżonkę cackiem z pracowni Fabergé. Słynna firma jubilerska, dziś znana głównie właśnie z jajek-klejonotów stała się w pewnym momencie nadworną fabryczką carskich kosztowności. Gdy Alicja Heska, czule przez cara nazywana Alix miała wyjść za niego za mąż, rodzina carska obdarowała ją mnóstwem prezentów, z których można wymienić pierścień z różową perłą, perłowy naszyjnik (różowy), bransoletkę z wielkim szmaragdem czy kolię z 280 pereł wielkości winogron (miała dwa metry). Były to niepowtarzalne wyroby. Efekt spotkania wielkiego kunsztu twórców i nieograniczonych możliwości jakie dawały bogactwo i władza w Rosji.

Drzewko z jajkami Fabergé z kolekcji Wiktora Wekselberga


Arystokratyczne, w tym carskie, kosztowności, z czasem rozgrabione, rozsprzedane i zaginione były niemymi świadkami upadku starego świata. Na początku swoim mieniącym się okiem przypatrywały się wielkiej pompie ostatnich dni swobodnej, rozrzutnej balowej socjety. Pracownia Fabergé przygotowała dla carycy Aleksandry strój na sławny bal 1903 roku. Aby wykreować kostium wykorzystano kamienie z carskiej skarbnicy. Okrycie wyszyto szmaragdami i brylantami, w koronkę wpleciono perły i szmaragdy. Kolia z innych cennych kamieni miała zapięcie ze szmaragdu wielkości ludzkiej dłoni, obramowanego brylantami.



Już podczas tego balu dało się wyczuć atmosferę dni, które miały nadejść. Fascynacja pierwszymi Romanowami była w tym przypadku objawem niepokoju odczuwanego przez arystokrację. Rodzina carska chciała już wtedy uciec od narastających problemów współczesności w fantazję na temat wielkiej przeszłości. Jak pisze Douglas Smith, wielki książę Aleksander wspominał: "Przez wielkie okna pałacu mierzyła nas nowa, wroga Rosja. Przepyszny siedemnastowieczny korowód musiał wywrzeć na zagranicznych ambasadorach osobliwe wrażenie: robotnicy strajkują i chmury na Dalekim Wschodzie wiszą niebezpiecznie nisko, a my sobie tańczymy" (str. 106)



Potem arystokratyczne kolie i pierścienie przyglądały się jak balowa socjeta pogrąża się w coraz bardziej desperackiej zabawie, próbując sobie drwić z sytuacji, której nie może już opanować (1905-1914), jak dotyka jej Wielka Wojna i na koniec zostały zaszyte w ubraniach, gdy zaczęły się ucieczki, tułaczki i rozstrzelania. Podobno w trakcie rozbierania zwłok rodziny carskiej, gdy oprawcy przygotowywali je do poćwiartowania i zalania kwasem, drogocenne kamienie, wcześniej zaszyte między fałdami materiałów, powypadały na ziemię.

"Belsatzar war in selbiger Nacht von seinen Knechten umgebracht" - rewolucja

"Baltazar został tej nocy przez sługi swe zabity" - jak podaje ciocia Wiki ten właśnie cytat z Heinego, nieco zmieniony znaleziono zapisany ołówkiem na ścianie w piwnicy domu, gdzie przetrzymywano rodzinę carską. Car, zabity przez sługi swoje - XXwieczna rewolucja wcale nie wybuchła tak nagle, jakby się mogło wydawać. Ona tliła się przez cały wiek XIX, a i wcześniej co jakiś czas wybuchały jej iskierki. Pożoga jednak naprawdę przegalopowała przez Rosję w latach wojny domowej. Płonęły pałace, a z nimi książki. Gdy pali się książki, nic dobrego z tego nie wynika.

Pokój dzieci z rodziny carskiej, Tobolsk (jedno z miejsc uwięzienia)


Skazani to również zapis, nieoczekiwanie, myśli arystokratów, którzy rozumieli dokąd zmierza ich wspaniale udekorowany statek szaleńców. Opowieść o tym, jak to szlachta i jeszcze wyższa warstwa społeczna przygotowywała grunt pod bunt biedoty, który zniósł starą arystokrację i niechcący wyniósł ponad siebie nową kastę uprzywilejowanych. Car Aleksander II Nikołajewicz, ten sam, który sprzedał USA Alaskę, zginął w zamachu bombowym w 1881. Zamachowcem był Polak, Ignacy Hryniewiecki, który należał do organizacji Naradnaja Wola. Sam zamachowiec był szlachcicem, a organizacja powstała jako odpowiedź na politykę władz, które stosowały terror policyjny wobec ruchów opozycyjnych (demokratycznych i socjalistycznych), w których duże znaczenie miały uprzywilejowane warstwy społeczne. Korzeni tych ruchów trzeba szukać w rewolucyjnych działaniach dekabrystów. To oni w latach 20stych XIX wieku doprowadzili do wybuchu antycarskiego powstania, krwawo stłumionego. Wywodzili się z wysokich warstw arystokracji. Na samego Aleksandra II zorganizowano siedem zamachów.

Siergiej Iwanow, Masakra, 1905


Podczas rozruchów rewolucyjnych 1905-1906 część arystokracji, która było wrogo lub krytycznie nastawiona do caratu sama odczuła agresję mas biedoty, jej nieprzebłaganą nienawiść do uprzywilejowanych. Douglas Smith przypomniał mi cytat z Puszkina: "Nie daj Boże widzieć bunt rosyjski, bezmyślny i bezlitosny". Od momentu, gdy wybucha rewolucja lutowa można liczyć już słabnący puls rosyjskiej arystokracji.

Saga o "byłych ludziach"

"Skazani… opowiadają historię wywłaszczenia i wyniszczenia rosyjskiej elity pomiędzy rewolucjami 1917 roku i drugą wojną światową. Książkę wypełniają relacje o rozgrabionych pałacach i podpalonych dworach, o nocnych ucieczkach przed gwałtami wieśniaków i czerwonoarmistów, o uwięzieniach, zesłaniach i egzekucjach. Jest to jednak zarazem opowieść o przetrwaniu i przystosowaniu, o tym, że spora część carskiej klasy rządzącej – ludzi pozostawionych na łasce losu, wysiedlonych, prześladowanych – wylizała się z ran psychicznych po zniszczeniu ich świata i podjęła próbę odnalezienia się w nowym, wrogim sobie ładzie Związku Sowieckiego. Historia ta pokazuje, że nawet w czasach najmroczniejszego terroru życie toczyło się dalej: ludzie zakochiwali się w sobie i rodziły im się dzieci, przyjaciele spotykali się i cieszyli z najprostszych spraw. W tym najwyższym wymiarze Skazani to świadectwo niezwykłej człowieczej zdolności odnajdywania szczęścia nawet w najtragiczniejszych okolicznościach” - fragment ze wstępu autora (cytat za  stroną Wydawnictwa Literackiego)

Należę do nielicznych osób, które uwielbiają długie powieści. I sagi. Sagi dla większości czytelników są nudne jak przysłowiowe flaki z olejem (w sumie nie znam się, nie jadłam ;)). Ta książka jednak nie powinna znudzić nawet tych, którzy za sagami nie przepadają. Czytając ją zadacie sobie mnóstwo pytań - jak zachowalibyście się na miejscu tej, czy tamtej osoby, co kierowało kimś, kto wybierał tak, a nie inaczej, czy głupota, czy uczucia patriotyczne.

Nie zrażajcie się też tym, że jest to książka historyczna ani tym bardziej, że o Rosji (jeśli ktoś się historią Rosji interesuje - moim zdaniem, lektura obowiązkowa). Czytając ją gdzieś z tyłu głowy cały czas odczuwałam piekące pytanie - "A co jeśli to dziś, teraz wydarzyłoby się coś podobnego?". Wydaje nam się, że brutalne czasy rewolucji to przeszłość, że nasza cywilizowana epoka nie pozwoliłaby sobie na taką barbarzyńską wojnę, na wyniszczające konflikty wewnątrz jakiegoś państwa, na mordy, więzienia, prześladowania... Doprawdy? Przy czytaniu tej książki poczujecie niepokój, który może nie jest czymś przyjemnym, ale pozwala na chwilę refleksji na jaką często ciężko się zdobyć w naszych konsumpcyjnych czasach.

Przez karty tej książki przelewa się cierpienie, śmierć, krew. W mojej głowie utkwił lakoniczny opis pewnego procederu bolszewików, tak zwanej socjalizacji kobiet. "Wiosną 1918 roku w Jekaterynodarze bolszewicy wydali dekret O socjalizacji dziewcząt i kobiet. Zgodnie z tym rozporządzeniem, które rozklejono w całym mieście, wszystkie niezamężne kobiety w wieku między szesnastym a dwudziestym piątym rokiem życia miały zostać poddane "socjalizacji". Mężczyźni chcący wziąć udział w tym przedsięwzięciu powinni byli zgłosić się do stosownego organu rewolucyjnego, który mógł wydać im do dziesięciu kobiet "na własne potrzeby". Zachęceni rozporządzeniem czerwonoarmiści złapali około sześćdziesięciu młodych kobiet, przede wszystkim przedstawicielek miejscowej elity; niektóre pojmano w głównym parku miejskim podczas specjalnej obławy. Kilka dziewcząt zabrano do pobliskiego domu i tam zgwałcono; ponad dwadzieścia dostarczono do kwatery bolszewickiego bonzy, a resztę oddano innemu przywódcy partyjnemu i grupie żołnierzy w hotelu Bristol, gdzie zostały zgwałcone. Niektóre ofiary później wypuszczono, inne zaś wywieziono i ślad po nich zaginął, jeszcze inne zabito, a ciała wrzucono do Kubania. Jedną z dziewcząt, piątoklasistkę z miejscowego gimnazjum, żołnierze wielokrotnie gwałcili w ciągu dwunastu godzin. Kiedy skończyli, przywiązali ją do drzewa i podpalili, a potem litościwie zastrzelili". (str. 220) Gdy to czytałam, czułam, jak w moim żołądku robi się śniegowa kula, a potem jak coś mnie dławi. Nigdy nie poryczałam się, czytając książkę popularnonaukową (tu: historyczną). Do tego momentu. Poczucie bezradności wobec okrucieństwa sprawia, że zaczynam odczuwać gniew. Tym razem poczułam też ukłucie strachu. Gdyby to jutro, niedługo świat się tak przewrócił do góry nogami. Co wtedy? Czy byłabym w stanie obronić siebie i bliskich?

Rewolucja 1917


Obrazem, który zapamiętam też na długo jest baśniowa, oniryczna wizja wagonów-domów pędzących po torach pod bezkresnym niebem Rosji. Odnotowałam sobie również nazwiska niezwykłych osób, które występują w tej wielopokoleniowej opowieści. Gdy znajdę chwilę, przyjrzę się ich biografiom bliżej. 

Kiedyś wypełnione po brzegi beztroską sale balowe, błyszczące klejnoty dam, uśmiechające się drogim winem kryształy. Dziś pstrokate wystawy sklepów, powódź kolorowych ubrań, reklamy czy seriale pokazujące wyidealizowany obraz społeczeństwa konsumpcyjnego. Nasze światy nie różnią się aż tak bardzo. Warto pamiętać, że ostatnie dni rosyjskiej arystokracji nastały, gdy nikt się tego właściwie nie spodziewał i bynajmniej nie był to łagodny zmierzch.

źródło zdjęcia
* Zilustrowałam ten wpis głównie zdjęciami związanymi z rodziną carską, ale nie jest ona jednym z rodów, o których są Skazani. Losy tej rodziny wydają się jednak symboliczne. Zdjęcia z albumu Romanowów pochodzą z: Romanov Family Albums, Beinecke Rare Book...

9 komentarzy:

  1. Przeczytam tę książkę z pewnością! Dzięki za zachętę. :) Zresztą zawsze interesował mnie temat Romanowów i rewolucji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książek o samych Romanowach jest chyba całkiem sporo, ale ta jest właśnie wyjątkowa przez to, że jest o tej zwyczajniejszej części arystokracji ;)

      Usuń
  2. Bardzo ciekawy wpis. Też sięgnę po książkę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Książka waśnie trafiła na moją specjalną listę pozycji do kupienia. Twój wpis przeczytałam jednym tchem, bardzo się cieszę, że go stworzyłaś, bo nie wiem, czy w inny sposób trafiłabym na tę książkę. Swego czasu bardzo interesowałam się okresem przedwojennym w Rosji, mam nawet Pamiętniki Mikołaja II, ale jeszcze ich nie czytałam (taki wstyd!). Ze swej strony mogę polecić taką, dość już dawno wydaną, książkę "Podcięte skrzydła. Upadek dynastii Habsburgów, Hohenzollernów i Romanowów" Frederica Mitterranda, która w bardzo ciekawy sposób opisuje przedwojenne i wojenne losy europejskich dynastii panujących. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że kogoś zachęcam, bo książka jest naprawdę warta polecenia. Nie wiem czy chciałabym czytać zapiski Mikołaja II, odbieram go jako bardzo antypatyczną postać, więc pewnie lekturę odkładałabym na później ;) Ciekawą książką, na którą będę polować są Prawdziwe wspomnienia Mali K. Podobno sławna kochanka ostatniego cara była niezbyt przyjemną osobą, ale same wspomnienia muszą być ciekawe.

      Usuń
  4. Twoje wpisy o książkach są bardzo oryginalne. Piszesz sporo od siebie. Właściwie to taki wpis jest osobnym tekstem, a nie zwykłą recenzją. I przekonałaś mnie ostatecznie, a wiesz, że w papierowe wydania nie inwestuję, bo w przeciwieństwie do Ciebie nie mam w tej chwili, gdzie trzymać książek i na zakup mieszkania (zazdrość!) się nie zapowiada za prędko.

    Olin

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo brakuje opisów pod publikowanymi fotografiami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe, ale gdzieś w okolicy tego wpisu się już tłumaczyłam - pochodzi z okresu, gdy mój blogspot ładował podpisy pod zdjęciami wybiórczo, a często, gdy już udało się coś dodać roboczo, nie można było edytować. Do niektórych z tych wpisów potem wróciłam i udało mi się poprawić jakość, ale niestety, blog jest dość, hym, treściwy ;) i nie wszystko poprawiałam. Może jeszcze tu wrócę, potraktuję ten komentarz jako motywator.

      Usuń

Witam w mojej baśni!
Zostawiając komentarz, tworzysz to miejsce razem ze mną.
Ze względu na spam moderuję komentarze do starszych postów.