sobota, 24 maja 2014

Potwory i atomowe strachy (Godzilla - historia i kaijū-eiga)

Czas rozkruszyć nieco snobistyczną atmosferę, która otoczyła kącik orientalny. Nie samymi drzeworytami człowiek żyje. Godzilla to uroczy płód japońskiej fantazji, potwór wielce vintage i dlatego zasługuje tu na chwilę uwagi. Poza tym, jestem prawdziwą fanką japońskich potworów. Mam takie nieartykułowane życzenie, którego nikt jeszcze nie spełnił (więc pewnie w końcu sama sobie je spełnię) - chciałabym mieć taką pluszową Godzillę albo chociaż tęczową Mothrę do przytulania. Może ktoś kiedyś odważy się mi kupić w prezencie zamiast perfum czy kwiatów :)

Tomoyuki Tanaka - producent pierwszego filmu o Godzilli, plan jednej z japońskich Godzilli (źródło)


(uwaga! część wpisu zawiera śladową ilość recenzowania i informacje o niektórych elementach fabuły filmu Godzilla z 2014 roku)

Byłam sobie w kinie. Na najnowszej Godzilli. Nie miałam wielkich nadziei, a na takie obdarzone megatonami efektów specjalnych filmy wybieram się zazwyczaj z rozpędu, a nie z przekonania, ale nie jestem bardzo zła na twórców filmu (chociaż zakładałam, że będę). Fabuła miejscami się rozłazi, bo autorzy tej megaprodukcji ewidentnie chcieli spiąć ze sobą hollywoodzką narrację i nutkę nostalgii fana japońskich "oryginałów", co nie zawsze wyszło. Jest też parę innych baboli, łącznie z grą aktorską, która zwyczajnie niezbyt mi się podobała, ale nie będę taka czepliwa i powiem co mi się podobało - przede wszystkim sama koncepcja przedstawienia tej już dobrze znanej historii, przywołująca jednak do pewnego stopnia klimat pierwowzorów oraz sam potwór z głębin, który ma w sobie sympatyczną nieporadność z japońskich produkcji.



Co stoi za urokiem wizji napromieniowanego jaszczura śmigającego w destrukcyjnym szale po wielkim mieście? Ludzkość jak roztocza w kurzu. Drepcząca sobie po naskórku planety. Nagle zdaje sobie sprawę, że stała się paprochem pod nogami wielkich zapaśników. Karaluch na arenie, gdzie zawodnicy sumo toczą pradawny bój. Wybaczcie mi natchnione porównanie (japońszczyzna sama mi się narzuca), właściwie to nawet porównanie nieco bez sensu, bo w tym filmach zazwyczaj walczące potwory nie bawią się w subtelne reguły gry. Kieruje nimi instynkt przetrwania, rozmnażania się i zabijania. Zostało to mocno, chociaż trochę zbyt łopatologiczne podkreślone w tej najnowszej produkcji. Jest w tej wizji i dziki patos i pierwotny lęk zbiorowości ludzkiej przed kruchością naszej cywilizacyjnej zbroi. Często zapominamy o tym, czym jesteśmy dla tej planety. Filmy o potworach, zdawałoby się niewinny, rozkoszny kicz potrafią jednak ukazać nasz gatunek jako mrowie bezradnych robaczków, które nagle dowiadują się, że zamiast być koroną stworzenia są zaledwie jednodniowymi jętkami. 

Słodziak z 2014


Potwory z głębin

Zastanawiałam się kiedyś skąd właściwie Godzilla się wziął/wzięła. Przez długi czas sądziłam, że korzenie potwora muszą sięgać tam, gdzie zazwyczaj ukorzenione są mityczne kreatury, jakie "bada" kryptozoologia. Dawne legendy, jakieś krążące od zawsze opowieści i stare potworzyska, jakich pełno w folklorze. A to nie tak. O tym jak narodził się Godzilla opowiem za chwilę. Teraz opowiem Wam ogólnie o pewnym zjawisku w japońskiej kulturze. 

Kaijū znaczy po japońsku "dziwna bestia". Ten termin kojarzony jest z japońskimi filmami o potworach, kaijū-eiga, które są odrębnym gatunkiem filmowym inspirującym także kinematografię zachodnią. To mieszanka filmu katastroficznego, przygodowego, horroru i fantastyki naukowej. Sam Godzilla spotykał wiele różnych potworów i w japońskich filmach aż się od nich roi. Do kaijū zalicza się także, na przykład, King Konga, który był jedną z inspiracji japońskiej Godzilli. Gatunek filmowy narodził się jeszcze w latach 30-stych, a więc zanim gadzina wyszła na brzeg. Wtedy powstawały w Japonii filmy nawiązujące do słynnej amerykańskiej produkcji o gargantuicznej małpie. Kaijū-eiga mają charakterystyczną fabułę, której schemat łatwo odnaleźć już po obejrzeniu dwóch produkcji. W latach 60/70tych potwory przestały jedynie siać destrukcję, a zaczęły być obrońcami ludzkości (przed innymi potworami, żeby nie było nudno ;)).

"Dziwne bestie" są  zmutowanymi, spotworniałymi zwierzętami (Godzilla, Mothra), wielkimi robotami (Mechagodzilla), kosmicznymi stworami (Gigan) czy mitologicznymi istotami (Yamata no Orochi). W serialach z efektami specjalnymi (tokusatsu*) potwory mogą być naprawdę dziwaczne (od pomidora po parasolkę), co jest dziedzictwem ludowej wyobraźni na temat yokai.

Filmy o podobnej tematyce nie są domeną jedynie Japończyków. Chociażby w samej Azji Koreańczycy nakręcili w 1967 Taekoesu Yonggary (znany jako Reptilian) oraz pastisz King Konga w latach 70-tych. Prymusami w temacie są oczywiście Amerykanie. Już nieme filmy miały swojego potwora tego rodzaju. The Lost World z 1925 roku (ekranizacja prozy Arthura Conan Doyle'a), King Kong z 1933 ze słynnymi efektami Willisa O'Briena. Era Atomowa również miała swoje monstra: The Beast from 20,000 Fathoms, olbrzymie mrówki z Them!, wielka ośmiornica z It Came from Beneath the Sea czy Tarantula. Przyznam się bez specjalnego namawiania, że bardzo lubię te dziwaczne filmidła o potworach, kosmitach i dziwnych stworach, jakie powstały w Stanach w tej epoce. Potem były zarówno powtórki z rozrywki, jak i nowe pomysły, z których najlepszym okazał się Park Jurajski, który również wpisuje się w wymogi gatunku. Europejczycy mają brytyjskiego The Giant Behemoth z lat 50-tych, Konga i Gorgo z 60-tych i duńskiego Reptilicusa.

Zdaje się, że drugim najpopularniejszym (przynajmniej w Japonii) potworem z filmów kaijū-eiga jest Mothra - zmutowana ćma. Jej popularność nie wynika tylko z psychodelicznego wyglądu, który sprawia, że Mothra nadaje się idealnie na pluszaka, ale również z jej charakteru. Potwór po raz pierwszy pojawia się w filmie w 1961 roku i jest wtedy niezbyt przychylnie nastawiony do ludzkości. Krótko mówiąc: sieje zniszczenie. Musicie jednak zrozumieć Mothrę. Jest bóstwem, której cześć oddają mieszkańcy pewnej tajemniczej krainy, a towarzyszą jej śpiewem małe "wróżki", Shobijin, które zostają bezczelnie porwane przez ludzi. No i się zaczyna...

W innych filmach wielka ćma służy ludziom pomocą, czasami walczy z Godzillą, a czasami jest sprzymierzeńcem gada (zależy też od podejścia Godzilli do tych spraw ;)). Tęczowa Mothra jest potworem pokoju. Cóż rzec. Japończycy :D Zarówno Godzilla jak i Mothra narodziły się w wytwórni Tōhō. Inne kaijū, które powołała do życia tylko ta jedna wytwórnia to: Angorosoaurus, Tytanozaur, Gorozaur i Baragon (dziwaczne dinozaury), Battra (olbrzymi motyl), Biollante (krzyżówka człowieka, róży i Godzilli...), Gigan, Godzillazaur, Hedora, Kamacuras (wielka modliszka), King Ghidorah (trzygłowy smok), Kumonga (pająk), Manda (wąż morski), Mechagodzilla, Meganula (zmutowana ważka), Megalon, Minya - syn Godzilli, Moguera (robot), Monster X, Daku (wielka ośmiornica), Orga (zły kosmita), Rodan (pterozaur), Spacegodzilla (kryształowe monstrum z kosmosu), Varan i mój ulubieniec, czyli fantazja na temat monstrum stworzonego przez pewną niebanalną pisarkę - Furankenshutain.


Przeuroczy amerykański plakat do Mothry (Amerykanie bardzo chętnie sięgali po japońskie kaijū-eiga i robili swoje wersje)
Mosura (Mothra) - debiut wielkiej ćmy
Filmy z Godzillą i Mothrą były tak popularne, że inna japońska wytwórnia filmowa powołała do życia własnego potwora. Gamera stworzony przez wytwórnię Daiei wkrótce stał się główną konkurencją dla Godzilli. Gamera to również potężny gad. "Prehistoryczny" żółw. Latający żółw. Wyjaśnienie pochodzenia tego stwora było już nieco trudniejsze niż w przypadku dinozauropodobnej Godzilli. Według jednej z wersji Gamera został stworzony przez Atlantydów, którzy mieli problem z innymi latającymi potworami. Gamera zadebiutował w 1965 roku i od samego początku przejawiał zachowania, które później odróżnią potwornego żółwia od monstrum wytwórni Toho. Godzilli zdarzało się w późniejszych filmach być antybohaterem, który jakoś tak przypadkiem walczy z innymi potworami, a nawet jawnym obrońcą ludzkości. Dla Gamery stało się to w pewnym momencie oczywistością. Już w pierwszym filmie z nieokreślonych powodów ratuje małego chłopca. Potem staje się bohaterem serii filmów adresowanych do młodszej widowni i zyskuje przydomek "przyjaciel wszystkich dzieci". Późniejsze filmy ukazują Gamerę w mniej przyjaznym świetle, ale ostatni z nich Chiisaki yûsha-tachi: Gamera to historia przyjaźni małego chłopca i dziecka Gamery (potwór poświęcił się, ratując ludzi, ale zostawił swoje jajo).



 Atomowy oddech i porcięta

W marcu 1954 roku załoga japońskiego kutra Daigo Fukuryū Maru była świadkiem dziwnych wydarzeń. Radiooperator obecny wówczas na pokładzie krzyknął podobno, że widzi coś większego od słońca. Nie była to Godzilla, ale przeprowadzany test broni termojądrowej. W ramach operacji Castle Bravo doprowadzono na atolu Bikini do eksplozji bomby o niegroźnej nazwie Krewetka (Shrimp). Ognista kula osiągnęła 5 km średnicy i wzniosła się na 11 km. W ciągu 11 minut osiągnęła 100 km. Wyspa, która była centrum akcji, zniknęła. Chmurę i kulę ognia było widać z atolu Kwajalein odległego o 450 km. Japoński kuter znajdował się wtedy w odległości mniejszej niż 200 km od punktu zero i uderzył w niego opad radioaktywny. Media i opinia publiczna gwałtownie zareagowały na ten incydent i ruszyła fala odszkodowań. Całe zamieszanie związane z atolem Bikini bardzo długo nie ucichło (incydent z kutrem to tylko czubek góry lodowej ludzkiego cierpienia i nadużyć). Historia załogi stała się jednak inspiracją dla Ishiro Hondy, który nakręcił film Gojira. Potwór miał być symbolem zagrożenia, jakie niosła ze sobą broń termojądrowa. Japończycy jeszcze nie zdążyli otrząsnąć się z tragedii Hiroszimy, gdy pojawiły się nowe kontrowersje wokół prób atomowych. Tak naprawdę lęk związany z energią jądrową nigdy nie umarł, a w Japonii był szczególnie silny. Godzilla stała się projekcją strachu ludzi przed tajemniczą i zabójczą siłą.

Eksplozja podczas próby Castle Bravo (źródło)

Godzilla stała się symbolem zagrożenia związanego z energią jądrową. Według niektórych wersji jest mutantem popromiennym. Ma też atomowy oddech niczym smok - strzela snopem, który ma w różnych wersjach inne natężenie mocy i kolor. Pomysł na potwora narodził się w japońskiej wytwórni Toho. Poza wydarzeniami na kutrze, inspiracją dla twórców był wygląd dinozaura z amerykańskiego filmu The Beast from 20,000 Fathoms.  Podobno na początku potwór miał być gigantyczną ośmiornicą. Ostatecznie zdecydowano się na mieszankę gadzich cech aligatora, stegozaura, tyranozaura i iguanodona. Miał ciemnoszary kolor łusek pokrywających ciało, groźny grzebień kostnych płyt wzdłuż grzbietu i poruszał się w pozycji wyprostowanej. Ten wygląd powtarzają w mniejszym czy większym stopniu wszystkie japońskie wersje potwora. Podobnie rzecz się ma z jego pochodzeniem. Podaje się, że jest prehistorycznym gadem, a jego moce i destrukcyjna potęga biorą się z napromieniowania.

Nazwa Gojira (Godzilla) to połączenie słów kujira - wieloryb i gorilla - goryl. Po sieci krąży niepotwierdzona nigdy plotka, że było to przezwisko jednego z pracowników wytwórni ;) Inna tajemnica dotyczy słynnego ryku Godzilli. Tu znów plotka głosi, że twórców natchnęła skrzypiąca furtka do studia. Japoński ryk potwora to dźwięk wydawany przez nasączoną żywicą rękawicę pocierającą struny kontrabasu. Ot, magia kina!

Popularność Godzilli przekroczyła granice Japonii, gdzie pojawiła się w kilkudziesięciu filmach  pełnometrażowych wyprodukowanych przez wytwórnię Tōhō i serialach. Pojawiła się w  książkach, komiksach, grach komputerowych, a już w 1956 roku trafiła do amerykańskich kin (Godzilla, King of the Monsters!) skąd rozpoczęła inwazję na Stany i resztę świata. Pierwszy film pociągnął za sobą falę tsunami, która toczy się nieprzerwanie od lat 50-tych po dziś dzień. W tym czasie Godzilla była i dobra i zła. Walczyła z podobnymi do siebie potworami, z najeźdźcami z kosmosu i z monstrualnymi robotami. Niektóre z produkcji kontynuowały historie znane z poprzednich filmów, inne nie. Japończycy tak bardzo kochają swoją wizję Godzilli, że gdy w 1998 roku Amerykanie postanowili nakręcić nowy film i stworzyli potwora różniącego się znacznie od japońskich oryginałów, wytwórnia Tōhō określiła go jako Zillę (w odróżnieniu od Godzilli). Amerykanie bardzo polubili potwora. Do tego stopnia, że poza powieściami z Random House i komiksami Marvela i Dark Horse Comics poświęcili mu animowane seriale.

Jak powstała Godzilla? W czasach, gdy korzystano już z dobrodziejstw efektów specjalnych (a korzystano z nich niemalże od początku istnienia kinematografii) najbardziej zaawansowana była metoda zdjęć poklatkowych, dzięki której powstały efekty chociażby do King Konga. Niestety, Godzillę produkowano w wielkim pośpiechu i zaszła konieczność zastąpienia drogiej i długotrwałej pracy przy zdjęciach poklatkowych. Zdecydowano się na przebieranie człowieka w strój potwora i zastosowanie makiet.

Lateksowy strój Godzilli ważył prawie 100 kg! Ponadto otwory na oczy ulokowane nie w głowie, ale w szyi potwora były bardzo małe i sprawiały, że aktor widział niewiele. Paszcza bestii poruszana była zdalnie. Ostatecznie Godzillę grało dwóch aktorów: Haruo Nakajima (który wystąpił też w roli dziennikarza) i Katsumi Tezuka.

Gadzie porcięta i makieta zabudowań, plan jednego z późniejszych filmów o Godzilli

Aktorzy mieli przed sobą niełatwe zadanie, bo film kręcono również w specyficznych warunkach. Aby zdjęcia były bardziej realistyczne zdecydowano się na większą szybkość nagrania i użycie większej ilości światła na planie. Lateksowy kostium nagrzewał się do prawie 500C. W efekcie chód bestii jest już legendarnie ociężały. Krótko mówiąc gadzie porcięta, które musieli nosić aktorzy wymagały od nich poświęcenia nie mniej monstrualnego niż wygląd filmowego potwora.



Dla potrzeb pierwszego filmu o Godzilii trzeba było zbudować całe miniaturowe miasto. Za tę część efektów odpowiedzialny był Eiji Tsuburaya, który wcześniej zaangażowany był w pracę propagandową dla rządu japońskiego. W trakcie wojny Japonia nie ociągała się z wysyłaniem dokumentalistów na tereny objęte działaniami, ale oczywiście potrzebowano też materiału propagandowego podnoszącego morale. W ten sposób zaangażowano osoby odpowiedzialne za tworzenie makiet wykorzystywanych przy rekonstrukcjach walk. Istnieje legenda mówiąca o tym, że materiały stworzone przez Tsuburayę były tak przekonujące, że dali się na nie nabrać nawet Amerykanie myślący, że oglądając film propagandowy, oglądają prawdziwy atak na Pearl Harbor. Makiety do Godzilli wykonywano ręcznie z wielką dbałością o szczegóły po to, aby... zniszczenia dokonane przez potwora wyglądały jak najbardziej realistycznie. Cały urok tego typu pracy.


Co ciekawe, Godzilla w pierwszym japońskim filmie przybywa od strony Ameryki, siejąc zniszczenie niczym bomba atomowa. W ostatnim, amerykańskim filmie potwory niszczą miasta w Stanach przybywając z Japonii. Japońskość jest wpisana w Godzillę i nie sposób się jej pozbyć, robiąc z niej "po prostu potwora".

* Tokusatsu (jap. 特撮 tokusatsu?, dosł "efekty specjalne") – termin używany w Japonii odnoszący się do wszelkich kinowych lub telewizyjnych filmów live-action, czy dram, które odznaczają się znacznym wykorzystaniem efektów specjalnych (tokusatsu dosłownie tłumaczy się jako "efekty specjalne").
Produkcje tokusatsu przeważnie zajmują się gatunkami science fiction, fantasy i horroru. Najpopularniejsze rodzaje tokusatsu obejmują filmy z monstrualnymi potworami (np. Godzilla i Gamera), telewizyjne seriale o superbohaterach (np. serie Kamen Rider i Metalowi Herosi) czy dramy z gatunku mecha (np. Giant Robo). Niektóre telewizyjne produkcje tokusatsu łączą kilka z tych podgatunków, jak na przykład serie Ultraman i Super Sentai. Tokusatsu jest jedną z najbardziej popularnych form japońskiej rozrywki, ale większość filmów i programów telewizyjnych z tego gatunku nie jest powszechnie znanych poza Azją. (informacje żywcem z Wikipedii, leniwa jestem)

_________________________________________________________________________________

3 komentarze:

  1. Niewiele wiedziałam o Godzilli. Dziękuję za przybliżenie mi tego tematu!

    OdpowiedzUsuń
  2. Tym wpisem autorka bloga skradła mi serce. Tak sobie zaglądam czasami i jakoś dotąd nic nie napisałem, ale tym razem muszę. Uwielbiam Twoje długie wpisy. Zawsze napiszesz o czymś, o czym nie miałem pojęcia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Też byłam! I też pozytywnie rozczarowana. I też zazwyczaj na taką morderczą dawkę efektów się nie skuszę.
    Bardzo ciekawy wpis. Przynajmniej połowy z tego, o czym piszesz nie wiedziałam. Podoba mi się taka formuła pisania o książkach czy kinie. Baaaardzo!

    Olinka

    OdpowiedzUsuń

Witam w mojej baśni!
Zostawiając komentarz, tworzysz to miejsce razem ze mną.
Ze względu na spam moderuję komentarze do starszych postów.